Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Jean-Pierre de Caussade i sakrament chwili obecnej

Zawierzenie Opatrzności Bożej, przypisywane jezuicie Jean-Pierre’owi de Caussade, uczy mistyki oddania się Bogu w każdej chwili jako w sakramencie Jego woli, lecz książka znana czytelnikom powstała dopiero w 1861 roku, gdy Henri Ramière zredagował rękopiśmienne zapiski przechowywane przez wizytki z Nancy.

Szkic Ukrzyżowania autorstwa Jana od Krzyża
Szkic Ukrzyżowania autorstwa Jana od Krzyża

Książka, która przyszła po autorze

Jean-Pierre de Caussade zmarł w Tuluzie 8 grudnia 1751 roku jako zasłużony, lecz niespecjalnie sławny jezuita. Urodził się w 1675 roku w Quercy, wstąpił do Towarzystwa Jezusowego jako osiemnastolatek, uczył w kolegiach, głosił rekolekcje, pełnił obowiązki przełożonego w kilku domach zakonu na południu Francji. Za życia opublikował jedno dzieło, wydane anonimowo w Perpignan w 1741 roku: Instructions spirituelles en forme de dialogues sur les divers états d’oraison, w którym bronił modlitwy prostoty, powołując się na autorytet Bossueta. Nie była to książka, która zapewniłaby mu miejsce w historii duchowości.

To miejsce dał mu tekst, którego sam nigdy nie wydał i którego tytułu prawdopodobnie nie znał. L’Abandon à la Providence divine ukazało się w 1861 roku, ponad sto lat po śmierci jezuity, staraniem innego jezuity, Henriego Ramière’a, znanego w Tuluzie jako animator Apostolstwa Modlitwy. Ramière dotarł do kopii rękopisów przechowywanych w kręgu wizytek, uporządkował je, nadał całości tytuł i podział na rozdziały, a także opatrzył je komentarzem mającym rozwiać ewentualne podejrzenia o kwietyzm. Książka szybko zdobyła popularność, doczekała się licznych wydań i przekładów, a jej główny obraz – „sakrament chwili obecnej” – wszedł do języka katolickiej pobożności.

Historia ta stawia przed czytelnikiem pytanie, które łatwo przeoczyć. Czyj właściwie jest tekst, który czytamy? Odpowiedź nie jest prosta i właśnie dlatego warto ją rozważyć, zanim przejdzie się do samej nauki.

Nancy, wizytki i papiery kierownika

W latach trzydziestych XVIII wieku Caussade przebywał kilkakrotnie w Nancy i był kierownikiem duchowym tamtejszych sióstr wizytek. Z tej posługi zachowała się korespondencja: listy do poszczególnych zakonnic, zwłaszcza do siostry Marie-Anne-Thérèse de Rosen, a także zapiski z konferencji. Wizytki, wierne tradycji swojego zakonu, który od czasów Franciszka Salezego i Joanny de Chantal pielęgnował pisma swoich kierowników, przepisywały te teksty i przekazywały je sobie nawzajem.

W tym obiegu powstał rękopiśmienny traktat o oddaniu się Opatrzności. Nie wiadomo dokładnie, w jakim stopniu jest on bezpośrednim zapisem nauczania Caussade’a, a w jakim kompilacją zestawioną przez siostry z różnych jego wypowiedzi, notatek i listów. Badania nad tradycją rękopiśmienną, prowadzone w XX wieku, zwłaszcza przy okazji krytycznego wydania przygotowanego przez Michela Olphe-Galliarda, pokazały, że wersja z 1861 roku różni się w wielu miejscach od zachowanych kopii. Ramière przestawiał fragmenty, łączył je, a niekiedy łagodził sformułowania, które mogły wydać się zbyt śmiałe.

Nowsze prace poszły dalej i postawiły pod znakiem zapytania samą atrybucję traktatu. Zwrócono uwagę, że w żadnym z najstarszych świadectw nie występuje on wyraźnie jako dzieło Caussade’a, a niektóre jego wątki brzmią inaczej niż pewne listy jezuity. Nie ma zgody, czy należy mówić o tekście Caussade’a zredagowanym przez innych, o tekście z jego kręgu, czy o anonimowym traktacie, który z czasem związano z jego imieniem. Uczciwe stanowisko polega na tym, by nie rozstrzygać tej kwestii ponad to, na co pozwalają źródła, i mówić o „nauce Zawierzenia”, a nie bez zastrzeżeń o „nauce Caussade’a”.

