Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Astrologia

Losy w horoskopie – od Losu Fortuny do Losu Ducha

Losy horoskopu – greckie kleroi, arabskie sihām, łacińskie partes – są punktami bez ciała niebieskiego, wyliczanymi z odległości między planetami i odkładanymi od ascendentu, a ich liczba wzrosła od kilku u Walensa i Pawła do blisko setki w kompendiach Albumasara i al-Biruniego.

Zodiak z Dendery, starożytny relief egipski
Zodiak z Dendery, starożytny relief egipski

Punkt, którego nie ma na niebie

Każdy, kto ogląda horoskop sporządzony według reguł starożytnych, natrafia obok planet, znaków i domów na osobliwe miejsca, które nie odpowiadają żadnemu świecącemu ciału. Nie da się ich zobaczyć ani wskazać na nocnym niebie, bo nie istnieją poza rachunkiem. Grecy nazywali je kleroi, czyli losami albo przydziałami – tym samym słowem, którym określano działkę ziemi przypadającą w udziale osadnikowi czy dziedzicowi. Arabowie przełożyli je jako sahm, w liczbie mnogiej sihām, co znaczy dosłownie „strzała” lub „udział”, a łacinnicy jako pars, stąd znana do dziś pars fortunae.

Zasada konstrukcji jest prosta i niemal zawsze ta sama. Bierze się dwa czynniki horoskopu, mierzy łuk między nimi w porządku znaków, a następnie odkłada ten sam łuk od trzeciego punktu, najczęściej od ascendentu. Otrzymany stopień zodiaku jest losem. Ponieważ ascendent zmienia się szybko, a planety wolno, los wiąże relację dwóch ciał niebieskich z indywidualną chwilą narodzin: ten sam układ Słońca i Księżyca da u dwóch osób urodzonych tego samego dnia, ale o innej godzinie, zupełnie różne położenia losu.

W tym prostym zabiegu ukrywa się ciekawe założenie. Astrologia hellenistyczna traktowała odległość jako rodzaj informacji: to, jak daleko stoi Księżyc od Słońca, mówi coś o naturze ich związku, a przeniesienie tego dystansu na horyzont urodzeniowy czyni ów związek osobistym. Los jest więc czymś pośrednim między ciałem a relacją – geometrycznym echem pary planet, wpisanym w osobisty horyzont.

Fortuna i Duch u Walensa

Najstarsze i najważniejsze losy to Los Fortuny, kleros tyches, oraz Los Ducha, kleros daimonos. Pierwszy wyprowadza się, mierząc odległość od Słońca do Księżyca i odkładając ją od ascendentu; drugi – odwrotnie, od Księżyca do Słońca. Tak brzmi reguła dla horoskopów dziennych. Dla nocnych większość autorów hellenistycznych zamieniała kierunek, tak że w nocy Fortuna liczy się od Księżyca do Słońca, a Duch od Słońca do Księżyca. Uzasadnienie wynikało z przekonania, że za dnia przewodzi Słońce, a nocą Księżyc, więc punktem wyjścia rachunku powinno być ciało panujące nad daną porą; samo rozróżnienie dnia i nocy jest odrębnym zagadnieniem, tu wystarczy zauważyć, że każe ono każdy los liczyć na dwa sposoby.

Wettiusz Walens, astrolog z Antiochii piszący w II wieku, poświęca losom znaczną część swojej Antologii. W jego ujęciu Fortuna ma związek z ciałem, zdrowiem, majątkiem i zewnętrznym powodzeniem, Duch zaś z duszą, umysłem, zamiarami i działaniem. Obie liczby są niemal symetryczne: leżą w równej odległości od ascendentu po przeciwnych stronach, jak dwa skrzydła tego samego punktu. Para ta odpowiada parze świateł – Księżyc patronuje temu, co cielesne i zmienne, Słońce temu, co rozumne i kierownicze.

Walens robi z Losu Fortuny coś więcej niż pojedynczy wskaźnik. Traktuje go jak drugi ascendent, od którego można liczyć cały cykl miejsc: znak jedenasty od Fortuny nazywa miejscem nabywania i z niego wyprowadza sądy o zysku, inne miejsca liczone od Fortuny mówią o podróżach, przyjaciołach czy upadkach. Horoskop zyskuje dzięki temu drugą, nałożoną na pierwszą siatkę znaczeń, w której punkt wyjścia nie jest już wschodzącym znakiem, lecz rachunkiem udziału.

