Beatrycze z Nazaretu i siedem sposobów miłości
Beatrycze z Nazaretu, cysterska przeorysza z Brabancji, pozostawiła krótki traktat Seven manieren van minne, uważany za najstarszy zachowany utwór mistyczny prozą w języku niderlandzkim, w którym droga duszy do Boga zostaje opisana jako siedem kolejnych postaci miłości.

Córka mieszczanina z Tienen
Beatrycze urodziła się około 1200 roku w Tienen, w księstwie Brabancji, w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Jej ojciec, Bartłomiej, był człowiekiem pobożnym i aktywnym w zakładaniu klasztorów cysterskich; po śmierci żony poświęcił się, wraz z dziećmi, życiu religijnemu. Matka, jak podaje żywot, nauczyła dziewczynkę psałterza w bardzo wczesnym wieku. Po jej śmierci Beatrycze, mając około siedmiu lat, została powierzona beginkom w pobliskim Zoutleeuw, gdzie zdobyła podstawy wykształcenia i zetknęła się z formą pobożności, która w tym czasie przenikała miasta Niderlandów: życiem kobiet poświęconych modlitwie i pracy, lecz pozostających poza strukturą zakonu. Krótko potem rozpoczęła naukę w szkole przy klasztorze cysterek w Bloemendaal, a w wieku kilkunastu lat wstąpiła do zgromadzenia.
Dalsze jej życie upływa w obrębie fundacji cysterskich, które zakładał jej ojciec. W 1216 roku złożyła śluby, a później przeniosła się do Maagdendaal pod Oplinter, a następnie do klasztoru Nazareth koło Lier, założonego w 1236 roku, gdzie została przeoryszą i zmarła w 1268 roku. Przez pewien czas przebywała w opactwie La Ramée, aby uczyć się kaligrafii i iluminacji ksiąg liturgicznych; tam poznała Idę z Nivelles, cysterkę uważaną już za osobę o szczególnym darze modlitwy, i nawiązała z nią duchową przyjaźń. Ten szczegół pokazuje, że brabanckie klasztory żeńskie były środowiskiem piśmiennym i powiązanym siecią relacji, w którym kobiety nie tylko się modliły, ale także kopiowały księgi, wymieniały doświadczenia i komentowały je wzajemnie.
Żywot spisany po łacinie
Większość wiadomości o Beatrycze pochodzi z Vita Beatricis, łacińskiego żywota napisanego niedługo po jej śmierci przez anonimowego autora, zwykle utożsamianego z kapelanem lub spowiednikiem klasztoru w Nazareth. Autor oświadcza, że korzystał z zapisków samej Beatrycze, prowadzonych w języku ludowym, i że przełożył je na łacinę, porządkując i dodając komentarz. Tych zapisków nie znamy. Wiemy tylko, że istniały, i że kapelan uważał je za źródło na tyle cenne, by na nich oprzeć cały żywot.
Vita jest tekstem typowym dla hagiografii kobiet z regionu Liège i Brabancji w XIII wieku: opisuje gwałtowną ascezę, choroby, ekstazy, łzy, okresy duchowej oschłości i stany, w których Beatrycze nie mogła ani jeść, ani mówić. Autor wplata w nie biblijne obrazy i łacińską terminologię monastyczną, przez co doświadczenie mniszki przedstawione zostaje w kategoriach znanych duchowieństwu. Szczególną wartość ma jednak fragment z trzeciej księgi, w którym kapelan omawia „siedem stopni miłości” – De caritate Dei et septem eius gradibus. Jest to łacińska, rozszerzona i nieco wygładzona wersja tekstu, który zachował się także w języku niderlandzkim.
Dzięki temu zbiegowi okoliczności możliwe było rozpoznanie autorki. Seven manieren van minne przetrwało w rękopisach, w których nie podano imienia autorki, i przez długi czas uchodziło za dzieło anonimowe. Dopiero w latach dwudziestych XX wieku jezuita Léonce Reypens, porównując łacińską wersję z Vita z tekstem niderlandzkim, wykazał, że chodzi o ten sam utwór, i przypisał go Beatrycze. Atrybucja ta jest dziś powszechnie przyjmowana, choć warto pamiętać, że opiera się na zgodności treści, nie na podpisie.
