Theodor Adorno i The Stars Down to Earth
W studium The Stars Down to Earth Theodor W. Adorno przeczytał codzienną rubrykę astrologiczną „Los Angeles Times” nie jako naiwny przesąd, lecz jako wytwór przemysłu kulturowego, który pod pozorem rad płynących z gwiazd uczy czytelników przystosowania, posłuszeństwa wobec autorytetu i akceptacji porządku, którego nie mogą zmienić.

Filozof w Kalifornii
Theodor Wiesengrund Adorno, filozof, socjolog i teoretyk muzyki, był jedną z głównych postaci tak zwanej szkoły frankfurckiej, skupionej wokół Instytutu Badań Społecznych. Po dojściu nazistów do władzy znalazł się na emigracji, najpierw w Oksfordzie, potem w Stanach Zjednoczonych, gdzie od końca lat trzydziestych pracował w Nowym Jorku, a następnie w Kalifornii. Tam, wspólnie z Maxem Horkheimerem, napisał Dialektykę oświecenia, ogłoszoną w ostatecznej postaci w 1947 roku. Książka zawierała rozdział o przemyśle kulturowym, w którym film, radio i muzyka popularna zostały opisane jako system masowej produkcji świadomości, ujednolicający upodobania i wychowujący do konformizmu.
Po powrocie do Frankfurtu w 1949 roku Adorno wrócił jeszcze do Kalifornii na przełomie lat 1952 i 1953, by prowadzić badania dla fundacji psychiatrycznej Fredericka Hackera w Beverly Hills. W tym okresie przeprowadził analizę, która stała się podstawą studium The Stars Down to Earth. Jego przedmiotem była rubryka astrologiczna dziennika „Los Angeles Times”, przypisywana popularnemu hollywoodzkiemu astrologowi Carrollowi Righterowi; Adorno analizował ją przez kilka miesięcy, od listopada 1952 do lutego 1953 roku. Tekst ukazał się po angielsku w 1957 roku w niemieckim roczniku amerykanistycznym „Jahrbuch für Amerikastudien”, a później w niemieckiej wersji pod tytułem Aberglaube aus zweiter Hand. Szerszej publiczności anglojęzycznej udostępniło go dopiero wydanie zbiorowe z 1994 roku, przygotowane przez Stephena Crooka.
Wybór miejsca nie był przypadkowy. Dla emigranta z Europy południowa Kalifornia, z Hollywood, przemysłem filmowym i reklamą, stanowiła laboratorium kultury masowej w najczystszej postaci. Adorno, wychowany w tradycji niemieckiej filozofii i muzyki, przyglądał się jej z dystansem, który bywał wyniosły, ale pozwalał mu dostrzegać rzeczy oczywiste dla tubylców i przez to przez nich niezauważane. Rubryka astrologiczna, pozornie najbłahszy element gazety, wydała mu się tak samo godna analizy jak film czy przebój radiowy, bo właśnie w rzeczach błahych i codziennych przemysł kulturowy działa najskuteczniej, nie budząc oporu.
Zabobon z drugiej ręki
Kluczowe pojęcie studium to przesąd wtórny, w wersji niemieckiej „zabobon z drugiej ręki”. Adorno nie zajmował się astrologią jako tradycją ezoteryczną, systemem korespondencji czy dziedzictwem renesansowej filozofii przyrody. Te wymiary go nie interesowały i świadomie je pomijał. Interesowała go astrologia w postaci, w jakiej docierała do milionów czytelników gazet: jako codzienna porada, krótka, bezosobowa, oderwana od jakiegokolwiek doświadczenia duchowego czy wiedzy technicznej. Czytelnik rubryki nie stawiał horoskopu, nie uczył się sztuki i nie przeżywał lęku przed niebem, który według Adorna towarzyszył dawnym formom zabobonu. Otrzymywał gotowy produkt, dostarczany przez instytucję prasową tak samo jak prognoza pogody czy wiadomości giełdowe.
