Zadkiel, Raphael i proces o kryształową kulę 1863 roku
Almanachy wydawane w wiktoriańskiej Anglii pod pseudonimami Raphaela i Zadkiela oraz proces o zniesławienie wytoczony w 1863 roku przez Richarda Jamesa Morrisona admirałowi Belcherowi pokazują, że astrologia, wyśmiana sto lat wcześniej, odrodziła się jako druk masowy, prywatna praktyka i towarzyska ciekawość, a zarazem wciąż pozostawała na granicy prawa.

Astrologia po oświeceniu
Na przełomie XVIII i XIX wieku astrologia w Anglii była zjawiskiem szczątkowym. Dawne almanachy nadal się ukazywały, ale przepowiednie były w nich często ozdobnikiem, a uczona kultura traktowała całą dziedzinę jako relikt przesądu. Nieliczni entuzjaści przechowywali dawne podręczniki z XVII wieku, przede wszystkim dzieła Williama Lilly’ego, i przekazywali sobie wiedzę w wąskich kręgach. W 1824 roku nowa ustawa o włóczęgostwie uznała za wykroczenie udawanie lub deklarowanie umiejętności przepowiadania przyszłości przez chiromancję lub inne sposoby, co objęło także odpłatne stawianie horoskopów i zagrażało każdemu, kto zarabiał na przepowiedniach.
W tych warunkach odrodzenie astrologii przyjęło formę wydawniczą. Nie powstały katedry ani towarzystwa uczone, lecz roczniki, podręczniki i efemerydy, a ich autorzy ukrywali się pod pseudonimami zaczerpniętymi z angelologii. Pseudonim pełnił kilka funkcji naraz. Chronił przed konsekwencjami prawnymi i towarzyskimi, nadawał tekstom aurę tajemnej wiedzy i tworzył markę, którą mogli przejmować kolejni autorzy. W dziejach wiktoriańskiej astrologii nazwiska Raphaela i Zadkiela oznaczają więc nie tylko konkretne osoby, ale i długotrwałe przedsięwzięcia wydawnicze.
Raphael, czyli marka zmarłego autora
Pierwszym Raphaelem był Robert Cross Smith, urodzony w 1795 roku w Bristolu, który na początku lat dwudziestych przeniósł się do Londynu i wszedł do kręgu ludzi zainteresowanych astrologią i okultyzmem. Redagował krótko żywe periodyki poświęcone tym tematom, a od drugiej połowy dekady wydawał coroczny Prophetic Messenger, który łączył kalendarz, przepowiednie polityczne i pogodowe z anegdotami o duchach i wróżbach. W 1828 roku ukazał się jego Manual of Astrology, podręcznik przystępnie wykładający technikę stawiania i odczytywania horoskopu. Smith zmarł młodo, w 1832 roku, ale jego pseudonim nie zniknął.
Kolejni wydawcy i astrolodzy przejęli imię Raphaela i kontynuowali rocznik, a z czasem związane z tą marką efemerydy, czyli tablice położeń planet na każdy dzień roku, stały się podstawowym narzędziem anglojęzycznych astrologów i wydawane były jeszcze w XX wieku. Ten los marki jest charakterystyczny dla epoki. Astrologia nie miała instytucji, które gwarantowałyby ciągłość wiedzy, więc rolę tę przejął rynek: znane imię zapewniało czytelników, a czytelnicy zapewniali trwanie imienia. Historyk musi tu rozróżniać kolejnych „Raphaelów”, których tożsamość nie zawsze jest jasna, i nie przypisywać założycielowi wszystkiego, co ukazało się pod jego pseudonimem.
Zadkiel, oficer marynarki
Zadkielem był Richard James Morrison, również urodzony w 1795 roku, oficer Królewskiej Marynarki Wojennej, który służył między innymi w straży przybrzeżnej i odszedł ze służby w stopniu porucznika. Od początku lat trzydziestych wydawał rocznik, który pod tytułem Zadkiel’s Almanac stał się jednym z najpopularniejszych tego rodzaju wydawnictw w wiktoriańskiej Anglii. Ogłosił też Grammar of Astrology i opracował na nowo dzieło Lilly’ego, przystosowując siedemnastowieczny podręcznik do potrzeb współczesnych czytelników. Morrison był człowiekiem o ambicjach intelektualnych, wdawał się w spory naukowe, a astrologię przedstawiał jako zaniedbaną naukę, którą należy oczyścić z przesądu i przywrócić jej godność.