Siedem postaci jednej miłości
Traktat jest krótki, liczy zaledwie kilka stron w nowoczesnym wydaniu, ale jest gęsty i starannie ułożony. Jego kluczowym słowem jest minne, niderlandzki odpowiednik łacińskiej caritas i dworskiej amour, rodzaju żeńskiego, który pozwala mówić o miłości jako o pani, władczyni i sile działającej w duszy. Beatrycze nie opisuje stopni w sensie drabiny, po której wspina się wola; mówi o „sposobach”, w jakich miłość zjawia się i działa, a dusza je przyjmuje.
Już pierwsze zdanie traktatu wyznacza jego architekturę: siedem sposobów miłości wychodzi z najwyższego i do najwyższego powraca. Droga duszy ma zatem kształt koła, a nie prostej linii. Miłość nie jest celem, który człowiek zdobywa własnym wysiłkiem, lecz ruchem, który zaczyna się w Bogu, przechodzi przez duszę i wraca do swego źródła, zabierając ją ze sobą. Ten neoplatoński w gruncie rzeczy schemat wyjścia i powrotu Beatrycze przekłada na język doświadczenia, unikając przy tym technicznego słownictwa szkół.
Pierwszy sposób to tęsknota, która rodzi się z miłości i dąży do tego, by dusza mogła żyć w czystości, wolności i szlachetności, w jakiej została stworzona na obraz Boży. Drugi polega na służeniu Bogu bez oczekiwania zapłaty, z samej miłości, jak szlachetna dama służy panu bez rachunku. W trzecim dusza pragnie zadośćuczynić miłości wszystkim, co ma, i cierpi, ponieważ czuje, że nigdy nie zdoła jej spełnić. Czwarty sposób przynosi słodycz: miłość ogarnia serce, dusza czuje się w niej zatopiona, a ciało słabnie z nadmiaru tej rozkoszy.
Piąty sposób jest najbardziej dramatyczny i najbardziej oryginalny. Beatrycze opisuje go jako orewoet, słowo trudne do przełożenia, oznaczające szał, gwałtowną burzę lub wzburzenie. Miłość wtedy wzbiera w duszy tak, że ta wydaje się szalona, ranią ją strzały, serce wydaje się otwarte i płonące, a dusza raz to doznaje rozkoszy, raz bólu, nie wiedząc, który stan jest który. W szóstym sposobie burza się uspokaja. Dusza jest już panią w swoim domu, przenika ją wolność, a jej pragnienia są spełniane bez wysiłku. Beatrycze porównuje ją do ryby, która porusza się swobodnie w wodzie, i do ptaka, który unosi się w przestworzach. Siódmy sposób wiedzie poza czas: dusza zostaje porwana w wieczną miłość, w której przenika ją Boża obecność, a jednocześnie tęskni za pełnią, której nie może osiągnąć na ziemi. Życie staje się wygnaniem, a śmierć czymś upragnionym, ponieważ tylko ona otworzy drogę do pełnego ghebruken, upojnego zażywania miłości.
Warto też zauważyć, jaką rolę w traktacie odgrywa ciało. Beatrycze nie traktuje go jako przeciwnika, którego trzeba pokonać, ani jako narzędzia ascezy, lecz jako miejsce, w którym miłość zostawia ślady. W czwartym sposobie ciało słabnie i omdlewa, w piątym bywa jak gdyby rozdarte, żyły się otwierają, krew wre, a szpik wysycha. Opis ten zgadza się z relacjami Vita o chorobach i omdleniach mniszki, ale w traktacie zostaje uogólniony: nie jest kroniką przypadłości, tylko fenomenologią miłości, która ogarnia całego człowieka. Mistyka Beatrycze jest pod tym względem bardzo cielesna, choć zarazem pozbawiona sensacyjności, jaką często spotyka się w hagiografii tego regionu.