Listy pozostają przy tym materiałem pewniejszym. Ich ton jest bardziej osobisty, często praktyczny, czasem żartobliwy. Caussade odpowiada w nich na lęki i skrupuły adresatek, zachęca do cierpliwości wobec oschłości, przestrzega przed nadmiernym analizowaniem własnych stanów. To w nich najlepiej widać kierownika duchowego, który – niezależnie od tego, kto ostatecznie zredagował traktat – rzeczywiście uczył oddania się woli Bożej w zwyczajnych okolicznościach życia.

Każda chwila jako znak woli

Centralna myśl Zawierzenia daje się wyrazić krótko. Wola Boża objawia się człowiekowi nie tylko w przykazaniach i obowiązkach stanu, lecz w całym biegu zdarzeń, w tym, co spotyka go w danym momencie. Każda chwila niesie w sobie to, czego Bóg chce od duszy teraz, i dlatego jest dla niej jakby sakramentem: widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Doskonałość nie polega na szukaniu nadzwyczajnych dróg, lecz na przyjmowaniu tego, co przychodzi, z miłością i zgodą.

Autor mówi o tym z wielką siłą obrazów. Wydarzenia są jak zasłony, za którymi kryje się działanie Boże; to, co z zewnątrz wydaje się przypadkowe, bolesne lub banalne, jest w istocie formą, przez którą Bóg kształtuje duszę. Tekst porównuje duszę do kamienia pod dłutem rzeźbiarza albo do płótna, na którym malarz kładzie kolejne pociągnięcia pędzla: kamień nie rozumie, co powstaje, płótno nie widzi obrazu, a jednak dzieło się dokonuje. Zadaniem duszy jest nie przeszkadzać.

Wynika stąd szczególne rozumienie świętości. Zawierzenie z naciskiem twierdzi, że jest ona dostępna dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy mają czas na długie modlitwy, siły na surowe umartwienia lub wykształcenie pozwalające czytać traktaty. Matka rodziny, rzemieślnik, chory przykuty do łóżka mają przed sobą ten sam środek uświęcenia: obowiązek chwili i przyjęcie tego, co przynosi. Autor przywołuje przykład Maryi i świętych z pierwszych wieków, którzy nie znali skomplikowanych metod, a żyli w prostym posłuszeństwie Bożemu działaniu.

Ta prostota ma jednak drugą stronę. Oddanie się chwili nie oznacza bierności ani rezygnacji z działania. Obowiązki stanu pozostają obowiązkami; człowiek ma pracować, troszczyć się o innych, unikać zła. Różnica dotyczy wewnętrznej postawy: zamiast niepokoju o przyszłość, rozpamiętywania przeszłości i planowania własnej doskonałości – zgoda na to, by Bóg prowadził, i czujność wobec tego, czego wymaga obecny moment. Autor rozróżnia przy tym dwa wymiary: aktywną wierność obowiązkom i bierne przyjęcie tego, co przychodzi bez udziału woli.

Zawierzenie pod okiem redaktora

Wydanie z 1861 roku nie było tylko publikacją rękopisu, lecz także jego interpretacją. Ramière pisał po półtora wieku od potępienia kwietyzmu, w epoce, gdy katolicka teologia duchowości była szczególnie wyczulona na wszystko, co mogło sugerować bierność duszy lub obojętność wobec zbawienia. Jego wstęp i przypisy podkreślają, że nauka o oddaniu nie wyklucza wysiłku, aktów cnót ani posłuszeństwa Kościołowi. W ten sposób tekst, który w rękopisach mógł brzmieć ostrzej, został osadzony w bezpiecznych ramach.

Nie należy tego oceniać wyłącznie jako zniekształcenia. Ramière sprawił, że traktat w ogóle trafił do szerokiego obiegu; bez jego decyzji zapiski z Nancy prawdopodobnie pozostałyby znane jedynie wąskiemu kręgowi zakonnic. Ale historyk duchowości musi pamiętać, że to, co przez sto lat czytano jako dzieło Caussade’a, było w dużej mierze dziełem XIX-wiecznej redakcji, odpowiadającej na lęki i potrzeby swojej epoki. Formuła „sakrament chwili obecnej”, choć zakorzeniona w rękopisach, nabrała siły także dzięki układowi, który nadał jej wydawca.

