Jan van Ruusbroec i duchowe zaślubiny
Duchowe zaślubiny Jana van Ruusbroeca nie są czułą alegorią miłości, lecz precyzyjnym schematem życia trynitarnego, w którym dusza wypływa z Boga i powraca do Niego, a ideałem okazuje się człowiek „wspólny”, zdolny jednocześnie spoczywać w Bogu i działać w świecie.

Kapelan od świętej Guduli i las Soignes
Jan urodził się w 1293 roku we wsi Ruisbroek, na południe od Brukseli, od której wziął nazwisko. W wieku jedenastu lat trafił do miasta pod opiekę krewnego, kanonika Jana Hinckaerta, przy kolegiacie świętej Guduli, gdzie zdobył wykształcenie i w 1317 roku przyjął święcenia kapłańskie. Przez ponad dwadzieścia pięć lat był w Brukseli kapelanem, żyjąc razem z Hinckaertem i drugim kanonikiem, Frankiem van Coudenbergiem, we wspólnocie ubogiej i modlitewnej. Nie był wykładowcą uniwersyteckim i nie uzyskał stopnia magistra teologii, co później wytykali mu krytycy.
W tym brukselskim okresie powstały jego pierwsze pisma, wśród nich Dat rijcke der ghelieven, „Królestwo kochających”, i najważniejsze dzieło, Die gheestelike brulocht, „Duchowe zaślubiny”, datowane zwykle na około 1335–1340 rok. Pisał w języku brabanckim, ludowym, co było wyborem świadomym: zwracał się do osób świeckich i zakonnych, które nie znały łaciny, ale prowadziły intensywne życie duchowe. Część jego tekstów krążyła początkowo bez jego zgody, co wywołało niepokój autora, świadomego, że trudne fragmenty mogą zostać źle zrozumiane.
W 1343 roku trzej przyjaciele opuścili Brukselę i osiedlili się w Groenendaal, „Zielonej Dolinie”, w lesie Soignes, gdzie książę Brabancji oddał im pustelnię. W 1350 roku wspólnota przyjęła regułę świętego Augustyna i stała się klasztorem kanoników regularnych, a Ruusbroec został jej przeorem. Tam spędził resztę życia, pisząc, prowadząc rozmowy duchowe i przyjmując gości. Wczesny biograf, Henryk Pomerius, przekazuje obraz starca, który chodził do lasu z tabliczką woskową i zapisywał to, co przyszło mu na myśl w skupieniu; tradycja ta ma charakter hagiograficzny, ale dobrze oddaje nierozerwalność kontemplacji i pisania w jego życiu. Zmarł 2 grudnia 1381 roku w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat.
Oto Oblubieniec nadchodzi
Struktura Duchowych zaślubin wyrasta z jednego zdania z przypowieści o pannach roztropnych i nierozsądnych: „Oto Oblubieniec nadchodzi, wyjdźcie Mu na spotkanie”. Ruusbroec rozkłada ten werset na cztery elementy – „oto”, czyli widzenie, „Oblubieniec nadchodzi”, czyli przyjście Chrystusa, „wyjdźcie”, czyli odpowiedź duszy, i „na spotkanie”, czyli zjednoczenie – i powtarza ten schemat w każdej z trzech ksiąg dzieła. Księgi opisują trzy stopnie życia: życie czynne, życie wewnętrzne, które nazywa też tęskniącym, oraz życie oglądające Boga.
Ten trzykrotny przebieg nie jest drabiną, z której zstępuje się na zawsze, lecz pogłębieniem tego samego spotkania. W życiu czynnym Oblubieniec przychodzi przez wcielenie, sakramenty i łaskę, a dusza wychodzi Mu naprzeciw przez cnoty, pokorę i miłość bliźniego. W życiu wewnętrznym przychodzi jako światło i pociecha, a dusza odpowiada skupieniem, pragnieniem i coraz prostszą modlitwą. W życiu oglądającym przychodzi w samym gruncie duszy, ponad wszelkimi obrazami, a dusza wychodzi na spotkanie w ogołoceniu, ponad rozumem i działaniem.
