Alumbrados i inkwizycja hiszpańska
Kastylijscy alumbrados z kręgów Toledo i Guadalajary, głoszący dejamiento, czyli bierne porzucenie się Bożej miłości, stali się pierwszymi mistycznymi heretykami hiszpańskiej inkwizycji, a ich procesy na długo uczyniły podejrzaną każdą formę modlitwy wewnętrznej w Hiszpanii.

Słowo, które stało się oskarżeniem
Słowo alumbrado, „oświecony”, nie było pierwotnie nazwą żadnej sekty. W kastylijskim języku pierwszych dekad XVI wieku określano tak ludzi, którzy twierdzili, że kieruje nimi wewnętrzne światło, a także, z odcieniem ironii, pobożnych świeckich i beatki uchodzące za szczególnie natchnione. Dopiero działalność inkwizycji nadała temu słowu znaczenie techniczne: alumbrados stali się kategorią herezji, z listą charakterystycznych błędów, z procedurą rozpoznawania i z repertuarem kar. Historia tej kategorii jest w dużej mierze historią tego, jak instytucja kościelna nauczyła się czytać i klasyfikować doświadczenie mistyczne.
Ruch, który ostatecznie nazwano alumbradyzmem, rozwijał się od mniej więcej 1510 roku w środowisku pobożnych świeckich, franciszkańskich tercjarek i dworskich urzędników w Nowej Kastylii. Sprzyjał mu klimat reform kardynała Cisnerosa, który popierał drukowanie dzieł duchowych w języku ludowym i patronował wizjonerkom, takim jak beatka z Piedrahity, María de Santo Domingo. W kręgach tych czytano Pismo, rozmawiano o miłości Bożej i ćwiczono modlitwę bez słów. Granica między gorliwą pobożnością a nauką odbiegającą od nauczania Kościoła była płynna i przez długi czas nikt nie próbował jej precyzyjnie wyznaczać.
Isabel de la Cruz i Pedro Ruiz de Alcaraz
Dwiema najważniejszymi postaciami ruchu byli Isabel de la Cruz i Pedro Ruiz de Alcaraz. Isabel, franciszkańska tercjarka z Guadalajary, prowadziła spotkania, na których wykładała swoje rozumienie życia duchowego, i zgromadziła wokół siebie krąg uczniów. Alcaraz, świecki, żonaty, zatrudniony najpierw w domu Mendozów, książąt Infantado w Guadalajarze, a następnie jako kaznodzieja świecki u markiza Villeny w Escalonie, był jej najzdolniejszym uczniem i najbardziej elokwentnym propagatorem. Oboje pochodzili według większości badaczy ze środowisk konwertytów z judaizmu, co w Hiszpanii tego czasu samo w sobie budziło nieufność, choć związku tego pochodzenia z treścią nauki nie należy upraszczać.
Nauka, którą głosili, opierała się na pojęciu dejamiento, porzucenia lub zdania się. Człowiek miał oddać się całkowicie miłości Bożej, która w nim działa, i zaprzestać wszelkiego własnego wysiłku. Z tej zasady wynikały konsekwencje, które inkwizytorzy uznali za groźne. Jeśli to miłość Boża kieruje duszą, nie należy walczyć z pokusami ani pokutować za myśli, które przychodzą same. Uczynki zewnętrzne, posty, odpusty, kult obrazów, modlitwa ustna i liczne ceremonie tracą znaczenie wobec wewnętrznego oddania. Alcaraz kpił również z franciszkańskich zwolenników skupienia, recogidos, zarzucając im, że zbyt wiele uwagi poświęcają własnym ćwiczeniom. W jego oczach skupienie było jeszcze jedną formą przywiązania do siebie.
Konflikt narastał stopniowo. Pierwsze donosy pojawiły się pod koniec drugiej dekady XVI wieku, wśród nich doniesienie beatki Mari Núñez, która sama obracała się wcześniej w tych kręgach. W 1524 roku inkwizycja aresztowała Isabel de la Cruz i Alcaraza. Ich procesy toczyły się latami i zakończyły się wyrokami ogłoszonymi w Toledo w 1529 roku: oboje zostali „pojednani” z Kościołem, musieli publicznie wyrzec się błędów i zostali skazani na kary więzienia i upokarzające kary publiczne.
