John Gadbury i astrologia angielskiej rewolucji
John Gadbury, uczeń i później zaciekły przeciwnik Williama Lilly’ego, przeżył dwie angielskie rewolucje i próbował uczynić z astrologii naukę opartą na zbiorach obserwacji, lecz związawszy ją z obozem Stuartów, pokazał, jak polityczna lojalność może pogrzebać nawet najbardziej metodyczny program reformy.

Czeladnik z Oksfordu w szkole Lilly’ego
John Gadbury urodził się pod koniec 1627 roku w Wheatley pod Oksfordem, w rodzinie bez uczonych tradycji. Terminował jako krawiec i nic w jego młodości nie zapowiadało kariery autora traktatów łacińskich tytułów. Kiedy na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych znalazł się w Londynie, miasto było stolicą republiki, która właśnie ścięła króla, a zarazem najżywszym rynkiem astrologicznym w Europie. Zniesienie cenzury prewencyjnej w czasie wojny domowej sprawiło, że przepowiednie, almanachy i pamflety prognostyczne wychodziły w nakładach wcześniej nieznanych, a astrologowie stali się publicznymi komentatorami wydarzeń.
Najsłynniejszym z nich był William Lilly, którego Christian Astrology z 1647 roku przyniosła pierwszy obszerny wykład sztuki w języku angielskim, a którego horarna praktyka zasługuje na osobne omówienie. Gadbury uczył się w jego otoczeniu na początku lat pięćdziesiątych i przez pewien czas uchodził za protegowanego. Wrogo nastawieni autorzy, z Lillym na czele, wypominali mu później, że jako młody człowiek obracał się w kręgach radykalnych sekt, w których religijny entuzjazm mieszał się z obyczajową swobodą. Trudno dziś oddzielić w tych relacjach fakty od polemicznej złośliwości; pewne jest tylko, że Gadbury wszedł do zawodu w środowisku parlamentarnym i purytańskim, a dopiero później stał się jednym z najgłośniejszych rojalistów wśród astrologów.
Od połowy lat pięćdziesiątych wydawał coroczne almanachy pod tytułem Ephemeris, a w 1658 roku ogłosił Genethlialogia, or the Doctrine of Nativities, podręcznik astrologii urodzeniowej wraz z nauką o pytaniach horarnych. Książka była dziełem ambitnego rzemieślnika: porządkowała tradycyjne techniki, ale też zapowiadała, że jej autor nie zamierza poprzestać na powtarzaniu autorytetów.
Przejście na stronę korony
Restauracja z 1660 roku zmieniła warunki pracy astrologów. Almanachy od początku XVII wieku podlegały monopolowi londyńskiej Kompanii Księgarzy, która drukowała je w ramach tak zwanego English Stock, a ustawa o licencjonowaniu druków z 1662 roku przywróciła nadzór nad tym, co wolno było prorokować. Astrolog, który w latach republiki mógł bezkarnie wieszczyć upadek monarchii, teraz musiał się liczyć z tym, że jego słowa zostaną przeczytane jako wywrotowe. Lilly, kompromitowany swoimi dawnymi sympatiami, przeżył te lata ostrożnie, choć po wielkim pożarze Londynu w 1666 roku wezwano go przed komisję parlamentarną, by wyjaśnił, skąd wiedział o katastrofie, którą rzekomo przedstawił w hieroglifach z 1651 roku.
Gadbury wybrał drogę przeciwną. W 1661 roku opublikował Britain’s Royal Star, rozważania nad nativitas Karola II, w których niebo urodzin króla miało świadczyć o opatrznościowym charakterze powrotu Stuartów. Od tej pory konsekwentnie stał po stronie dworu i Kościoła ustanowionego, a później torysów. Jego almanachy stały się przeciwwagą dla almanachów Lilly’ego i jego naśladowców, którzy zachowali sympatie wobec dysydentów. Rywalizacja byłego mistrza i ucznia toczyła się na łamach broszur i przedmów, gdzie zarzuty warsztatowe – źle wyliczony ascendent, pominięta dyrekcja, fałszywie podana godzina urodzin – mieszały się z oskarżeniami o nielojalność i hipokryzję.
