Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Jan Tauler i grunt duszy w kazaniach strasburskich

Jan Tauler, dominikański kaznodzieja ze Strasburga, przeniósł Eckhartowskie pojęcie gruntu duszy z wysokiej spekulacji do codziennego kaznodziejstwa, czyniąc z niego miejsce cierpliwego, często bolesnego oczekiwania, w którym człowiek przygotowuje się na narodziny Boga w sobie.

Frontyspis „Theosophia Revelata” Jakuba Böhme, 1730
Frontyspis „Theosophia Revelata” Jakuba Böhme, 1730

Kaznodzieja miasta w kryzysie

Jan Tauler urodził się około 1300 roku w Strasburgu, w zamożnej rodzinie mieszczańskiej, i jako młodzieniec wstąpił do tamtejszego konwentu dominikanów. Przeszedł zwykłą formację zakonną, ale nie zrobił kariery uniwersyteckiej i nie uzyskał stopnia magistra teologii. Nigdy też nie napisał traktatu. Zachowało się po nim około osiemdziesięciu kazań w języku średnio-wysoko-niemieckim, wygłaszanych głównie do sióstr dominikanek i beginek w Strasburgu, Bazylei i Kolonii. Te teksty, notowane przez słuchaczki i później poprawiane, są całym jego dziełem.

Kontekst ich powstania był dramatyczny. Konflikt między papieżem Janem XXII a cesarzem Ludwikiem Bawarskim sprawił, że Strasburg, który opowiedział się po stronie cesarza, znalazł się pod interdyktem. Dominikanie, posłuszni papieżowi, nie mogli odprawiać publicznych nabożeństw, a około 1339 roku opuścili miasto i przenieśli się do Bazylei, skąd wrócili dopiero po kilku latach. Wkrótce potem, w latach 1348–1349, przez Strasburg przeszła czarna śmierć. Zaraza zabiła znaczną część mieszkańców, a w lutym 1349 roku doprowadziła do pogromu Żydów, których oskarżono o zatruwanie studni. Tradycja głosi, że Tauler pozostał wtedy w mieście i towarzyszył umierającym; brak jednak współczesnych mu dokumentów, które potwierdzałyby szczegóły tej opowieści.

Niezależnie od legendy, kazania Taulera noszą wyraźny ślad epoki, w której ludzie doświadczali opuszczenia przez instytucje, śmierci bliskich i strachu przed karą Bożą. Nie znajdziemy w nich politycznych komentarzy ani opisów zarazy. Znajdziemy natomiast nieustanne wezwanie, by nie szukać oparcia w niczym zewnętrznym, by przyjmować cierpienie z ręki Boga i by schodzić w głąb siebie, gdzie Bóg czeka, nawet gdy świat wydaje się bez Boga.

W tych latach Tauler należał do szerokiej sieci ludzi, którzy nazywali siebie „przyjaciółmi Boga”. Słowo to, zaczerpnięte z Ewangelii Jana, nie oznaczało zakonu ani zorganizowanego stowarzyszenia, lecz luźną wspólnotę duchownych, zakonnic i świeckich połączonych korespondencją, wymianą książek i wspólnym pragnieniem życia wewnętrznego. Ksiądz Henryk z Nördlingen, wygnany w czasie interdyktu do Bazylei, wspomina Taulera w listach do dominikanki Małgorzaty Ebner z klasztoru w Medingen, przekazując jej pozdrowienia od strasburskiego kaznodziei. Tauler mówi o „przyjaciołach Boga” także w kazaniach, zawsze jednak jako o ludziach, których wyróżnia nie szczególna organizacja, lecz wierność wobec gruntu. W jego ustach nie jest to nazwa grupy, ale imię pewnej postawy, dostępnej każdemu słuchaczowi.

Grunt jako miejsce, nie pojęcie

U Eckharta słowo grunt należało do języka metafizyki. Oznaczało najgłębszą, nieuwarunkowaną podstawę duszy, w której ta jest jedno z gruntem Boga. Tauler przejmuje to słowo, ale przesuwa jego znaczenie. Jego grunt jest mniej metafizyczną tezą o tożsamości, a bardziej opisem wewnętrznej przestrzeni, którą człowiek może odkryć, zaniedbać albo zagracić. Mówi o nim prawie zawsze w kontekście praktycznym: co trzeba zrobić, by do gruntu dojść, co go zasłania, jak się zachować, gdy się go dotknie.

