Anna Katarzyna Emmerich i wizje spisane przez Brentana
Wizje Anny Katarzyny Emmerich znamy niemal wyłącznie z zapisów i redakcji Clemensa Brentana, dlatego ich historia jest przede wszystkim historią literackiego pośrednictwa, w którym głos chorej stygmatyczki z Dülmen i ambicje romantycznego poety splotły się tak ściśle, że nie sposób ich już rozdzielić.

Zakonnica z rozwiązanego klasztoru
Anna Katarzyna Emmerich urodziła się w 1774 roku w osadzie Flamschen pod Coesfeld, w ubogiej chłopskiej rodzinie z Westfalii. Biografie, powstałe w większości po jej śmierci i w kręgu jej czcicieli, opisują dziecko obdarzone od najmłodszych lat widzeniami, które uważało za coś zwyczajnego. Do klasztoru augustianek Agnetenberg w Dülmen przyjęto ją dopiero jako niemal trzydziestoletnią kobietę, bez posagu i bez wykształcenia. Wspólnota nie przetrwała długo: w okresie napoleońskiej sekularyzacji klasztor zamknięto w 1811 roku, a była zakonnica zamieszkała jako służąca u emigranta francuskiego księdza, potem w wynajętym pokoju w mieście.
Od 1812 roku na jej ciele miały pojawiać się znaki męki: rany na dłoniach, stopach i boku oraz krzyż na piersi. Sprawą zajęła się władza kościelna w Münsterze. Wikariusz generalny Clemens August Droste zu Vischering zlecił w 1813 roku dochodzenie, w którym brał udział lekarz z Dülmen Franz Wilhelm Wesener, prowadzący później szczegółowy dziennik obserwacji. Kilka lat później, w 1819 roku, pruska komisja świecka przeniosła chorą na kilka tygodni do innego domu, aby wykluczyć oszustwo. Żadne z tych badań nie zakończyło się jednoznacznym werdyktem: jedni świadkowie mówili o niewytłumaczalnym zjawisku, inni o histerii lub pobożnym oszustwie otoczenia. Te sprzeczności pozostają nierozstrzygnięte i nie są przedmiotem tego tekstu.
Dla dalszych dziejów ważniejsze jest to, że Emmerich stała się obiektem odwiedzin. Do jej łóżka przybywali duchowni, ciekawscy i ludzie poszukujący pociechy. Wśród nich znalazł się w 1818 roku gość, który zmienił charakter całej sprawy.
Poeta przy łóżku chorej
Clemens Brentano był wówczas jednym z najbardziej znanych pisarzy niemieckiego romantyzmu, współwydawcą zbioru pieśni ludowych Des Knaben Wunderhorn razem z Achimem von Arnimem, autorem baśni i poezji o rozedrganej, często ironicznej wyobraźni. Kilka lat przed przyjazdem do Dülmen przeżył powrót do katolicyzmu, który dla niego oznaczał także poszukiwanie nowego zadania pisarskiego. Pierwsze spotkanie z Emmerich przekonało go, że znalazł je w zapisywaniu jej widzeń.
Od tej pory, z przerwami, mieszkał w Dülmen aż do jej śmierci w lutym 1824 roku. Codziennie przychodził do chorej, słuchał, co opowiadała w dialekcie westfalskim, często w stanie półsnu, i po powrocie do mieszkania sporządzał notatki. Według jego własnych zapisów nazywała go „pielgrzymem”, a on sam przyjął to miano jako znak powołania. Notatki rozrosły się do tysięcy stron. Obejmowały nie tylko wizje męki, ale też życie Maryi, publiczną działalność Jezusa rok po roku, sceny ze Starego Testamentu, żywoty świętych, a nawet opisy krajów i miast, których chora nigdy nie widziała.
Już w tym miejscu zaczyna się problem, który historyk musi nazwać wprost. Emmerich nie pisała. To, co wiemy o jej widzeniach, jest zapisem z pamięci, sporządzonym po fakcie przez człowieka o wyjątkowym talencie literackim i równie wyjątkowej skłonności do przetwarzania materiału. Brentano nie był pasywnym stenografem. Pytał, dopowiadał, porządkował, a po śmierci chorej przez wiele lat opracowywał zapiski, sięgając do lektur pomocniczych.
