Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Jean-Joseph Surin i mistyk egzorcysta z Loudun

Jean-Joseph Surin, jezuita wysłany w 1634 roku do Loudun jako egzorcysta przeoryszy urszulanek Joanny od Aniołów, sam popadł w trwający blisko dwadzieścia lat stan duchowej i psychicznej udręki, a jego autobiograficzne i ascetyczne pisma należą do najbardziej przenikliwych świadectw XVII-wiecznej mistyki francuskiej.

„Pourtraict représentant au vif l’exécution faicte à Loudun”, rycina z 1634 roku przedstawiająca egzekucję Urbaina Grandiera – domena publiczna
„Pourtraict représentant au vif l’exécution faicte à Loudun”, rycina z 1634 roku przedstawiająca egzekucję Urbaina Grandiera – domena publiczna · Wikimedia Commons

Uczeń Lallemanta w mieście sporu

Jean-Joseph Surin urodził się w Bordeaux w 1600 roku w zamożnej rodzinie parlamentarnej i w 1616 roku wstąpił do jezuitów. Jego formacja duchowa przypadła na czas, gdy w prowincji akwitańskiej działał Louis Lallemant, instruktor trzeciej probacji w Rouen, którego nauka o posłuszeństwie wobec Ducha Świętego, czystości serca i wewnętrznym skupieniu wywarła głęboki wpływ na całe pokolenie młodych zakonników. Surin odbył u niego trzecią probację w latach 1629–1630 i zaliczał się później do jego najwierniejszych uczniów. Już wtedy jego żarliwość budziła podziw, a zarazem niepokój przełożonych.

W 1634 roku miasto Loudun było sceną głośnej sprawy. Urszulanki z miejscowego klasztoru, na czele z przeoryszą Joanną od Aniołów, od dwóch lat zachowywały się w sposób interpretowany przez otoczenie jako opętanie. Oskarżono o rzucenie uroku proboszcza Urbaina Grandiera, którego proces, prowadzony przez komisarza królewskiego, zakończył się w sierpniu 1634 roku spaleniem na stosie. Publiczne egzorcyzmy przyciągały tłumy ciekawskich, a sprawa szybko nabrała wymiaru politycznego. Surin przybył do Loudun w grudniu tego roku, kilka miesięcy po śmierci Grandiera, jako nowy egzorcysta przeoryszy.

Nie trzeba przesądzać o naturze tego, co działo się w klasztorze, aby zrozumieć postawę Surina. Historycy tłumaczą wydarzenia w Loudun splotem czynników: napięciami w małej wspólnocie zakonnej, presją religijnej wyobraźni epoki, rozgrywkami lokalnymi i dworskimi, a także teatralnym charakterem publicznych egzorcyzmów. Dla Surina sprawa wyglądała inaczej. Był przekonany, że ma do czynienia z rzeczywistą walką duchową, a zarazem uważał, że głośne egzorcyzmy niewiele dają. Postanowił zmienić metodę.

Kierownictwo zamiast widowiska

Najbardziej uderzającą cechą działalności Surina w Loudun jest próba przekształcenia egzorcyzmu w kierownictwo duchowe. Zamiast skupiać się na publicznych zaklinaniach, Surin rozmawiał z Joanną od Aniołów prywatnie, uczył ją modlitwy wewnętrznej, zachęcał do pokory i umartwienia. Uważał, że prawdziwe uwolnienie może przyjść tylko przez nawrócenie duszy, a nie przez zewnętrzne rytuały. Ta zmiana podejścia, zrozumiała w świetle nauki Lallemanta o wewnętrznym życiu, przyniosła w oczach współczesnych stopniowe uspokojenie przeoryszy.

Relacja Surina z Joanną od Aniołów należy do najbardziej złożonych w historii kierownictwa duchowego. Przeorysza była kobietą inteligentną, ambitną i, jak pokazują jej własne pisma, skłonną do przedstawiania siebie w centrum nadzwyczajnych wydarzeń. Na jej dłoni miały się pojawić wypisane imiona – Józefa, Maryi, Jezusa i Franciszka Salezego – które pokazywano odwiedzającym, a w 1638 roku odbyła głośną podróż po Francji, w trakcie której spotykała się z dostojnikami i pokazywała swoje znaki. Krytycy już wtedy podejrzewali oszustwo; współcześni badacze widzą w tym raczej zjawisko na pograniczu autosugestii, teatru i autentycznej religijności.