Almanach Zadkiela zawierał przepowiednie dotyczące polityki, pogody, zdrowia publicznego i losów znanych osób, ułożone na podstawie położeń planet w ciągu roku. Jak wszystkie przepowiednie tego rodzaju, były one na tyle ogólne, że rzeczywiste wydarzenia często dawało się do nich dopasować po fakcie, a rocznik chętnie przypominał trafienia z lat poprzednich. Według powtarzanej później relacji szczególny rozgłos przyniosło mu ostrzeżenie dotyczące zdrowia księcia Alberta zamieszczone w almanachu na rok 1861; gdy książę małżonek zmarł w grudniu tegoż roku, przepowiednię uznano powszechnie za spełnioną, a sprzedaż rocznika wzrosła. To właśnie ten rozgłos sprowokował atak, który doprowadził do procesu.
Hieroglif, rachunek i anegdota
Wiktoriańskie almanachy astrologiczne miały własną poetykę, odmienną od surowych kalendarzy z epoki Partridge’a. Zarówno rocznik Raphaela, jak i almanach Zadkiela otwierał zwykle tak zwany hieroglif, rozkładana lub całostronicowa rycina, na której alegoryczne postacie, zwierzęta, budowle i znaki planet układały się w zagadkowy obraz wydarzeń nadchodzącego roku. Czytelnik otrzymywał zagadkę, którą mógł rozwiązywać przez dwanaście miesięcy, porównując ją z doniesieniami prasy. Obraz był dostatecznie wieloznaczny, by dało się w nim odnaleźć niemal każdą wojnę, katastrofę czy zgon, a zarazem dość sugestywny, by po fakcie wyglądał na przepowiednię.
Obok hieroglifu almanach zawierał materiał całkiem innego rodzaju: tablice, obliczenia, uwagi o pogodzie i rolnictwie, krótkie wykłady techniki astrologicznej oraz rubryki z horoskopami znanych postaci. Ta mieszanina rachunku i obrazu odpowiadała podwójnej publiczności. Jedni kupowali rocznik dla zagadki i anegdot o dziwach, drudzy dla danych, z których sami mogli stawiać horoskopy. Między tymi grupami rozciągała się szeroka strefa czytelników ciekawych, ale niezaangażowanych, którzy czytali przepowiednie tak, jak czyta się wiadomości o osobliwościach.
Morrison przywiązywał wagę do tej drugiej, technicznej części i chętnie przedstawiał się jako człowiek liczb, a nie wróżbita. Ten rys tłumaczy, dlaczego tak boleśnie odebrał zarzut oszustwa. Jego program polegał na udowodnieniu, że astrologia jest dziedziną wiedzy, którą można uprawiać z rachunkiem w ręku, a oskarżenie o naciąganie łatwowiernych arystokratów sprowadzało go do roli, od której przez całe życie się odżegnywał.
Kryształ w salonach i list admirała
Obok wydawania almanachu Morrison prowadził w latach pięćdziesiątych XIX wieku spotkania, na których uczestnicy wpatrywali się w kryształową kulę w nadziei ujrzenia w niej wizji. Krystalomancja, znana od stuleci, przeżywała wówczas towarzyskie ożywienie, związane z modą na spirytyzm i zjawiska nadprzyrodzone. Na spotkania u Morrisona przychodzili przedstawiciele arystokracji i wyższych sfer, a to połączenie astrologa, kryształu i szlachetnie urodzonych gości stało się materiałem idealnym dla polemisty. Dla jednych było dowodem, że astrologia odzyskuje dawny prestiż, dla innych, że elita kraju ulega tym samym przesądom co lud, tylko w wytworniejszym otoczeniu. Same seanse nie miały wiele wspólnego z rachunkiem astrologicznym; była to inna, starsza praktyka wizjonerska, którą Morrison uprawiał obok horoskopów, a której połączenie z jego nazwiskiem okazało się dla niego najbardziej kłopotliwe.