Edykt z Toledo i jego echa
Najważniejszym dokumentem tej historii jest edykt ogłoszony w Toledo 23 września 1525 roku przez generalnego inkwizytora Alonsa Manrique. Zawierał on czterdzieści osiem twierdzeń przypisanych alumbrados, zebranych z zeznań świadków i oskarżonych. Edykt jest tekstem niezwykłym: nie potępia jednej spójnej doktryny, lecz zestawia zdania wyrwane z różnych kontekstów, niektóre bardzo radykalne, inne zaskakująco bliskie temu, co mówili uznani autorzy duchowi. Wśród potępionych twierdzeń znalazły się tezy, że miłość Boża w człowieku jest samym Bogiem, że w stanie porzucenia nie można grzeszyć, że nie należy się modlić ustnie ani pracować nad cnotami, że nie trzeba być posłusznym przełożonym, jeśli przeszkadza to w kontemplacji.
Znaczenie edyktu polegało na tym, że stworzył on wzorzec. Inkwizytorzy otrzymali listę, według której mogli rozpoznawać podejrzanych w kolejnych procesach, a samo słowo „alumbrado” stało się etykietą, którą można było przykleić każdemu, kto nadmiernie ufał wewnętrznemu doświadczeniu. Ponieważ niektóre twierdzenia dotyczyły rzeczy w istocie bardzo powszechnych, jak przedkładanie modlitwy myślnej nad ustną czy nieufność wobec zewnętrznych ceremonii, edykt rzucał cień daleko poza krąg Isabel i Alcaraza.
W latach trzydziestych XVI wieku podejrzenie objęło kolejne osoby i środowiska. Przed trybunałem stanęła María de Cazalla, kobieta z wpływowej rodziny, której brat był biskupem pomocniczym; proces, zakończony w 1534 roku, dotyczył zarówno alumbradyzmu, jak i sympatii erazmiańskich i luterańskich. W Valladolid wokół charyzmatycznej beatki Franciski Hernández zgromadził się inny krąg, który także zwrócił uwagę inkwizycji. Splot zarzutów pokazuje, jak trudne do rozdzielenia stały się wówczas różne nurty: duchowość wewnętrzna, humanizm Erazma i echa reformacji, które docierały do Hiszpanii.
Ten splot miał długotrwałe skutki. W oczach części teologów każda pobożność, która stawiała wnętrze ponad zewnętrzną praktyką, zaczęła wydawać się niebezpiecznie bliska protestantyzmowi. Dominikanin Melchor Cano, jeden z najbardziej wpływowych teologów pokolenia soboru trydenckiego, występował przeciwko udostępnianiu świeckim książek o modlitwie i zarzucał niektórym autorom duchowym, że przygotowują grunt pod nowych alumbrados. Indeks ksiąg zakazanych ogłoszony w 1559 roku przez generalnego inkwizytora Fernanda de Valdésa objął szereg popularnych dzieł duchowych w języku kastylijskim, w tym prace Ludwika z Grenady i Franciszka Borgiasza, a także wydanie Audi filia Jana z Ávili.
Procesy w Llerenie
Druga wielka fala procesów rozegrała się kilkadziesiąt lat później w Estremadurze, przed trybunałem inkwizycji w Llerenie. W latach siedemdziesiątych XVI wieku dominikanin Alonso de la Fuente zaczął donosić na grupę duchownych i beatek z okolic Badajoz i Zafry, oskarżając ich o fałszywą mistykę, sfingowane ekstazy i nadużycia w kierownictwie duchowym. Według aktów procesowych niektórzy kapłani mieli wykorzystywać spowiedź i rozmowy duchowe do uwodzenia penitentek, a przeżycia mistyczne opisywane przez kobiety interpretowano jako dowód złudzenia lub symulacji.
Llerena ukazuje drugą twarz kategorii alumbradyzmu. W Toledo chodziło przede wszystkim o doktrynę porzucenia i krytykę zewnętrznej pobożności. W Estremadurze nacisk przesunął się na zjawiska nadzwyczajne, ekstazy, wizje, drgawki, a także na kwestie moralne i relację między kierownikiem a penitentką. Inkwizytorzy opracowali kolejną listę błędów, a sprawy zakończyły się wyrokami na auto da fé w Llerenie pod koniec dekady. Alonso de la Fuente nie poprzestał na Estremadurze: w swoich memoriałach podejrzewał o alumbradyzm także nowe środowiska zakonne, a pod koniec XVI wieku występował przeciwko pismom Teresy z Ávili, w których dopatrywał się tych samych błędów.
