Modlitwa Jezusowa i metoda psychofizyczna hezychastów
Krótka formuła „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”, od wieków powtarzana przez wschodnich mnichów, zyskała w XIII i XIV wieku towarzyszącą jej technikę – siedzącą postawę, kontrolę oddechu i świadome sprowadzanie umysłu do serca – która stała się zarazem znakiem rozpoznawczym hezychazmu i przedmiotem ostrych sporów.

Od wołania do formuły
Wezwanie imienia Jezusa jako forma modlitwy ma długą historię, ale jego postać ustalała się stopniowo. W apoftegmatach ojców pustyni pojawiają się krótkie, wielokrotnie powtarzane prośby, takie jak „Panie, zmiłuj się” lub wersety psalmów, a Jan Kasjan opisuje modlitwę jednym wersetem, „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu”, jako sposób nieustannego trwania przed Bogiem. W V wieku Diadoch z Fotyki pisze o umyśle, który po oczyszczeniu potrzebuje zajęcia i któremu należy dać jako jedyne zadanie wołanie „Panie Jezu”, powtarzane z pełną uwagą w skarbcu wnętrza. Pełna formuła, w brzmieniu bliskim dzisiejszemu, pojawia się w tekstach z VI i VII wieku, a w kolejnych stuleciach staje się powszechna w środowisku synajskim i palestyńskim.
Przez większość tego okresu wezwanie imienia Jezusa nie wymagało żadnej szczególnej techniki. Było krótką modlitwą powtarzaną przy pracy, podczas wędrówki lub w celi, środkiem skupienia uwagi i pamięci o Bogu. Teksty mówiły o łączeniu modlitwy z oddechem, ale raczej w sensie metaforycznym lub ogólnym: modlitwa powinna być tak nieustanna jak oddychanie. Dopiero w XIII i XIV wieku pojawiają się opisy, w których oddech, postawa ciała i uwaga skierowana na określone miejsce w ciele stają się świadomie stosowaną metodą.
Metoda przypisywana Symeonowi
Najstarszym i najbardziej znanym opisem tej techniki jest krótki traktat zatytułowany Metoda świętej modlitwy i uwagi. Przekazy rękopiśmienne przypisują go Symeonowi Nowemu Teologowi, wielkiemu mistykowi z przełomu X i XI wieku, i pod tym imieniem trafił do Filokalii. Irénée Hausherr, który w 1927 roku wydał krytycznie tekst wraz z francuskim przekładem i komentarzem, wykazał jednak, że atrybucja ta jest bardzo wątpliwa. Styl, słownictwo i opisywana praktyka wskazują raczej na XIII wiek, a za prawdopodobnego autora lub środowisko autora uważa się dziś krąg Nicefora Hezychasty.
Traktat opisuje trzy sposoby modlitwy i uwagi. Pierwszy polega na wznoszeniu umysłu ku niebu i wyobrażaniu sobie aniołów, chwały i niebiańskich rzeczywistości; autor uznaje go za niebezpieczny, bo prowadzi do złudzeń wyobraźni. Drugi to walka z myślami przez skupienie umysłu na sobie, bez zstępowania do serca; ten również jest niedoskonały, bo umysł pozostaje rozproszony i ulega pysze. Trzeci sposób jest właściwy: uwaga i modlitwa zjednoczone w sercu.
Opis tego trzeciego sposobu jest zaskakująco konkretny. Mnich ma usiąść w cichej celi, w kącie, zamknąć drzwi i oderwać umysł od wszystkiego, co próżne i przemijające. Następnie powinien oprzeć brodę na piersi, skierować wzrok i całą uwagę na środek brzucha, w okolicę pępka, wstrzymywać oddech, by nie oddychać zbyt swobodnie, i szukać w głębi siebie miejsca serca, w którym przebywają władze duszy. Traktat uprzedza, że na początku spotka się z ciemnością i ciężkością; jeśli jednak wytrwa dniem i nocą, znajdzie niewypowiedzianą radość. Umysł, gdy odnajdzie miejsce serca, ujrzy to, czego nigdy wcześniej nie znał: siebie samego całego jaśniejącego i pełnego rozeznania. Od tej pory, gdy pojawi się jakakolwiek myśl, zanim zdąży się ukształtować, umysł odpędzi ją wezwaniem imienia Jezusa.
