Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Walter Hilton i Drabina doskonałości

Walter Hilton, kanonik z Thurgarton, zbudował w The Scale of Perfection i Mixed Life umiarkowaną, duszpasterską mistykę przywracania zatartego obrazu Boga w człowieku, która miała chronić czytelników zarówno przed pogonią za nadzwyczajnymi przeżyciami, jak i przed herezją lollardów.

Szkic Ukrzyżowania autorstwa Jana od Krzyża
Szkic Ukrzyżowania autorstwa Jana od Krzyża

Kanonik, który pisał dla innych

O Walterze Hiltonie wiadomo niewiele, a to, co wiadomo, układa się w obraz człowieka instytucji, nie samotnika. Studiował prawo kanoniczne w Cambridge, przez pewien czas żył prawdopodobnie jako pustelnik, a w ostatnich latach życia wstąpił do kanoników regularnych świętego Augustyna w Thurgarton w hrabstwie Nottingham, gdzie zmarł w 1396 roku. Ta droga – od prawa przez próbę życia pustelniczego do wspólnoty reguły – nie jest obojętna dla jego pisarstwa. Hilton zna pokusy samotności, ale ufa porządkowi, który daje Kościół: sakramentom, kierownictwu duchowemu, posłuszeństwu i zwykłej, nieefektownej wytrwałości.

Jego teksty są niemal zawsze odpowiedziami na czyjąś potrzebę. Pierwsza księga The Scale of Perfection zwraca się do pustelnicy, którą autor nazywa „siostrą w Jezusie Chrystusie”, i doradza jej, jak żyć w zamknięciu, którego się podjęła. Epistle on Mixed Life adresowany jest do zamożnego świeckiego, który pragnie modlitwy, a nie może porzucić majątku, domowników i obowiązków. Taki charakter pism określa ich ton. Hilton nie opowiada o sobie, nie relacjonuje wizji, nie buduje autobiografii duchowej. Jest przewodnikiem, który mówi: tak wygląda droga, tu są niebezpieczeństwa, tu trzeba się zatrzymać, a tu iść dalej bez lęku.

Anglia końca XIV wieku była miejscem szczególnie wrażliwym na pytania o pobożność wewnętrzną. Kwitła literatura duchowa w języku angielskim, przybywało świeckich czytelników, a jednocześnie ruch Johna Wyclifa i jego zwolenników, nazywanych lollardami, podważał autorytet hierarchii, kult obrazów i pośrednictwo sakramentalne. Hilton pisał w samym środku tego napięcia. Jego mistyka chce być żywa i osobista, ale nigdy nie oderwana od Kościoła, który w oczach lollardów stał się przeszkodą, a w jego oczach pozostawał szkołą duszy.

Obraz Boga i obraz grzechu

Sercem nauki Hiltona jest antropologia obrazu. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a obraz ten – w augustyńskim ujęciu, które Hilton przejmuje – odnosi się do władz duszy: pamięci, rozumu i woli. Grzech pierworodny nie zniszczył tego obrazu, lecz go zniekształcił i przysłonił. Hilton mówi o „obrazie grzechu”, który dusza nosi w sobie jak ciemną, zdeformowaną postać nałożoną na pierwotne podobieństwo. Gdy człowiek zagląda w siebie, nie znajduje od razu Boga, lecz właśnie tę ciemność: pychę, pożądliwość, zazdrość, gniew, całą wewnętrzną masę zamętu.

Z tego rozpoznania wyrasta charakterystyczna rada pierwszej księgi. Kto wchodzi w siebie, ma się nie przerażać tym, co zobaczy, ani nie uciekać z powrotem w zewnętrzne zajęcia. Musi cierpliwie rozpoznać obraz grzechu, nazwać go i pozwolić, by łaska go przemieniła. Duchowe życie nie zaczyna się więc od uniesienia, lecz od uczciwego spojrzenia na własne wnętrze. W tym sensie Hilton jest bliski ascetycznej tradycji mnichów, którzy uważali poznanie siebie za pierwszy stopień poznania Boga.

