Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Faustyna Kowalska i Dzienniczek

Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, spisany w Wilnie i Krakowie przez zakonnicę z trzema klasami szkoły powszechnej, stał się źródłem jednego z najszerzej rozpowszechnionych kultów katolickich XX wieku, choć przez blisko dwadzieścia lat obowiązywał zakaz jego propagowania, wynikły w dużej mierze z wadliwych przekładów.

Siostra Faustyna Kowalska, fotografia portretowa z 1931 roku – domena publiczna
Siostra Faustyna Kowalska, fotografia portretowa z 1931 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Siostra drugiego chóru

Helena Kowalska urodziła się w 1905 roku w Głogowcu, wsi w ówczesnej guberni kaliskiej, jako trzecie z dziesięciorga dzieci. Szkołę ukończyła w zakresie, który wystarczał do czytania i pisania, lecz nie do swobodnego posługiwania się polszczyzną literacką. Po latach pracy jako służąca została w 1925 roku przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie, wspólnoty prowadzącej domy dla dziewcząt i kobiet wymagających opieki moralnej. Otrzymała imię Maria Faustyna i miejsce w tak zwanym drugim chórze, przeznaczonym dla sióstr wykonujących prace fizyczne: była kucharką, ogrodniczką, furtianką.

Ta społeczna pozycja ma znaczenie dla lektury jej tekstów. Faustyna nie była uczoną mistyczką ani przełożoną, która pisałaby z autorytetu urzędu. Pisała jako najniżej postawiona członkini wspólnoty, często podejrzewana przez współsiostry o egzaltację lub symulowanie choroby. Jej zapiski dokumentują zarówno widzenia, jak i upokorzenia codzienności zakonnej, a ta mieszanka nadaje im szczególny ton: obok dialogów z Chrystusem znajdują się uwagi o kuchennych garnkach i o nieporozumieniach z przełożoną.

Obraz z Płocka i Wilna

Za punkt wyjścia całego kultu uchodzi widzenie, które według Dzienniczka miało miejsce w Płocku, w niedzielę 22 lutego 1931 roku. Faustyna zobaczyła w celi Jezusa w białej szacie, z jedną ręką uniesioną do błogosławieństwa, drugą dotykającą szaty na piersi, spod której wychodziły dwa promienie, blady i czerwony. Usłyszała polecenie namalowania obrazu według tego wzoru z podpisem „Jezu, ufam Tobie”. Później dopisała objaśnienie, że promienie oznaczają wodę i krew, nawiązując do sceny przebicia boku na krzyżu w Ewangelii Jana.

Polecenie to długo pozostawało niewykonalne. Siostra nie umiała malować, a przełożone i spowiednicy podchodzili do sprawy ostrożnie. Dopiero w Wilnie, dokąd skierowano ją w 1933 roku, trafiła na kapłana gotowego potraktować jej relację poważnie. Ksiądz Michał Sopoćko, wykładowca teologii pastoralnej na uniwersytecie wileńskim i spowiednik sióstr, zlecił najpierw zbadanie jej stanu psychicznego, a gdy badanie nie wykazało zaburzeń, zaangażował malarza Eugeniusza Kazimirowskiego. Sopoćko nie był przy tym wyłącznie wykonawcą poleceń wizjonerki. Jako teolog zaczął samodzielnie badać temat miłosierdzia jako przymiotu Bożego w tradycji patrystycznej i scholastycznej, a w drugiej połowie lat trzydziestych ogłosił pierwsze broszury, w których uzasadniał potrzebę osobnego święta. Dzięki temu kult od początku miał obok warstwy objawieniowej także warstwę doktrynalnego komentarza, przygotowanego przez kogoś, kto nie powoływał się na prywatne widzenia, lecz na teksty Ojców i liturgii. Obraz powstawał w 1934 roku w jego pracowni pod nadzorem siostry, która według zapisków płakała, że nie jest tak piękny jak widziany.

Publicznie wizerunek pokazano po raz pierwszy w kwietniu 1935 roku w Ostrej Bramie, podczas uroczystości zamykających Jubileusz Odkupienia. Później jego losy były burzliwe: przeniesiony do kościoła św. Michała, ukrywany w czasie wojny i po niej, wywieziony na Białoruś, przez dziesięciolecia nieznany szerszemu ogółowi. W Krakowie od czasu wojny czczono inną wersję, namalowaną w 1943 roku przez Adolfa Hyłę dla klasztoru w Łagiewnikach, i to ona stała się najbardziej rozpowszechnionym wzorem. Różnice między obrazami, z pozoru drobne, będą miały później wymiar symboliczny w sporze o to, który z nich wiernie oddaje wizję.