Ważne jest, co autor rozumie przez „miejsce serca”. Nie chodzi mu o narząd w sensie anatomicznym ani o ośrodek emocji, lecz o biblijne serce jako wewnętrzny środek osoby, w którym według tradycji ascetycznej zamieszkuje umysł, gdy przestaje się rozpraszać. Wpatrywanie się w okolicę pępka nie jest więc celem samym w sobie, lecz sposobem skierowania uwagi do wewnątrz i w dół, przeciw naturalnej skłonności myśli do błądzenia na zewnątrz. Ten szczegół, łatwy do wyśmiania, stał się później główną pożywką polemik.
Nicefor i Grzegorz Synaita
Nicefor Hezychasta, zwany także Atonitą, żył w XIII wieku. Według przekazów pochodził z Italii, był łacinnikiem, który przyjął prawosławie i został mnichem na Górze Athos. Gdy cesarz Michał VIII Paleolog dążył do unii z Rzymem zawartej na soborze w Lyonie w 1274 roku, Nicefor należał do jej przeciwników i został zesłany. Zachował się jego traktat O czujności i strzeżeniu serca, złożony w dużej mierze z wypisów z wcześniejszych ojców, zakończony własnym pouczeniem autora.
W tym pouczeniu Nicefor wyjaśnia, że oddech jest drogą prowadzącą do serca. Powietrze, które wdychamy, dociera do serca, więc umysł, skupiony i sprowadzony razem z oddechem, może wejść do jego wnętrza. Gdy już się tam znajdzie, nie powinien pozostawać bezczynny, lecz zajmować się nieustannym wołaniem „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”. Nicefor dodaje, że jeśli ktoś mimo wysiłków nie potrafi wejść do serca w ten sposób, niech po prostu odmawia modlitwę, a z czasem otworzy się przed nim to wejście. Ta uwaga ma charakter praktyczny i łagodzi wymagania techniki: oddech jest pomocą, a nie warunkiem.
Grzegorz Synaita, urodzony około 1265 roku w Azji Mniejszej, przeszedł długą drogę: był mnichem na Cyprze i na Synaju, a na Krecie spotkał pustelnika imieniem Arseniusz, który – jak głosi jego żywot – nauczył go modlitwy umysłu. Następnie przybył na Athos, gdzie stwierdził, że prawie nikt nie praktykuje tej modlitwy, i zaczął ją nauczać. Pod koniec życia, z powodu najazdów tureckich, przeniósł się do Paroria w górach na pograniczu Bizancjum i Bułgarii, gdzie założył klasztor, z którego jego uczniowie przenieśli tradycję hezychastyczną do krajów słowiańskich. Zmarł w 1346 roku.
Pisma Grzegorza zawierają wskazówki bardziej szczegółowe niż u Nicefora. Radzi siedzieć na niskim stołku, mniej więcej na wysokość dłoni, pochylić się, skierować umysł do serca i trzymać go tam, wołając „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną”. Gdy z powodu zmęczenia trudno wytrwać przy całej formule, można odmawiać jej część, ale nie należy zmieniać słów zbyt często, bo tak jak drzewo przesadzane nie zapuszcza korzeni, tak i modlitwa nie zakorzeni się w sercu. Grzegorz zaleca także wstrzymywanie oddechu w takim stopniu, by nie oddychać swobodnie, ponieważ sprzyja to skupieniu umysłu.
Jednocześnie Grzegorz jest bardzo ostrożny. Wiele miejsca poświęca złudzeniom, które mogą towarzyszyć modlitwie. Ostrzega przed przyjmowaniem jakichkolwiek obrazów, świateł czy postaci, które pojawiają się w wyobraźni, i przed uleganiem uczuciom ciepła czy słodyczy, które mogą pochodzić z natury lub od demonów. Prawdziwy znak łaski widzi w pokorze, spokoju i skrusze, a nie w niezwykłych doznaniach. Zaleca też, by nie podejmować praktyki bez kierownictwa doświadczonego nauczyciela.