Ptolemeusz, który w Tetrabiblos dąży do możliwie fizycznego uzasadnienia astrologii, wykorzystuje Los Fortuny oszczędnie, głównie przy rachunku długości życia i przy majątku. Odróżnia się przy tym od większości poprzedników: zaleca liczyć go zawsze od Słońca do Księżyca, bez zamiany w nocy. Ta różnica była potem żywo dyskutowana przez komentatorów i przetrwała jako jeden z najstarszych sporów technicznych w dziejach losów.

Siedem losów Pawła Aleksandryjskiego

Paweł z Aleksandrii, który w 378 roku spisał podręcznik znany jako Eisagogika, przekazuje zestaw siedmiu losów powiązanych z siedmioma planetami. Przypisuje go dziełu zwanemu Panaretos, łączonemu z imieniem Hermesa; tekst ten sam się nie zachował, a o jego treści wiemy jedynie z relacji późniejszych autorów. Zestaw obejmuje Fortunę przyporządkowaną Księżycowi, Ducha przyporządkowanego Słońcu, Erosa związanego z Wenus, Konieczność, czyli Ananke, związaną z Merkurym, Odwagę związaną z Marsem, Zwycięstwo związane z Jowiszem i Nemezis związaną z Saturnem.

Konstrukcja tych losów jest pouczająca, bo pięć planetarnych nie liczy się od ciała do ciała, lecz w odniesieniu do dwóch pierwszych losów. Eros wyprowadza się z odległości między Duchem a Wenus, Zwycięstwo z odległości między Duchem a Jowiszem, natomiast Konieczność, Odwaga i Nemezis odnoszą się do Fortuny. Powstaje w ten sposób hierarchia: Fortuna i Duch są losami pierwszego stopnia, pozostałe – losami drugiego stopnia, zbudowanymi na tamtych. Planety dobroczynne łączą się z Duchem, a złoczynne z Fortuną, co odpowiada intuicji, że sfera woli i umysłu przyciąga to, co sprzyjające, a sfera ciała i okoliczności narażona jest na przymus i karę.

Komentarz Olimpiodora do Pawła, powstały w VI wieku, pokazuje, że ten system był jeszcze w późnej starożytności przedmiotem szkolnej egzegezy. Nazwy losów nie są przypadkowe: Eros, Ananke, Tyche, Daimon, Nike, Nemesis to pojęcia o długiej historii w greckiej religii i filozofii, a ich zestawienie w siedmioelementowy cykl przypomina, że astrologia hellenistyczna chętnie czytała niebo jako teatr personifikowanych mocy rządzących ludzkim życiem.

Losy rodziny, małżeństwa i chorób

Obok tej uporządkowanej siódemki starożytność znała losy tematyczne, służące odpowiedzi na konkretne pytania. Doroteusz z Sydonu, poeta astrologiczny z I wieku, którego Carmen astrologicum przetrwało głównie w arabskim przekładzie dokonanym z wersji perskiej, podaje losy ojca, matki, rodzeństwa, małżeństwa i dzieci. Los ojca liczy się w dzień od Słońca do Saturna, los matki od Wenus do Księżyca, los rodzeństwa od Saturna do Jowisza; w nocy kierunki zwykle się odwraca. Wybór planet nie jest dowolny: Słońce i Saturn uchodziły za naturalnych sygnifikatorów ojca, Wenus i Księżyc za sygnifikatorki matki.

Z tego materiału widać, jak łatwo technika ta poddaje się rozszerzaniu. Wystarczy przyjąć, że jakaś dziedzina życia ma dwóch naturalnych sygnifikatorów, by od razu otrzymać nowy los. Jeśli zaś rachunek nie musi wychodzić od ascendentu, lecz może startować od wierzchołka innego domu albo od pana jakiegoś miejsca, możliwości mnożą się dalej. Losy w tym sensie nie są katalogiem zamkniętym, lecz metodą generowania punktów, ograniczoną jedynie wyobraźnią i szkolną tradycją.

