Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Augustyn i wizja w Ostii

Opisana w dziewiątej księdze Wyznań rozmowa Augustyna i Moniki przy oknie w Ostii jest wzorcowym zapisem chrześcijańskiego wznoszenia się ku Bogu: przejmuje strukturę neoplatońskiego wstępowania, lecz czyni z niego doświadczenie dwojga ludzi, którzy razem mówią, razem słuchają i razem wracają do słów.

„Święty Augustyn i święta Monika”, obraz Ary’ego Scheffera z 1854 roku – domena publiczna
„Święty Augustyn i święta Monika”, obraz Ary’ego Scheffera z 1854 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dom w porcie i ostatnie dni Moniki

Jesienią 387 roku Augustyn, ochrzczony w Mediolanie w czasie Wigilii Paschalnej tego samego roku, zamierzał wrócić do Afryki. Wraz z matką, synem Adeodatem, bratem i przyjaciółmi zatrzymał się w Ostii, porcie Rzymu u ujścia Tybru, czekając na statek. Tam, jak opowiada w Wyznaniach (IX,10,23–26), kilka dni przed chorobą Moniki doszło do rozmowy, którą od stuleci nazywa się wizją lub ekstazą w Ostii. Monika zachorowała wkrótce potem i zmarła dziewiątego dnia choroby, w pięćdziesiątym szóstym roku życia; Augustyn miał wtedy trzydzieści trzy lata.

Augustyn pisał o tym wydarzeniu mniej więcej dziesięć lat później, około 397–400 roku, już jako biskup Hippony. Ta odległość ma znaczenie. Wyznania nie są dziennikiem, lecz długą modlitwą skierowaną do Boga, w której przeszłość zostaje odczytana w świetle wiary dojrzałej i teologicznie wykształconej. Scena w Ostii jest więc zarazem wspomnieniem i interpretacją. Nie mamy żadnego innego świadectwa tego zdarzenia, a pytanie, ile w tekście jest bezpośredniego zapisu, a ile późniejszej refleksji, nie daje się rozstrzygnąć. Można natomiast uważnie przeczytać, co Augustyn chciał przez ten opis powiedzieć.

Miejsce akcji jest skromne: okno wychodzące na wewnętrzny ogród domu, w którym się zatrzymali, z dala od zgiełku, po trudach długiej podróży. Augustyn podkreśla, że byli sami i rozmawiali „bardzo słodko”, zapominając o tym, co minęło, i zwracając się ku temu, co przed nimi. Pytali, jakie będzie wieczne życie świętych, którego „oko nie widziało ani ucho nie słyszało”. Punktem wyjścia jest więc pytanie, nie technika; rozmowa, nie samotne skupienie.

Stopnie wznoszenia od rzeczy do mądrości

Opis samego wznoszenia jest zwarty i precyzyjny. Rozmowa doprowadziła ich do przekonania, że żadna rozkosz zmysłów, choćby w najjaśniejszym świetle cielesnym, nie może się równać z radością tamtego życia. Wtedy, pisze Augustyn, wznieśli się „gorętszym uczuciem” ku samemu Bytowi i przeszli stopniowo przez wszystkie rzeczy cielesne, przez samo niebo, skąd słońce, księżyc i gwiazdy świecą nad ziemią. Wstępowali dalej wewnętrznie, myśląc, mówiąc i podziwiając dzieła Boże, i doszli do własnych umysłów. Przekroczyli je także, by dotknąć „krainy niewyczerpanej obfitości”, gdzie Bóg karmi Izraela pokarmem prawdy na wieki.

Ta kraina zostaje utożsamiona z Mądrością, przez którą wszystko się stało, a która sama nie staje się, lecz jest, tak jak była i zawsze będzie. Kulminacja trwa krótko: „dotknęliśmy jej nieco całym porywem serca” – attingimus eam modice toto ictu cordis. Potem westchnęli, zostawili tam przywiązane „pierwociny ducha” i wrócili do zgiełku własnych ust, gdzie słowo ma początek i koniec. Kontrast jest wyraźnie zamierzony: ludzka mowa jest czasowa i przemijająca, Słowo Boże trwa w sobie i odnawia wszystko.

