Godziny planetarne – jak je liczyć
Godziny planetarne dzielą dzień od wschodu do zachodu Słońca i noc od zachodu do kolejnego wschodu na dwanaście części, przypisanych planetom w porządku chaldejskim; przewodnik uczy wyliczyć je ręcznie, sprawdzić i dobrać do pracy planetarnej według *Klucza Salomona*, *Heptameronu* i Agryppy.
Godziny nierówne
Godziny planetarne to dawny podział doby, w którym każdej z dwudziestu czterech godzin przypisuje się jedną z siedmiu planet: Saturna, Jowisza, Marsa, Słońce, Wenus, Merkurego i Księżyc. Nie są to godziny zegarowe. Dzień liczy się od wschodu do zachodu Słońca, noc od zachodu do następnego wschodu, i każdą z tych części dzieli się na dwanaście równych odcinków. Długość dnia zmienia się przez rok, więc zmienia się i długość godzin. W czerwcu godzina dzienna w Polsce trwa znacznie dłużej niż sześćdziesiąt minut, w grudniu znacznie krócej, a z godzinami nocnymi dzieje się odwrotnie.
Starożytni nazywali je godzinami nierównymi albo czasowymi, horae inaequales lub horae temporales, w odróżnieniu od godzin równonocnych, horae aequinoctiales, którymi posługiwali się astronomowie. Codzienne życie Rzymu i średniowiecznej Europy biegło według godzin nierównych na długo przed zegarami mechanicznymi, a ślad tego porządku przetrwał w liturgicznych nazwach tercji, seksty i nony.
W magii ceremonialnej godzina planety jest pierwszym warunkiem wyboru chwili. Klucz Salomona w wydaniu MacGregora Mathersa już w pierwszym rozdziale księgi pierwszej każe przygotować porządek godzin i dni oraz położenie Księżyca, a drugi rozdział poświęca dniom, godzinom i mocom planet. Godzin dnia i nocy jest razem dwadzieścia cztery i każdą rządzi jedna z siedmiu planet w stałym porządku, od najwyższej do najniższej. Panowanie zaczyna się o świcie, ze wschodem Słońca, w dniu nazwanym od danej planety, a każdej planecie przypisano rodzaj dzieł. W dniach i godzinach Jowisza zabiega się o zaszczyty, bogactwo, przyjaźń i zachowanie zdrowia. Heptameron przypisywany Piotrowi z Abano nadaje każdej godzinie dnia i nocy własne imię: pierwsza godzina dnia nazywa się tam Yayn, druga Janor, pierwsza godzina nocy – Beron.
Porządek chaldejski i tydzień planet
Podstawą rachunku jest porządek chaldejski: siedem planet ułożonych od najwolniejszej do najszybszej według okresu obiegu widzianego z Ziemi. Saturn okrąża zodiak w mniej więcej trzydzieści lat, Jowisz w dwanaście, Mars w niecałe dwa. Słońce, Wenus i Merkury potrzebują około roku, a Księżyc niespełna miesiąca. Grecka astronomia, a za nią Ptolemeusz, układała sfery w tej samej kolejności, od saturnowej najwyższej do księżycowej najniższej.
Godziny przydziela się planetom po kolei według tego porządku, bez końca. Pierwsza godzina dnia należy do planety, która rządzi całym dniem, następne do kolejnych planet. Doba ma dwadzieścia cztery godziny, a cykl siedem planet, więc po trzech pełnych obrotach zostają trzy godziny nadwyżki. Pierwsza godzina następnego dnia przypada więc planecie przesuniętej o trzy miejsca, i stąd bierze się kolejność dni tygodnia: po dniu Słońca dzień Księżyca, potem Marsa, Merkurego, Jowisza, Wenus i Saturna. Wyjaśnienie to zapisał na początku III wieku Kasjusz Dion w Historii rzymskiej (XXXVII, 18–19), obok drugiego wywodu, opartego na zasadzie tetrachordu. Zwyczaj nazywania dni od planet przypisuje on Egipcjanom i podaje, że licząc godziny od Saturna, Jowisza, Marsa, Słońca, Wenus, Merkurego i Księżyca, pierwszą godzinę następnego dnia oddaje się Słońcu, a trzeciego – Księżycowi. Polskie nazwy dni tego śladu nie zachowały, ale przechowują go łacińskie i romańskie: dies Lunae, martedì, mercredi, jueves, viernes, a także angielskie Sunday, Monday i Saturday.

