Hyleg i alkokoden – rachunek długości życia
Rachunek długości życia, oparty na dawcy życia, czyli hylegu, i na władcy lat, czyli alkokodenie, był najbardziej ambitną i zarazem najbardziej kontrowersyjną techniką astrologii: wymagał wyrafinowanej matematyki, a jednocześnie budził sprzeciw teologów, lekarzy i władców jako zuchwałe przepowiadanie śmierci.

Pytanie, którego nie należało zadawać
Wśród pytań, jakie zadawano astrologom, żadne nie było tak niebezpieczne jak pytanie o to, ile lat ktoś przeżyje. Nie chodziło jedynie o ryzyko pomyłki. Przepowiednia śmierci dotykała spraw, które w starożytności i w chrześcijańskiej Europie uważano za zastrzeżone dla bogów lub dla Boga, a w przypadku władców – za sprawę bezpieczeństwa państwa. Rzymskie prawo traktowało wypytywanie astrologów o życie cesarza jako zbrodnię przeciw majestatowi, a kolejni cesarze, od Tyberiusza począwszy, wydalali astrologów z Rzymu albo poddawali ich surowym ograniczeniom.
Sami astrologowie byli tego świadomi. Firmicus Maternus w drugiej księdze swojej Mathesis, napisanej w IV wieku, poucza adepta, by nie odpowiadał na pytania o stan i życie cesarza, bo cesarz, jako władca świata, nie podlega wpływowi gwiazd w taki sam sposób jak inni ludzie. Ta formuła łączyła ostrożność polityczną z teologiczną: uznanie, że niektórych pytań nie wolno stawiać, było zarazem sposobem ochrony samego astrologa.
Mimo tych ograniczeń rachunek długości życia rozwijał się przez całe stulecia, a jego matematyczna złożoność rosła. Astrologowie twierdzili, że wiedza o przewidywanych latach życia pozwala lepiej zrozumieć cały horoskop: bez niej nie wiadomo, czy obietnice dalszych lat w ogóle się spełnią. Paradoksalnie więc technika najbardziej podejrzana była zarazem techniką podstawową, od której zależało stosowanie innych.
Afeta Ptolemeusza
Najbardziej systematyczne starożytne ujęcie tego zagadnienia zawiera trzecia księga Tetrabiblos Klaudiusza Ptolemeusza. Ptolemeusz posługuje się w nim pojęciem aphetes, czyli puszczającego, wyzwalającego. Afeta jest punktem horoskopu, od którego życie zaczyna się odmierzać, jak strzała wypuszczona z łuku, która leci aż do napotkania przeszkody. Ptolemeusz określa najpierw miejsca, w których afeta może się znajdować: okolicę ascendentu, rozciągającą się od kilku stopni nad horyzontem do kilkudziesięciu pod nim, środek nieba, jedenaste miejsce, a także siódme i dziewiąte.
Następnie podaje kolejność kandydatów. W horoskopie dziennym pierwszeństwo ma Słońce, jeśli stoi w jednym z tych miejsc; jeśli nie, Księżyc; gdy żadne ze świateł się nie kwalifikuje, rozważa się planetę mającą najwięcej związków z ważnymi punktami horoskopu, a dopiero na końcu ascendent. W horoskopie nocnym porządek zaczyna się od Księżyca. Do tego dochodzą szczegółowe warunki, w których rolę może przejąć Los Fortuny. Wybór afety był więc procedurą wieloetapową, a jej wynik zależał od precyzyjnego ustalenia położeń.
Gdy afeta zostanie ustalona, Ptolemeusz każe mierzyć jej drogę ku miejscom zabójczym, związanym z ciałami lub promieniami Saturna i Marsa. Pomiar odbywa się nie w stopniach ekliptyki, lecz w czasach ascensjonalnych, czyli w stopniach równika, które przechodzą przez horyzont lub południk, gdy niebo obraca się w ruchu dziennym. Każdy taki stopień odpowiada mniej więcej rokowi życia. Jest to tak zwany kierunek pierwotny, oparty na obrocie całej sfery niebieskiej, a nie na własnym ruchu planet. Planety dobroczynne, Jowisz i Wenus, mogą swoimi promieniami osłabić działanie miejsca zabójczego, a nawet je zneutralizować.