Obok gruntu Tauler używa często słowa gemüete, które trudno przetłumaczyć. Oznacza ono coś pomiędzy umysłem, usposobieniem i stałym nachyleniem duszy. Gemüete jest jakby skierowaniem całego człowieka – albo ku stworzeniom, albo ku gruntowi. Według Taulera to skierowanie musi zostać odwrócone. Nie wystarczy wykonywać dobrych uczynków, odmawiać modlitw i przestrzegać reguły, jeśli wnętrze pozostaje zwrócone ku sobie i swoim upodobaniom. Kaznodzieja z upodobaniem krytykuje zakonników i zakonnice, którzy wypełniają wszystkie zewnętrzne obowiązki, a nigdy nie weszli we własny grunt; mówi o nich, że są jak ludzie, którzy całe życie mieszkają w przedsionku domu.

Wielokrotnie powraca u niego werset psalmu abyssus abyssum invocat, „przepaść przyzywa przepaść”. Tauler czyta go jako opis relacji duszy i Boga: stworzona otchłań człowieka, świadoma swojej nicości, przyzywa niestworzoną otchłań Boga, i ta odpowiada, wlewając się w nią. Ważne jest, że punktem wyjścia jest tu nicość, a nie wzniosłość. Człowiek zbliża się do gruntu nie przez nagromadzenie doskonałości, lecz przez coraz głębsze rozpoznanie, że sam z siebie nic nie ma i niczym nie jest.

Narodziny Boga i sztuka czekania

Jednym z najbardziej znanych kazań Taulera jest kazanie na Boże Narodzenie, w którym rozważa trzy narodziny obchodzone w liturgii trzech mszy tego dnia. Pierwsze to wieczne rodzenie Syna przez Ojca w łonie Trójcy. Drugie to narodziny z Dziewicy w Betlejem. Trzecie dokonują się każdego dnia w duszy dobrej i świętej, gdy Bóg rodzi w niej swoje Słowo. Tauler mówi, że z tych trzech narodzin trzecie najbardziej dotyczy słuchaczy, ponieważ to od nich zależy, czy zostanie przygotowane miejsce.

Przygotowanie ma u niego charakter przede wszystkim negatywny. Dusza musi się wyciszyć, oderwać od rozproszeń, porzucić własną wolę i wycofać się do wnętrza. Tauler porównuje ją do Maryi, która była dziewicą i zamkniętym ogrodem, gdy przyjęła Słowo. Nie oznacza to bierności w potocznym sensie. Oczekiwanie wymaga ogromnego wysiłku: trzeba nieustannie odsuwać to, co się narzuca, i nie zastępować pustki własnymi wyobrażeniami. W jednym z kazań Tauler mówi wprost, że gdy człowiek zrobi wszystko, co w jego mocy, ma następnie spokojnie czekać i pozwolić Bogu działać.

Tu leży może najważniejsza różnica między nim a jego mistrzem. U Eckharta narodziny Boga w duszy brzmią często jak rzeczywistość wieczna, zawsze już obecna, której trzeba tylko nie zasłaniać. U Taulera są wydarzeniem, które może nastąpić po długim czasie, czasem po wielu latach ciemności. Tauler zna kryzysy życia duchowego i opisuje je szczegółowo: okresy, w których dusza czuje się opuszczona, nie znajduje pociechy w modlitwie, ma wrażenie, że Bóg jest daleko, a całe jej dotychczasowe życie wydaje się pomyłką. Kaznodzieja mówi, że w takich chwilach człowiek nie powinien uciekać do zewnętrznych praktyk ani szukać rady u każdego, kto ją oferuje, lecz trwać w ciemności i znosić ją cierpliwie, ponieważ właśnie w niej grunt zostaje oczyszczony.

