Andrzej Towiański i Koło Sprawy Bożej
Andrzej Towiański, litewski szlachcic przekonany o własnym posłannictwie, zbudował w Paryżu lat czterdziestych XIX wieku mesjanistyczną wspólnotę Koła Sprawy Bożej, która na kilka lat podporządkowała sobie Adama Mickiewicza i rozdarła Wielką Emigrację na zwolenników objawienia i jego zaciekłych przeciwników.

Prorok z Antoszwińców
Towiański urodził się w 1799 roku w Antoszwińcach na Wileńszczyźnie, w zamożnej rodzinie szlacheckiej. Studiował w Wilnie, pracował w sądownictwie, prowadził majątek i przez większą część młodości nie wyróżniał się niczym, co zapowiadałoby rolę proroka. Według późniejszej tradycji jego uczniów w 1828 roku miał doznać oświecenia, które objawiło mu sens dziejów i jego własne zadanie. Przez kilkanaście lat przygotowywał się do wystąpienia w ciszy, zjednując sobie pojedynczych zwolenników na Litwie. Tę prehistorię znamy jednak głównie z przekazów kręgu, który był zainteresowany ukazaniem jej jako drogi wybrańca; niezależnych świadectw jest niewiele.
W 1840 roku sprzedał część majątku i wyruszył na Zachód. Zatrzymał się w Poznaniu, w Dreźnie, wreszcie w 1841 roku dotarł do Paryża, który po klęsce powstania listopadowego stał się stolicą polskiego wychodźstwa. Emigracja, podzielona politycznie na obóz arystokratyczny skupiony wokół Hotelu Lambert i demokratyczne towarzystwa, przeżywała zarazem kryzys duchowy. Nadzieje na rychłą wojnę europejską i powrót do kraju gasły, a w ich miejsce rosło przekonanie, że klęska musi mieć sens wyższy niż polityczny. Do tej atmosfery Towiański przyszedł z gotową odpowiedzią.
Spotkanie z Mickiewiczem
Decydujące znaczenie miało spotkanie z Adamem Mickiewiczem latem 1841 roku. Poeta przeżywał wtedy ciężki okres: jego żona Celina cierpiała na zaburzenia psychiczne i przebywała w zakładzie, a on sam, od roku profesor literatur słowiańskich w Collège de France, zmagał się z kłopotami materialnymi i poczuciem wyczerpania twórczego. Przekazy z kręgu towianistów mówią, że Towiański przywrócił Celinie zdrowie, a przynajmniej przyniósł jej wyraźną poprawę. Bez względu na to, jak tę relację oceniać, Mickiewicz uznał w przybyszu męża Bożego i przyjął jego naukę z całą gwałtownością swojego temperamentu.
Za publiczny początek Sprawy uchodzi 27 września 1841 roku. W katedrze Notre-Dame, po nabożeństwie z udziałem emigrantów, Towiański ogłosił zgromadzonym swoje posłannictwo. W tym samym czasie krążył wśród wychodźców tekst nazwany Biesiadą, zawierający zwięzły wykład jego nauki. Dla wielu słuchaczy było to wydarzenie przełomowe, dla innych skandal: świecki człowiek, bez święceń i bez autoryzacji Kościoła, występował w katedrze jako nosiciel nowego objawienia.
Ton, duchy i wspólnota Koła
Nauka Towiańskiego nie tworzyła spójnego systemu teologicznego. Była raczej zestawem przekonań o duchowej naturze świata, wyrażonych językiem na pół mistycznym, na pół praktycznym. Jej centrum stanowiło pojęcie Sprawy Bożej, czyli dzieła, które Bóg prowadzi w historii przez wybrane narody i jednostki. Chrześcijaństwo, według Towiańskiego, zostało w ciągu wieków sprowadzone do zewnętrznej formy i straciło moc przemiany życia. Teraz nadchodzi nowa epoka, w której słowo Chrystusa ma zostać wcielone w czyn, w politykę i w codzienne postępowanie.