Surin w tej sytuacji zrobił coś, co sam opisywał jako ofiarowanie się za przeoryszę. Według jego relacji modlił się, by mógł przejąć na siebie jej cierpienie, i wkrótce zaczął odczuwać wewnętrzne udręki, które interpretował jako działanie demonów. Trzeba tu wyraźnie oddzielić relację od jej oceny. Surin był przekonany o nadprzyrodzonym charakterze swoich przeżyć; historyk może jedynie stwierdzić, że przeżywał je z ogromną intensywnością i że miały one realne skutki dla jego zdrowia i życia.

Dwadzieścia lat ciemności

Od około 1637 roku, gdy opuścił Loudun, stan Surina zaczął się gwałtownie pogarszać. Przez długie lata nie był w stanie pisać, czytać, a okresowo nawet mówić czy samodzielnie się ubrać. Przeżywał przekonanie o własnym potępieniu, odczuwał wewnętrzne niepokoje i odrazę do wszystkiego, co religijne. Współbracia uważali go niekiedy za szaleńca, inni za opętanego. W 1645 roku, w Saint-Macaire, wyskoczył z okna; przeżył, ale z trwałymi obrażeniami. Sam interpretował później ten czyn jako skutek pokusy rozpaczy, która go wówczas opanowała.

Ten okres trwał mniej więcej do połowy lat pięćdziesiątych. Wychodzenie z niego było stopniowe: najpierw pojawiły się momenty ulgi, potem zdolność do pisania i modlitwy, w końcu – w ostatnich latach życia – odzyskanie pokoju i nawet radości. Surin zmarł w Bordeaux w 1665 roku, otoczony już szacunkiem jako kierownik duchowy i autor pism ascetycznych. Ta długa noc, przeżyta w niemal całkowitej izolacji i niezrozumieniu, uczyniła z niego postać wyjątkową w historii mistyki: nie tylko teoretyka oczyszczeń duchowych, ale kogoś, kto przeszedł przez nie w formie skrajnej i był w stanie potem o tym napisać.

Pokusa medykalizacji ma zresztą własną historię. W 1886 roku autobiografię Joanny od Aniołów wydali we Francji lekarze ze szkoły Charcota, opatrując ją podtytułem, który przedstawiał przeoryszę jako przypadek histerii. Był to gest polemiczny wobec religijnej interpretacji Loudun, ale także przykład nowej, równie pewnej siebie lektury. Tam, gdzie XVII-wieczni egzorcyści widzieli demony, XIX-wieczni neurolodzy widzieli objawy, a w obu przypadkach sama mowa świadków schodziła na dalszy plan.

Współczesna psychiatria rozpoznałaby w opisie jego stanu objawy ciężkiej depresji, być może z elementami psychotycznymi. Taka diagnoza retrospektywna jest jednak ryzykowna i niewiele wyjaśnia z tego, co dla Surina najważniejsze. On sam rozumiał swoje cierpienie w kategoriach teologicznych – jako udział w walce duchowej, oczyszczenie, próbę wiary. Historyk nie musi przyjmować tej interpretacji, ale nie powinien jej też pomijać, bo właśnie z niej wyrosły pisma, dzięki którym Surin jest dziś znany.

Pisma doświadczenia

Najważniejsze teksty autobiograficzne Surina powstały w ostatnich latach jego życia. Triomphe de l’amour divin sur les puissances de l’Enfer jest relacją z wydarzeń w Loudun, pisaną z perspektywy egzorcysty przekonanego o zwycięstwie łaski. Science expérimentale des choses de l’autre vie kontynuuje tę opowieść, opisując lata choroby i powolnego wychodzenia z niej. Tytuł tego drugiego dzieła jest znamienny: „wiedza doświadczalna” o rzeczach tamtego świata, a więc wiedza, która nie pochodzi z ksiąg, lecz z przeżycia. Oba teksty krążyły w rękopisach i zostały w pełni wydane dopiero znacznie później.