Druga księga, napisana prawdopodobnie kilka lat po pierwszej i skierowana do szerszego kręgu czytelników, porządkuje tę naukę w schemat reformacji obrazu. Hilton rozróżnia „reformę w wierze” i „reformę w wierze i odczuciu”. Pierwsza dokonuje się przez chrzest i pokutę: grzech zostaje odpuszczony, człowiek jest naprawdę zbawiony, nawet jeśli nadal odczuwa skłonności zmysłowe i nie doznaje żadnej wewnętrznej słodyczy. Druga jest rzadsza i stanowi właściwą kontemplację: obraz zostaje odnowiony tak, że dusza nie tylko wierzy, ale w pewien sposób postrzega i kocha Boga w świetle łaski. Rozróżnienie to ma ogromne znaczenie pastoralne. Zwykły chrześcijanin, który nie doznaje niczego nadzwyczajnego, nie jest dzięki niemu chrześcijaninem drugiej kategorii; kontemplacja nie jest warunkiem zbawienia, lecz jego dojrzałym owocem.

Pielgrzym do Jerozolimy

Najsłynniejszym obrazem The Scale of Perfection jest przypowieść o pielgrzymie, który chce dojść do Jerozolimy. Hilton objaśnia, że Jerozolima oznacza „widzenie pokoju”, a więc kontemplację, w której dusza odpoczywa w miłości Jezusa. Pielgrzym pyta o drogę i otrzymuje radę, która brzmi niemal paradoksalnie: ma powtarzać w sercu, że jest niczym, nic nie ma i niczego nie pragnie poza jednym. Tym jednym jest Jezus, a cała reszta – dobra i zła, pociechy i przeszkody – ma być traktowana jako sprawy drogi, nie jako cel.

Obraz ten jest precyzyjnie zbudowany. Po drodze pielgrzym spotyka ludzi, którzy będą próbowali go zatrzymać: jedni obrzucą go oskarżeniami, inni pochlebstwami, jeszcze inni będą mu proponowali rozrywki i wygodne postoje. Hilton tłumaczy, że są to podszepty świata, ciała i złego ducha, ale także – co szczególnie ciekawe – zbyt łatwe pocieszenia duchowe. Pielgrzym nie powinien się przy nich zatrzymywać ani się nimi szczycić. Ma iść dalej, ponieważ celem nie jest żadne doświadczenie po drodze, lecz Jerozolima.

Z tą przypowieścią łączy się Hiltonowska nauka o „dobrej ciemności”. Gdy dusza zaczyna odwracać pragnienie od świata, a jeszcze nie widzi Boga, wchodzi w rodzaj nocy. Nie jest to ciemność grzechu, lecz ciemność przejścia: miłość do rzeczy stworzonych gaśnie, a miłość do Boga nie rozbłysła jeszcze w pełni. Hilton opisuje tę noc jako stan błogosławiony, mimo że bolesny, ponieważ jest w niej już obecne pragnienie Jezusa. Nie zachęca jednak do szukania ciemności dla niej samej ani do dramatyzowania własnych przeżyć. Noc jest etapem drogi, nie programem.

Warto zauważyć, jak mało w tej przypowieści jest techniki. Hilton nie podaje metody oddechowej, nie liczy stopni, nie opisuje kolejnych ekstaz. Jedyną praktyką, którą zaleca, jest wytrwałe skierowanie pragnienia ku Jezusowi i obojętność wobec wszystkiego, co od niego odwodzi. Imię Jezusa pełni w jego pismach rolę szczególną, ale nie magiczną: Hilton przypomina, że nie chodzi o dźwięk słowa ani o jego powtarzanie dla samego powtarzania, lecz o osobę, którą to imię oznacza, i o zbawienie, które ta osoba przynosi. Trzeźwość ta odróżnia go od form pobożności, które czciły imię jak przedmiot. Wyznanie „jestem niczym” nie jest też u niego wyrazem pogardy dla siebie, lecz wyzwoleniem: kto nic nie ma do obrony, może iść szybciej.

Przestrogi przed nadzwyczajnością

Umiarkowanie Hiltona najwyraźniej widać w jego stosunku do zjawisk zmysłowych, które w jego czasach często uważano za znak świętości. W The Scale of Perfection pisze o ludziach, którzy odczuwają w ciele ciepło, słyszą dźwięki, doznają słodyczy albo widzą światła, i radzi wobec takich przeżyć wielką ostrożność. Mogą one pochodzić od Boga, ale mogą też być złudzeniem wyobraźni albo dziełem złego ducha, który chętnie przybiera postać anioła światłości. Kryterium jest dla Hiltona proste i surowe: jeśli doświadczenie odciąga od pokory, miłości bliźniego i posłuszeństwa, jeśli rodzi pychę albo pogardę dla innych, nie jest dobre, choćby było najpiękniejsze.

