Czym jest martynizm
Martynizm to rodzina chrześcijańskich nurtów teozoficznych wywodzących się od Martineza de Pasqually i Louisa-Claude’a de Saint-Martina, których wspólnym rdzeniem jest nauka o upadku człowieka i jego reintegracji, czyli powrocie wszystkich istot do pierwotnej jedności z Bogiem.
Krótka definicja i kłopot z nazwą
Martynizm to zbiorcza nazwa chrześcijańskiej teozofii, która narodziła się we Francji w drugiej połowie XVIII wieku w kręgu Martineza de Pasqually i jego ucznia Louisa-Claude’a de Saint-Martina. Jej osią jest nauka o reintegracji: człowiek, pierwotnie istota duchowa i pośrednik między Bogiem a stworzeniem, upadł i został zamknięty w materii, a jego zadaniem jest odzyskanie utraconej godności i pomoc w przywróceniu całego stworzenia do jedności ze Stwórcą. Tę samą naukę przekazywano trzema drogami: przez teurgię, przez modlitwę wewnętrzną i przez wolnomularski system stopni.
Już sama nazwa sprawia kłopot, bo w XVIII wieku „martynistami” nazywano zarówno uczniów Martineza, jak i czytelników Saint-Martina, a ich przeciwnicy nie zadawali sobie trudu, by rozróżniać. Francuski badacz Robert Amadou zaproponował więc rozdzielenie trzech terminów: martinézisme dla nauki i praktyki samego Martineza, martinisme dla duchowości Saint-Martina oraz willermozisme dla dzieła lyońskiego kupca Jeana-Baptiste’a Willermoza, który przeniósł tę doktrynę do masonerii. Rozróżnienie to przyjęła większość późniejszej literatury, w tym Antoine Faivre, i warto o nim pamiętać, bo trzy nurty łączy źródło, lecz dzieli sposób pracy.
Martinez de Pasqually i kapłani wszechświata
O samym Martinezie wiadomo zaskakująco mało. Pochodzenie, data urodzenia i dzieje młodości pozostają sporne; pewne jest, że w latach sześćdziesiątych XVIII wieku działał we Francji, głównie w Bordeaux, jako założyciel Ordre des Chevaliers Maçons Élus Coëns de l’Univers, Zakonu Kawalerów Masonów Wybranych Kapłanów Wszechświata, i że zmarł w 1774 roku na Saint-Domingue, dokąd wyjechał w sprawach rodzinnych. Słowo coën jest francuskim zapisem hebrajskiego kohen, kapłan, i dobrze oddaje ambicję zakonu: jego członkowie mieli być kapłanami w sensie najbardziej dosłownym, sprawującymi kult przed Bogiem w imieniu upadłej ludzkości.
Doktrynę zakonu przechowuje niedokończony rękopis znany jako Traité sur la réintégration des êtres, Traktat o reintegracji istot, wydany drukiem dopiero pod koniec XIX wieku. Opowiada on, często poprzez swobodną egzegezę Księgi Rodzaju, o pierwotnym buncie części duchów, o stworzeniu świata materialnego jako miejsca ich zamknięcia i o człowieku stworzonym jako duchowy strażnik tego więzienia. Adam miał w tej opowieści władzę nad upadłymi duchami, lecz sam uległ pokusie, chciał stwarzać na własną rękę i w konsekwencji przyoblekł się w ciało materialne. Dzieje świata są odtąd historią stopniowego pojednania, w którym ważną rolę grają kolejni wybrani pośrednicy, aż po Chrystusa, nazywanego w tej tradycji Naprawicielem.
Praca Wybranych Kapłanów miała charakter operacyjny. Obejmowała rozbudowane obrzędy sprawowane w określonych porach roku, zwłaszcza w okolicach równonocy, z kręgami kreślonymi na podłodze, świecami, imionami i modlitwami. Ich celem nie było zdobywanie władzy nad duchami, lecz uzyskanie znaków pojednania: krótkich świetlistych zjawisk, nazywanych „przejściami”, które operator interpretował jako potwierdzenie, że jego kult został przyjęty. Całość tej sfery nazywano po prostu la Chose, Rzeczą. Nie wszyscy uczniowie zdołali coś takiego zobaczyć, a korespondencja zakonu zdradza, ile niepokoju i wątpliwości wiązało się z oczekiwaniem na te znaki.
