Roger Bacon i astrologiczny horoskop religii
W czwartej części Opus maius Roger Bacon przedstawia papieżowi astrologię jako naukę pożyteczną dla Kościoła, zdolną wyjaśnić następstwo wielkich religii przez związki Jowisza z pozostałymi planetami i ostrzec chrześcijaństwo przed nadejściem sekty Antychrysta, zanim zaskoczy ona nieprzygotowanych.

List do papieża i jego szczególny cel
Roger Bacon, angielski franciszkanin urodzony około 1214–1220 roku, a zmarły około 1292, należy do postaci, które późniejsza legenda przerobiła na proroka nowożytnej nauki. Tymczasem jego najważniejsze dzieło powstało w ściśle określonym kontekście i z myślą o konkretnym czytelniku. W 1266 roku papież Klemens IV, który jako kardynał Gwidon Fulcodi słyszał o zamysłach franciszkanina, polecił mu przesłać swoje pisma. Franciszkanin, skrępowany regułami zakonu ograniczającymi publikowanie bez zgody przełożonych, w ciągu niespełna dwóch lat przygotował obszerne Opus maius, a obok niego Opus minus i Opus tertium. Wysłał je w 1267 roku, nie wiedząc, że papież umrze już w następnym.
Celem tej korespondencji nie była czysta spekulacja. Bacon proponował reformę chrześcijańskiej wiedzy, w której języki, matematyka, optyka i nauka eksperymentalna miały służyć teologii, Kościołowi i obronie świata chrześcijańskiego. Część czwarta, poświęcona matematyce, rozrasta się w traktat o pożytkach z nauk matematycznych dla rozumienia Pisma, dla geografii, kalendarza, a także dla nauki o gwiazdach w jej wymiarze sądowym. Właśnie tutaj pojawia się wywód, który można nazwać astrologicznym horoskopem religii.
Dobra i zła matematyka
Bacon wiedział, że sięgając po astrologię, wkracza na teren niebezpieczny. Ojcowie Kościoła, z Augustynem na czele, potępiali mathematici, czyli wróżbitów z gwiazd, a kanoniczne zbiory prawne powtarzały te potępienia. Franciszkanin odpowiada rozróżnieniem, które stanie się jednym z najczęściej używanych argumentów obrońców astrologii: istnieje matematyka prawdziwa i fałszywa. Ta druga, magiczna, posługuje się zaklęciami, figurami i przywołaniami, twierdzi, że gwiazdy zniewalają człowieka, i słusznie zasługuje na potępienie. Pierwsza bada rzeczywiste działanie niebios na świat materialny i jest nauką przyrodniczą, której Ojcowie nie potępiali, bo ich słowa dotyczyły nadużyć.
Kluczowe dla Bacona jest twierdzenie, że niebo nie narzuca konieczności woli. Działa na ciało i przez ciało skłania duszę, tak jak klimat, pokarm czy towarzystwo, ale wolna wola może się tym skłonnościom oprzeć, a łaska Boża przewyższa wszelki wpływ gwiazd. Astrolog nie wydaje więc wyroków, lecz rozpoznaje dyspozycje. Taki sposób myślenia pozwalał włączyć sądy astrologiczne do apologetyki: jeśli niebo przygotowuje warunki, w których ludzie łatwiej lub trudniej przyjmują pewne prawa, to astrolog może wiedzieć coś o historii religii, nie przecząc ani Objawieniu, ani wolności.
Jowisz i sześć praw
Najbardziej zaskakującym fragmentem tej części Opus maius jest nauka o sześciu głównych prawach, czyli sectae, które według Bacona istniały lub mają zaistnieć w dziejach ludzkości. Źródłem schematu jest arabska tradycja astrologiczna, przede wszystkim Abu Maszar, którego Bacon cytuje z łacińskich przekładów. Jowisz, planeta religii, prawa i porządku, wchodzi w związki z każdą z pozostałych planet, a charakter tej planety określa charakter religii.
