Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Astrologia

Aspekty ptolemejskie i harmonia kątów

Pięć klasycznych aspektów – koniunkcję, sekstyl, kwadraturę, trygon i opozycję – Ptolemeusz wyprowadzał z podziałów koła i proporcji muzycznych, a starożytni rozumieli aspekt jako wzajemne widzenie znaków, co różni się zasadniczo od średniowiecznej i nowożytnej idei orbisu mierzonego w stopniach.

Model kosmosu z „Mysterium Cosmographicum” Keplera
Model kosmosu z „Mysterium Cosmographicum” Keplera

Widzenie zamiast kąta

Słowo „aspekt” pochodzi od łacińskiego aspectus, czyli spojrzenie, widok. Łacina przejęła je z arabskiego słownika astrologii, który z kolei przetłumaczył grecki język wzroku: planety „patrzą” na siebie, „widzą się”, „świadczą” jedna drugiej. Greckie teksty hellenistyczne mówią o schema, figurze, o martyria, świadectwie, i o epitheoresis, przyglądaniu się. Za tym słownictwem kryje się obraz nieba jako zgromadzenia istot, które się widzą albo nie widzą, wspierają się spojrzeniem lub sobie zagrażają.

W najstarszej warstwie tekstów aspekt jest relacją między znakami, a nie między stopniami. Planeta stojąca w Baranie widzi wszystko, co znajduje się w Lwie i Strzelcu, w trygonie; w Raku i Koziorożcu, w kwadraturze; w Bliźniętach i Wodniku, w sekstylu; w Wadze, w opozycji. Nie widzi natomiast Byka, Panny, Skorpiona i Ryb. Znaki sąsiednie i odległe o pięć miejsc pozostają w stosunku, który Grecy nazywali odwróceniem, apostrophe, a późniejsza tradycja łacińska awersją: nie ma między nimi żadnej figury, a więc żadnego spojrzenia.

Ta koncepcja ma swoją wewnętrzną logikę. Jeśli dwie planety stoją w znakach połączonych figurą, są ze sobą w kontakcie niezależnie od tego, czy dzieli je pięć, czy dwadzieścia pięć stopni ponad dokładną wartość kąta. Bliskość dokładnego kąta wzmacnia związek, ale nie jest jego warunkiem. Astrolog hellenistyczny pyta najpierw, czy planety się widzą, a dopiero potem, jak wyraźnie. Pytanie to miało praktyczne znaczenie: planeta, która nie widzi miejsca, którym rządzi, nie może się o nie zatroszczyć, a pan znaku pozostający w awersji do ascendentu uchodził za nieobecnego gospodarza, którego dom pozostaje bez opieki. Język wzroku wyrażał zatem także odpowiedzialność i zdolność do działania.

Tetrabiblos i proporcje muzyczne

Klaudiusz Ptolemeusz poświęca aspektom krótki rozdział pierwszej księgi Tetrabiblos, oznaczany w wydaniach jako I.13. Wylicza w nim cztery figury łączące znaki: opozycję, trygon, kwadraturę i sekstyl, do których dochodzi koniunkcja jako zjednoczenie w jednym znaku. Uzasadnienie, które przedstawia, jest matematyczne. Opozycja odpowiada połowie koła, trygon jego trzeciej części, kwadratura czwartej, sekstyl szóstej. Innymi słowy aspekty to łuki wyznaczone przez boki wielokątów foremnych wpisanych w krąg zodiaku: dwukąta, trójkąta, kwadratu i sześciokąta.

Ptolemeusz dodaje do tego argument muzyczny, wskazując, że stosunki między tymi łukami odpowiadają proporcjom, które w pitagorejskiej teorii muzyki wyznaczały podstawowe współbrzmienia. Opozycja i kwadratura pozostają w stosunku dwa do jednego, odpowiadającym oktawie; opozycja i trygon w stosunku trzy do dwóch, odpowiadającym kwincie; trygon i kwadratura w stosunku cztery do trzech, odpowiadającym kwarcie. Zodiak staje się w ten sposób rodzajem monochordu, na którym planety wydają współbrzmienia wtedy, gdy stoją w odległościach podzielnych według tych prostych liczb.

