Brat Wawrzyniec i praktyka obecności Boga
Brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania, konwers paryskich karmelitów bosych, nie zostawił traktatu, lecz sposób życia: nieustanne, proste zwracanie się ku Bogu pośród kuchennych garnków, a jego słowa przetrwały dzięki notatkom i wydaniom Josepha de Beaufort, które później zyskały zaskakująco szerokie życie wśród protestantów.

Kucharz bez dzieła
Historia mistyki zna autorów, których myśl rozpoznaje się po systemie: po stopniach modlitwy, mapach duszy, rozbudowanej teologii nocy i zjednoczenia. Brat Wawrzyniec do nich nie należy. Nicolas Herman, urodzony około 1614 roku w Hériménil w Lotaryngii, zmarły w Paryżu 12 lutego 1691 roku, był człowiekiem bez wykształcenia teologicznego, bez święceń i bez ambicji pisarskich. Przed wstąpieniem do zakonu służył jako żołnierz w czasie wojny trzydziestoletniej, został ranny, przez pewien czas był lokajem, próbował też życia pustelniczego. Około 1640 roku przyjęto go do klasztoru karmelitów bosych przy rue de Vaugirard jako brata konwersa, czyli zakonnika przeznaczonego do prac fizycznych, a nie do chóru i studiów.
Przez mniej więcej piętnaście lat pracował w klasztornej kuchni, do której, jak sam wyznawał, czuł naturalną niechęć. Później, gdy dokuczliwa choroba nogi utrudniała mu długie stanie, przeniesiono go do warsztatu, w którym naprawiał sandały współbraci. Zdarzało się, że wysyłano go w podróże po wino do Burgundii, co dla człowieka kulawego i niezręcznego w interesach było, według jego własnych słów, przykrym zadaniem. Nic w tym życiorysie nie zapowiada postaci, którą trzy stulecia później czytać będą anglikanie, metodyści, kwakrzy i ewangelikalni pastorzy.
Jego sława ma źródło w jednej osobie. Joseph de Beaufort, kapłan i wikariusz generalny arcybiskupa Paryża Louis-Antoine’a de Noailles, rozmawiał z bratem Wawrzyńcem w latach 1666–1667 i spisał treść tych spotkań. Po śmierci konwersa zebrał też jego nieliczne listy oraz krótkie notatki duchowe. Wszystko, co wiemy o nauce Wawrzyńca, przechodzi więc przez ręce redaktora, który był życzliwy, ale nie bezstronny – i trzeba o tym pamiętać, czytając teksty brzmiące tak bezpośrednio.
Drzewo w zimie i decyzja
Beaufort przekazuje opowieść o początku nawrócenia. Mając osiemnaście lat, Nicolas zobaczył zimą drzewo pozbawione liści i pomyślał, że wkrótce znów się zazieleni, zakwitnie i wyda owoce. Ten zwyczajny widok obudził w nim, jak relacjonuje redaktor, tak żywe poczucie Opatrzności i mocy Bożej, że nigdy już go nie utracił. Nie było w tym wizji ani głosu, tylko nagłe przejrzenie rzeczy codziennej, w której odsłoniła się zależność całego stworzenia od Stwórcy.
Charakterystyczne jest to, co nastąpiło potem. Wawrzyniec nie opisuje długiej drogi przez kolejne mieszkania duszy ani wysiłku metodycznej medytacji. Relacja przedstawia raczej decyzję: oddać się Bogu całkowicie i robić wszystko dla Niego. W pierwszych latach zakonnych przeżywał, jak opowiadał, okres dręczących wątpliwości co do własnego zbawienia, trwający około dziesięciu lat. Wyjście z niego nie przyszło dzięki rozstrzygnięciu teologicznemu, lecz dzięki porzuceniu troski o siebie: postanowił, że będzie kochał Boga bez względu na to, czy zostanie zbawiony, i w tym oddaniu odnalazł pokój, który go już nie opuścił.
Ten rys – rezygnacja z obsesyjnego samooglądu na rzecz prostego zwrócenia się ku Bogu – stanowi oś całej jego nauki. Wawrzyniec mówi o pokucie i o grzechu bez dramatyzmu. Gdy upadał, przyznawał się do tego przed Bogiem, wyznając, że niczego innego nie potrafi zrobić, jeśli zostanie zostawiony samemu sobie, i wracał do przerwanej obecności, nie zatrzymując się dłużej nad własną nędzą.
