Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Astrologia

Marcin Bylica i astrologia na dworze Macieja Korwina

Marcin Bylica z Olkusza przeniósł krakowską astronomię i astrologię do Włoch i na Węgry, współpracował z Regiomontanem i doradzał Maciejowi Korwinowi, a zapisując swoje instrumenty Akademii Krakowskiej, zamienił dworską poradę w trwałe dziedzictwo uniwersyteckiej nauki.

Model kosmosu z „Mysterium Cosmographicum” Keplera
Model kosmosu z „Mysterium Cosmographicum” Keplera

Krakowska szkoła matematyki i gwiazd

Marcin Bylica z Olkusza urodził się około 1433 roku i należał do pokolenia, które wyrosło w Akademii Krakowskiej w okresie jej największej świetności w dziedzinie nauk matematycznych. W połowie XV wieku Kraków był jednym z ważniejszych w Europie Środkowej ośrodków astronomii, a nauczanie tej dyscypliny łączyło się ściśle z astrologią. W 1459 roku Marcin Król z Żurawicy ufundował przy uniwersytecie osobną katedrę matematyki i astrologii, której profesorowie mieli co roku przygotowywać prognostyki i wykładać zarówno ruchy niebieskie, jak i ich znaczenie dla ludzkich spraw.

Bylica studiował w tym środowisku i uzyskał tam pierwsze stopnie akademickie. Źródła uniwersyteckie pozwalają prześledzić jego drogę tylko w zarysie, ale wiadomo, że opanował program obejmujący Sferę Sacrobosca, teorię planet, tablice alfonsyńskie i podstawy sądów astrologicznych. Krakowska astrologia miała przy tym charakter wyraźnie praktyczny. Profesorowie przygotowywali kalendarze, ustalali dni sprzyjające upuszczaniu krwi, przewidywali pogodę i losy polityczne, a ich roczne iudicia krążyły w odpisach po kraju i poza nim.

Kariera Bylicy pokazuje, jak takie wykształcenie mogło stać się przepustką do europejskiej sieci uczonych i dworów. Opuścił Kraków i udał się do Włoch, które w drugiej połowie XV wieku przyciągały ambitnych matematyków z całej Europy. Tam, najprawdopodobniej w kręgu ludzi związanych z kardynałem Bessarionem, zetknął się z Janem Müllerem z Königsbergu, znanym jako Regiomontanus, najwybitniejszym astronomem swojego pokolenia. Ta znajomość zadecydowała o dalszych losach polskiego astrologa.

Wyjazd do Włoch nie był w przypadku krakowskiego absolwenta niczym wyjątkowym. Uniwersytety w Padwie i Bolonii przyciągały studentów z Polski, a w Bolonii istniała ugruntowana tradycja wykładów astrologii związanych z medycyną, gdzie profesorowie co roku przygotowywali drukowane później prognostyki. Bylica wchodził więc w świat, w którym astrolog był jednocześnie matematykiem, lekarzem, autorem kalendarzy i potencjalnym doradcą możnych. Różnica między nim a wieloma rówieśnikami polegała na tym, że znalazł się w otoczeniu człowieka, który wyznaczał nowe standardy dokładności w obliczeniach astronomicznych.

Znaczenie Regiomontana dla astrologii bywa niedoceniane. Wiedeński astronom, uczeń Georga Peuerbacha, krytykował niedokładność odziedziczonych tablic i domagał się oparcia przepowiedni na rzetelnych obserwacjach. Nie odrzucał przy tym samej astrologii, lecz uważał, że jej błędy wynikają w dużej mierze z błędów w rachunku pozycji planet. Jego metoda wyznaczania domów, oparta na podziale równika niebieskiego, upowszechniła się w Europie właśnie dzięki tablicom przygotowanym na Węgrzech. Dla Bylicy była to szkoła, w której astrologia stawała się przede wszystkim problemem precyzji.

Z Regiomontanem na Węgrzech

W 1467 roku Bylica i Regiomontanus znaleźli się na Węgrzech. Zaprosił ich arcybiskup Esztergomu Jan Vitéz, humanista, mecenas i kanclerz króla Macieja Korwina, który przygotowywał założenie uniwersytetu w Pozsony, dzisiejszej Bratysławie. Uczelnia, nazywana później Academia Istropolitana, miała stać się ośrodkiem humanistycznej nauki w królestwie. Według zachowanych świadectw obaj astronomowie wyznaczyli astrologicznie pomyślny moment jej inauguracji, co dobrze pokazuje, jak w tym czasie łączyły się ze sobą nauka, polityka i wiara w znaczenie chwili.