Struktura tego ruchu – od zewnątrz do wewnątrz, od tego, co niższe, do tego, co wyższe – przypomina dwa wcześniejsze opisy z księgi siódmej, w których Augustyn mówi o próbach wejścia w głąb siebie w Mediolanie i o tym, jak „w błysku drżącego spojrzenia” dotarł do Tego, który jest, lecz nie zdołał się tam utrzymać i opadł z powrotem ku przyzwyczajeniom. Badacze od dawna porównują te fragmenty. Paul Henry w studium La vision d'Ostie z 1938 roku wskazał na liczne zbieżności słownictwa z traktatami Plotyna, zwłaszcza z rozważaniami o pięknie i o powrocie duszy. Powtarzalny schemat jest więc rzeczywisty, ale scena ostyjska różni się od mediolańskich w kilku zasadniczych punktach.

Wspólne doświadczenie zamiast samotnego lotu

Najbardziej oczywista różnica polega na tym, że w Ostii wznoszą się dwie osoby. W tradycji neoplatońskiej ostatni etap drogi jest zwykle opisywany jako ucieczka samotnego ku Samotnemu; dusza zostawia za sobą wszystko, także innych ludzi. Augustyn opisuje coś przeciwnego. Liczba mnoga ani razu nie ustępuje pojedynczej: „wznieśliśmy się”, „przeszliśmy”, „dotknęliśmy”, „westchnęliśmy”. Doświadczenie rodzi się w rozmowie i w rozmowie się kończy.

Co więcej, partnerką tej rozmowy jest Monika – kobieta bez filozoficznego wykształcenia, przedstawiana wcześniej w Wyznaniach jako matka modląca się latami o nawrócenie syna, czasem natarczywa, czasem po ludzku ograniczona. Augustyn, wykształcony retor, który niedawno odbył drogę przez manicheizm, sceptycyzm i lekturę filozofów, stawia ją na równi ze sobą w najwyższym momencie swojej opowieści. W dialogu De beata vita, napisanym w Cassiciacum dwa lata wcześniej, Monika również zabiera głos w filozoficznej dyskusji i trafia w sedno, zanim zrobią to mężczyźni. Scena w Ostii doprowadza ten motyw do końca: dostęp do Mądrości nie jest przywilejem filozoficznej elity, lecz owocem miłości i pokory, które Monika posiadała w stopniu wyższym niż jej syn.

Wspólnota ma tu także wymiar teologiczny. W późniejszych pismach Augustyn rozwinie naukę o Kościele jako ciele Chrystusa i o życiu wiecznym jako społeczności świętych w Bogu. Rozmowa w Ostii jest jakby krótkim przedsmakiem tego, co ma nastąpić: dwoje ludzi zjednoczonych nie przez to, że zatracili siebie w bezosobowym Jednym, lecz przez to, że razem zwrócili się ku temu samemu Źródłu.

Długie zdanie o milczeniu i słuchaniu

Po opisie wznoszenia następuje jedno z najsłynniejszych zdań łacińskiej prozy chrześcijańskiej, rozpięte na kilkanaście członów. Augustyn i Monika mówili do siebie: gdyby w kimś umilkł zgiełk ciała, umilkły obrazy ziemi, wód i powietrza, umilkło niebo i sama dusza, przekraczając siebie przez to, że nie myśli o sobie; gdyby umilkły sny i objawienia wyobraźni, wszelki język i wszelki znak, i wszystko, co powstaje przez przemijanie – bo wszystko to, jeśli ktoś słucha, mówi: „nie stworzyliśmy siebie sami, lecz stworzył nas Ten, który trwa na wieki” – gdyby po tych słowach wszystko zamilkło, kierując ucho ku Temu, który je stworzył, i mówił On sam, nie przez rzeczy, lecz przez siebie, tak abyśmy usłyszeli Jego słowo nie przez język ciała, nie przez głos anioła, nie przez łoskot grzmotu ani zagadkę podobieństwa, lecz Jego samego, którego w tych rzeczach kochamy – czy nie byłoby to wejście do radości Pana?

Obraz jest konsekwentnie słuchowy. Neoplatońska metafora najwyższego poznania to zwykle widzenie, światło, kontemplacja; Augustyn natomiast mówi o ciszy i o słowie, o uchu skierowanym ku Mówiącemu. Świat nie zostaje tu odrzucony, lecz przesłuchany: każda rzecz, zapytana, wskazuje poza siebie na Stwórcę. Dopiero gdy stworzenia wypowiedzą swoje świadectwo i zamilkną, może przemówić Bóg. Ten słuchowy charakter jest bardzo biblijny – Bóg Pisma jest przede wszystkim Bogiem, który mówi – i stanowi chyba najgłębsze przekształcenie, jakiemu Augustyn poddał przejęty schemat.