Człowiek w tej wizji żyje w otoczeniu duchów, dobrych i złych, które wpływają na jego myśli i uczucia. Od wewnętrznej postawy zależy, które z nich zyskają nad nim władzę. Kluczowe było tu pojęcie tonu: duchowego nastroju, napięcia uczuć, które powinno być stale podnoszone, aby człowiek pozostawał w łączności z wyższymi duchami. Uczniowie mieli pilnować swojego tonu, zdawać sobie nawzajem z niego sprawę i ganić się za jego obniżenie. W praktyce oznaczało to intensywną kontrolę emocji i wspólnotową dyscyplinę, którą krytycy porównywali do psychologicznego przymusu.
Nauka zawierała też elementy, które ortodoksja katolicka mogła przyjąć jedynie z najwyższym niepokojem: przekonanie o wędrówce dusz i wielokrotnych wcieleniach, wiarę w nieustanne działanie zmarłych na żywych, a zwłaszcza kult Napoleona. Cesarz Francuzów był dla Towiańskiego wysłańcem Bożym, człowiekiem, w którym duch Sprawy objawił się w historii, a jego dzieło miało znaczenie religijne. Do tego dochodziło przeświadczenie o szczególnym powołaniu trzech narodów: Polaków, Francuzów i Żydów, które miały odegrać wiodącą rolę w nadchodzącej epoce. Polska nie była już tylko ofiarą rozbiorów, lecz narodem wybranym do cierpienia, które ma moc odkupieńczą wobec innych. Sam Towiański nie uważał się przy tym za założyciela nowej religii. Deklarował wierność Kościołowi katolickiemu, uczestniczył w praktykach sakramentalnych i przedstawiał swoją misję jako odnowienie, nie zastąpienie tradycji. Właśnie ta dwuznaczność czyniła jego naukę tak trudną do zwalczenia: przeciwnicy mieli przed sobą nie otwartego heretyka, lecz człowieka, który mówił językiem pobożności, a jednocześnie rościł sobie prawo do objawienia stojącego ponad hierarchią. Dla wielu emigrantów to połączenie było właśnie tym, czego szukali: wiarą ich dzieciństwa, ożywioną poczuciem, że historia znów ma kierunek.
Zwolennicy Towiańskiego utworzyli w 1842 roku wspólnotę zwaną Kołem Sprawy Bożej. Należeli do niej ludzie różnego pochodzenia: oficerowie z powstania listopadowego, literaci, rzemieślnicy, ubodzy emigranci. Wśród najbardziej znanych znaleźli się Seweryn Goszczyński i generał Karol Różycki, przez pewien czas także Juliusz Słowacki, który jednak zachował wobec mistrza dużą niezależność i wkrótce poszedł własną drogą. Członkowie zbierali się na wspólne modlitwy, czytania i rozmowy, w czasie których badano stan ich ducha i przypominano zasady nauki.
Sam Towiański przebywał w Paryżu krótko. Władze francuskie, zaniepokojone politycznym wymiarem jego kazań i kultem Napoleona, nakazały mu w 1842 roku opuścić kraj. Osiadł w Szwajcarii, gdzie spędził resztę życia, kierując ruchem korespondencyjnie i przez wizyty uczniów. W Paryżu faktycznym przywódcą Koła został Mickiewicz. Przyjęcie roli lokalnego przewodnika wspólnoty mesjanistycznej przez największego poetę narodu nadało ruchowi rozgłos, jakiego nie zapewniłby mu żaden inny zwolennik, ale zarazem uczyniło z poety cel ataków, które dotąd kierowano przeciwko przybyszowi z Litwy.
Prelekcje paryskie
Wpływ Towiańskiego najwyraźniej widać w wykładach, które Mickiewicz wygłaszał w Collège de France. Pierwsze lata kursu poświęcił literaturom słowiańskim w ujęciu historycznym i porównawczym. W roku akademickim 1843–1844 wykład zmienił charakter: katedra literatury stała się trybuną mesjanizmu. Poeta mówił o posłannictwie narodów słowiańskich, o upadku urzędowego Kościoła, o nowej epoce ducha, o Napoleonie jako postaci religijnej i wreszcie, coraz bardziej otwarcie, o człowieku, który przyniósł światu nowe słowo. Słuchacze, wśród których bywali Francuzi znający jego wcześniejsze wykłady, przyjmowali te wystąpienia z mieszaniną zachwytu i konsternacji.