W tym samym okresie Regiomontanus ukończył Tabulae directionum, tablice służące do obliczania kierunków w horoskopie i do wyznaczania domów, dedykowane Vitézowi. Udział Bylicy w ich powstaniu jest trudny do określenia, ale pewne jest, że obaj pracowali w tym samym środowisku i dzielili zainteresowanie instrumentami astronomicznymi oraz tablicami. Regiomontanus opuścił Węgry po kilku latach, gdy Vitéz popadł w konflikt z królem i utracił wpływy. Bylica pozostał i przeszedł bezpośrednio na służbę Macieja Korwina.

Dla polskiego uczonego oznaczało to awans do pozycji nadwornego astrologa jednego z najpotężniejszych władców ówczesnej Europy Środkowej. Maciej Korwin budował w Budzie dwór o renesansowych ambicjach, gromadził słynną Bibliotheca Corviniana i przyciągał humanistów z Włoch. Astrologia należała do tego obrazu jako wiedza elitarna, łącząca znajomość starożytnych autorów z matematyczną precyzją.

Dwór Macieja był też miejscem, do którego docierały idee florenckiego neoplatonizmu. Marsilio Ficino utrzymywał kontakty z węgierskimi humanistami i przesyłał królowi swoje dzieła, a jego koncepcja duchowego wpływu planet na duszę i ciało krążyła w środowisku, w którym pracował Bylica. Nie ma świadectw, by polski astrolog sam rozwijał te filozoficzne wątki. Jego astrologia pozostawała rachunkowa i praktyczna, ale funkcjonowała w kulturze, która nadawała niebu również sens metafizyczny.

Astrolog w służbie króla

Rola Bylicy na dworze nie ograniczała się do stawiania horoskopów. Król zasięgał jego rady w sprawach politycznych i wojskowych, a według przekazów sam astrolog towarzyszył mu w niektórych wyprawach. Szczególnie znane jest jego orzeczenie o komecie z 1468 roku, przygotowane dla Macieja jako interpretacja zjawiska, które w ówczesnej kulturze zawsze traktowano jako znak doniosłych wydarzeń. Komety należały do najbardziej kłopotliwych tematów dla astrologów, ponieważ arystotelesowska teoria uznawała je za zjawiska atmosferyczne, a nie niebieskie, a jednocześnie powszechnie łączono je z wojną, zarazą i śmiercią władców.

Humanista Galeotto Marzio, który przebywał na dworze węgierskim i spisał anegdoty o królu, wspomina polskiego astrologa jako uczonego cieszącego się zaufaniem władcy. W takich relacjach astrolog pojawia się nie jako tajemniczy mag, ale jako jeden z dworskich intelektualistów, rozmówca w dyskusjach przy stole i doradca, którego zdanie król rozważał obok opinii dyplomatów i dowódców. Status ten zapewniały mu także kościelne beneficja, z których czerpał dochody, co było wówczas typowym sposobem utrzymania uczonych.

Warto podkreślić, że dworska astrologia nie była w XV wieku przeciwieństwem racjonalnej polityki. Dla władcy takiego jak Maciej Korwin, prowadzącego wojny z Turkami, Czechami i Habsburgami, wiedza o pomyślnych i niepomyślnych chwilach stanowiła jeden z elementów zarządzania ryzykiem. Astrolog nie zastępował rady wojennej, lecz uzupełniał ją o wymiar czasowy, odpowiadając na pytanie, kiedy działać.

Codzienność nadwornego astrologa obejmowała też zadania mniej efektowne. Trzeba było przygotowywać roczne prognozy dla króla, wskazywać pomyślne dni do podróży i zabiegów medycznych, objaśniać zaćmienia i niezwykłe zjawiska na niebie, a także odpowiadać na pytania członków dworu. Tego rodzaju praca rzadko zostawiała ślady w źródłach, ponieważ większość porad przekazywano ustnie albo w krótkich notatkach, które nie przetrwały. Dlatego wiedza o działalności Bylicy pochodzi głównie z nielicznych zachowanych tekstów, z wzmianek u współczesnych i przede wszystkim z przedmiotów, które po sobie zostawił.

