George Fox i Wewnętrzne Światło kwakrów
George Fox oparł Religijne Towarzystwo Przyjaciół na doświadczeniu światła Chrystusa obecnego w każdym człowieku, które nie potrzebuje kapłana, świątyni ani formuły, a z tego przekonania wyrosła protestancka mistyka ciszy, wspólnego oczekiwania i świadectwa składanego całym życiem.

Szewc szukający pocieszenia
George Fox urodził się w 1624 roku w Drayton-in-the-Clay, dziś Fenny Drayton, w hrabstwie Leicestershire, jako syn tkacza o purytańskiej pobożności. Nie odebrał wykształcenia uniwersyteckiego, terminował u szewca, który zajmował się także handlem wełną i bydłem, a ta skromna pozycja społeczna miała później znaczenie dla jego nauki: Fox nigdy nie uznał, że wykształcenie w Oksfordzie czy Cambridge czyni kogoś sługą Słowa. W 1643 roku, mając dziewiętnaście lat, opuścił dom rodzinny i przez kilka lat wędrował po środkowej Anglii, szukając u duchownych różnych odcieni rady na wewnętrzny niepokój, którego sam nie umiał nazwać.
Journal, autobiograficzna relacja podyktowana pod koniec życia i wydana pośmiertnie w 1694 roku w opracowaniu Thomasa Ellwooda, z przedmową Williama Penna, opisuje te lata jako czas rozczarowań. Jeden kapłan radził mu palić tytoń i śpiewać psalmy, inny chciał puścić mu krew, jeszcze inny rozgłosił jego zwierzenia. Relacja jest stylizowana i pisana z perspektywy założyciela ruchu, ale dobrze oddaje sedno: żadna instytucjonalna forma religii nie umiała odpowiedzieć na pytanie, które w nim płonęło. Wtedy, jak notuje, gdy utracił nadzieję we wszystkich ludziach, usłyszał głos mówiący, że jest ktoś, mianowicie Chrystus Jezus, kto może przemówić do jego stanu. To zdanie, umieszczone w Journal pod rokiem 1647, stało się kamieniem węgielnym kwakierskiej duchowości.
Odsłonięcia i światło sumienia
Fox nazywał swoje doświadczenia openings, „odsłonięciami”. Nie były to na ogół wizje w sensie obrazowym, lecz nagłe zrozumienia, które przychodziły bez pośrednictwa księgi czy nauczyciela: że wykształcenie nie czyni kapłanem, że Bóg nie mieszka w świątyniach zbudowanych rękami, że to samo światło, które oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat, jak mówi prolog Ewangelii Jana, jest obecne w sumieniu każdego, także w poganinie i w grzeszniku. Fox nie twierdził, że odkrywa nową prawdę; uważał, że przywraca chrześcijaństwo apostolskie, przysypane przez wieki odstępstwa.
Pojęcie, które później nazwano Wewnętrznym Światłem, u Foxa nosi wiele imion: światło Chrystusa, ziarno, nasienie Boże, to, co z Boga w każdym. Jego najsłynniejsze sformułowanie pochodzi z listu pisanego w 1656 roku, w którym wzywa Przyjaciół, by chodzili radośnie po świecie, odpowiadając temu, co z Boga w każdym człowieku. Formuła ta nie jest antropologicznym twierdzeniem o boskości ludzkiej natury, jak czasem odczytują ją współcześni; dla Foxa światło było darem Chrystusa, który oskarża grzech i prowadzi ku poprawie. Kto się mu poddaje, zostaje przemieniony; kto mu się opiera, doświadcza go jako sądu.
Z tego wynikała zasadnicza różnica między Foxem a purytańską ortodoksją. Dla kalwinistów Biblia była ostateczną normą, a łaska dana była wybranym. Fox szanował Pismo i znał je na pamięć, ale twierdził, że prawdziwe zrozumienie Pisma pochodzi z tego samego Ducha, który je natchnął, i że Duch ten jest dostępny wszystkim. Prowadziło to do oskarżeń o lekceważenie Biblii i o pychę duchową, które towarzyszyły ruchowi przez całe jego pierwsze dziesięciolecia.
