Hryhorij Skoworoda i mistyka serca
Hryhorij Skoworoda, wędrowny filozof osiemnastowiecznej Ukrainy, zbudował chrześcijańską mistykę samopoznania, w której serce jest prawdziwym człowiekiem, Biblia symbolicznym światem do odczytania, a szczęście polega na odnalezieniu „pokrewnej pracy” zgodnej z wewnętrzną naturą każdego.

Filozof bez katedry
Hryhorij Sawycz Skoworoda urodził się w 1722 roku w Czornuchach na Połtawszczyźnie, w rodzinie kozackiej o skromnych dochodach, a zmarł w 1794 roku w Iwaniwce pod Charkowem, w majątku jednego ze swoich przyjaciół. Pomiędzy tymi datami mieści się życie, które od początku wymykało się zwykłym ścieżkom kariery. Studiował w Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, śpiewał przez pewien czas w kapeli dworskiej w Petersburgu, a w latach czterdziestych XVIII wieku wyjechał jako członek rosyjskiej misji na Węgry, skąd, jak podaje jego biograf, odbywał podróże po krajach Europy Środkowej. Potem uczył poetyki w Perejasławiu, był domowym nauczycielem w rodzinie ziemiańskiej, wykładał w Kolegium Charkowskim. Z każdego z tych miejsc odchodził, zwykle po konflikcie z przełożonymi, którzy oczekiwali od niego posłuszeństwa w sprawach, w których on słuchał własnego sumienia.
Mniej więcej od końca lat sześćdziesiątych prowadził życie wędrowne. Przemierzał Słobodzką Ukrainę pieszo, z kijem i torbą, w której nosił Biblię hebrajską, zatrzymując się u przyjaciół, w klasztorach i na pasiekach. Odrzucał propozycje przyjęcia święceń i ślubów zakonnych, choć ceniono go w kręgach duchownych. Najważniejszym źródłem do poznania jego życia jest biografia napisana przez ucznia i przyjaciela, Mychajła Kowalynskiego, który znał go osobiście przez wiele lat. Tekst ten ma charakter hagiograficznego portretu mędrca, ale zawiera także wiele konkretnych szczegółów i fragmentów rozmów.
Szczególne miejsce w tej biografii zajmuje przyjaźń z Kowalynskim, poznanym w Charkowie, gdy ten był jeszcze młodym uczniem. Zachowane listy Skoworody do niego, pisane w dużej części po łacinie, przeplatane cytatami z poetów klasycznych i Pisma, pokazują, jak rozumiał duchowe kierownictwo: nie jako narzucanie reguł, lecz jako wspólne szukanie, w którym starszy budzi w młodszym to, co już w nim jest. Przyjaźń stawała się dla niego szkołą mądrości, a listy – przedłużeniem rozmowy, którą uważał za najwłaściwszą formę filozofowania.
Sam ten styl życia był dla Skoworody częścią filozofii. Nie chodziło o malowniczą ucieczkę od świata, lecz o konsekwencję nauki, według której człowiek ma żyć tak, jak każe mu jego wewnętrzna natura, nie zaś opinia otoczenia. Wędrówka była formą wolności od tego, co nazywał światem łowiącym duszę: od ambicji, majątku, pozorów.
Trzy światy i dwie natury
Pisma Skoworody, przez większość jego życia krążące w odpisach, a nie drukiem, mają przeważnie formę dialogów. Ich bohaterowie, często noszący greckie lub biblijne imiona, rozmawiają o szczęściu, o poznaniu siebie, o sensie Pisma. W dialogu Narcyz i w księdze nazwanej Asschań filozof rozwija naukę, która stanowi oś całej jego myśli: istnieją trzy światy. Pierwszy to wielki świat, makrokosmos, wszechświat widzialny. Drugi to mały świat, mikrokosmos, czyli człowiek. Trzeci to świat symboliczny, którym jest Biblia, zawierająca w obrazach i figurach klucz do zrozumienia dwóch pozostałych.