Mistycy, protestanci czy humaniści
Historiografia długo spierała się o to, kim właściwie byli alumbrados z Toledo i Guadalajary. Marcel Bataillon w klasycznej pracy Érasme et l’Espagne z 1937 roku umieścił ich w szerokiej panoramie hiszpańskiego erazmianizmu, ukazując, jak nurt pobożności wewnętrznej, czytania Pisma i krytyki ceremonii przenikał się z humanistycznym programem reformy chrześcijaństwa. Inni badacze akcentowali podobieństwa do reformacji, zwłaszcza w odrzuceniu zasługi uczynków i w nieufności wobec zewnętrznego kultu, choć bezpośrednie wpływy Lutra na krąg Isabel de la Cruz są mało prawdopodobne, skoro ruch powstał wcześniej, niż jego pisma mogły dotrzeć do Kastylii.
Hiszpański historyk Antonio Márquez w książce Los alumbrados z 1972 roku zaproponował odczytanie, które przesunęło akcent na wymiar mistyczny. W jego ujęciu dejamiento było radykalną odmianą rodzimej duchowości wewnętrznej, wyrosłą z tego samego podłoża co franciszkańskie skupienie, a różniącą się od niego przede wszystkim konsekwencją, z jaką wyciągano wnioski z prymatu łaski. Takie odczytanie pozwala zrozumieć, dlaczego inkwizytorzy mieli kłopot z wyznaczeniem granicy: potępiali nie obcą naukę przyniesioną z zewnątrz, lecz skrajną postać tendencji obecnych w samym sercu hiszpańskiej pobożności.
Żadna z tych interpretacji nie wyczerpuje zjawiska, a współcześni badacze skłaniają się raczej ku obrazowi wielu nurtów, które inkwizycja połączyła pod jedną nazwą. Inna była duchowość Alcaraza, inny krąg Franciszki Hernández, inne jeszcze środowiska estremadurskie. Wspólna etykieta była przede wszystkim dziełem trybunału, który potrzebował kategorii pozwalającej na sądzenie przypadków nowych i trudnych do uchwycenia w tradycyjnych schematach herezji.
Cień nad modlitwą wewnętrzną
Najtrwalszym skutkiem całej tej historii był klimat, w jakim pisali i działali wielcy mistycy hiszpańskiego złotego wieku. Ignacy Loyola był przesłuchiwany w Alcalá i Salamance między innymi dlatego, że jego sposób nauczania przypominał inkwizytorom krąg alumbrados. Autorzy podręczników modlitwy starannie zabezpieczali swoje teksty przed zarzutem, że zachęcają do porzucenia modlitwy ustnej lub sakramentów. Każdy opis kontemplacji biernej, każde zdanie o ciszy władz i o działaniu Boga w duszy mogło zostać odczytane w świetle edyktu z 1525 roku.
Podejrzliwość dotykała w szczególny sposób kobiet. Beatki, wizjonerki i mniszki opisujące swoje przeżycia musiały liczyć się z tym, że ich relacje zostaną potraktowane jako materiał dowodowy, a autorytet teologa czy spowiednika stanie się warunkiem uznania ich doświadczenia za prawdziwe.
Nie oznacza to, że inkwizycja zdławiła hiszpańską mistykę; jej największe dzieła powstały właśnie po tych procesach. Kształtowała jednak język, którym ta mistyka się posługiwała. Autorzy kładli nacisk na posłuszeństwo spowiednikom i przełożonym, na pokorę wobec przeżyć nadzwyczajnych, na łączenie modlitwy wewnętrznej z życiem sakramentalnym. Mistyka hiszpańska stała się w ten sposób mistyką ostrożną, świadomą granicy, którą wyznaczył spór z alumbrados.
Z perspektywy historyka trudno dziś oddzielić rzeczywiste poglądy oskarżonych od obrazu, który wyłania się z protokołów inkwizycji. Twierdzenia potępione w edyktach są zapisem tego, co usłyszeli świadkowie i co zrozumieli sędziowie, a nie bezpośrednim świadectwem nauki. Właśnie dlatego alumbrados pozostają postaciami częściowo nieuchwytnymi: znamy ich przede wszystkim przez zarzuty, a o ich duchowym doświadczeniu możemy wnioskować jedynie pośrednio, z fragmentów zachowanych w aktach, które spisano po to, by ich potępić.