Nie oznacza to, że Hilton był wrogiem uczuć religijnych. Przeciwnie, mówi wiele o miłości, pragnieniu i radości. Chodzi mu jednak o to, by uczucia te były skutkiem odnowienia duszy, a nie celem samym w sobie. Prawdziwa kontemplacja w jego rozumieniu jest duchowa, nie zmysłowa: polega na poznaniu i umiłowaniu Boga przez władze duszy oświecone łaską, a nie na nadzwyczajnych odczuciach ciała. Ten akcent zbliża go do szerokiego nurtu teologii, który od Grzegorza Wielkiego po Bonawenturę podkreślał wyższość widzenia intelektualnego nad wyobrażeniowym.

Równie stanowczy jest Hilton wobec herezji. W The Scale of Perfection pojawiają się przestrogi przed tymi, którzy pod pozorem duchowości gardzą sakramentami, obrzędami i autorytetem kapłanów. Hilton, w przeciwieństwie do wielu swoich współczesnych, nie poświęca lollardom osobnych traktatów polemicznych o wielkim zasięgu, choć tradycja wiąże z jego nazwiskiem także łacińskie pisma w obronie czci obrazów. W samych dziełach duchowych jego odpowiedź jest raczej pozytywna: pokazuje drogę wewnętrzną, która nie potrzebuje buntu przeciw Kościołowi, by być prawdziwie wewnętrzna. W tym leży jego siła jako duszpasterza – nie straszy, lecz proponuje lepszą alternatywę.

Życie mieszane i jego obrona

Najbardziej oryginalnym wkładem Hiltona jest być może Epistle on Mixed Life. Tradycyjnie dzielono życie chrześcijańskie na czynne, poświęcone uczynkom miłosierdzia i obowiązkom, oraz kontemplacyjne, oddane modlitwie i oglądowi Boga. Hilton zwraca się do człowieka, który nie może wybrać żadnej z tych dróg w czystej postaci. Ma rodzinę, sługi, dzierżawców, odpowiedzialność za majątek i za ludzi. Pragnie zarazem życia modlitwy, a może nawet rozważa porzucenie świata. Hilton odradza mu ten krok. Mówi, że byłoby błędem zostawić tych, za których jest odpowiedzialny, aby szukać własnego pokoju.

Rozwiązaniem jest życie mieszane, łączące Martę i Marię. Hilton przywołuje przykład samego Chrystusa, który raz modlił się nocą na górze, a raz przebywał wśród tłumów, oraz przykład biskupów i prałatów, którzy łączą troskę pasterską z kontemplacją. Świecki pan powinien wypełniać swoje obowiązki jako służbę Bogu, a w chwilach wolnych oddawać się modlitwie, rozważaniu męki Chrystusa i Pisma. Gdy obowiązek wzywa go od modlitwy, nie powinien czuć się z tego powodu gorszy; posłuszeństwo wobec konkretnej miłości bliźniego jest także formą zjednoczenia z Bogiem.

Ta nauka, skromna w tonie, miała długie życie. The Scale of Perfection była jednym z najczęściej przepisywanych angielskich tekstów duchowych późnego średniowiecza, przełożono ją także na łacinę, a w 1494 roku Wynkyn de Worde wydał ją drukiem, w czym swój udział miała Małgorzata Beaufort, matka Henryka VII. Dla pobożnych świeckich i dla klasztorów Hilton stał się wzorem rozsądnego przewodnika, który nie obiecuje skrótów i nie podnosi głosu. Jego mistyka nie przypomina płomienia ani przepaści; przypomina drogę pielgrzyma, który wie, dokąd idzie, i dlatego nie musi zatrzymywać się przy każdym cudzie, który spotka po drodze.

W tej skromności kryje się jednak głęboka teza o naturze życia duchowego. Według Hiltona przemiana człowieka nie jest wydarzeniem jednorazowym ani nagrodą dla wybranych, lecz powolnym przywracaniem obrazu, który zawsze był w duszy obecny. Każdy chrześcijanin, który żyje w wierze, jest już na tej drodze; niektórym dane jest zajść dalej i zacząć widzieć to, w co wierzą. Między tymi stanami nie ma przepaści, jest tylko długość drogi i wytrwałość tego, kto idzie.