Połączenie Jowisza z Saturnem odpowiada według tego wykładu prawu Żydów, starożytnemu i surowemu, podobnie jak Saturn jest najstarszy i najwolniej się porusza. Jowisz z Marsem daje religię Chaldejczyków, czcicieli ognia i wojny. Jowisz ze Słońcem wskazuje na religię Egipcjan, a z Wenus – na prawo Saracenów, które Bacon, powtarzając polemiczne stereotypy łacińskiego świata, charakteryzuje przez zmysłowość i przyjemność. Połączenie Jowisza z Merkurym przypada chrześcijaństwu. Merkury jest planetą mowy, wiedzy i rzeczy trudnych do pojęcia, a więc odpowiada religii opartej na tajemnicach wiary, na słowie i na nauczaniu, wymagającej od wiernych przyjęcia prawd przewyższających rozum. Ostatnie połączenie, Jowisza z Księżycem, zapowiada prawo przyszłe, które będzie zmienne i oparte na magii, czarach i zwodzeniu: jest to sekta Antychrysta.
Trzeba podkreślić, że Bacon nie twierdzi, jakoby gwiazdy stworzyły chrześcijaństwo. Chrystus według niego narodził się poza porządkiem natury, z Dziewicy, a jego prawo pochodzi z Objawienia. Astrologia pokazuje jedynie, że Bóg w swej opatrzności przygotował niebo tak, by chwila przyjścia prawdziwej religii zgadzała się z konfiguracją najszlachetniejszą. Nawet arabscy astrologowie, pisze Bacon, przyznawali, że religia merkurialna jest najwznioślejsza, co w jego oczach stanowiło argument z ust przeciwników. Astrologiczna historia religii staje się w ten sposób narzędziem misyjnym: można nią przemawiać do niewiernych, którzy uznają autorytet Abu Maszara, ale nie Pisma.
Niebo, klimat i obyczaje ludów
Horoskop religii nie jest w Opus maius wyizolowaną ciekawostką. Poprzedza go i otacza obszerny wykład o tym, jak położenie miejsc na Ziemi względem nieba kształtuje ciała i charaktery mieszkańców. Bacon przejmuje ze starożytnej i arabskiej geografii naukę o klimatach, czyli pasach szerokości geograficznej, i dowodzi, że różnice w długości dnia, wysokości Słońca i układzie gwiazd nad horyzontem wpływają na kompleksję ludzi, na ich temperament, zdolności, a nawet na łatwość, z jaką przyjmują określone obyczaje. Dlatego część czwarta zawiera tak rozbudowany opis świata, z wyliczeniem krain, miast i ludów, oparty na autorach antycznych, na relacjach podróżników i na wiadomościach o Mongołach, które docierały do Europy za sprawą franciszkańskich posłów.
Ten geograficzny kontekst wyjaśnia, jak Bacon wyobrażał sobie działanie gwiazd na dzieje religii. Niebo nie spuszcza na ludzi gotowych dogmatów, lecz kształtuje materię, na której pracuje historia: usposobienie narodów, ich podatność na surowość lub łagodność, na rozum lub zmysły. Wielkie połączenia planet są momentami, gdy te dyspozycje ulegają zmianie na rozległych obszarach, a zatem chwilami, gdy nowe prawo może się zakorzenić albo stare utracić siłę. Misjonarz i kaznodzieja, który zna niebo i ziemię, wie więc, gdzie i kiedy słowo trafi na glebę przygotowaną. Bacon formułuje tę myśl z typowym dla siebie przekonaniem, że wiedza przyrodnicza jest dla Kościoła nie luksusem, lecz koniecznością duszpasterską.
Zwraca uwagę również to, jak franciszkanin traktuje autorytety. Abu Maszar, Alkindi czy Ptolemeusz są dla niego świadkami prawdy naturalnej, ale nie jej ostatecznymi sędziami. Tam, gdzie ich wnioski kolidują z wiarą, Bacon je poprawia lub reinterpretuje, a tam, gdzie się z nią zgadzają, chętnie ich używa jako dowodu, że nawet pogański i muzułmański rozum dochodzi do prawd potwierdzających chrześcijaństwo. To połączenie zaufania do wiedzy z czujnością dogmatyczną jest najbardziej charakterystycznym rysem całego wywodu.