Odpowiedź Moniki sprowadza całość na ziemię. „Synu – powiedziała – jeśli o mnie chodzi, nic mnie już nie cieszy w tym życiu”. Jedynym powodem, dla którego chciała jeszcze żyć, było ujrzenie syna chrześcijaninem katolikiem; skoro to się spełniło, cóż tu jeszcze robi? Kilka dni później zachorowała. Wizja nie jest więc w narracji Wyznań epizodem zamkniętym w sobie, lecz progiem śmierci, przygotowaniem na rozstanie i zapowiedzią spotkania, które nie będzie już chwilowe.

Trzy rodzaje widzenia i spór o mistycyzm

Teoretyczne ramy dla tego rodzaju doświadczeń Augustyn podał później w dwunastej księdze De Genesi ad litteram, ukończonego około 415 roku. Komentując słowa świętego Pawła o człowieku porwanym do trzeciego nieba, rozróżnia trzy rodzaje widzenia: cielesne, w którym oczy postrzegają przedmioty; duchowe, które dziś nazwalibyśmy wyobrażeniowym, w którym dusza ogląda obrazy rzeczy w snach, wspomnieniach lub wizjach; i intelektualne, w którym umysł pojmuje rzeczywistości niemające obrazu, takie jak miłość, sprawiedliwość czy sam Bóg. Najwyższy jest ten trzeci rodzaj, i tylko w nim, jak sądzi Augustyn, nie można się pomylić. Paweł, a może także Mojżesz, mogli zostać na chwilę wyniesieni do oglądania Boga w sposób, który zwykle zarezerwowany jest dla życia przyszłego.

Choć De Genesi ad litteram nie odnosi się wprost do Ostii, rozróżnienie to pomaga zrozumieć, co opisuje scena przy oknie. Wznoszenie przechodzi kolejno przez to, co cielesne, i przez to, co obrazowe, by dotknąć rzeczywistości czysto duchowej – i to bez żadnych wizji w potocznym sensie, bez postaci, głosów czy światłości. Augustyn wyraźnie wyklucza „zagadkę podobieństwa”, a więc właśnie widzenie obrazowe.

Czy jednak jest to mistycyzm? Spór wśród badaczy trwa od początku XX wieku. Cuthbert Butler w Western Mysticism z 1922 roku uznał Augustyna za „księcia mistyków”, a Ostię za jeden z najważniejszych opisów doświadczenia mistycznego w literaturze zachodniej. Inni, zwłaszcza pod wpływem ustaleń Henry'ego, widzieli w tekście głównie intelektualne wznoszenie typowe dla platońskiej filozofii, a nie doświadczenie zjednoczenia. John Burnaby w Amor Dei podkreślał rolę miłości jako siły napędowej tego ruchu. Bernard McGinn w pierwszym tomie swojej historii mistyki zachodniej zaproponował ujęcie, które dziś bywa najczęściej przyjmowane: Augustyn nie używa słowa „mistyczny” w nowożytnym sensie, ale jego opisy krótkiego, niepewnego, lecz realnego dotknięcia Boga stały się jednym z głównych wzorców, według których późniejsza tradycja zachodnia rozumiała kontemplację.

Szczególnie znamienne jest w tych opisach połączenie intensywności i kruchości. Dotknięcie jest „nieco”, modice, trwa chwilę i kończy się powrotem do czasu i mowy. Augustyn nie buduje z tej chwili programu ani metody; nie twierdzi, że można ją powtarzać na życzenie. Opowiada o niej jako o łasce, która jedynie wskazuje kierunek ostatecznej radości. Średniowieczni autorzy – od Grzegorza Wielkiego po Bernarda z Clairvaux – przejmą ten rytm: krótkie przebłyski kontemplacji, przeplatane powrotami do zwykłego życia, a ich miarą nie będzie trwałość przeżycia, lecz miłość, którą ono rodzi. Ostia pozostała w tej tradycji obrazem, do którego wciąż wracano, właśnie dlatego, że nie obiecuje więcej, niż daje.