Każdy z tych światów ma dwie natury: widzialną i niewidzialną. Widzialna jest cieniem, śladem, zewnętrzną szatą; niewidzialna jest prawdą, Bogiem obecnym w rzeczach. Człowiek, który zna tylko powierzchnię, przypomina mitycznego Narcyza zakochanego w odbiciu. Skoworoda odwraca jednak sens mitu: prawdziwy Narcyz to ten, kto patrząc w źródło, rozpoznaje w sobie coś więcej niż odbicie, i kto przez poznanie samego siebie dochodzi do poznania Boga. Wezwanie „poznaj samego siebie”, przejęte od tradycji greckiej, łączy się tu z ewangelicznym przekonaniem, że królestwo Boże jest wewnątrz człowieka.
W tej perspektywie Skoworoda czyta wielu autorów starożytnych i patrystycznych. Znał Platona, stoików, Plutarcha, a wśród chrześcijańskich interpretatorów Pisma zwłaszcza tradycję alegoryczną od Filona i Orygenesa. Badacze zwracali też uwagę na paralele między jego nauką o dwóch naturach a myślą Jakuba Böhmego, którego pisma krążyły wówczas w Rosji w kręgach pietystycznych i masońskich; nie ma jednak pewności co do bezpośredniej lektury, a sam ukraiński myśliciel wywodzi swoje intuicje przede wszystkim z Biblii i ojców.
Forma dialogu nie jest tu ozdobą. Skoworoda, który chętnie porównywany był z Sokratesem, wierzył, że prawdy o sercu nie da się po prostu przekazać jak informacji; trzeba ją wydobyć w rozmowie, w której rozmówca sam odkrywa sprzeczności własnych mniemań. Język tych pism, mieszanka cerkiewnosłowiańskiego, książkowego języka ukraińskiego i rosyjskiego, z licznymi wtrętami greckimi i łacińskimi, utrudnia dziś lekturę, ale odpowiadał kulturze piśmienniczej ówczesnej Ukrainy i jej wykształconych czytelników.
Serce jako głębia człowieka
Centralnym pojęciem antropologii Skoworody jest serce. Nie oznacza ono uczucia w nowoczesnym, sentymentalnym sensie, lecz najgłębsze centrum osoby, źródło myśli i pragnień, miejsce, w którym człowiek jest naprawdę sobą. W dialogach wielokrotnie wraca twierdzenie, że prawdziwym człowiekiem jest serce, a ciało i zewnętrzne zachowanie są tylko jego cieniem. Kto chce poznać siebie, musi więc zejść poniżej warstwy opinii i przyzwyczajeń do tego wewnętrznego źródła.
Ta biblijna antropologia serca ma długą historię w chrześcijaństwie wschodnim, gdzie modlitwa serca i czujność wewnętrzna należą do podstawowego słownika duchowości. Skoworoda nie był jednak hezychastą w ścisłym sensie i nie przekazuje metody modlitwy. Jego mistyka ma charakter refleksyjny i dialogiczny: serce oczyszcza się przez rozmowę, przez lekturę, przez rozpoznanie fałszywych pragnień. Celem jest wewnętrzny pokój, który nazywa radością serca, i który nie zależy od okoliczności zewnętrznych.
Stąd również jego krytyka pobożności zewnętrznej. Obrzędy, posty, pielgrzymki mają sens tylko o tyle, o ile prowadzą do przemiany serca; same w sobie mogą stać się kolejną formą próżności. Skoworoda nie odrzucał Kościoła ani sakramentów, lecz nieustannie przypominał, że to, co widzialne, ma wskazywać na to, co niewidzialne, i że człowiek, który zatrzymuje się na znaku, traci rzeczywistość.
Biblia jako świat symboli
Najbardziej oryginalnym, a zarazem najtrudniejszym elementem tej myśli jest nauka o Biblii jako trzecim świecie. Dla Skoworody Pismo nie jest przede wszystkim kroniką wydarzeń ani zbiorem przepisów, lecz światem znaków, który trzeba odczytać duchowo, aby dotrzeć do ukrytego w nim Boga. Litera Biblii bywa wręcz niebezpieczna: w dialogu zatytułowanym Potop węża porównuje ją do węża, który może zatruć, gdy czyta się go dosłownie, ale który przemienia się w mądrość, gdy zostaje zrozumiany w duchu. Wąż wznoszący się na pustyni jest zarazem obrazem tej przemiany.
