Sylwan z Athosu i modlitwa za cały świat
Sylwan, rosyjski chłop, który przez niemal pół wieku żył jako mnich w atoskim klasztorze Panteleimona, pozostawił w zapiskach wydanych przez ucznia Sofroniusza Sacharowa mistykę opartą na słowach „trzymaj swój umysł w piekle i nie rozpaczaj” oraz na miłości nieprzyjaciół jako mierze prawdziwej wiary.

Chłop z guberni tambowskiej
Siemion Antonow urodził się w 1866 roku we wsi Szowskoje w guberni tambowskiej, w rodzinie chłopskiej. Nie odebrał żadnego wykształcenia poza kilkoma zimami w wiejskiej szkole. Był rosły, silny i według własnych wspomnień, przekazanych przez ucznia, nie stronił w młodości od zabaw, picia i bójek. Jedną z nich zapamiętał na całe życie: w czasie wiejskiej awantury uderzył tak mocno, że jego przeciwnik długo nie mógł dojść do siebie. Tę chwilę, w której mógł zabić człowieka, wspominał później jako miarę tego, czym jest dusza pozostawiona samej sobie.
Myśl o życiu mniszym pojawiła się w nim wcześnie, ale zrealizował ją dopiero po odbyciu służby wojskowej. W 1892 roku przybył na Athos i wstąpił do rosyjskiego klasztoru świętego Panteleimona, który w tym okresie liczył wiele setek mnichów, głównie chłopów z centralnej Rosji. Otrzymał imię Symeon, a po przyjęciu wielkiej schimy w 1911 roku – Sylwan. Przez całe życie pełnił proste posługi: pracował w klasztornym młynie, a później jako ekonom zarządzał magazynem i nadzorował świeckich robotników zatrudnianych przez klasztor. Nie przyjął święceń kapłańskich, nie pisał traktatów, nie był znany poza klasztorem. Zmarł 24 września 1938 roku.
Ta biografia, uboga w zdarzenia zewnętrzne, jest istotna dla zrozumienia jego nauki. Sylwan nie był teologiem w szkolnym sensie i nie należał do żadnej szkoły duchowości poza tą, którą przekazywało samo życie atoskiego klasztoru. Jego zapiski nie zdradzają lektur wykraczających poza Ewangelię, nabożeństwa i kilku podstawowych autorów ascetycznych. Siła jego słów polega właśnie na tym, że wyrastają z doświadczenia, którego nie próbuje uzasadniać erudycją.
Wizja i opuszczenie
Pierwsze lata w klasztorze były dla młodego mnicha okresem gwałtownych zmagań. Szybko nauczył się nieustannej modlitwy Jezusowej, która – jak opowiadał – „zstąpiła mu do serca” już po kilku tygodniach, ale zaraz potem przyszło doświadczenie zupełnego opuszczenia. Nękały go natarczywe myśli, przekonanie, że jest odrzucony przez Boga, rozpacz, w której modlitwa wydawała się daremna. Trwało to około pół roku. Pewnego wieczoru, w czasie nieszporów, zobaczył przed ikoną Zbawiciela żywego Chrystusa. Opisywał to doświadczenie niezwykle oszczędnie: jako spotkanie, w którym całe jego jestestwo wypełniło się ogniem łaski i miłości, tak że zapomniał o ziemi.
Zaraz potem jednak łaska się oddaliła, a on sam przez kolejne lata, według relacji ucznia przez około piętnaście, przeżywał na przemian chwile pokoju i długie okresy ciemności. Szukał przyczyny tej niestałości i doszedł do wniosku, że jest nią pycha – subtelna, ukryta, wracająca nawet w samej pobożności. Pewnej nocy, gdy modlił się w udręce, zapytał Boga, co ma czynić, by stać się pokornym. W odpowiedzi usłyszał w sercu słowa, które stały się najbardziej znanym zdaniem jego spuścizny: „Trzymaj swój umysł w piekle i nie rozpaczaj”.