Antropologicznym zapleczem tego schematu jest nauka o trzech jednościach w człowieku. Najwyższa znajduje się w samej istocie ducha, gdzie człowiek jest nieustannie zawieszony w Bogu, choć zwykle o tym nie wie. Druga jest jednością wyższych władz – pamięci, rozumu i woli – zakorzenioną w duchu. Trzecia jest jednością serca, w której zbiegają się władze cielesne i zmysły. Każdy z trzech stopni życia odpowiada świadomemu wejściu w kolejną z tych jedności, a całość drogi polega na tym, by odnaleźć w sobie to, co od zawsze było obecne.
Obraz zaślubin jest tu znacznie mniej uczuciowy niż w kazaniach Bernarda z Clairvaux czy w liryce Hadewijch, którym poświęcone są osobne eseje. Ruusbroec znał ich pisma i przejmował od Hadewijch niektóre pojęcia, ale język jego dzieła jest analityczny, oparty na rozróżnieniach i powtórzeniach. Oblubieniec i oblubienica nie prowadzą dialogu, a opowieść o ich spotkaniu jest przede wszystkim opisem struktury duchowej rzeczywistości. Zaślubiny oznaczają wejście duszy w życie Trójcy, nie romantyczną intymność.
Wypływ i powrót
Centralną intuicją Ruusbroeca jest dynamika życia trynitarnego. Bóg nie jest dla niego nieruchomą substancją, lecz życiem, w którym Ojciec rodzi Syna, a z obu wypływa Duch, i w którym wszystkie trzy osoby powracają do jedności istoty. Ten ruch wypływu i powrotu jest wiecznym rytmem bóstwa, a człowiek, stworzony na obraz Boga, nosi go w sobie. W ponadistotnym gruncie duszy istnieje wieczny obraz człowieka w Bogu, sprzed stworzenia, i to właśnie z tym obrazem dusza jednoczy się w życiu oglądającym.
Ruusbroec opisuje to doświadczenie jako zarazem działanie i spoczynek. Z jednej strony dusza zostaje wciągnięta w ruch miłości, który nigdy się nie kończy: Bóg nieustannie się udziela, a dusza nieustannie pragnie więcej. Z drugiej strony wchodzi w ciszę jedności, w której ustaje wszelkie działanie, a pozostaje tylko „zażywanie”, ghebruken. Te dwa stany nie następują po sobie, lecz trwają jednocześnie, tak jak w Trójcy osoby działają, a istota spoczywa. To samo słowo ghebruken spotkaliśmy już u Hadewijch, ale Ruusbroec nadał mu bardziej systematyczne miejsce.
W najpóźniejszym traktacie, Boecsken der verclaringhe, „Książeczce wyjaśnienia”, napisanym dla kartuzów z Herne, którzy prosili o objaśnienie trudnych miejsc, Ruusbroec przedstawia trzy stopnie zjednoczenia: „z pośrednictwem”, gdy dusza łączy się z Bogiem przez łaskę, sakramenty i cnoty; „bez pośrednictwa”, gdy łączy się z Nim bezpośrednio w miłości; i „bez różnicy”, gdy w zażywaniu traci świadomość odrębności. Zaraz jednak dodaje, że nawet w tym najwyższym stanie stworzenie nie staje się Bogiem i zachowuje swoją stworzoną naturę. Różnica znika z perspektywy doświadczenia, ale nie z perspektywy bytu.
Słudzy, przyjaciele i ukryci synowie
Po Duchowych zaślubinach Ruusbroec napisał kilka mniejszych traktatów, które rozwijają ich wątki w innych obrazach. W Vanden blinkenden steen, „O lśniącym kamieniu”, punktem wyjścia jest werset Apokalipsy o białym kamyku z wypisanym nowym imieniem, którego nikt nie zna poza tym, kto go otrzymuje. Ruusbroec rozróżnia tam trzy stopnie bliskości z Bogiem: wiernych sług, którzy pełnią Jego wolę w zewnętrznych uczynkach; tajemnych przyjaciół, którzy żyją w wewnętrznej modlitwie i miłości; oraz ukrytych synów, którzy umierają dla siebie w Bogu i oglądają Go w Jego własnym świetle. Ten podział nie dzieli ludzi na kasty, lecz opisuje warstwy jednego życia: syn nie przestaje być sługą i przyjacielem.