Obecność jako nawyk serca
Rdzeń tego, co później nazwano „praktyką obecności Boga”, jest uderzająco prosty. Wawrzyniec radzi, by przez cały dzień rozmawiać z Bogiem krótko i serdecznie, ofiarowywać Mu każdą czynność przed jej rozpoczęciem, dziękować po jej zakończeniu, a w trakcie pracy co jakiś czas zwracać ku Niemu wewnętrzne spojrzenie. Na początku wymaga to wysiłku i ciągłego przywoływania rozproszonej uwagi; z czasem, twierdzi, staje się nawykiem, a w końcu czymś w rodzaju drugiej natury, gdy dusza nie musi już szukać Boga, bo trwa w Nim bez wysiłku.
Najsłynniejsze zdanie przypisywane konwersowi dotyczy właśnie kuchni. Czas pracy, mówił, nie różni się dla niego od czasu modlitwy: wśród hałasu i stukotu naczyń, gdy kilka osób naraz domaga się od niego różnych rzeczy, posiada Boga w takim samym spokoju, jak gdyby klęczał przed Najświętszym Sakramentem. W innym miejscu pojawia się obraz jeszcze skromniejszy – obracanie omletu na patelni z miłości do Boga, podniesienie z ziemi słomki z tego samego powodu. Nie chodzi o uświęcanie czynności przez ich wartość, lecz o intencję, która czyni każdy gest materią relacji.
Z tej perspektywy Wawrzyniec mówi z pewnym dystansem o metodach i ustalonych godzinach modlitwy. Nie odrzuca ich – był zakonnikiem posłusznym regule i uczestniczył we wspólnych modlitwach – ale zauważa, że w jego przypadku wyznaczony czas medytacji nie różnił się istotnie od reszty dnia. Formy zewnętrzne mają służyć wewnętrznej postawie, a nie zastępować jej. Kiedy obecność stała się już stała, czas modlitwy był dla niego jedynie kontynuacją tego samego aktu.
Słownictwo tych tekstów jest ubogie, ale nieprzypadkowe. Wawrzyniec mówi o „prostym spojrzeniu”, o „milczącej rozmowie”, o „poufałości” z Bogiem. Przypomina to język francuskiej szkoły modlitwy prostoty, rozpowszechnionej w XVII wieku, w której redukcja aktów dyskursywnych do jednego, trwałego zwrócenia uwagi była uważana za naturalny owoc dojrzałego życia wewnętrznego. U konwersa nie towarzyszy temu jednak żaden aparat pojęciowy. Doświadczenie nie zostaje osadzone w teorii; jest raczej opisane jak umiejętność rzemieślnicza, której uczy się przez powtarzanie.
Dwa zbiory i ręka redaktora
Teksty, w których przechowała się ta nauka, ukazały się w dwóch częściach. W 1692 roku Beaufort wydał Maximes spirituelles, krótkie zdania duchowe uzupełnione listami brata Wawrzyńca i zarysem jego życia. Drugi zbiór, Moeurs et entretiens du frère Laurent de la Résurrection, zawierający opis obyczajów konwersa i zapis czterech rozmów, w części bibliografii również datuje się na 1692 rok, w innych – co wydaje się lepiej uzasadnione – na 1694. Rozbieżność ta dobrze ilustruje, jak niewiele wiemy o okolicznościach powstania tych drobnych druków.
Listy, w liczbie kilkunastu, kierowane są głównie do zakonnic i osób świeckich proszących o radę. Są krótkie, często pisane w chorobie, i powtarzają w różnych sformułowaniach tę samą zachętę: nie zniechęcać się rozproszeniami, wracać łagodnie, nie oczekiwać nadzwyczajnych łask. Rozmowy natomiast zawierają większość obrazów, które uczyniły Wawrzyńca sławnym. Tam znajduje się drzewo w zimie, tam kuchnia jako miejsce modlitwy, tam także opis wieloletnich wątpliwości.