Najboleśniej ujawniło się to niebezpieczeństwo w 1656 roku, gdy James Nayler, jeden z najzdolniejszych kaznodziejów pierwszego pokolenia, wjechał do Bristolu na koniu, otoczony zwolennikami śpiewającymi „Hosanna”, w geście naśladującym wjazd Chrystusa do Jerozolimy. Parlament uznał to za bluźnierstwo i skazał go na okrutne kary cielesne oraz więzienie. Fox, który już wcześniej popadł z Naylerem w konflikt, odciął się od tego wydarzenia, a całe zajście stało się dla ruchu lekcją, że wewnętrzne światło wymaga rozeznania we wspólnocie. Z tej lekcji wyrosły później zebrania, w których starsi Przyjaciele sprawdzali, czy poruszenia jednostek pochodzą od Ducha, czy z własnej woli.
Pendle Hill i lud do zgromadzenia
Rok 1652 uważany jest za datę narodzin ruchu. Wędrując po północnej Anglii, Fox wszedł na wzgórze Pendle Hill w Lancashire i, jak zapisał, ujrzał z jego szczytu miejsca, w których Pan ma wielki lud do zgromadzenia. W kilka tygodni później przemawiał na Firbank Fell do tłumu zgromadzonego na zboczu, w dużej mierze członków lokalnych grup zwanych Seekers, „Poszukującymi”, którzy porzucili formalne nabożeństwa w oczekiwaniu na odnowienie Kościoła. Wielu z nich przyjęło jego słowo i stało się zalążkiem wspólnoty.
Tego samego roku Fox przybył do Swarthmoor Hall, siedziby sędziego Thomasa Fella i jego żony Margaret. Margaret Fell, poruszona kazaniem wygłoszonym w miejscowym kościele, w którym Fox pytał słuchaczy, co mogą powiedzieć od siebie, a nie tylko powtarzać za apostołami, została jedną z najważniejszych postaci ruchu. Jej dom stał się ośrodkiem korespondencji, pomocy dla uwięzionych i organizacji wędrownych kaznodziejów. Sędzia Fell, choć sam nie przystąpił do Przyjaciół, chronił ich swoim autorytetem. Po jego śmierci w 1658 roku Margaret prowadziła działalność dalej, a w 1669 roku poślubiła Foxa. Jest też autorką pisma w obronie prawa kobiet do głoszenia słowa, Women’s Speaking Justified.
Nazwa „kwakrzy”, od angielskiego to quake, drżeć, była przezwiskiem. Journal wiąże ją z rokiem 1650, gdy sędzia Gervase Bennet w Derby, przed którym Fox stanął oskarżony o bluźnierstwo, nazwał jego zwolenników tym słowem po tym, jak Fox wezwał go, by zadrżał przed słowem Pana. Przezwisko mogło jednak mieć także związek z fizycznymi poruszeniami, które towarzyszyły zgromadzeniom w pierwszych latach. Członkowie ruchu nazywali siebie Dziećmi Światła, a potem Przyjaciółmi.
Zgromadzenie w milczeniu
Najbardziej rozpoznawalnym owocem nauki o świetle stało się nabożeństwo, w którym nie ma liturgii, kazania ani duchownego. Przyjaciele gromadzili się w zwykłym pomieszczeniu i siedzieli w ciszy, oczekując na poruszenie Ducha. Jeśli ktoś czuł się przynaglony, wstawał i mówił, modlił się lub czytał; jeśli nikt nie był poruszony, zgromadzenie mogło przebiec w całkowitym milczeniu. Ta forma, zwana meeting for worship, nie była wynalazkiem Foxa w sensie technicznym, bo podobne praktyki znali już niektórzy Seekers, ale on nadał jej teologiczne uzasadnienie i uczynił normą wspólnoty.
Milczenie w tej praktyce nie jest pustką ani wyłącznie ascetycznym wyrzeczeniem. Jest wspólnym czekaniem, w którym ludzie zrzucają z siebie własne myśli i słowa, by mogło przemówić to, co nie pochodzi z nich. Fox i pierwsi Przyjaciele opisywali je jako stan, w którym światło odsłania grzech, a następnie przynosi pokój. Nie istnieje w tej perspektywie podział na duchownych i świeckich, bo każdy może zostać poruszony; nie istnieje też sakrament w sensie zewnętrznego obrzędu, bo prawdziwy chrzest i prawdziwa komunia dokonują się w duchu. Przyjaciele odrzucili w konsekwencji zewnętrzne sakramenty, co oddzieliło ich od wszystkich innych wyznań protestanckich.