Zeszyty pisane z polecenia

Dzienniczek nie był zamierzony jako dzieło literackie. Faustyna zaczęła go pisać w Wilnie na polecenie Sopoćki, który wobec braku czasu na długie rozmowy w konfesjonale chciał mieć pisemny zapis jej przeżyć. Kontynuowała pracę w Krakowie aż do 1938 roku, gdy gruźlica przykuła ją do łóżka w szpitalu na Prądniku i w klasztorze w Łagiewnikach. Zmarła 5 października 1938 roku, mając trzydzieści trzy lata. Pozostawiła sześć zeszytów oraz osobny notes, łącznie kilkaset stron rękopisu.

Tekst nie jest ułożony chronologicznie. Sama autorka relacjonuje, że część pierwszych zapisków spaliła, a potem odtwarzała je z pamięci, wplatając w bieżące notatki wspomnienia z wcześniejszych lat. Pisownia jest niepewna, interpunkcja szczątkowa, składnia często przypomina mowę ustną. W treści przeplatają się wizje, dialogi z Jezusem i Maryją, modlitwy, postanowienia rekolekcyjne, sprawozdania z cierpień i opisy stanów duchowych, w tym przejmujący opis piekła, który autorka podała jako świadectwo, nie jako teologiczny wykład.

Teologicznie centralne są trzy elementy. Pierwszym jest wizerunek z podpisem. Drugim jest prośba o ustanowienie święta Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Trzecim jest modlitwa znana jako Koronka do Miłosierdzia Bożego, którą według zapisków Faustyna otrzymała w Wilnie we wrześniu 1935 roku: krótka formuła odmawiana na paciorkach różańca, ofiarująca Ojcu „Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo” Syna. Do tego dochodzi nacisk na godzinę śmierci Jezusa jako godzinę miłosierdzia. Chrystus nazywa w tekście siostrę sekretarką swojego miłosierdzia, a samo słowo „miłosierdzie” powraca z natężeniem, które nadaje całości charakter jednego, wielokrotnie powtarzanego orędzia.

Obok warstwy orędzia istnieje w Dzienniczku warstwa mniej znana, a dla historii mistyki równie ważna: opis drogi wewnętrznej. Faustyna relacjonuje okresy oschłości i opuszczenia, w których modlitwa wydawała się jej pusta, a własna dusza odrzucona, oraz chwile, które nazywa zjednoczeniem, gdy poczucie obecności Boga przenikało całą jej osobowość. Opisuje też doświadczenia trudne do sklasyfikowania, jak poczucie udziału w męce czy cierpienia ofiarowane za konkretne osoby. Sama nie dysponowała klasyczną typologią stanów mistycznych, ale jej spowiednicy, a później teologowie, rozpoznawali w tych zapisach układ bliski temu, co tradycja karmelitańska opisywała jako przejście od oczyszczenia do zjednoczenia. Takie porównania należą jednak do interpretatorów; autorka mówiła językiem własnych przeżyć, nie systemu.

Notyfikacja z 1959 roku

Po śmierci Faustyny kult szerzył się szybko, zwłaszcza w okupowanej Polsce i wśród polskich żołnierzy i emigrantów na Zachodzie. Rozpowszechniano obrazki, modlitwy i fragmenty zapisków, często w odpisach i przekładach wykonanych bez dostępu do rękopisu. Ten żywiołowy obieg, nie zawsze wierny oryginałowi, przyciągnął uwagę rzymskiej Kongregacji Świętego Oficjum.

Dekretem ogłoszonym w marcu 1959 roku Kongregacja zakazała szerzenia obrazów i pism przedstawiających nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w formach proponowanych przez siostrę Faustynę, pozostawiając roztropności biskupów usunięcie już istniejących wizerunków. Uzasadnienie nie zostało szczegółowo opublikowane. W późniejszej literaturze wskazuje się na kilka przyczyn: na niejasności teologiczne w pewnych sformułowaniach, które w przekładzie mogły brzmieć jak przypisanie autorce roli większej niż przysługująca prywatnemu objawieniu, na zastrzeżenia wobec kształtu obrazu i na to, że rzymscy recenzenci posługiwali się nieprecyzyjnymi tłumaczeniami fragmentów, a nie pełnym tekstem polskim. Polska teologia mistyki była wówczas w Rzymie mało znana, a sam rękopis trudny w lekturze nawet dla rodzimych czytelników.