„Trzymaj umysł w piekle”
Zdanie to bywa odczytywane jako wezwanie do ponurego samoponiżenia, ale w kontekście zapisków znaczy coś innego. Sylwan nie zalecał wyobrażania sobie kar ani lęku przed potępieniem. Chodziło o wewnętrzną postawę, w której człowiek zgadza się uznać siebie za godnego oddzielenia od Boga, nie przypisując sobie żadnej zasługi, a zarazem nie popada w beznadzieję, bo zachowuje ufność w miłosierdzie. Dwie części zdania nie mogą być rozdzielone. Samo „trzymanie umysłu w piekle” prowadziłoby do rozpaczy, która w tej tradycji jest jedną z najcięższych pokus; samo „nie rozpaczaj” bez pierwszej części pozostawiłoby miejsce dla pychy, wobec której Sylwan był tak bezradny przez lata. Pokora, którą odnalazł, jest więc napięciem, a nie stanem: człowiek stoi nad przepaścią i nie spada, bo coś go podtrzymuje.
Sofroniusz, który poświęcił tej formule wiele stron komentarza, wskazywał na jej związek z dawną tradycją Ojców pustyni. Przytaczał opowieść o Antonim Wielkim, któremu objawiono, że pewien szewc w Aleksandrii przewyższa go w świętości, bo uważa, że wszyscy zostaną zbawieni, a tylko on sam zginie. Sylwan nie znał zapewne tej opowieści z lektury w momencie, gdy usłyszał swoje słowa; jego uczeń przywoływał ją jako świadectwo, że chłop z Panteleimona odkrył na własnej drodze coś, co tradycja znała od dawna.
Miłość nieprzyjaciół i cały Adam
Drugim filarem mistyki Sylwana jest miłość nieprzyjaciół. W jego zapiskach powraca ona nie jako jeden z przykazań, lecz jako jedyne pewne kryterium, po którym można poznać, że człowiek zna Boga w Duchu Świętym. Kto nie kocha nieprzyjaciół, pisał, ten jeszcze nie poznał Pana takim, jakim On jest. Sylwan nie zostawił tej nauki w formie ogólnego postulatu. Opisywał ją przez reakcje, które obserwował u siebie: współczucie dla robotników, którymi kierował w magazynie, ból z powodu ich zmęczenia i ich trosk, płacz nad tymi, którzy odrzucali Boga.
Z tą nauką wiąże się epizod, który Sofroniusz uznał za szczególnie charakterystyczny. Pewien pustelnik powiedział Sylwanowi z wyraźną satysfakcją, że Bóg ukarze bezbożników wiecznym ogniem. Sylwan zapytał go, czy gdyby wszedł do raju i zobaczył stamtąd kogoś płonącego w ogniu, mógłby być spokojny. Pustelnik odpowiedział, że nic nie da się na to poradzić, bo to ich wina. Sylwan odparł ze smutkiem, że miłość nie może tego znieść i że trzeba się modlić za wszystkich. W tej krótkiej wymianie zawiera się jego cała teologia: nie jest to spekulacja o ostatecznym zbawieniu wszystkich, lecz odmowa obojętności wobec potępienia kogokolwiek.
Modlitwa za cały świat, o której Sylwan pisał, wynika z przekonania o jedności ludzkości. Używał określenia „cały Adam”: wszyscy ludzie stanowią jedno, a cierpienie i grzech jednego dotyczą wszystkich. Mnich, który odciął się od świata zewnętrznie, nie może się od niego odciąć w modlitwie; przeciwnie, jego oddalenie ma służyć temu, by mógł nieść ten świat przed Bogiem. W zapiskach znajdują się fragmenty o płaczu nad całym Adamem, nad ludźmi, zwierzętami i roślinami, nawet nad liściem niepotrzebnie zerwanym z drzewa. Ta wrażliwość, prosta i niemal dziecięca w wyrazie, odróżnia Sylwana od wielu autorów ascetycznych, którzy mówią o świecie raczej jako o pokusie niż jako o przedmiocie współczucia.