Czterdziesty rok i zwrot wewnętrzny

Szczególnie charakterystyczne jest u Taulera powiązanie drogi duchowej z wiekiem człowieka. W kilku kazaniach mówi, że przed czterdziestym rokiem życia człowiek rzadko osiąga prawdziwy pokój wewnętrzny, choćby robił wszystko, co należy. Jest zbyt związany z naturą i z własną wolą. Dopiero po czterdziestce może nadejść głęboki zwrot, a pełna dojrzałość przychodzi później jeszcze, około pięćdziesiątego roku. Te liczby mają znaczenie symboliczne – nawiązują do czterdziestu lat wędrówki Izraela i do pięćdziesiątnicy Ducha Świętego – ale Tauler traktuje je także jako trzeźwą obserwację duszpasterską.

Jest w tym coś bardzo realistycznego. Kaznodzieja mówi do ludzi, którzy przez lata żyją w klasztorze, odmawiają brewiarz i spełniają obowiązki, a mimo to czują, że nie zbliżyli się do Boga. Nie potępia ich i nie obiecuje szybkich rozwiązań. Mówi raczej, że droga jest długa, że zwrot wewnętrzny przychodzi, gdy przychodzi, i że wcześniejsze lata nie są stracone, jeśli człowiek nie zaprzestał szukania. Słowa Gelassenheit i leiden – zgoda i cierpliwe znoszenie – stają się u niego podstawowymi kategoriami życia duchowego.

W tym samym duchu Tauler wypowiada się o pracy fizycznej i zwykłych zajęciach. W jednym z kazań broni prostych ludzi wykonujących swoje rzemiosło. Mówi, że ktoś, kto szyje buty albo uprawia pole, może wykonywać swoją pracę w taki sposób, że będzie ona służbą Bogu, i że żadne zajęcie nie jest samo w sobie przeszkodą dla wewnętrznego życia. Każdy ma swoje powołanie, a Duch Święty rozdziela dary według swojego upodobania. Ta myśl, choć wyrażona w kontekście średniowiecznym, zapowiada w pewien sposób późniejszą reformacyjną naukę o powołaniu.

Kazania po śmierci kaznodziei

Tauler zmarł 16 czerwca 1361 roku w Strasburgu, w ogrodzie klasztoru dominikanek, w którym żyła jego siostra. Jego kazania krążyły w rękopisach, zwłaszcza w klasztorach żeńskich, a w XV wieku zaczęto je drukować. Pierwsze wydanie ukazało się w Lipsku w 1498 roku, kolejne w Augsburgu w 1508 roku, a wydanie bazylejskie z 1521 roku dodało do autentycznych tekstów wiele kazań przypisywanych mu błędnie. Wokół jego postaci narosła też legenda, utrwalona w Księdze Mistrza, według której pewien uczony kaznodzieja – później utożsamiony z Taulerem – miał zostać nawrócony przez tajemniczego świeckiego przyjaciela Boga. Historycy uważają tę opowieść za literacką fikcję, która z Taulerem w rzeczywistości ma niewiele wspólnego.

Ważniejsze okazały się losy autentycznych kazań. Marcin Luter czytał je w wydaniu augsburskim i pozostawił na marginesach liczne uwagi, prawdopodobnie z 1516 roku. W liście do Jerzego Spalatina z tego samego czasu pisał, że nie zna w łacinie ani w niemieckim teologii bardziej zdrowej i zgodnej z Ewangelią. Luter odnalazł u Taulera to, czego sam szukał: przekonanie, że człowiek z siebie nic nie może, że zbawienie jest dziełem Boga, a postawą właściwą wobec niego jest pokorne przyjęcie. Czy Luter dobrze zrozumiał Taulera, to osobne pytanie; dominikanin nie odrzucał przecież sakramentów, życia zakonnego ani współpracy człowieka z łaską. Faktem jest jednak, że przez wiele pokoleń protestanci uważali go za jednego ze swoich prekursorów.

Kazania nie zostały jednak przejęte wyłącznie przez reformację. W 1543 roku w Kolonii ukazało się wydanie, w którego przygotowaniu brał udział młody Piotr Kanizjusz, a kilka lat później kartuz Wawrzyniec Surius przełożył je na łacinę, co otworzyło drogę do ich recepcji w całej katolickiej Europie. Tauler stał się w ten sposób jednym z niewielu średniowiecznych mistyków czytanych z jednakową uwagą po obu stronach podziału wyznaniowego. Być może dlatego, że jego grunt nie był własnością żadnej szkoły. Był miejscem, do którego może zejść każdy, kto zgodzi się czekać.