Dane do obliczenia
Do obliczenia wystarczą kartka, ołówek i kalkulator. Potrzebne są trzy dane dla jednego miejsca: godzina wschodu Słońca w wybranym dniu, godzina zachodu tego samego dnia i godzina wschodu dnia następnego. Podają je roczniki astronomiczne, kalendarze i obserwatoria. Wszystkie trzy wartości bierze się z jednego źródła i dla jednej miejscowości, bo różnica kilkudziesięciu kilometrów na wschód lub zachód przesuwa wschód Słońca o kilka minut.
Rachunek nie zależy od strefy czasowej, bo opiera się na zjawiskach na niebie. Trzeba jednak pilnować, czy tablica podaje czas urzędowy zimowy, czy letni, bo pomyłka przy przepisywaniu przesuwa cały wynik o godzinę. Przy każdym obliczeniu notuje się miejscowość, datę i źródło danych.
Obliczenie krok po kroku
Za pierwszym razem przebieg wykonuje się w całości na papierze.
- Ustal dzień tygodnia i jego władcę: niedziela należy do Słońca, poniedziałek do Księżyca, wtorek do Marsa, środa do Merkurego, czwartek do Jowisza, piątek do Wenus, sobota do Saturna.
- Zapisz godzinę wschodu i zachodu Słońca w tym dniu oraz godzinę wschodu w dniu następnym, wszystkie dla tego samego miejsca.
- Oblicz długość dnia w minutach, odejmując godzinę wschodu od godziny zachodu.
- Podziel długość dnia przez dwanaście; wynik to długość jednej godziny dziennej.
- Oblicz długość nocy, od zachodu do następnego wschodu, i podziel ją przez dwanaście, aby otrzymać długość godziny nocnej.
- Wypisz granice godzin dziennych, dodając kolejno długość godziny do chwili wschodu; dwunasta godzina musi skończyć się dokładnie o zachodzie.
- Wypisz w ten sam sposób granice godzin nocnych, zaczynając od zachodu; dwunasta godzina nocy kończy się z następnym wschodem.
- Przypisz pierwszą godzinę dnia władcy dnia, a każdą następną kolejnej planecie w porządku chaldejskim: Saturn, Jowisz, Mars, Słońce, Wenus, Merkury, Księżyc i znowu Saturn.
- Prowadź ten ciąg bez przerwy przez godziny nocne, nie zaczynając go od nowa o zachodzie.
- Sprawdź wynik: planeta, która przypadłaby na godzinę dwudziestą piątą, musi być władcą następnego dnia.
Przykład w liczbach: niedziela w czerwcu, Słońce wschodzi o 4:30, zachodzi o 20:30, a następnego dnia wschodzi o 4:32. Dzień trwa szesnaście godzin, czyli 960 minut, więc godzina dzienna ma 80 minut. Pierwsza godzina, od 4:30 do 5:50, należy do Słońca, druga, do 7:10, do Wenus, trzecia, do 8:30, do Merkurego, czwarta do Księżyca, piąta do Saturna, szósta, kończąca się o 12:30, do Jowisza. Noc trwa 482 minuty, a zatem godzina nocna ma nieco ponad 40 minut. Pierwsza godzina nocy, od 20:30, przypada Jowiszowi, jak na rycinie. Dwudziesta czwarta godzina wypada na Merkurego, a dwudziesta piąta na Księżyc – i poniedziałek jest dniem Księżyca.