Hiladż i kadchudah
Druga tradycja, obecna u autorów hellenistycznych obok metody ptolemejskiej, wiąże się z pojęciem pana domu, greckiego oikodespotes, czyli planety rządzącej miejscem dawcy życia. Ta planeta, w zależności od swojego stanu w horoskopie, przyznaje określoną liczbę lat. Wettiusz Walens opisuje ją szczegółowo, opierając się na latach planetarnych: wielkich, średnich i małych. Silny władca daje lata wielkie, słabszy średnie, słaby małe; aspekty innych planet mogą tę liczbę zwiększać albo zmniejszać.
Astrologia perska, a za nią arabska, połączyła obie tradycje w jeden system. Punkt dający życie nazwano hiladż, w łacinie hyleg, a planetę dającą lata – kadchudah, „pan domu”, w łacinie alcochoden lub alcocoden. Wybór hylegu odbywał się według reguł podobnych do ptolemejskich, choć z wariantami: arabscy autorzy brali pod uwagę także przednarodzeniowe złączenie lub pełnię Księżyca. Następnie ustalano alkokodena, czyli planetę o największych godnościach w miejscu hylegu i patrzącą na nie, i oceniano jego stan, by wyznaczyć liczbę lat.
W ten sposób rachunek długości życia stał się dwuetapowy. Alkokoden wskazywał ogólną miarę, a kierunki hylegu do miejsc zabójczych wskazywały konkretne momenty kryzysów. Gdy oba wskaźniki się zgadzały, astrolog czuł się pewniej; gdy się rozchodziły, musiał je pogodzić, co otwierało szerokie pole dla interpretacji. Autorzy arabscy, tacy jak Abu Maszar, poświęcali tej procedurze wiele uwagi, a łacińscy przekładowcy przenieśli ją do Europy razem z perskim słownictwem, które przetrwało w łacinie w ledwie rozpoznawalnych formach.
Matematyka kierunków
Rachunek kierunków był najtrudniejszą częścią całej procedury. Wymagał znajomości trygonometrii sferycznej, rektascensji, deklinacji i szerokości geograficznej miejsca urodzenia. W średniowieczu i wczesnej nowożytności wykonywali go nieliczni astrologowie, często zarazem astronomowie i matematycy. Drobny błąd w ustaleniu godziny narodzin, rzędu kilku minut, przesuwał wynik o rok lub więcej, a niepewność co do szerokości geograficznej dodatkowo go zniekształcała. Precyzja, której wymagała ta metoda, przekraczała zatem często możliwości ówczesnych zegarów i zapisów.
Przełom przyniósł Johannes Müller, urodzony w Königsbergu we Frankonii i znany jako Regiomontanus. W 1467 roku ukończył Tabulae directionum profectionumque, czyli Tablice kierunków i profekcji, wydrukowane w Augsburgu w 1490 roku. Tablice te pozwalały obliczać kierunki pierwotne bez żmudnych rachunków trygonometrycznych i wprowadzały system podziału domów, który od jego imienia nazwano systemem Regiomontana. Dzieło stało się jednym z najczęściej używanych narzędzi astrologów w XVI i XVII wieku i świadczy o tym, jak ściśle astrologia była wówczas związana z rozwojem astronomii matematycznej.
W XVII wieku Placidus de Titis, mnich i profesor w Pawii, przedstawił alternatywny system kierunków, który uważał za wierniejszy Ptolemeuszowi. Jego prace zyskały ogromny wpływ, a nazwa systemu Placidusa przetrwała do dziś jako nazwa sposobu podziału domów. Spory między zwolennikami różnych metod obliczania kierunków pokazują, jak wiele zależało od matematycznych założeń: różne systemy dawały różne daty, a więc i różne prognozy co do długości życia.
Wątpliwości wewnątrz tradycji
Krytyka nie przychodziła wyłącznie z zewnątrz. Już w starożytności astrologowie przyznawali, że rachunek długości życia jest szczególnie podatny na błąd. Ptolemeusz poprzedza swój wykład rozważaniem o dzieciach, które nie zostaną wychowane, a więc o przypadkach, w których żaden rachunek lat nie ma sensu, bo życie kończy się w niemowlęctwie. Już samo ustalenie, czy horoskop w ogóle obiecuje dorosłość, wymagało osobnej procedury, poprzedzającej właściwe obliczenia.