Historycy duchowości porównują to milczenie z kontemplacją w tradycjach katolickich i wschodnich, ale istnieje istotna różnica. Kontemplacja klasztorna jest zwykle osobistą drogą prowadzoną pod kierunkiem i w ramach reguły, podczas gdy kwakierskie milczenie jest od początku wspólnotowe i otwarte. Zgromadzenie razem czeka i razem rozeznaje, a tę samą metodę zastosowano później do podejmowania decyzji wspólnotowych, w których nie głosuje się, lecz szuka „poczucia zgromadzenia”.
Barclay i systematyzacja doświadczenia
Pierwsze pokolenie Przyjaciół pisało dużo, ale głównie w formie traktatów polemicznych, listów i świadectw cierpienia. Systematyczny wykład nauki dał dopiero szkocki teolog Robert Barclay w dziele Theologiae verae Christianae apologia, wydanym po łacinie w 1676 roku i po angielsku w 1678 roku jako An Apology for the True Christian Divinity. Barclay, wykształcony w kolegium szkockim w Paryżu i dobrze obeznany z teologią scholastyczną i reformowaną, przełożył doświadczenie Foxa na język piętnastu tez, poddanych szczegółowej argumentacji.
Kluczowe jest u niego rozróżnienie między wiedzą o Bogu, którą można zdobyć z ksiąg, a bezpośrednim, wewnętrznym objawieniem Ducha, które jest jedynym prawdziwym fundamentem wiary. Pismo jest u Barclaya normą wtórną, autentyczną i świętą, ale wtórną wobec Ducha, z którego pochodzi. Uniwersalne i zbawcze światło dane jest każdemu człowiekowi, także tym, którzy nigdy nie słyszeli o Chrystusie historycznym, a odrzucenie go jest jedyną przyczyną potępienia. Barclay opisuje również nabożeństwo w milczeniu jako najczystszą formę kultu, w której człowiek przestaje działać z własnej woli i pozwala działać Bogu.
Systematyzacja ta miała swoją cenę. Żywe, czasem chaotyczne doświadczenie pierwszych lat zostało ujęte w ramy, które ułatwiły obronę ruchu przed oskarżeniami o herezję, ale też przygotowały okres zwany później kwietystycznym, w którym ostrożność wobec ludzkiej aktywności w nabożeństwie zamieniła się niekiedy w bierność. To jednak już historia osiemnastowiecznych Przyjaciół.
Mistyka bez klasztoru
Fox był przede wszystkim kaznodzieją i organizatorem, a nie autorem traktatów mistycznych. Jego pisma są nierówne, często surowe, czasem gwałtowne w polemice. Mimo to jego doświadczenie należy do historii mistyki chrześcijańskiej: w jego centrum stoi przekonanie, że Bóg może być poznany bezpośrednio, w ciszy serca, bez pośrednictwa instytucji, i że to poznanie przemienia całe życie. Z tego przekonania wyrosły tak zwane świadectwa Przyjaciół – odmowa przysięgi, zwracanie się do każdego na „ty”, odmowa zdejmowania kapelusza przed możnymi, a od deklaracji z 1660 roku także odmowa noszenia broni. Były one nie tyle zbiorem zasad etycznych, ile zewnętrznym kształtem życia prowadzonego przez wewnętrzne światło.
Fox spędził w sumie kilka lat w więzieniach, podróżował do Irlandii, na Barbados, do kolonii północnoamerykańskich i do Niderlandów. Zmarł w Londynie w 1691 roku. Jego największym dziełem nie była żadna książka, lecz wspólnota, która przetrwała prześladowania, bo nauczyła się czekać w milczeniu na to, co, jak wierzyła, jest obecne w każdym jej członku. W ten sposób protestantyzm, zrodzony jako religia Słowa, wydał z siebie jedną z najbardziej konsekwentnych religii ciszy.