Obok nich Surin napisał prace o charakterze dydaktycznym. Catéchisme spirituel, ułożony w formie pytań i odpowiedzi, wykłada drogę doskonałości chrześcijańskiej od pierwszego nawrócenia po zjednoczenie z Bogiem. Inne pisma, takie jak Fondements de la vie spirituelle czy Guide spirituel, rozwijają naukę o czystości serca, oderwaniu i posłuszeństwie wobec Ducha Świętego, wyraźnie nawiązując do Lallemanta. Surin pisał też Cantiques spirituels, pieśni przeznaczone do śpiewania, w których jego doświadczenie miłości Bożej wyraża się w prostszym, lirycznym języku.

Myślą przewodnią tych tekstów jest czysta miłość Boga, wolna od szukania pociech. Surin z naciskiem twierdzi, że dusza musi przejść poza słodycze modlitwy i poza pewność własnego postępu, aby przylgnąć do Boga dla Niego samego. W ustach człowieka, który przez lata nie odczuwał niczego poza lękiem i odrazą, nauka ta nie brzmi jak abstrakcyjny ideał. Brzmi jak sprawozdanie z drogi, na której wszystkie oparcia zostały odebrane, a mimo to coś przetrwało – wola trwania przy Bogu, której nie potrafiła zniszczyć nawet rozpacz.

Zachowała się również obszerna korespondencja, pisana zarówno przed chorobą, jak i po jej ustąpieniu. Szczególną sławę zdobył list z 1630 roku, w którym Surin opisuje spotkanie w podróży z młodym, niepiśmiennym człowiekiem, obdarzonym w jego oczach niezwykłą mądrością duchową. Ten list krążył w odpisach jeszcze za życia autora i stał się jednym z ważnych dokumentów XVII-wiecznej wrażliwości na mistykę ludzi prostych, której nie zdobywa się nauką.

Odkrycie przez Michela de Certeau

Przez długi czas Surin pozostawał postacią niejednoznaczną: znany jako autor pism ascetycznych, ale też kojarzony z kompromitującą sprawą Loudun i z podejrzeniami o szaleństwo. Przełom przyniosły prace Michela de Certeau, jezuity, historyka i myśliciela, który w latach sześćdziesiątych XX wieku wydał Guide spirituel oraz krytyczne wydanie Correspondance. W 1970 roku opublikował La Possession de Loudun, analizę wydarzeń jako zjawiska społecznego i kulturowego, a w 1982 roku La Fable mystique, w której Surin zajmuje centralne miejsce.

Certeau czytał Surina jako świadka przełomu w dziejach mistyki: momentu, w którym doświadczenie religijne przestaje mieścić się w ramach tradycyjnej teologii i musi wypracować własny język. Surin, który nie mógł już polegać na pewnikach, stworzył mowę doświadczenia granicznego – mówiącą o rzeczach, które wymykają się zarówno instytucjonalnej religii, jak i rodzącej się racjonalności. W tej interpretacji jego „szaleństwo” nie jest czymś, co trzeba wybaczyć lub wyjaśnić, lecz miejscem, w którym ujawnia się kryzys całej epoki.

Sprawa Loudun stała się w XX wieku także tematem literackim. Aldous Huxley opisał ją w The Devils of Loudun, a w Polsce Jarosław Iwaszkiewicz przeniósł ją w opowiadaniu Matka Joanna od Aniołów do kresowego klasztoru, czyniąc z księdza Suryna postać, w której łatwo rozpoznać rysy francuskiego jezuity; opowiadanie zekranizował Jerzy Kawalerowicz. Te dzieła nie są źródłami historycznymi, ale pokazują, jak bardzo postać egzorcysty, który sam popadł w ciemność, poruszała wyobraźnię nowoczesnych czytelników.

Dla historyka mistyki pozostaje przede wszystkim świadectwo samych pism. Surin pokazuje, że droga ku zjednoczeniu z Bogiem może prowadzić przez stany, które z zewnątrz przypominają rozpad osoby, i że ktoś, kto przez nie przeszedł, może później mówić o miłości Bożej z autorytetem trudnym do zakwestionowania. Nie wymaga to wiary w demony ani w nadprzyrodzony charakter wydarzeń w Loudun. Wystarczy uważna lektura tekstów, w których człowiek doświadczony najgłębszym cierpieniem opisuje, jak odzyskał zdolność modlitwy i radości.