Traktat Spieghel der eeuwigher salicheit, „Zwierciadło wiecznego zbawienia”, ukończony w 1359 roku, oraz Vanden seven sloten, „O siedmiu zamknięciach”, Ruusbroec skierował do Małgorzaty van Meerbeke, klaryski z Brukseli. Pierwszy z nich jest w dużej części wykładem o Eucharystii, w której Chrystus oddaje się człowiekowi tak, jak oblubieniec oddaje się oblubienicy; drugi łączy porządek życia zakonnego z drogą wewnętrznego skupienia. Oba pokazują, że mistyka zjednoczenia pozostawała u niego zakorzeniona w sakramentach i regule, a nie w prywatnym doświadczeniu oderwanym od Kościoła.
Przeciw fałszywej pustce
Te zastrzeżenia nie były czysto teoretyczne. W XIV wieku w Niderlandach i Nadrenii krążyły poglądy przypisywane tak zwanym braciom Wolnego Ducha, według których dusza zjednoczona z Bogiem jest wolna od praw moralnych, sakramentów i Kościoła, a jej bierność jest formą doskonałości. W Brukseli działała w pierwszych dekadach stulecia Heilwijch Bloemaerts, kobieta otoczona czcią jako nauczycielka duchowa; późniejszy biograf Ruusbroeca, Henryk Pomerius, twierdzi, że Ruusbroec zwalczał jej naukę, choć bezpośredni związek między nią a jego polemikami pozostaje niepewny.
W Duchowych zaślubinach i innych pismach Ruusbroec wielokrotnie atakuje to, co nazywa „fałszywą pustką”, valsche ledicheit. Opisuje ludzi, którzy osiągają naturalny spokój przez wyciszenie myśli i obrazów, i biorą go za zjednoczenie z Bogiem. Taki spokój, mówi, jest możliwy dla każdego, także dla niewierzącego, bo wynika z natury, nie z łaski. Kto w nim spoczywa, odwraca się od Boga, zamyka się w sobie i zaczyna gardzić cnotą. Prawdziwy spoczynek nie wyklucza działania, lecz je rodzi.
Ten rys sprawia, że Ruusbroec jest jednym z najostrzejszych krytyków quietystycznych tendencji średniowiecza, a zarazem autorem najśmielszych opisów zjednoczenia. Paradoks ten jest tylko pozorny. Właśnie dlatego, że opisuje szczyty doświadczenia mistycznego, musi wyraźnie oddzielić je od ich podróbek. Jego teologia zjednoczenia jest równocześnie teologią rozeznania.
Człowiek wspólny i jego dziedzictwo
Najbardziej oryginalnym ideałem Ruusbroeca jest postać „człowieka wspólnego”, ghemeyne mensche. Nie jest to człowiek przeciętny, lecz ten, kto osiągnął pełnię wszystkich trzech żyć i przeżywa je jednocześnie. Spoczywa w Bogu i zarazem działa wśród ludzi, kontempluje i służy, jest zjednoczony i pozostaje gotów do każdej posługi. Jest „wspólny”, bo jak Bóg udziela się wszystkim, tak on udziela się wszystkim w miłości. Ten ideał zamyka Duchowe zaślubiny i jest ich właściwym celem: nie ekstaza dla wybranych, lecz życie przemienione do końca.
Wpływ Ruusbroeca był duży, choć nie bez sporów. Geert Grote, założyciel ruchu devotio moderna, odwiedzał Groenendaal, przetłumaczył część jego pism na łacinę i choć z dystansem odnosił się do najśmielszych fragmentów, przejął wiele jego intuicji; o tej pobożności mówi osobny esej o Tomaszu a Kempis. Jean Gerson na początku XV wieku skrytykował trzecią księgę Duchowych zaślubin, zarzucając jej sformułowania sugerujące zatarcie granicy między Bogiem a człowiekiem, a w obronie Ruusbroeca wystąpił kanonik z Groenendaal Jan van Schoonhoven. Ten spór jest przedmiotem osobnego eseju o Gersonie.
Łaciński przekład dzieł Ruusbroeca opublikowany przez kartuza Laurentiusa Suriusa w Kolonii w 1552 roku udostępnił je całej Europie i wpłynął na mistykę hiszpańską i francuską XVI–XVII wieku. W 1908 roku papież Pius X zatwierdził jego kult, nadając mu tytuł błogosławionego. Nazywany doctor admirabilis, „doktorem godnym podziwu”, Ruusbroec pozostaje autorem, którego najlepiej czytać powoli: jego zdania powtarzają się i rozgałęziają tak samo jak życie, które opisują – życie płynące z Boga i do Niego powracające, a mimo to obecne w każdym zwykłym dniu.