Saint-Martin i droga serca
Louis-Claude de Saint-Martin, oficer z Amboise, wstąpił do zakonu pod koniec lat sześćdziesiątych i przez pewien czas pełnił funkcję sekretarza Martineza w Bordeaux. Z czasem uznał jednak, że skomplikowany aparat obrzędów jest drogą okrężną i niepewną. Zachował kosmologię mistrza, ale przeniósł cały ciężar pracy do wnętrza człowieka: modlitwa, skupienie i przemiana pragnień miały otworzyć duszę na działanie Słowa skuteczniej niż jakiekolwiek koło na podłodze. Tę postawę zwykło się nazywać drogą wewnętrzną albo drogą serca. Sam Saint-Martin podpisywał swe książki jako le Philosophe inconnu, Nieznany Filozof.
Jego pierwsza głośna książka, Des erreurs et de la vérité z 1775 roku, polemizowała z materializmem oświecenia, utrzymując, że człowiek nie da się wyjaśnić z samej przyrody, bo nosi w sobie ślad wyższego pochodzenia. W kolejnych dziełach, takich jak Tableau naturel des rapports qui existent entre Dieu, l’homme et l’univers z 1782 roku czy L’Homme de désir z 1790 roku, rozwijał obraz człowieka pragnienia: istoty, której najgłębszym poruszeniem jest tęsknota za utraconą ojczyzną. W ostatnich latach życia odkrył Jakoba Böhmego, przekładał go na francuski i uznał za najwyższego nauczyciela; w tym spotkaniu martynizm zetknął się z niemiecką teozofią, z którą odtąd bywa czytany łącznie.
Ostatnie wielkie dzieło Saint-Martina, Le Ministère de l’homme-esprit z 1802 roku, najpełniej pokazuje sens jego drogi. Człowiek nie jest tu tylko istotą do zbawienia, lecz kimś, kto ma do spełnienia posługę wobec całego stworzenia: przyroda, która „wzdycha” w niewoli, czeka na jego odrodzenie, bo z jego upadkiem została pociągnięta w dół. Odnowienie człowieka jest więc warunkiem odnowienia świata, a modlitwa, cierpliwość i miłość są czynnościami o znaczeniu kosmicznym. W ten sposób Saint-Martin zachował rozmach kosmologii Martineza, a jednocześnie uczynił ją dostępną dla każdego, kto potrafi się modlić, bez potrzeby przynależności do zakonu i znajomości obrzędów.
Willermoz i masoneria rektyfikowana
Trzecią drogę wytyczył Jean-Baptiste Willermoz, zamożny kupiec jedwabiu z Lyonu, przyjęty do Wybranych Kapłanów w 1767 roku. Po śmierci Martineza zakon szybko się rozpadał, a Willermoz postanowił ocalić jego naukę, przenosząc ją do struktury, która miała przed sobą przyszłość: do wolnomularstwa obrządku templariuszowskiego, popularnego wówczas w Niemczech pod nazwą Ścisłej Obserwy. Na konwencie w Lyonie w 1778 roku, a następnie na konwencie w Wilhelmsbadzie w 1782 roku przeprowadzono reformę tego systemu, z której wyrósł Rektyfikowany Ryt Szkocki ze stopniem Kawalerów Dobroczynnych Miasta Świętego.
W tej formie doktryna reintegracji nie była głoszona otwarcie. Rytuały stopni symbolicznych mówią o upadku i odrodzeniu językiem obrazów, a pełny wykład przeznaczono dla nielicznych, przyjmowanych do tajnych klas zwanych Profesją i Wielką Profesją. Teurgia Martineza została przy tym w zasadzie porzucona. Willermoz zachował więc treść nauki, ale zastąpił operacje rytuałem lożowym, co tłumaczy, dlaczego dla historyka masonerii martynizm jest przede wszystkim ukrytą teologią jednego rytu, a dla historyka mistyki – szkołą modlitwy.