Wettiusz Walens przedstawia z kolei wiele różnych metod obliczania lat życia, przypisywanych różnym autorytetom, i porównuje ich wyniki na konkretnych przykładach. Jego Antologia ujawnia przy tym, że metody te często dają odmienne rezultaty, a astrolog musi wybierać między nimi lub łączyć je w sposób, który nie zawsze daje się uzasadnić regułą. Walens nie ukrywa tych trudności; przeciwnie, opisuje je z otwartością praktyka, który wie, że jego sztuka nie jest wolna od niepewności.
Średniowieczni autorzy arabscy i łacińscy dziedziczyli to wielogłosowe dziedzictwo. Różnice dotyczyły wyboru hylegu, sposobu oceny alkokodena, liczby lat dodawanych lub odejmowanych przez aspekty, a także metody obliczania kierunków. Każdy z tych wyborów mógł przesunąć przewidywaną datę śmierci o wiele lat. Ta wewnętrzna niezgoda stała się później jednym z głównych argumentów krytyków, którzy wskazywali, że skoro sami astrologowie nie potrafią uzgodnić metody, ich przepowiednie nie mogą rościć sobie prawa do pewności.
Teologowie, lekarze i władcy
Krytyka rachunku długości życia przychodziła z różnych stron. Teologowie chrześcijańscy, od Augustyna po średniowiecznych scholastyków, sprzeciwiali się astrologii sądowniczej w ogóle, uznając ją za zagrożenie dla wolnej woli i Bożej opatrzności. Przepowiadanie śmierci było w tym kontekście szczególnie podejrzane, bo zakładało, że godzina zgonu jest zapisana w gwiazdach, a nie w ręku Boga. Giovanni Pico della Mirandola w Disputationes adversus astrologiam divinatricem, wydanych pośmiertnie w 1496 roku, poddał astrologię wszechstronnej krytyce, wskazując między innymi na niezgodność między różnymi metodami i na ich niepewne podstawy.
Krytykę podejmowali także lekarze. Wielu z nich korzystało z astrologii w praktyce medycznej, ale część uważała, że przepowiednie długości życia szkodzą chorym, odbierając im nadzieję lub wzbudzając fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Thomas Erastus, lekarz i profesor w Heidelbergu, wystąpił w XVI wieku z ostrą polemiką przeciw astrologii sądowniczej, broniąc antyastrologicznego traktatu Savonaroli. Jego stanowisko pokazuje, że krytyka astrologii nie była wyłącznie sprawą teologów, lecz także środowisk medycznych.
Władcy reagowali na swój sposób. W Anglii ustawa z 1581 roku zakazała stawiania horoskopów służących ustaleniu, jak długo będzie żyła królowa Elżbieta I. Papież Sykstus V w bulli Coeli et terrae z 1586 roku potępił astrologię sądowniczą, a Urban VIII w bulli Inscrutabilis z 1631 roku zakazał astrologicznych przepowiedni dotyczących życia papieża i jego krewnych. Ta druga bulla była reakcją na konkretne wydarzenia: krążące w Rzymie przepowiednie rychłej śmierci papieża, związane z kręgiem opata Orazia Morandiego.
Najbardziej znanym przykładem ryzyka zawodowego jest przypadek Girolama Cardana, lekarza, matematyka i astrologa, który w 1552 roku postawił horoskop młodemu królowi Anglii Edwardowi VI i nie przewidział jego rychłej śmierci; król zmarł w następnym roku, w wieku piętnastu lat. Cardano tłumaczył potem, dlaczego rachunek zawiódł, co dobrze ilustruje, jak trudno było pogodzić pretensje techniki z rzeczywistością.
Historia hylegu i alkokodena jest więc historią napięcia między ambicją a ostrożnością. Astrologia stworzyła na potrzeby tego rachunku jedne ze swoich najbardziej wyrafinowanych narzędzi matematycznych, a jednocześnie właśnie w tym miejscu najwyraźniej przekraczała granice, które kultura, religia i polityka uznawały za nieprzekraczalne.