Interpretacja losu nie kończyła się zresztą na samym stopniu. Astrolog pytał, w jakim znaku los wypada, kto jest panem tego znaku, gdzie ów pan stoi i jakie planety patrzą na los albo na jego władcę. Los dostarczał zatem nie tyle gotowej odpowiedzi, ile nowego wejścia do horoskopu, przez które ta sama siatka planet była odczytywana z innej strony. Właśnie dlatego jeden horoskop mógł nieść wiele losów jednocześnie bez sprzeczności: każdy otwierał osobną ścieżkę wśród tych samych ciał niebieskich, jak różne klucze do jednego domu.

Od kilku do kilkudziesięciu: Albumasar i al-Biruni

Właśnie w tradycji arabskiej ta generatywna natura losów rozwinęła się w pełni. Abu Maszar, łaciński Albumasar, działający w Bagdadzie w IX wieku, w swoim wielkim Wprowadzeniu, Kitab al-mudchal al-kabir, poświęca losom osobną księgę. Porządkuje je według dwunastu domów: dla każdego miejsca horoskopu podaje kilka losów, wyjaśnia ich konstrukcję i podaje racje wyboru planet. Lista obejmuje dziesiątki pozycji, wśród nich losy życia, ksiąg i mądrości, długów, podróży morskich, śmierci i niewoli. Abu Maszar nie traktuje ich jako dodatku, lecz jako integralną część astrologicznego słownika, zakorzenioną w autorytecie Hermesa i dawnych mędrców.

Al-Biruni, uczony z Chorezmu, w podręczniku Kitab at-tafhim, ukończonym około 1029 roku, przedstawia jeszcze obszerniejszy przegląd. Obok losów urodzeniowych podaje osobne zestawy dla astrologii światowej, w tym losy służące przewidywaniu cen towarów, takich jak pszenica, jęczmień i inne płody rolne. Rachunek losów, pierwotnie narzędzie interpretacji jednostkowego losu, staje się tu instrumentem prognozy gospodarczej. Liczba losów u al-Biruniego zbliża się do setki, a sam autor nie kryje dystansu wobec ich mnożenia i daje do zrozumienia, że wiele z tych punktów opiera się raczej na zwyczaju astrologów niż na przekonującej racji.

Ta uwaga jest cenna, bo pochodzi od człowieka, który astrologię znał od wewnątrz, a zarazem był jednym z najwybitniejszych astronomów swojej epoki. W jego relacji widać napięcie charakterystyczne dla całej historii losów: łatwość ich tworzenia była zarazem siłą i słabością. Siłą – bo pozwalała odpowiedzieć na każde pytanie za pomocą jednej spójnej procedury; słabością – bo przy dostatecznie dużej liczbie punktów każdy horoskop zawierał jakiś los pasujący do dowolnego zdarzenia.

Dziedzictwo części fortuny

Z arabskiego przeszły losy do łaciny w przekładach XII wieku, a stamtąd do średniowiecznych i renesansowych podręczników. Guido Bonatti w XIII wieku przejmuje znaczną część katalogu Abu Maszara, a nazwa pars fortunae staje się jedną ze stałych pozycji każdego horoskopu. Z czasem jednak liczba stosowanych losów maleje. Astrologowie nowożytni, szukający racjonalnych podstaw sztuki, uznawali większość z nich za zbędne, a w XVII wieku z całej rodziny pozostawała zwykle jedynie Fortuna, rysowana symbolem koła przekreślonego krzyżem i traktowana jako jeden z wielu punktów, nie zaś jako drugi ascendent.

Odzyskanie pełniejszego sensu losów zawdzięczamy dopiero przekładom tekstów greckich i arabskich wydanym w ostatnich dekadach XX wieku. Ukazały one, że w swojej klasycznej postaci losy nie były ozdobnikiem, lecz sposobem myślenia o horoskopie: wyrażały przekonanie, że związek dwóch planet, odniesiony do chwili narodzin, tworzy własne miejsce udziału, w którym splatają się ciało i okoliczności, dusza i zamiar. Historia ich rozrostu – od pary Fortuny i Ducha przez hermetyczną siódemkę po bagdadzkie i chorezmijskie katalogi – jest też historią tego, jak jedna elegancka idea może zostać zarazem rozwinięta i rozmyta przez własną płodność.