Bernard Capp w klasycznej monografii English Almanacs 1500–1800 szacował, że w latach sześćdziesiątych XVII wieku rocznie sprzedawano w Anglii około czterystu tysięcy almanachów. Nawet jeśli liczba ta jest przybliżona, pokazuje, o jaką stawkę toczył się spór. Kto pisał almanach, docierał do czytelnika, który nie sięgał po traktaty: rolnika, kupca, żony rzemieślnika. Polityczne zabarwienie prognoz nie było więc ozdobą, lecz istotą produktu.
Almanach tamtej epoki miał ustaloną budowę: kalendarz z dniami świąt i jarmarków, tablice wschodów Słońca i faz Księżyca, wskazówki dotyczące upuszczania krwi i siewu, a na końcu ogólną prognozę na rok, wyprowadzoną z figury wejścia Słońca w znak Barana i z zaćmień. Właśnie ta ostatnia część, z natury ogólnikowa, pozwalała autorowi przemycać sympatie i obawy. Gadbury pisał ją językiem lojalisty, który widzi w każdym niepokoju groźbę powtórzenia lat czterdziestych, a w stabilności tronu – warunek pomyślności kraju.
Program reformy: niebo jako archiwum przypadków
Najciekawszą stroną dorobku Gadbury’ego nie jest jednak polityka, lecz próba przebudowy samej sztuki. W kręgach angielskich astrologów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych krążyła myśl, że astrologię trzeba oczyścić tak, jak Francis Bacon chciał oczyścić filozofię naturalną: odrzucić niesprawdzalne reguły odziedziczone po Arabach, zebrać fakty i dopiero z nich wyprowadzić zasady. Joshua Childrey już w Indago astrologica z 1652 roku domagał się takiego programu, a Gadbury uczynił z niego swój znak firmowy.
Jego Collectio geniturarum z 1662 roku jest zbiorem około stu pięćdziesięciu horoskopów urodzeniowych znanych osób, od monarchów i wodzów po uczonych i przestępców, opatrzonych komentarzem. Sama forma nie była nowa – renesansowi astrologowie, zwłaszcza włoscy i niemieccy, wydawali podobne kolekcje genitur – ale Gadbury przedstawiał swój zbiór jako materiał dowodowy, na którym da się sprawdzać reguły. Podobną intencję miał traktat De cometis z 1665 roku, napisany pod wrażeniem komet z lat 1664 i 1665, oraz późniejszy Thesaurus astrologiae z 1674 roku. W almanachach notował pogodę i zestawiał ją z konfiguracjami planet, licząc, że długie serie obserwacji pozwolą ugruntować astrometeorologię, czyli dział sztuki uważany przez reformatorów za najbardziej przyrodniczy.
Patrick Curry w książce Prophecy and Power z 1989 roku nazwał tę grupę reformatorami astrologii i pokazał, że ich wysiłek był skierowany do elity uczonej, która właśnie organizowała się wokół Royal Society, założonego w 1660 roku. Paradoks polega na tym, że uczeni nie przyjęli oferty. Program zbierania przypadków był zgodny z duchem nowej filozofii, lecz sama astrologia, uwikłana w almanachowy rynek i partyjne spory, pozostawała dla nich podejrzana. Kwestia ta należy już do szerszej historii wykluczenia astrologii z akademii nauk, która zasługuje na odrębne potraktowanie.
Metoda miała jednak słabość, której Gadbury nie dostrzegał albo nie chciał dostrzec. Zbiór genitur sławnych ludzi powstawał z wiedzy o ich losach: astrolog znał już przebieg życia, a niebo urodzenia odczytywał wstecz, wybierając te konfiguracje, które pasowały do biografii. Gdy godzina narodzin była niepewna, poprawiano ją tak zwaną rektyfikacją, czyli dopasowaniem ascendentu do znanych wydarzeń. W ten sposób przykład, który miał sprawdzać regułę, sam był przez nią ukształtowany. Krytycy astrologii od starożytności zwracali uwagę na podobne błędne koło, ale dopiero wymóg systematycznego dowodu, który Gadbury sam przyjął, uczynił je tak widocznym.