Język nowy dla starego tematu
Doniosłość traktatu nie polega na tym, że wymyślił nowe stopnie życia duchowego. Schematy stopniowania miłości znał już XII wiek, przede wszystkim z pism Bernarda z Clairvaux i Ryszarda od Świętego Wiktora, i Beatrycze, wychowana w środowisku cysterskim, z pewnością je znała pośrednio. Nowość leży w tym, że kobieta wypowiada te treści sama, w języku ludowym, prozą, w formie zwięzłej i dojrzałej literacko. Do tego czasu w niderlandzkim piśmiennictwie religijnym dominowały przekłady i adaptacje; tutaj mamy tekst oryginalny, który wnosi do języka pojęcia i obrazy, wcześniej znane głównie z łaciny i liryki dworskiej.
W Seven manieren widać też wyraźnie wpływ słownictwa miłości rycerskiej. Dusza służy miłości jak wasal lub dama, miłość wymaga bez litości i hojnie wynagradza, rani, uwodzi i obdarza wolnością. Ten język, przeniesiony w obszar mistyki, pozwala opisać relację z Bogiem jako zależność osobistą, pełną napięć, a nie tylko jako kontemplację prawdy. Jednocześnie Beatrycze zachowuje teologiczną powściągliwość: nie twierdzi, że dusza staje się Bogiem, nie znosi różnicy między stworzeniem a Stwórcą i nie rezygnuje z perspektywy eschatologicznej. Siódmy sposób kończy się tęsknotą, nie posiadaniem.
Między klasztorem a ruchem beginek
Postać Beatrycze dobrze pokazuje, jak płynne były granice między różnymi formami religijnego życia kobiet w XIII-wiecznej Brabancji. Formacja u beginek w Zoutleeuw, nauka w klasztorze cysterskim, przyjaźń z Idą z Nivelles i kontakty z innymi mniszkami tworzyły jedno środowisko, w którym krążyły te same ideały: ubóstwo, kult Eucharystii, intensywna modlitwa, umartwienie i poszukiwanie bezpośredniego doświadczenia Boga. Cysterki w Brabancji pozostawały w żywej łączności z beginkami, przyjmowały je do wspólnot i dzieliły z nimi pobożność, którą duchowieństwo zarazem podziwiało i nadzorowało.
Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego traktat Beatrycze powstał w języku ludowym. Pisała dla kobiet, które nie zawsze znały łacinę na tyle, by czytać traktaty teologiczne, ale które szukały słów dla tego, czego doświadczały. Zarazem żywot napisany po łacinie przez kapelana świadczy, że Kościół potrzebował przekładu takich doświadczeń na język instytucji: zatwierdzonego, uporządkowanego i wpisanego w kanon hagiografii. Dwujęzyczność dziedzictwa Beatrycze – niderlandzki traktat i łacińska Vita – jest zatem czymś więcej niż przypadkiem filologicznym. Odzwierciedla napięcie między głosem kobiety mówiącej o własnym doświadczeniu a głosem duchownego, który to doświadczenie interpretuje i legitymizuje.
Pamięć i odkrycie
Beatrycze nigdy nie została formalnie kanonizowana, choć w kręgu cystersów czczono ją jako błogosławioną. Przez stulecia jej imię związane było niemal wyłącznie z łacińskim żywotem, a jej własny tekst krążył anonimowo, czytany zapewne w klasztorach i domach beginek jako jedno z wielu pism budujących. Dopiero XX wiek przywrócił jej autorstwo i umieścił ją na początku dziejów niderlandzkiej prozy mistycznej.
Odkrycie to zmieniło także perspektywę historyków duchowości. Zamiast traktować kobiecą mistykę Niderlandów jako zjawisko widoczne jedynie w żywotach pisanych przez mężczyzn, można było usłyszeć głos jednej z jej przedstawicielek w pierwszej osobie, a raczej w osobie bezosobowej, bo Beatrycze pisze o duszy, nie o sobie. Ta dyskrecja jest może najbardziej cysterską cechą traktatu. Opis siedmiu sposobów miłości nie jest wyznaniem ani autobiografią, lecz próbą nazwania drogi, którą mogą przejść także inni. Właśnie dlatego tekst, krótki i niemal zapomniany przez siedem stuleci, wciąż czyta się jako przewodnik, a nie tylko jako zabytek języka.