Dzień, godzina i planeta na niebie
Najmocniejsza jest chwila, w której zgadza się dzień i godzina: godzina Jowisza w czwartek, godzina Wenus w piątek, godzina Słońca w niedzielę. Tak dobierają czas Klucz Salomona i Heptameron. Agryppa w rozdziale o prawdziwym ruchu ciał niebieskich i o podstawie godzin planetarnych (II, 34) każe temu, kto chce działać według niebieskiej sposobności, baczyć na jedno albo na oboje: na ruchy gwiazd, gdy są w swoich godnościach albo upadkach, i na ich czasy, czyli dni i godziny rozdzielone ich panowaniu. Godzina nie mierzy położenia planety, więc po ustaleniu dnia i godziny sprawdza się w efemerydach, gdzie stoi planeta, której dzieło dotyczy.
Rachunek ma własność, która służy za punkt kontrolny. Koniec szóstej godziny dziennej wypada w przybliżeniu w południe słoneczne, bo dzieli dzień na połowy. W okolicach równonocy godziny dzienne i nocne są niemal równe i bliskie sześćdziesięciu minut, przy przesileniach rozchodzą się najbardziej. Za kołem podbiegunowym, gdzie Słońce przez część roku nie wschodzi albo nie zachodzi, reguła traci podstawę.
Najczęstsze błędy
Najczęstszym błędem jest liczenie doby od północy. Dzień planetarny zaczyna się o wschodzie Słońca, więc godzina trzecia w nocy z niedzieli na poniedziałek należy jeszcze do niedzieli, do jej nocnej części. Według tej rachuby noc z soboty na niedzielę jest nocą soboty, rządzoną ciągiem godzin, który zaczął się od Saturna.
Drugi błąd to rozpoczynanie ciągu planet od nowa o zachodzie, jak gdyby noc miała osobnego władcę. Ciąg biegnie nieprzerwanie przez dwadzieścia cztery godziny. Trzeci to pomylenie porządku chaldejskiego z porządkiem dni tygodnia. Godziny idą po sobie w kolejności Saturn, Jowisz, Mars, Słońce, Wenus, Merkury, Księżyc, a dni tygodnia przeskakują w tym ciągu o trzy miejsca. Kto pomiesza te dwie kolejności, dostanie tablicę błędną od drugiej godziny. Czwarty to użycie równych, sześćdziesięciominutowych godzin. Spotyka się je w uproszczonych tabelach – także tablice dołączone przez Mathersa do Klucza Salomona posługują się równymi godzinami zegarowymi – ale Agryppa opisuje rachunek astrologów, którzy dzielą czas od wschodu do zachodu na dwanaście równych części i tak samo czas od zachodu do wschodu. Dodaje, że część magów mierzy godzinę planetarną inaczej: jako czas wschodzenia piętnastu stopni ekliptyki, odczytywany z tablic ascensji ukośnych dla danego kraju, tak że nawet godziny dzienne są między sobą nierówne. Kto chce liczyć w ten sposób, potrzebuje tablic ascensji, a nie samej godziny wschodu Słońca.
Różne źródła podają wschód Słońca z różnicą jednej czy dwóch minut, zależnie od tego, czy chodzi o górną krawędź tarczy, czy o jej środek, i jak uwzględniono załamanie światła w atmosferze. Ma to znaczenie dopiero przy pracy na samej granicy dwóch godzin, dlatego obrzęd zaczyna się w środku godziny, nie na jej krawędzi.
Godziny w pracy planetarnej
Najlepszym sposobem opanowania rachunku, w powszechnej postaci opisanej przez Agryppę, jest tydzień codziennej tablicy. Rano, po sprawdzeniu godziny wschodu, wylicza się godziny bieżącego dnia i zapisuje je w dzienniku. Po kilku dniach porządek chaldejski układa się w regularny wzór, a obliczenie zajmuje kilka minut. O wschodzie i zachodzie, gdy zmienia się dzień w noc, warto zatrzymać się na chwilę: od tych dwóch punktów cały system bierze początek.
Pracę planetarną planuje się w stałej kolejności. Najpierw wybiera się planetę według rodzaju dzieła, potem jej dzień, potem jej godzinę w tym dniu, a na końcu sprawdza się w efemerydach położenie samej planety. W dzienniku operacji zapisuje się przy każdej pracy dzień, godzinę planetarną z jej granicami, miejscowość i źródło danych o wschodzie Słońca. Dzięki temu każdą operację można później sprawdzić i powtórzyć w tej samej godzinie.