Zapiski z Dülmen mają przy tym charakter, który zaciera się w późniejszych książkach. Widzenia chorej układały się według rytmu roku liturgicznego: w okresie Wielkiego Postu dotyczyły męki, w czasie świąt maryjnych życia Matki Jezusa, w dni wspomnień świętych ich żywotów. Przeplatały się z opowieściami o cierpieniach za dusze czyśćcowe, o podróżach duchowych do odległych krajów, o relikwiach, które rzekomo rozpoznawała po dotyku. Brentano notował również rozmowy codzienne, skargi na otoczenie i chwile zniechęcenia. Ten surowy materiał, w którym pobożność miesza się z westfalską codziennością, jest dla historyka cenniejszy niż gładkie narracje drukowane, ponieważ pozwala dostrzec, jak niejednorodne było to, co później zostało ujęte w ciągłą opowieść.
Bolesna męka i jej warsztat
W 1833 roku ukazała się książka Das bittere Leiden unseres Herrn Jesu Christi, znana w Polsce jako Bolesna męka Pana naszego Jezusa Chrystusa. Jest to ciągła, niezwykle plastyczna opowieść o ostatnich godzinach Jezusa, od wieczerzy po złożenie do grobu, przedstawiona jako widzenia mniszki z Dülmen według zapisków poety. Książka odniosła ogromny sukces i była wielokrotnie tłumaczona. Jej siła leży w szczegółach: w opisach gestów, kolorów, ubiorów i ran, w psychologicznej wiarygodności postaci, w gęstości obrazów, które czytelnik przyzwyczajony do zwięzłości Ewangelii odbiera jako wejście w scenę.
Właśnie te szczegóły stały się później przedmiotem sporu. Badacze porównujący tekst z wcześniejszą literaturą pasyjną wskazywali na zbieżności z popularnymi żywotami Chrystusa i z pobożnymi rozważaniami męki krążącymi w katolickiej Europie. Część opisów topograficznych Jerozolimy i Ziemi Świętej przypomina ówczesną literaturę podróżniczą, z którą Brentano mógł się zetknąć. Nie dowodzi to, że całość została wymyślona. Pokazuje jednak, że redaktor wypełniał luki opowieści własną wiedzą i stylem, a granica między tym, co powiedziała chora, a tym, co dopisał poeta, nie została przez niego zaznaczona. Sam Brentano nie ukrywał zresztą, że opracowuje materiał; w przedmowie do Bolesnej męki przedstawiał ją jako przekaz prywatnych widzeń, bez roszczenia do rangi źródła historycznego. To zastrzeżenie, łatwo pomijane przez pobożnych czytelników, bywa dziś przywoływane jako dowód, że już sam redaktor przeczuwał kruchość swojej pozycji.
Kolejne tomy ukazały się już po śmierci Brentana w 1842 roku. Leben der heiligen Jungfrau Maria wydano w 1852 roku, a wielotomowe życie Jezusa opracował na podstawie spuścizny redemptorysta Carl Erhard Schmöger w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XIX wieku. Z każdą kolejną edycją tekst oddalał się od ustnej wypowiedzi, od której wyszedł: Schmöger redagował notatki poety, poeta redagował wspomnienia słów chorej, a chora opowiadała o tym, co według niej widziała.
Filologia wobec świętości
Krytyczna lektura zapisków rozpoczęła się na dobre w XX wieku. W latach dwudziestych augustianin Winfried Hümpfner przebadał zachowane notatki Brentana i doszedł do wniosku, że wiarygodność publikowanych tekstów jako świadectwa słów Emmerich jest bardzo ograniczona. Jego praca, opublikowana w środowisku samego zakonu, do którego należała mniszka, ważyła na losie procesu beatyfikacyjnego, który zawieszono pod koniec lat dwudziestych.