Ten wątek Ptolemeusz rozwinął znacznie szerzej w Harmonice, traktacie o teorii muzyki, którego trzecia księga szuka odpowiedniości między harmonią dźwięków a strukturą duszy i ruchami ciał niebieskich. Aspekty są tam jednym z przykładów, że ten sam porządek liczbowy przenika muzykę, psychikę i niebo. Dla historyka idei to połączenie jest ważniejsze niż sama astrologiczna technika: pokazuje, że Ptolemeusz rozumiał aspekty nie jako arbitralny zestaw reguł, lecz jako przejaw harmonii kosmosu, którą można opisać językiem matematyki.

Dlaczego trygon sprzyja, a kwadratura nie

Ptolemeusz nadaje aspektom także jakości. Trygon i sekstyl uznaje za harmonijne, bo łączą znaki tej samej płci: Baran, męski, widzi w trygonie męskie Lwa i Strzelca, a w sekstylu męskie Bliźnięta i Wodnika. Kwadratura i opozycja są niezgodne, bo łączą znaki odmiennej płci albo znaki przeciwnych pór roku. Ta zasada opiera się na prostej obserwacji, że w zodiaku znaki męskie i żeńskie przeplatają się kolejno, a więc parzyste odległości łączą znaki tego samego rodzaju, a nieparzyste – różnego.

Wynika stąd interesująca konsekwencja. Kwadratura, odległość trzech znaków, łączy płcie przeciwne, a opozycja, sześciu znaków, łączy znaki tej samej płci, a mimo to jest uznana za niezgodną. Wyjątek ten tłumaczy się zwykle tym, że opozycja zestawia znaki o przeciwnych porach roku i leży na przeciwległych krańcach koła, tak że wspólna płeć nie łagodzi tu przeciwieństwa. Widać tu, że uzasadnienie przez płeć nie wystarczało do objęcia wszystkich przypadków i wymagało dodatkowych racji.

Hellenistyczni autorzy, poprzednicy i współcześni Ptolemeuszowi, nie zawsze uzasadniali jakości aspektów w ten sposób, ale zgadzali się co do wyników. Trygon był figurą wsparcia i zgody, sekstyl jego słabszą odmianą, kwadratura figurą napięcia i rywalizacji, opozycja – konfrontacji. Szczególną wagę przypisywano tzw. przewadze, gdy jedna planeta stała w kwadraturze z drugiej po jej prawej stronie, a więc wcześniej w porządku znaków: znajdowała się wówczas w dziesiątym miejscu od drugiej i jakby górowała nad nią. Ten szczegół pokazuje, że aspekt nie był tylko odległością, lecz relacją o kierunku, w której ma znaczenie, kto patrzy, a kto jest oglądany.

Porfiriusz i promienie

Pełniejszy słownik relacji między planetami przekazuje Wprowadzenie do Tetrabiblos przypisywane Porfiriuszowi, filozofowi neoplatońskiemu z III wieku; autorstwo bywa dyskutowane, a znaczna część materiału pochodzi od Antiocha z Aten. Tekst ten rozróżnia między innymi widzenie, które zachodzi w kierunku znaków następujących, oraz rzucanie promieni, aktinobolia, kierowane w przeciwną stronę. Planeta patrzy przed siebie, w kierunku ruchu znaków, a rzuca promienie wstecz. Taka asymetria nadaje aspektom dramaturgię: jedna planeta może „widzieć” drugą, podczas gdy druga ją „razi”.

Porfiriusz definiuje także połączenie, czyli synaphe, i oddalanie się, aporrhoia. Planeta szybsza łączy się z wolniejszą, gdy zbliża się do dokładnego aspektu, a oddala się od niej, gdy go przekroczyła. Starożytne teksty mówią o połączeniu zwykle w obrębie kilku stopni, często trzech, a dla Księżyca, ze względu na jego szybki ruch, w obrębie jego dobowej drogi. Te liczby nie są jeszcze orbisami w nowożytnym sensie, lecz oknami, w których aspekt między znakami nabiera szczególnej intensywności.