Kolejne edycje XX wieku przywróciły układ bliższy rękopisom i oddzieliły traktat od listów, które Ramière włączał do tomu. Zmieniło to sposób lektury. W wersji krytycznej tekst jest mniej uporządkowany, bardziej powtarzający się, ale też bardziej żywy – bliższy konferencji mówionej niż wykładowi. Widać w nim ślady pracy kopistek i wielokrotnego przepisywania, a więc życia tekstu we wspólnocie, która z niego korzystała.

Mistyka bez nadzwyczajności

Miejsce Zawierzenia w historii mistyki jest szczególne. Nie opisuje ono wizji, ekstaz ani stanów zjednoczenia w sensie, w jakim czynili to wielcy autorzy hiszpańscy. Mówi o rzeczywistości bardziej dyskretnej: o tym, że Bóg działa w duszy przez wszystko, co ją spotyka, i że dusza może współpracować z tym działaniem, nie wiedząc nawet, jak ono przebiega. W tym sensie jest to mistyka bez nadzwyczajności, oparta na wierze, a nie na doświadczeniu.

Autor wyraźnie odróżnia przy tym wiedzę od zawierzenia. Dusza nie musi rozumieć, dokąd prowadzi ją Opatrzność; zrozumienie mogłoby nawet przeszkodzić, bo skłaniałoby ją do przejęcia kontroli nad własną drogą. Ciemność, w której przyjmuje się kolejne chwile, nie jest brakiem, lecz warunkiem prawdziwego oddania. Wiara czyta wydarzenia nie przez ich zewnętrzny kształt, lecz przez przekonanie, że w każdym z nich kryje się działanie Boga.

Ta nauka ma wyraźne źródła. Przypomina myśl Franciszka Salezego o świętej obojętności, francuską tradycję modlitwy prostoty i szersze nurty XVII-wiecznej duchowości oddania. Nie jest więc oryginalna w sensie nowego odkrycia. Jej siła polega na skupieniu: wszystkie wątki zostają sprowadzone do jednego punktu – teraźniejszej chwili jako miejsca spotkania z Bogiem. Z tego powodu książka przemawiała do czytelników bardzo różnych środowisk, od zakonów kontemplacyjnych po świeckich szukających duchowości możliwej do przeżycia w codzienności.

Recepcja XX wieku tylko wzmocniła tę formułę. Przekłady na wiele języków ukazywały się pod różnymi tytułami, a jeden z angielskich, opracowany przez Kitty Muggeridge, nosi wręcz tytuł The Sacrament of the Present Moment, jak gdyby to jedno wyrażenie wystarczało za streszczenie całości. Książkę czytali katolicy i protestanci, zakonnicy i ludzie świeccy, a w drugiej połowie stulecia także czytelnicy zainteresowani duchowością w ogóle, bez wyraźnej przynależności wyznaniowej. Ta szeroka popularność miała swoją cenę: tekst wyrwany z kontekstu łatwo bywał odczytywany jako ogólna zachęta do „życia chwilą”, bliska świeckim poradnikom uważności. Tymczasem w oryginalnym zamyśle chwila nie jest wartością samą w sobie, lecz miejscem, w którym działa osobowy Bóg, a oddanie jej ma sens tylko jako oddanie Jemu.

Pytanie o autorstwo nie odbiera tekstowi wartości, ale zmienia sposób jego rozumienia. Zawierzenie Opatrzności Bożej jawi się jako dzieło zbiorowe w szerokim sensie: zrodzone z nauczania kierownika, przechowane i przekształcone przez wspólnotę zakonnic, zredagowane przez XIX-wiecznego wydawcę, a w końcu odczytywane na nowo przez krytyków. Każdy z tych etapów pozostawił w nim ślad. Myśl o sakramencie chwili obecnej przeszła więc przez wiele rąk, zanim stała się jedną z najbardziej znanych formuł nowożytnej duchowości katolickiej.