Gdy postępowanie podjęto ponownie, przyjęto rozwiązanie bez precedensu w swojej wyrazistości. Kongregacja badająca sprawę postanowiła oceniać wyłącznie życie i cnoty Anny Katarzyny, a pisma wydane przez Brentana i Schmögera pozostawić poza zakresem badania jako niemożliwe do przypisania jej z pewnością. Beatyfikacja, której Jan Paweł II dokonał 3 października 2004 roku, dotyczyła więc kobiety, nie książek. Stanowisko to bywało źle rozumiane w obu kierunkach: jedni uznali, że Kościół potwierdził wizje, inni, że je odrzucił. W rzeczywistości oświadczono jedynie, że nie da się ich rzetelnie oddzielić od redakcji.
Ten sam rok przyniósł ironiczny kontrapunkt. Film Pasja Mela Gibsona, który w wielu scenach czerpał z Bolesnej męki, uczynił tekst Brentana znanym nowej publiczności właśnie wtedy, gdy instytucja kanonizacyjna oficjalnie zdystansowała się od jego autorstwa. Książka żyje własnym życiem jako dzieło literatury pobożnej, niezależnie od tego, jak rozstrzygnie się pytanie o jej pochodzenie.
Dom w Efezie
Najbardziej osobliwym skutkiem zapisków jest historia tak zwanego Domu Maryi koło Efezu. W Życiu Najświętszej Maryi Panny znajduje się opis domu, w którym Matka Jezusa miała spędzić ostatnie lata, położonego na wzgórzu w okolicy Efezu, wraz z szczegółami krajobrazu. W drugiej połowie XIX wieku tekst ten skłonił katolickich duchownych ze Smyrny do poszukiwań. W 1891 roku wyprawa, w której uczestniczyli lazaryści, odnalazła na zboczu wzgórza Bülbül Dağı ruiny kamiennej budowli, odpowiadające ich zdaniem opisowi. Miejsce, nazwane po turecku Meryem Ana Evi, stało się celem pielgrzymek i odwiedzali je kolejni papieże.
Archeologia nie potwierdziła, że budowla pochodzi z czasów apostolskich, a starsze tradycje kościelne wiązały ostatnie lata Maryi także z Jerozolimą. Z punktu widzenia historii idei przypadek ten jest jednak wymowny: tekst, którego autorstwo uznano za niepewne, wytworzył realne miejsce kultu. Wizja, przepuszczona przez pióro poety i redakcję zakonnika, wróciła do świata jako kamień, który można dotknąć. Pielgrzymi, którzy przybywają do Meryem Ana Evi, rzadko wiedzą, że trop prowadzący do tego miejsca zaczyna się w notatkach sporządzanych wieczorami w westfalskim miasteczku. Dom w Efezie jest więc nie tylko zagadką archeologiczną, lecz także świadectwem siły, z jaką literacki opis potrafi zakorzenić się w krajobrazie. Dla czytelników z XIX wieku zgodność wzgórza z tekstem była argumentem za autentycznością widzeń; dla historyka jest raczej przykładem tego, jak oczekiwania poszukiwaczy kształtują to, co znajdują.
Mistyka w trybie zależnym
Przypadek Emmerich zmusza do zastanowienia się, czym w ogóle jest tekst mistyczny. W wielu tradycjach doświadczenie przekazywano przez spowiedników, sekretarzy i hagiografów, a historycy od dawna wiedzą, że głos średniowiecznych wizjonerek często dochodzi do nas przez męskie pośrednictwo. Rzadko jednak pośrednik był tak wybitnym i tak samodzielnym twórcą jak Brentano. Romantyczny poeta, który całe życie zbierał pieśni ludowe i przerabiał je według własnego słuchu, podszedł do wizji chorej podobnie: jako do skarbu, który trzeba ocalić, nadając mu kształt.
Nie da się dziś ustalić, ile z obrazów Bolesnej męki należy do Westfalki, a ile do pisarza z Koblencji. Można natomiast opisać, jak powstał tekst, i zrozumieć, dlaczego jego czytelnicy przeżywali go jako bezpośredni wgląd w sceny ewangeliczne. Wizja przyszła do nich już ukształtowana literacko, a właśnie ta forma sprawiła, że przemówiła. Emmerich pozostaje dla historyka postacią w trybie zależnym: kobietą, o której doświadczeniu wiemy tyle, ile przekazał nam ktoś, kto kochał ją i jednocześnie tworzył z niej swoje dzieło.