W maju 1844 roku władze uczelni i rząd przerwały kurs. Mickiewicz nie powrócił już do wykładów. Ich tekst, wydany drukiem po francusku, a później w przekładach polskich, pozostał jednym z najważniejszych dokumentów polskiego mesjanizmu, ale zarazem świadectwem okresu, w którym poeta zrezygnował z twórczości literackiej na rzecz działalności religijno-politycznej. Wielu czytelników uważało ten okres za utratę, inni za najwyższe stadium jego drogi. W każdym razie dla historii idei prelekcje są miejscem, w którym nauka Towiańskiego przemówiła językiem wielkiej literatury i dotarła do europejskiej publiczności.
Potępienie i rozłam
Kościół zareagował stanowczo. Szczególnie aktywni byli zmartwychwstańcy, młode zgromadzenie zakonne założone na emigracji, którego członkowie, tacy jak Hieronim Kajsiewicz i Piotr Semenenko, sami przeszli wcześniej drogę od romantycznego niepokoju do ortodoksji. Widzieli w towianizmie groźną herezję, która rozbija wspólnotę wiernych i podważa autorytet hierarchii. Pisma towianistyczne, w tym prelekcje Mickiewicza poświęcone Kościołowi i mesjanizmowi, trafiły na Indeks ksiąg zakazanych. Spowiednicy odmawiali rozgrzeszenia członkom Koła, rodziny dzieliły się w sporze o nową naukę, a w prasie emigracyjnej toczyła się ostra polemika.
Rozłam przebiegał także wewnątrz samego Koła. Towiański domagał się od uczniów pokornego posłuszeństwa i podporządkowania ich decyzji, również politycznych, wymogom Sprawy. Mickiewicz, którego temperament ciągnął ku czynowi, coraz częściej różnił się z mistrzem w ocenie wydarzeń. Gdy w 1848 roku Europa stanęła w ogniu rewolucji, poeta ruszył do Włoch, by formować Legion Polski, kierując się własnym rozeznaniem chwili. Już wcześniej, w latach 1846–1847, jego stosunki z Towiańskim uległy wyraźnemu ochłodzeniu, a po wiośnie ludów obaj poszli odrębnymi drogami, choć poeta do końca życia nie wyrzekł się wszystkiego, czego nauczył się w Kole.
Mistyka jako polityka ducha
Towiański zmarł w 1878 roku w Zurychu. Krąg jego wiernych przetrwał, wydał zbiorowe pisma mistrza i podtrzymywał pamięć o nim, ale w porównaniu z latami czterdziestymi pozostał zjawiskiem marginalnym. Znaczenie towianizmu polega przede wszystkim na tym, że skupił w jednej postaci napięcia całej emigracyjnej duchowości: pragnienie sensu klęski, rozczarowanie Kościołem instytucjonalnym, przekonanie o religijnej misji narodu i fascynację napoleońską legendą.
Historyk idei dostrzega w nim także typ mistyki nowoczesnej, w której doświadczenie religijne nie zamyka się w kontemplacji, lecz chce stać się programem działania w historii. Nauka o tonie i o duchach była psychologią wspólnoty, która musiała przetrwać w obcym kraju, w biedzie i bez perspektyw politycznych. Wymagała stałego napięcia, ponieważ każde rozluźnienie oznaczało powrót do rozpaczy. W tym sensie Koło Sprawy Bożej było zarazem ruchem religijnym i formą przetrwania psychicznego emigrantów, a jego zmierzch po 1848 roku zbiegł się z końcem epoki, w której mesjanizm wydawał się realną alternatywą dla polityki.
Ocena Towiańskiego pozostaje sporna od półtora wieku. Dla jednych był szarlatanem, który wykorzystał chwilę słabości wielkiego poety, dla innych autentycznym mistykiem, którego intuicje o odnowie chrześcijaństwa wyprzedzały epokę. Rzetelny opis musi uwzględnić obie perspektywy i przyznać, że materiał źródłowy, pisany niemal wyłącznie przez zwolenników lub przeciwników, nie pozwala na ostateczne rozstrzygnięcie. Pewne jest tylko to, że przez kilka lat w Paryżu jeden człowiek bez urzędu i bez dzieła literackiego potrafił zmienić kierunek myśli najwybitniejszych Polaków swojego czasu.