Koniunkcja i fizyka promieni

Osobny status miała koniunkcja. W ścisłym sensie nie jest figurą, bo dwie planety w jednym znaku nie tworzą żadnego wielokąta; greckie teksty mówią raczej o współobecności, symparousia, niż o spojrzeniu. Mimo to od początku traktowano ją jako najsilniejszy rodzaj kontaktu, a jej jakość zależała od natury planet: połączenie z Jowiszem wspierało, z Saturnem lub Marsem obciążało. Szczególny przypadek stanowiło zbliżenie do Słońca, które w zależności od odległości mogło oznaczać spalenie, ukrycie pod promieniami albo, przy niemal dokładnym złączeniu, wyróżnienie zwane później cazimi, od arabskiego określenia „w sercu” Słońca.

Ta optyczna metaforyka została w średniowieczu dosłownie rozwinięta. Al-Kindi, filozof z Bagdadu działający w IX wieku, w traktacie znanym po łacinie jako De radiis przedstawił obraz wszechświata, w którym każda rzecz wysyła promienie, a gwiazdy przez swe promienie oddziałują na świat podksiężycowy. Aspekty mogły być w takiej perspektywie rozumiane jako szczególne geometryczne układy promieni, w których działanie jest wzmocnione albo osłabione. Traktat al-Kindiego nie jest podręcznikiem aspektów, ale pokazuje, jak język widzenia, obecny już w greckich tekstach, mógł zostać przetłumaczony na fizykę oddziaływania.

W łacińskim średniowieczu obie warstwy współistniały. Ptolemejska teoria harmonii przeszła razem z przekładami Tetrabiblos, optyka promieni razem z dziełami arabskich filozofów, a praktyczne reguły połączeń i oddaleń razem z podręcznikami astrologii horarnej i urodzeniowej. Dopiero ta wielorakość tłumaczy, dlaczego jedno słowo „aspekt” mogło jednocześnie oznaczać proporcję, spojrzenie i promień.

Arabskie orbisy i zmiana paradygmatu

Przełom przynoszą autorzy arabscy. W kompendiach takich jak Wielkie wprowadzenie Abu Maszara i Kitab at-tafhim al-Biruniego każda planeta otrzymuje własne światło, nur, nazywane też ciałem, dżirm, czyli strefę, w której jej wpływ jest odczuwalny. Najczęściej podawane wartości to piętnaście stopni dla Słońca, dwanaście dla Księżyca, dziewięć dla Saturna i Jowisza, osiem dla Marsa, siedem dla Wenus i Merkurego, choć źródła różnią się szczegółami. Dwie planety pozostają w aspekcie, gdy odległość między nimi mieści się w połowie sumy ich świateł, co średniowieczni łacinnicy nazwali moietas, a angielska tradycja nowożytna moiety.

Ta reguła zmienia sens aspektu. Nie jest on już przede wszystkim relacją między znakami, lecz relacją między ciałami, mierzoną w stopniach i zależną od wielkości ich świateł. Dwie planety mogą pozostawać w aspekcie, nawet jeśli stoją w znakach, które się nie widzą, jeśli tylko odległość mieści się w granicach orbisu; mogą też nie być w aspekcie, mimo że ich znaki tworzą figurę, gdy odległość jest zbyt duża. Arabscy autorzy nie porzucili całkowicie aspektu między znakami, ale zepchnęli go na dalszy plan.

W nowożytnej astrologii przemiana poszła jeszcze dalej. Orbis przypisano nie planecie, lecz samemu aspektowi: koniunkcja i opozycja otrzymały szersze tolerancje, sekstyl węższe. Ta zmiana, z pozoru techniczna, odcięła aspekt od starożytnego obrazu widzenia. W ujęciu hellenistycznym aspekt był stosunkiem dwóch miejsc w strukturze nieba, w arabskim – stosunkiem dwóch świetlnych ciał, w nowożytnym – geometryczną wielkością o określonej dopuszczalnej odchyłce.

Historia aspektów jest więc historią trzech różnych pojęć ukrytych pod jednym słowem. Ptolemejska harmonia proporcji, hellenistyczne widzenie znaków i arabskie światła planet tworzą razem tradycję, w której matematyka, muzyka i optyka splatają się w jedną naukę o tym, jak ciała niebieskie wchodzą ze sobą w kontakt. Kto czyta starożytny tekst przez pryzmat nowożytnego orbisu, łatwo przypisuje mu pojęcia obce jego autorowi; kto pamięta, że aspekt był przede wszystkim spojrzeniem, odzyskuje w nim warstwę, w której astrologia była jeszcze częścią kosmologii widzialnego piękna.