Przez lożę Willermoza przeszło wielu ludzi, którzy wpłynęli na myśl europejską. Najbardziej znanym jest Joseph de Maistre, sabaudzki myśliciel, przyjęty do najwyższych klas systemu lyońskiego, którego późniejsza filozofia historii, z jej wizją dziejów jako opatrznościowego oczyszczenia, nosi wyraźne ślady nauki o upadku i odnowieniu. W Rosji idee martynistyczne krążyły w kręgu Nikołaja Nowikowa i moskiewskich wolnomularzy końca XVIII wieku, gdzie przekładano Saint-Martina i czytano go razem z Böhmem. Martynizm był więc nie tylko francuską osobliwością, lecz jednym z kanałów, którymi teozofia przenikała do kultury całego kontynentu w epoce, która zwykle kojarzy się z triumfem rozumu.
Odrodzenie w Paryżu i spory o ciągłość
W XIX wieku nazwa martynizmu przetrwała głównie w książkach, póki nie podjęło jej środowisko paryskich okultystów. W latach osiemdziesiątych Gérard Encausse, znany jako Papus, i Augustin Chaboseau ogłosili, że każdy z nich otrzymał osobny, ustny przekaz wywodzący się od Saint-Martina, i postanowili te przekazy połączyć. W 1891 roku utworzono Radę Najwyższą Zakonu Martynistów. Według przyjętej w tym środowisku opowieści Saint-Martin miał przekazywać prostą, indywidualną inicjację, od osoby do osoby, bez lóż i dokumentów; łańcuch takich przekazów miał trwać przez całe stulecie.
Historycy podchodzą do tej opowieści ostrożnie. Brak niezależnych dowodów, by Saint-Martin tworzył jakąkolwiek sukcesję inicjacyjną, a jego pisma raczej odradzają przywiązywanie wagi do zewnętrznych form. Nie odbiera to jednak znaczenia samemu odrodzeniu: to dzięki niemu martynizm stał się żywą tradycją XX wieku, z licznymi zakonami we Francji, Belgii, Szwajcarii, w Rosji, a także w Polsce. Szczegółowe dzieje organizacji Papusa wymagają osobnego omówienia; tu wystarczy zapamiętać, że jest ona czwartym, najmłodszym ogniwem, które świadomie odwołuje się do trzech starszych.
Czym martynizm nie jest i od czego zacząć
Najczęstsza pomyłka polega na utożsamianiu martynizmu z jednym zakonem, zwykle z organizacją Papusa i jej następczyniami. Tymczasem termin obejmuje co najmniej trzy różne praktyki, z których jedna istnieje dziś przede wszystkim w loży, druga w modlitwie samotnego czytelnika, a trzecia w rzadko sprawowanych obrzędach odtwarzanych na podstawie rękopisów. Druga pomyłka to uznawanie martynizmu za odmianę okultyzmu w potocznym sensie: jego źródła są głęboko chrześcijańskie, a jego pytanie dotyczy zbawienia, nie mocy. Nie ma też nic wspólnego ze świętym Marcinem z Tours, choć zbieżność imion bywa myląca, ani z dziewiętnastowiecznym spirytyzmem, z którym łączyła go co najwyżej wspólna publiczność.
Kto chce poznać tę tradycję z pierwszej ręki, może zacząć od Traité sur la réintégration des êtres Martineza de Pasqually, trudnego, lecz podstawowego dla całej rodziny. Najlepszym wprowadzeniem w duchowość Saint-Martina są Des erreurs et de la vérité oraz L’Homme de désir, czytane w tej kolejności, by zobaczyć przejście od polemiki do modlitwy. Starszą, ale wciąż użyteczną biografią w języku angielskim jest The Life of Louis Claude de Saint-Martin, the Unknown Philosopher Arthura Edwarda Waite’a z 1901 roku. Szersze tło francuskiej teozofii i miejsce martynizmu w historii zachodniej ezoteryki pokazuje Access to Western Esotericism Antoine’a Faivre’a. Czytane razem, te teksty pozwalają zrozumieć, dlaczego jedna nauka o upadku i powrocie mogła zrodzić zarazem rytuał, lożę i milczącą modlitwę.