Najpełniejszym wyrazem tej wizji jest fragment znany jako „Płacz Adama”. Sylwan opisuje w nim pierwszego człowieka po wygnaniu z raju, który nie tyle opłakuje utracone przyjemności ogrodu, ile utraconą bliskość Boga. Adam nie myśli o sobie jako o ukaranym, lecz jako o rozłączonym, i jego płacz ogarnia potomstwo, które będzie dźwigać to samo rozłączenie. Tekst jest pisany prozą rytmiczną, bliską liturgicznej, z powtarzanymi zwrotami, i czyta się go jak lament, a nie jak wykład. W postaci Adama Sylwan rozpoznawał samego siebie z lat opuszczenia, a zarazem każdego człowieka, który w jakimś momencie życia odkrywa, że utracił coś, czego nie potrafi nazwać.
Sofroniusz, Essex i kanonizacja
Wszystko, co wiemy o Sylwanie, zawdzięczamy Sofroniuszowi Sacharowowi. Urodzony w 1896 roku w Moskwie, był malarzem, który po rewolucji wyjechał do Paryża, a w 1925 roku wstąpił do klasztoru Panteleimona. Przez lata był uczniem Sylwana, a po jego śmierci, za błogosławieństwem przełożonych, przeniósł się na pustynię atoską. Zebrał zapiski starca, który pisał nieporadnie i niekiedy na luźnych kartkach, a w 1947 roku wyjechał z Athosu do Francji. W następnym roku wydał w Paryżu po rosyjsku książkę o swoim kierowniku, łączącą jego teksty z obszernym komentarzem i biografią. Kolejne, poprawione wydania i przekłady, w tym angielski, rozpowszechniły postać Sylwana daleko poza światem prawosławnym.
Trzeba pamiętać, że obraz Sylwana jest w dużej mierze dziełem jego ucznia. Sofroniusz był teologiem o silnej indywidualności, z własną refleksją nad osobą i nad hipostatyczną strukturą ludzkiego istnienia, i jego komentarze wyraźnie nadają zapiskom starca określoną interpretację. Nie znaczy to, że zostały zniekształcone – sam Sofroniusz oddzielał teksty Sylwana od własnych rozważań – ale czytelnik powinien mieć świadomość tej podwójnej obecności. Sylwan mówi do nas głosem, który przeszedł przez wrażliwość innego człowieka.
Same zapiski mają przy tym wyraźny, rozpoznawalny ton. Są złożone z krótkich zdań, często powtarzających tę samą myśl w kilku wariantach, z refrenami, które powracają jak w modlitwie: „Dusza moja tęskni za Panem i ze łzami Go szukam”. Nie ma w nich systematycznego porządku, nie ma odwołań do szkolnej teologii ani polemik. Sylwan pisze tak, jak się mówi do kogoś bliskiego, i właśnie ta bezpośredniość sprawiła, że czytelnicy, którzy nie mieli żadnego przygotowania w literaturze ascetycznej, odnajdywali w jego słowach coś, czego nie dawały im traktaty.
W 1959 roku Sofroniusz założył w Tolleshunt Knights w hrabstwie Essex w Anglii klasztor świętego Jana Chrzciciela, wspólnotę złożoną z mnichów i mniszek różnych narodowości, która od połowy lat sześćdziesiątych podlega Patriarchatowi Konstantynopolitańskiemu. Ta wielojęzyczna wspólnota stała się głównym ośrodkiem kultu Sylwana w świecie zachodnim, a sam Sofroniusz pozostał w niej aż do śmierci w 1993 roku. W 1987 roku Patriarchat Ekumeniczny ogłosił Sylwana świętym.
Kanonizacja chłopskiego mnicha bez wykształcenia, znanego za życia tylko współbraciom, była w pewnym sensie potwierdzeniem jego własnej nauki. Zapiski Sylwana nie przynoszą nowej doktryny ani metody; przynoszą świadectwo, że człowiek najprostszy może dojść do najwyższej miłości, jeśli tylko zgodzi się przez nią zostać zraniony. Ich czytelnikami są dziś nie tylko mnisi, lecz także ludzie, dla których Athos jest odległą abstrakcją, a jedynym punktem wspólnym z autorem jest doświadczenie rozpaczy i pragnienie, by nie mieć ostatniego słowa.