Nie znaczy to, że jego reformatorstwo było pozorne. W przedmowach i polemikach konsekwentnie odróżniał astrologię naturalną, zajmującą się pogodą, zdrowiem i ogólnymi skłonnościami, od nadmiernie szczegółowych przepowiedni, które jego zdaniem kompromitowały sztukę. Powtarzał też tradycyjną formułę, że gwiazdy skłaniają, lecz nie zmuszają, co pozwalało mu bronić się przed zarzutem fatalizmu i zachować zgodność z teologią anglikańską. W tym sensie był typowym przedstawicielem astrologii, która chciała być zarazem pobożna, przyrodnicza i użyteczna dla państwa – i która właśnie dlatego musiała godzić sprzeczne lojalności.
Spiski, więzienie i wierność Stuartom
Lata 1678–1681, czas tak zwanego spisku papistowskiego i kryzysu wokół prawa do tronu Jakuba, brata Karola II, były dla Gadbury’ego najniebezpieczniejsze. Fala antykatolickiej histerii objęła także astrologów, których prognozy mogły uchodzić za zachętę do zamachu. W 1679 roku jego nazwisko pojawiło się w zeznaniach związanych z tak zwanym spiskiem beczki z mąką, intrygą, w którą wplątani byli Thomas Dangerfield i katolicka akuszerka Elizabeth Cellier. Gadbury trafił na krótko do więzienia, a choć nie postawiono mu trwałych zarzutów, od tej pory przylgnęła do niego opinia kryptokatolika, której nigdy do końca nie zdołał zmyć.
Jego najgłośniejszym przeciwnikiem w latach osiemdziesiątych stał się John Partridge, wig, protestant i zwolennik metody domów i dyrekcji Placyda de Titis. Spór był jednocześnie techniczny i polityczny: Partridge zarzucał Gadbury’emu przywiązanie do skażonej tradycji, Gadbury Partridge’owi – ignorancję i warcholstwo. Późniejsza, ośmieszająca Partridge’a mistyfikacja Jonathana Swifta należy już do innej opowieści.
Rewolucja 1688 roku, która usunęła Jakuba II i osadziła na tronie Wilhelma III i Marię, postawiła Gadbury’ego w sytuacji bez wyjścia. Jako zwolennik zdetronizowanej dynastii znalazł się po stronie przegranych. Według przekazów z epoki w 1690 roku znów był zatrzymany w związku z podejrzeniami o udział w jakobickim spisku. Dalej wydawał almanachy, ale jego głos stracił znaczenie. Zmarł w Londynie w 1704 roku, przeżywszy niemal wszystkich rywali z lat swojej młodości.
Dwie rewolucje i jedna przegrana
Tytułowa rewolucja angielska bywa rozumiana jako wojna domowa i republika lat 1642–1660. W życiu Gadbury’ego rewolucje były jednak dwie: ta, w której zaczynał karierę jako młody adept w kręgu parlamentarnym, oraz ta z 1688 roku, która ją zakończyła. Pomiędzy nimi rozgrywała się próba, którą łatwo przeoczyć, jeśli patrzy się wyłącznie na partyjne przepowiednie: próba przekształcenia astrologii w dyscyplinę empiryczną, opartą na kolekcjach przypadków, seriach pogodowych i krytyce autorytetów.
Próba ta poniosła porażkę z powodów, które niewiele miały wspólnego z samymi danymi. Curry wskazywał, że po 1688 roku angielskie elity, zmęczone półwieczem proroctw i sekciarskiego entuzjazmu, odsunęły od siebie całą sferę przepowiedni politycznej, a wraz z nią astrologię w każdej postaci. To, co przetrwało, przesunęło się w dół społecznej drabiny: do tanich almanachów, ludowych prognoz i astrologii horarnej uprawianej przez prowincjonalnych praktyków. Projekt Gadbury’ego, adresowany do uczonych, nie miał w tym nowym układzie adresata.
Z perspektywy historii idei Gadbury jest więc postacią dwuznaczną. Był bez wątpienia propagandystą, który naginał niebo do potrzeb dworu, i nie można go czytać jako bezstronnego obserwatora. Zarazem jednak to on najdobitniej wypowiedział myśl, że astrologia, jeśli ma przetrwać, musi przyjąć reguły nowej nauki i poddać swoje twierdzenia próbie na materiale. Ta myśl powróci w XX wieku w zupełnie innych okolicznościach, w statystycznych badaniach i eksperymentach, które zostały omówione w innych miejscach. U Gadbury’ego była jeszcze nierozdzielnie spleciona z lojalnością wobec króla, a jej los okazał się losem stronnictwa, któremu służyła.