Po śmierci księcia Alberta admirał Sir Edward Belcher, znany oficer marynarki i podróżnik, opublikował w „Daily Telegraph” list, w którym atakował Zadkiela jako oszusta. Zarzucał mu, że nabija w butelkę łatwowiernych, a jego seanse krystaliczne są sposobem wyłudzania pieniędzy od ludzi z towarzystwa. Morrison, który od dziesięcioleci występował jako obrońca naukowego charakteru astrologii, uznał list za zniesławienie i wytoczył Belcherowi proces. Decyzja ta była ryzykowna, bo spór musiał się toczyć w sali sądowej, w której jego działalność stawała się przedmiotem publicznego badania.
Proces odbył się w czerwcu 1863 roku przed sądem Ławy Królewskiej, a przewodniczył mu Lord Chief Justice Sir Alexander Cockburn. Najbardziej sensacyjnym jego elementem były zeznania osób z wyższych sfer, które przyznały, że uczestniczyły w seansach u Morrisona i patrzyły w kryształ; obrona próbowała pokazać ich obecność jako dowód, że astrolog obracał się wśród ludzi, od których mógł czerpać korzyści. Według relacji z procesu z zeznań wynikało zarazem, że Morrison nie pobierał za seanse opłat, co osłabiało zarzut wyłudzania. Prasa relacjonowała proces szeroko, nie szczędząc ironii pod adresem zarówno astrologa, jak i jego dostojnych gości.
Wyrok był dwuznaczny i właśnie w tej dwuznaczności leży jego wymowa. Ława przysięgłych uznała, że Belcher zniesławił Morrisona, ale przyznała mu jedynie symboliczne odszkodowanie w wysokości dwudziestu szylingów. Sędzia w podsumowaniu nie krył sceptycyzmu wobec astrologii. Kwota ta, ułamek kosztów samego postępowania, była w angielskiej praktyce sądowej czytelnym sygnałem, że przysięgli uznali naruszenie dobrego imienia, ale nie uważali tego imienia za szczególnie cenne. Morrison wygrał więc sprawę, lecz przegrał spór o powagę: sąd potwierdził, że nie był oszustem w sensie prawnym, a zarazem dał do zrozumienia, że jego sztuka nie zasługuje na poważne traktowanie.
Odrodzenie na granicy
Proces z 1863 roku bywa przywoływany jako jedno z wydarzeń, które ujawniły skalę odrodzenia astrologii w wiktoriańskiej Anglii. Pokazał, że almanachy sprzedawane w dużych nakładach nie były tylko rozrywką dla ubogich, że w salonach arystokracji interesowano się wizjami w krysztale, a obok dawnej astrologii pojawiały się nowe formy zainteresowania tym, co ukryte. Pokazał też ograniczenia tego odrodzenia. Astrologia działała w obszarze prywatnym i handlowym, bez instytucjonalnej ochrony, pod stałą groźbą przepisów o wróżbiarstwie i w sytuacji, w której jej obrona przed sądem musiała przybrać formę walki o dobre imię jednego człowieka.
Postacie Raphaela i Zadkiela należą do okresu przejściowego. Ich astrologia była jeszcze w znacznej mierze kontynuacją tradycji siedemnastowiecznej: przepowiedni mundanowych, horoskopu urodzeniowego i odpowiadania na pytania, przekazywanej z podręczników Lilly’ego. Zarazem przygotowali grunt pod późniejsze przemiany. Utrwalili krąg czytelników, który pod koniec stulecia zainteresuje się teozofią i nowymi, psychologizującymi formami astrologii; stworzyli efemerydy i podręczniki, z których korzystali następcy; i przyzwyczaili publiczność do tego, że astrolog może być rozpoznawalną postacią medialną, kimś, o kim pisze prasa i z kim spiera się admirał.
Gdy patrzy się na wyrok dwudziestu szylingów z dystansu, trudno o lepszy symbol położenia astrologii w wiktoriańskiej Anglii. Nie była już ścigana jako groźna herezja, ale też nie zdołała odzyskać szacunku uczonych. Społeczeństwo, które oficjalnie z niej szydziło, kupowało jej almanachy, a jego wyższe sfery chodziły patrzeć w kryształ. Proces Morrisona przeciw Belcherowi wydobył na światło tę podwójność i utrwalił ją w pamięci epoki jako zabawną, ale wymowną anegdotę o tym, że gwiazdy wciąż miały swoich czytelników, nawet gdy nikt nie chciał się do nich przyznawać.