Zakaz dotknął także Sopoćkę, który wcześniej otrzymał upomnienie za propagowanie kultu. Był on w tym okresie jednym z niewielu, którzy dalej zbierali materiały i pisali teologiczne uzasadnienia nabożeństwa, choć już bez możliwości publicznego działania na jego rzecz. Paradoksalnie lata zakazu nie wymazały nabożeństwa z życia wiernych. W wielu parafiach obrazy pozostały na ołtarzach, ponieważ decyzję o ich usunięciu pozostawiono biskupom, a ci postępowali różnie. Zakaz dotyczył bowiem propagowania określonych form, nie zaś samej idei miłosierdzia Bożego, która należy do najstarszych tematów chrześcijańskiej modlitwy. To rozróżnienie, subtelne dla historyka prawa kanonicznego, w praktyce oznaczało, że kult przetrwał w półcieniu, czekając na ponowne zbadanie źródeł.

Rehabilitacja i krytyczna lektura

Zwrot nastąpił za sprawą procesu informacyjnego, który w latach 1965–1967 przeprowadzono w archidiecezji krakowskiej z inicjatywy arcybiskupa Karola Wojtyły. Zebrano zeznania świadków i, co najważniejsze, przygotowano ocenę Dzienniczka na podstawie oryginału. Dokonał jej ksiądz Ignacy Różycki, teolog dogmatyk, który podszedł do tekstu z nastawieniem krytycznym, a skończył jako jego obrońca, wskazując, że kontrowersyjne zwroty w kontekście całości nie zawierają błędów doktrynalnych.

W kwietniu 1978 roku Kongregacja Nauki Wiary ogłosiła nową notyfikację, w której stwierdzała, że wcześniejsze zastrzeżenia nie są już wiążące, biorąc pod uwagę wiele oryginalnych dokumentów nieznanych w 1959 roku. Zdanie to jest kluczem do zrozumienia całej sprawy: Rzym nie zmienił oceny tego samego tekstu, lecz dopiero teraz go zobaczył. Wkrótce ukazały się pełne polskie wydania Dzienniczka oparte na rękopisie, a potem przekłady przygotowane już z oryginału. Beatyfikacja w 1993 roku i kanonizacja w 2000 roku, połączona z ustanowieniem Niedzieli Miłosierdzia w całym Kościele, zamknęły formalną drogę od podejrzenia do pełnej aprobaty.

Pismo niewykształconej mistyczki

Historia Dzienniczka jest pouczająca dla każdego, kto bada teksty mistyczne pisane poza obiegiem uczonym. Faustyna nie miała do dyspozycji języka scholastyki ani nawet ugruntowanej polszczyzny pobożnej, jaką władali kaznodzieje. Opisywała swoje stany za pomocą słownictwa rekolekcyjnego, zapamiętanych fragmentów modlitewników i własnych obrazów, często naiwnych w formie, lecz wyrazistych. Właśnie ta forma okazała się podatna na nieporozumienia, gdy fragmenty wyrwane z kontekstu przekładano na inne języki i oceniano według kryteriów teologii akademickiej.

Zarazem prostota tekstu sprzyjała jego zasięgowi. Orędzie o miłosierdziu, zredukowane do obrazu, podpisu, koronki i święta, dawało się przekazać bez komentarza i zrozumieć bez wykształcenia. W tym sensie Dzienniczek należy do rodziny dzieł, które zmieniły pobożność nie przez subtelność doktryny, lecz przez siłę jednego motywu. Jego dzieje pokazują też, jak bardzo los tekstu mistycznego zależy od filologii: od jakości przekładu, dostępu do rękopisu, cierpliwości czytelnika gotowego odróżnić nieporadność stylu od błędu myśli. Zakaz z 1959 roku i jego odwołanie z 1978 roku są w gruncie rzeczy dwoma rozdziałami historii lektury, nie historii objawienia.