Wtórność oznaczała więc, że związek czytelnika ze źródłem rzekomej wiedzy jest pośredni i zinstytucjonalizowany. Gwiazdy, o których mówi rubryka, są tak dalekie i abstrakcyjne, że nie budzą grozy; ich autorytet opiera się nie na przeżyciu, lecz na tym, że przemawiają przez poważną gazetę, w regularnym miejscu, z niezachwianą pewnością tonu. Adorno opisywał tę sytuację jako połączenie irracjonalnego źródła z racjonalną formą. Rubryka nie pozwala sobie na mistyczne uniesienia; mówi rzeczowo, praktycznie, jak doradca. Ta pseudoracjonalność była w jego ujęciu najważniejszym rysem zjawiska: zabobon przybiera język zdrowego rozsądku, a zdrowy rozsądek przyjmuje autorytet, którego nie potrafi uzasadnić.
Rady z nieba jako lekcja przystosowania
Metodą Adorna była analiza treści połączona z interpretacją psychoanalityczną. Badał, jakie rady powtarzają się w rubryce, jakie sytuacje życiowe są w niej przewidywane, kim jest jej domyślny adresat i jakie postawy są nagradzane. Obraz, który się wyłonił, był zaskakująco spójny. Rubryka zwracała się do człowieka zatrudnionego, zależnego od przełożonych, żyjącego w rodzinie i otoczeniu społecznym, które stawiały mu wymagania. Radziła mu niemal zawsze to samo: by był rozsądny, uprzejmy wobec zwierzchników, cierpliwy wobec rodziny, ostrożny w wydatkach, gotowy dostosować się do okoliczności. Nie zachęcała do sprzeciwu, buntu ani zmiany warunków, w których żył.
Szczególną uwagę Adorna zwrócił mechanizm, który nazwał podejściem dwufazowym. Rubryka często dzieliła dzień na dwie części: rano lub w godzinach pracy zalecała wysiłek, skupienie i sumienność, wieczorem zaś odprężenie, przyjemność, spotkania towarzyskie czy romans. Ten podział odpowiadał, jak zauważał Adorno, podziałowi życia w społeczeństwie przemysłowym na czas pracy i czas wolny. Gwiazdy niejako sankcjonowały ten porządek, przedstawiając go jako naturalny rytm kosmiczny. Czytelnik, który zastosował się do rad, żył dokładnie tak, jak wymagało od niego społeczeństwo, z przekonaniem, że słucha kosmosu.
Gwiazdy pełniły też rolę autorytetu, który nie może być kwestionowany, bo jest całkowicie bezosobowy. Adorno dostrzegał tu analogię między niebem rubryki a abstrakcyjnym systemem społecznym i ekonomicznym, którego jednostka nie rozumie i na który nie ma wpływu, a który mimo to decyduje o jej losie. Astrologia prasowa nie wyjaśniała tego systemu ani go nie krytykowała; przenosiła jego anonimową władzę na planety i w ten sposób czyniła ją znośną. Uczucie bezsilności wobec społeczeństwa zostawało przetłumaczone na posłuszeństwo wobec gwiazd, które w dodatku wydawały się życzliwe i obiecywały, że przy odpowiednim zachowaniu wszystko się ułoży.
Adorno zwracał też uwagę na drugi biegun tej retoryki: schlebianie. Rubryka przypisywała czytelnikom ukryte zdolności, wyjątkowy urok czy szczególne szanse, które wkrótce miały się ujawnić, i w ten sposób zaspokajała narcystyczne pragnienie bycia kimś więcej niż trybikiem w maszynie. Obietnica ta była jednak zawsze warunkowa i odroczona. Sukces miał przyjść dzięki cierpliwości, uprzejmości, dobrym stosunkom z ważnymi osobami i unikaniu konfliktów, czyli dokładnie dzięki tym cnotom, których wymagało od pracownika jego otoczenie. Schlebianie i dyscyplina nie były w rubryce sprzecznością, lecz dwiema stronami tej samej lekcji: jesteś wyjątkowy, więc się dostosuj, a nagroda nadejdzie.
Przemysł kulturowy i osobowość autorytarna
Studium o rubryce astrologicznej należy czytać w kontekście dwóch wcześniejszych przedsięwzięć Adorna. Pierwszym była teoria przemysłu kulturowego z Dialektyki oświecenia. Astrologia prasowa była w tym ujęciu jeszcze jednym towarem kulturowym, wytwarzanym seryjnie, dostosowanym do oczekiwań masowego odbiorcy i jednocześnie kształtującym te oczekiwania. Jej treść była przewidywalna i schematyczna, a jej funkcja polegała nie na przekazaniu wiedzy, lecz na podtrzymaniu postawy. Rubryka nie różniła się pod tym względem zasadniczo od piosenki przebojowej czy filmu z Hollywood, które Adorno opisywał wcześniej w podobnych kategoriach.