Taka lektura prowadziła go do śmiałych interpretacji. Opowieści o stworzeniu, o patriarchach, o wędrówce Izraela odczytywał jako obrazy drogi duszy, a nie jako twierdzenia przyrodnicze czy historyczne, których należałoby bronić przed nauką. Krytycy zarzucali mu niekiedy nadmierną swobodę, ale on sam uważał, że idzie śladem ojców, którzy również odróżniali ciało i ducha Pisma. Warto zauważyć, że ta symboliczna egzegeza nie była ucieczką w dowolność: obrazy biblijne musiały w jego ujęciu prowadzić zawsze do tego samego celu, do poznania Boga w sobie i do moralnej przemiany.
Pokrewna praca i nierówna równość
Mistyka Skoworody ma wymiar bardzo praktyczny. Jego najbardziej znaną nauką jest teoria „pokrewnej pracy”, po ukraińsku srodna pracia. Bóg, mądry stwórca, obdarzył każdego człowieka szczególną naturą, skłonnością do określonego zajęcia. Szczęście nie polega na bogactwie ani na wysokim stanowisku, lecz na odnalezieniu pracy zgodnej z tą wewnętrzną naturą i na wykonywaniu jej z radością. Człowiek, który wybiera zawód z ambicji lub chęci zysku, wbrew sobie, przypomina wołu, który chciałby być koniem, lub psa, który chciałby latać. Skoworoda chętnie ilustrował tę naukę bajkami, które zebrał w zbiorze Bajki charkowskie.
Z tą nauką wiąże się paradoksalna formuła „nierównej równości”. Bóg nie dał wszystkim tego samego, ale każdemu dał to, czego ten potrzebuje do szczęścia, tak jak naczynia różnej wielkości mogą być jednakowo pełne. Formuła ta, często przywoływana w późniejszych interpretacjach, nie była programem społecznym, lecz duchową intuicją o tym, że wartość człowieka nie wynika z jego miejsca w hierarchii.
Lirycznym wyrazem tej mistyki jest zbiór Ogród pieśni boskich, powstający przez długie lata. Pieśni, inspirowane cytatami biblijnymi, mówią o pokoju serca, o pogardzie dla marności świata, o pięknie prostego życia i o tęsknocie za Bogiem. Niektóre z nich zaczęły żyć własnym życiem jako pieśni śpiewane przez wędrownych lirników, tak że przez długi czas nie pamiętano nawet, kto jest ich autorem.
Świat, który nie złowił
Skoworoda zmarł w listopadzie 1794 roku. Według tradycji, przekazanej przez Kowalynskiego i późniejszych biografów, przygotował się do śmierci spokojnie, sam wybrał miejsce pochówku i ułożył napis na swój grób: „Świat mnie łowił, lecz nie złowił”. Zdanie to stało się najkrótszym streszczeniem jego życia i nauki. Świat jest tu myśliwym, który zastawia sidła na duszę, oferując jej pozory szczęścia; mędrzec to ten, kto przechodzi przez świat, nie dając się w nim uwięzić.
Recepcja Skoworody była długo opóźniona. Pełniejsze wydanie jego pism ukazało się dopiero w XIX wieku, a interpretacje od początku się różniły. Jedni widzieli w nim ukraińskiego Sokratesa, inni prekursora rosyjskiej filozofii religijnej, jeszcze inni narodowego klasyka ukraińskiej literatury. W XX wieku pisał o nim m.in. Dmytro Czyżewski, ukazując go na tle europejskiej tradycji mistycznej. Każda z tych interpretacji uchwyciła coś prawdziwego, ale żadna nie wyczerpała zjawiska.
Najbardziej trwała pozostaje sama postać: człowieka, który rezygnując z kariery i majątku, uczynił z poszukiwania prawdy formę całego życia. Jego mistyka serca nie obiecuje nadzwyczajnych doświadczeń, lecz prowadzi drogą rozpoznania siebie, symbolicznej lektury świata i Pisma, i wierności własnemu powołaniu. W tym sensie Skoworoda należy do rzadkiej grupy myślicieli, u których filozofia, pobożność i sposób życia są jedną rzeczą.