Beaufort nie ukrywał swojej roli. Pisał w trzeciej osobie, porządkował wypowiedzi i niewątpliwie je wygładzał. Nie oznacza to, że stworzył postać z niczego; listy, które pochodzą bezpośrednio od Wawrzyńca, mówią tym samym językiem co rozmowy. Ale tekst, który czytamy, jest owocem spotkania dwóch ludzi: prostego konwersa, który nie zamierzał niczego publikować, i wykształconego duchownego, który dostrzegł w jego słowach coś wartego ocalenia. Historyk powinien tę warstwę redakcyjną widzieć, nie odbierając jednak tekstowi jego świadectwa.
Na losy francuskiej recepcji wpłynęła epoka. Pod koniec XVII wieku rozgorzał spór o kwietyzm i każde nauczanie o prostej, nieustannej obecności Boga mogło budzić podejrzenia. Fénelon przywoływał przykład brata Wawrzyńca z sympatią, co w oczach przeciwników mogło go raczej obciążać niż chronić. Nie trzeba tu wchodzić w szczegóły tej kontrowersji; wystarczy zauważyć, że we Francji katolickiej konwers przez długi czas pozostawał postacią marginalną, a jego teksty nie należały do kanonu powszechnie zalecanej lektury.
Protestanckie życie katolickiej książeczki
Paradoksalnie najszerszą publiczność zyskał Wawrzyniec poza Kościołem, w którym żył. Jego pisma podejmowali wydawcy związani z protestanckim pietyzmem i z kręgami szukającymi „religii serca” ponad granicami wyznań; wśród nich wymienia się zwłaszcza Pierre’a Poireta, który na przełomie XVII i XVIII wieku publikował wielu katolickich mistyków dla czytelników protestanckich. W XVIII i XIX wieku pojawiły się przekłady angielskie, a tytuł The Practice of the Presence of God, nadany zbiorowi przez tłumaczy, stał się nazwą, pod którą postać konwersa zna dziś większość czytelników.
Atrakcyjność tych tekstów dla protestantów nie jest trudna do zrozumienia. Wawrzyniec nie mówi o objawieniach, o kulcie świętych, o odpustach ani o nadzwyczajnych zjawiskach mistycznych. Jego nauka koncentruje się na osobistej relacji z Bogiem, na wierze i miłości, na uświęceniu codziennej pracy – motywach bliskich etosowi reformacyjnemu, który od początku podkreślał wartość powołania świeckiego i zwyczajnych obowiązków. Brat z kuchni mógł więc stać się przykładem dla ludzi, którzy nie znali karmelitańskiej reguły i nie mieli z nią nic wspólnego.
Ta recepcja nie była jednak neutralna. Wydania anglojęzyczne często pomijały kontekst zakonny, zacierały sakramentalny charakter pobożności Wawrzyńca, a niekiedy przestawiały kolejność tekstów tak, by tworzyły zwarty poradnik. Konwers, który uczestniczył w liturgii godzin, przyjmował komunię i żył w posłuszeństwie przełożonym, stawał się w nich nauczycielem uniwersalnej techniki duchowej, niezależnej od jakiejkolwiek wspólnoty. Taki obraz jest częściowo prawdziwy – nauka Wawrzyńca rzeczywiście nie wymaga specjalnych warunków – lecz pomija ramy, w których powstała.
Historyk idei może dostrzec w tej historii przykład szczególnej trwałości małych form. Maximes i Entretiens nie mają ambicji systemu, nie spierają się z nikim i nie bronią żadnej szkoły. Właśnie dlatego przechodzą łatwo przez granice wyznań i epok. To, co w nich istotne – przekonanie, że obecność Boga nie jest nagrodą zarezerwowaną dla wyjątkowych chwil, lecz rzeczywistością dostępną w każdej czynności – da się wypowiedzieć prostymi słowami i zrozumieć bez znajomości teologii.
Dlatego też postać brata Wawrzyńca dobrze pokazuje, że mistyka nie musi oznaczać wyrafinowanej literatury. Jej świadectwem może być życie człowieka, który przez dziesiątki lat gotował, naprawiał sandały i jeździł po wino, a zarazem – według tych, którzy go znali – nie przestawał rozmawiać z Bogiem. Spokój, o którym mówił, nie był ucieczką od pracy, lecz sposobem jej wykonywania, i to w tej zwyczajności zawiera się najbardziej wymagająca część jego nauki.