Drugim kontekstem była praca zbiorowa The Authoritarian Personality, ogłoszona w 1950 roku, w której Adorno z zespołem badaczy z Berkeley badał psychologiczne podłoże podatności na ideologie antydemokratyczne. Wśród twierdzeń, które respondenci mieli ocenić w tak zwanej skali F, znalazło się również zdanie o tym, że astrologia może kiedyś okazać się zdolna do wyjaśnienia wielu rzeczy. Wiara w zewnętrzne, nieuchwytne siły kierujące losem jednostki była w tej perspektywie jednym z rysów osobowości skłonnej do poddania się autorytetowi. The Stars Down to Earth przenosiło tę hipotezę z badania jednostek na badanie medium: pytało, jakiego czytelnika zakłada rubryka i jakiego czytelnika wychowuje.
Adorno nie przypisywał przy tym autorowi rubryki złych intencji ani nie twierdził, że jest on świadomym agentem ideologii. Mechanizm działał bez spisku. Rubryka, by zadowolić jak najszerszą publiczność i nie narazić się redakcji ani reklamodawcom, musiała unikać wszystkiego, co mogłoby kogoś urazić lub zaniepokoić. Wynikiem była właśnie ta mieszanina pociechy i dyscypliny, w której każdy znak zodiaku otrzymywał podobne rady w nieco innych słowach. Ideologia nie była tu narzucana z zewnątrz, lecz wynikała z samej logiki rynku, który premiuje treści bezpieczne, przyjemne i niezobowiązujące. W tym sensie studium o astrologii jest także studium o tym, jak forma towaru kształtuje treść, nawet wtedy, gdy nikt świadomie nie zamierza niczego przemycać.
Granice i trwałość diagnozy
Studium Adorna jest tekstem krytycznym w ścisłym sensie tego słowa i nie należy go czytać jako neutralnego opisu astrologii. Jego autor już wcześniej sformułował w Minima moralia z 1951 roku zbiór uwag pod tytułem Tezy przeciw okultyzmowi, w których okultyzm nazwał metafizyką głupców i opisał jako regres świadomości w społeczeństwie, w którym rzeczy panują nad ludźmi. The Stars Down to Earth jest bardziej empiryczne i mniej aforystyczne, ale wyrasta z tej samej postawy. Adorno nie pytał, czy w astrologii może kryć się jakaś prawda, ani nie zajmował się tradycją, z której wyrosła. Traktował ją jako symptom.
To ograniczenie jest zarazem siłą i słabością studium. Siłą, bo pozwoliło mu dostrzec rzecz, którą obrońcy i krytycy astrologii często pomijali: że astrologia masowa XX wieku nie jest przedłużeniem dawnej sztuki, lecz zjawiskiem nowym, uformowanym przez prasę i jej potrzeby. Słabością, bo jego analiza obejmowała jedną rubrykę, w jednym mieście, w ciągu kilku miesięcy, a wnioski dotyczyły całego społeczeństwa. Późniejsi badacze astrologii i kultury popularnej zwracali też uwagę, że czytelnicy nie są wyłącznie biernymi odbiorcami i potrafią czytać rubryki z ironią, jako rozrywkę, bez przyjmowania ich za wskazówkę życiową.
Mimo tych zastrzeżeń The Stars Down to Earth pozostaje jednym z niewielu tekstów, w których wielki filozof potraktował astrologię popularną z pełną powagą analityczną. Nie obalał jej zasad i nie zajmował się jej historią, lecz badał jej funkcję społeczną. Pytanie, które postawił, nie dotyczy tego, czy gwiazdy wpływają na ludzi, lecz tego, co dzieje się z ludźmi, którzy co dzień przyjmują od gazety rady podpisane przez gwiazdy. W tej formie jego diagnoza nie straciła aktualności, a zmiana medium, od gazety do aplikacji w telefonie, uczyniła ją może jeszcze bardziej wyrazistą.