Granice prawa Mahometa i czujność Kościoła
Element polityczny i eschatologiczny wywodu ujawnia się w passusie o trwałości islamu. Bacon przytacza za Abu Maszarem przekonanie, że prawo Saracenów nie przetrwa dłużej niż niespełna siedem stuleci, i zestawia tę liczbę z rachunkiem lat, które upłynęły od hidżry. Z jego obliczeń wynikało, że koniec tej religii jest bliski. Uwagę tę trzeba czytać w świetle sytuacji drugiej połowy XIII wieku: krucjaty kończyły się porażkami, Mongołowie zmieniali mapę Azji, a w kręgach franciszkańskich żywe były oczekiwania inspirowane pismami Joachima z Fiore, który zapowiadał nowy wiek Ducha i poprzedzający go czas próby.
Bacon nie był joachimitą w ścisłym sensie, ale podzielał przekonanie, że historia zmierza ku przesileniu, a chrześcijaństwo powinno być na nie przygotowane. Astrologia daje tu dwa pożytki. Po pierwsze, pozwala rozpoznać czas: kiedy jedna sekta słabnie, a inna może się pojawić. Po drugie, pozwala zrozumieć naturę zagrożenia. Skoro sekta Antychrysta ma mieć charakter księżycowy, a więc magiczny, Kościół musi znać nauki, którymi będzie się posługiwała, by nie dać się zwieść cudom pozornym. Bacon wiele razy wraca do myśli, że Antychryst użyje wiedzy, w tym potęgi nauk przyrodniczych i optycznych sztuczek, i że chrześcijanie, którzy zaniedbają te nauki, będą wobec niego bezbronni.
Na tym tle zrozumiałe staje się, dlaczego Bacon przedstawia astrologię jako dziedzinę, której papież powinien patronować. Wymienia jej zastosowania praktyczne: wybór pomyślnych chwil dla przedsięwzięć Kościoła, przewidywanie zmian w państwach, a także medycynę, która bez znajomości nieba jest według niego niepełna. Zarazem domaga się, by ta wiedza była w rękach ludzi wykształconych i pobożnych, a nie kuglarzy. Jego program jest w gruncie rzeczy propozycją chrystianizacji arabskiej nauki o gwiazdach: przejęcia jej narzędzi, oczyszczenia z determinizmu i podporządkowania celom chrześcijańskiej mądrości.
Program ten nie został zrealizowany. Klemens IV zmarł w 1268 roku, a w następnych latach środowisko paryskie i oksfordzkie stało się podejrzliwe wobec wielu tez arabskiego arystotelizmu, co znalazło wyraz w potępieniach biskupa Stefana Tempier z 1277 roku. Wśród potępionych twierdzeń znalazły się też niektóre tezy astrologiczne, zwłaszcza dotyczące konieczności narzucanej przez gwiazdy. Późniejsza opowieść, jakoby Bacon został z tego powodu uwięziony przez zakon, opiera się na kronice spisanej długo po jego śmierci i nie ma potwierdzenia w dokumentach z epoki, choć pewne kłopoty z przełożonymi są prawdopodobne.
Dziedzictwo horoskopu religii
Wywód Bacona nie był w łacińskim świecie odosobniony, ale jego przedstawienie zyskało wyjątkową wagę z powodu adresata i ambicji całego dzieła. Myśl o religiach powiązanych z planetami powróci u Piotra z Abano, u Pierre’a d’Ailly, który na przełomie XIV i XV wieku łączył chronologię astrologiczną z dziejami Kościoła, i u wielu renesansowych autorów. Wywoływała też sprzeciw: Pico della Mirandola w Disputationes adversus astrologiam divinatricem uznał podporządkowanie religii gwiazdom za bluźnierstwo, niezależnie od zastrzeżeń, którymi je otaczano.
Dla historii idei interesujące jest przede wszystkim to, że Bacon próbował zbudować chrześcijańską filozofię dziejów za pomocą narzędzi astrologicznych, nie rezygnując z dogmatu. Jego niebo nie jest ślepym mechanizmem, lecz zegarem opatrzności, na którym mądry może odczytać godzinę historii. W tej wizji astrolog przypomina strażnika na murach, który patrzy w gwiazdy nie po to, by poznać los jednostki, ale by ostrzec wspólnotę przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Że to ostrzeżenie dotyczyło przede wszystkim Antychrysta i jego księżycowej magii, mówi wiele o duchowym klimacie franciszkańskiego XIII wieku, w którym nauka, proroctwo i eschatologiczny niepokój splatały się w jedną całość.