Zarzut omfalopsychii
W drugiej połowie lat trzydziestych XIV wieku metoda hezychastów stała się przedmiotem publicznego sporu. Barlaam z Kalabrii, mnich i uczony wychowany w greckiej kulturze południowej Italii, przybył do Konstantynopola i zyskał rozgłos jako filozof i polemista. Spotkawszy mnichów praktykujących modlitwę z oddechem i postawą ciała, wyśmiał ich praktykę. Nazwał ich omphalopsychoi, czyli tymi, którzy mają duszę w pępku, i porównał do mesalian, starożytnej sekty potępionej za przekonanie, że doświadczenie Boga może być fizycznie wyczuwalne.
Zarzut miał dwie warstwy. Pierwsza była prześmiewcza: Barlaam przedstawiał hezychastów jako prostaczków, którzy wpatrują się we własny brzuch i myślą, że w ten sposób zobaczą Boga. Druga była teologiczna: według Barlaama poznanie Boga jest sprawą umysłu oczyszczonego przez naukę i filozofię, a nie ciała, i jakiekolwiek przypisywanie ciału roli w modlitwie jest nieporozumieniem. Za tym stało przekonanie o radykalnym oddzieleniu duszy i ciała, typowe dla pewnej odmiany platonizmu, a obce biblijnej antropologii.
W odpowiedzi Grzegorz Palamas, mnich z Athos, napisał Triady w obronie świętych hezychastów. Nie wchodząc tu w jego teologię, która stała się przedmiotem osobnego sporu, warto zauważyć, jak bronił samej metody. Twierdził, że ciało nie jest złem, lecz świątynią Ducha, i że skoro umysł w czasie modlitwy ma skupić się wewnątrz człowieka, naturalne jest posługiwanie się ciałem jako pomocą w tym skupieniu. Dla początkujących, których umysł nieustannie wybiega na zewnątrz, kontrola oddechu i pochylona postawa mają pomóc zawrócić go ku sobie. Palamas podkreślał jednak, że technika jest środkiem, a nie celem, i że doświadczeni mogą się bez niej obejść.
Ciało, metoda i porównania
Metoda psychofizyczna zachowała w prawosławiu miejsce ważne, ale nie centralne. Kallist i Ignacy Ksantopulos w XIV wieku opisali ją w swoim traktacie, a Filokalia z 1782 roku zgromadziła teksty Nicefora, Grzegorza Synaity i Metodę przypisywaną Symeonowi, co zapewniło im szeroki obieg. Późniejsi nauczyciele, zwłaszcza w Rosji XIX wieku, zachowywali wobec techniki dystans. Ignacy Brianczaninow i Teofan Pustelnik przestrzegali przed jej mechanicznym stosowaniem przez ludzi bez kierownictwa i przypominali, że istotą modlitwy jest pokora i uwaga, a nie kontrola oddechu. Teofan, który przełożył Filokalię na rosyjski, świadomie skracał lub omijał fragmenty najbardziej techniczne, uznając, że bez żywego nauczyciela mogą one bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Od XX wieku metoda hezychastów bywa porównywana z technikami jogi i z sufickim dhikrem, rytmicznym wspominaniem imienia Boga połączonym z oddechem. Niektórzy badacze sugerowali wzajemne wpływy, zwłaszcza między hezychazmem a sufizmem w świecie bizantyjsko-islamskim XIII wieku. Brak jednak dowodów bezpośredniego zapożyczenia, a podobieństwa mogą wynikać z tego, że ludzkie ciało i oddech stawiają przed modlącymi się w różnych tradycjach podobne pytania. Ostrożni badacze mówią więc raczej o analogiach niż o wpływach.
Niezależnie od tych porównań, metoda psychofizyczna ma w swojej tradycji wyraźnie określone miejsce. Jest pomocą dla tego, kto chce zjednoczyć modlitwę z całą swoją istotą, wraz z ciałem, oddechem i rytmem życia. Jej obrońcy nie twierdzili, że technika sama przynosi łaskę. Twierdzili natomiast, że człowiek modli się jako całość, a ciało, zamiast przeszkadzać, może towarzyszyć umysłowi w jego zstępowaniu do serca.