Instrumenty z Budy

Najtrwalszym śladem działalności Bylicy są przyrządy astronomiczne, które zgromadził w Budzie. Część z nich wykonał dla niego Hans Dorn, wiedeński dominikanin i wytwórca instrumentów. Należą do nich globus nieba z 1480 roku, astrolabium z 1486 roku i torquetum z 1487 roku, a także inne przyrządy z jego warsztatu i kolekcji. Globus przedstawia gwiazdozbiory w sposób odwrócony, tak jak widziałby je obserwator patrzący z zewnątrz sfery niebieskiej, zgodnie z konwencją typową dla takich obiektów.

Torquetum zasługuje na szczególną uwagę. Był to złożony przyrząd pozwalający mierzyć i przeliczać współrzędne ciał niebieskich w różnych układach, horyzontalnym, równikowym i ekliptycznym. Posiadanie takiego instrumentu świadczy o tym, że astrolog traktował swoją dziedzinę jako naukę opartą na pomiarze. Horoskop wymagał dokładnych pozycji planet, a te można było uzyskać z tablic lub z obserwacji, przy czym rozbieżności między nimi skłaniały uczonych do coraz staranniejszej pracy obserwacyjnej.

Przyrządy Bylicy były także przedmiotami reprezentacyjnymi, świadczącymi o prestiżu dworu i jego uczonych. Ich piękno, staranność wykonania i bogate zdobienia pokazują, że astronomia była w renesansie sztuką zarówno intelektualną, jak i wizualną. Instrumenty te należą do najcenniejszych zabytków nauki średniowiecznej i wczesnorenesansowej w Europie.

Astrolabium było dla astrologa narzędziem codziennego użytku. Pozwalało ustalić czas na podstawie wysokości Słońca lub gwiazdy, wyznaczyć stopień ekliptyki wschodzący na horyzoncie i w przybliżeniu określić wierzchołki domów. Bez takiej operacji nie można było postawić horoskopu, który zawsze zależy od dokładnego momentu i miejsca. Globus nieba służył z kolei do poglądowego przedstawiania ruchu sfery i położenia gwiazdozbiorów, a więc także do nauczania i do rozmów z mecenasami, którym trzeba było objaśnić, skąd biorą się wnioski astrologa.

Testament dla Akademii

Maciej Korwin zmarł w 1490 roku, a jego dwór szybko się rozproszył. Bylica przeżył go o kilka lat i zmarł w Budzie w 1493 roku. W ostatnich latach życia postanowił przekazać swoje instrumenty i książki Akademii Krakowskiej, w której zdobył wykształcenie. Przyrządy dotarły do Krakowa i do dziś znajdują się w zbiorach Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Collegium Maius, stanowiąc jedno z najcenniejszych świadectw historii nauki w Polsce.

Ten testament ma znaczenie wykraczające poza biografię jednego uczonego. Instrumenty, które służyły dworskiemu astrologowi, stały się własnością uniwersytetu, a więc przeszły ze sfery prywatnej porady politycznej do sfery wspólnej wiedzy akademickiej. Bylica zamknął w ten sposób krąg swojej kariery: wiedzę zdobytą w Krakowie zaniósł do Włoch i na Węgry, a jej materialne owoce zwrócił instytucji, która go wykształciła.

Pamięć o tym darze ożyła w XIX wieku, gdy przyrządy Bylicy stały się przedmiotem badań historyków nauki. Ludwik Antoni Birkenmajer poświęcił im w 1892 roku obszerną rozprawę, w której opisał ich budowę, pochodzenie i znaczenie dla dziejów krakowskiej astronomii. Od tego czasu instrumenty z Budy należą do stałych punktów odniesienia w opowieści o polskiej nauce przedkopernikańskiej, a nazwisko ich właściciela, wcześniej znane głównie specjalistom, powróciło do szerszej świadomości.

Często podkreśla się, że instrumenty dotarły do Krakowa w czasie, gdy studiował tam Mikołaj Kopernik, przebywający na Akademii w latach 1491–1495. Pokusa, by połączyć oba fakty, jest zrozumiała, ale nie ma źródeł, które potwierdzałyby, że młody student korzystał z przyrządów Bylicy. Ich obecność świadczy jednak o środowisku, w którym astronomia była traktowana poważnie i dysponowała najlepszymi narzędziami epoki. Historia Marcina Bylicy przypomina, że renesansowa astrologia była ściśle związana z rozwojem matematyki i instrumentarium, a jej praktycy często należeli do najbardziej kompetentnych astronomów swego czasu.