Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Mistyka chrześcijańska

Thomas Gallus i afektywne odczytanie Dionizego

Thomas Gallus, kanonik od Świętego Wiktora i opat w Vercelli, odczytał pisma Pseudo-Dionizego tak, że szczytem drogi do Boga stała się nie najwyższa władza poznawcza, lecz miłujące dotknięcie ponad intelektem, i właśnie w tej postaci dionizyjska mistyka trafiła do późnośredniowiecznej Anglii.

Fresk szkoły lombardzkiej z XIV wieku przedstawiający opata Tomasza Gallusa na katedrze, mauzoleum w Sant’Andrea w Vercelli; fot. Carlo Dell’Orto – CC BY-SA 3.0
Fresk szkoły lombardzkiej z XIV wieku przedstawiający opata Tomasza Gallusa na katedrze, mauzoleum w Sant’Andrea w Vercelli; fot. Carlo Dell’Orto – CC BY-SA 3.0 · Wikimedia Commons

Wiktoryn z Vercelli i jego zadanie

O wczesnym życiu Tomasza wiadomo niewiele. Przydomek Gallus, czyli Francuz albo Galijczyk, otrzymał już we Włoszech, gdzie wyróżniał go paryski rodowód. Wykształcił się w opactwie kanoników regularnych Świętego Wiktora pod Paryżem, w środowisku, które od czasów Hugona i Ryszarda łączyło egzegezę z kontemplacją i traktowało drogę wewnętrzną jako przedmiot systematycznego namysłu. Około 1219 roku przybył do Vercelli w Piemoncie, gdzie kardynał Guala Bicchieri, były legat papieski w Anglii, ufundował klasztor Sant'Andrea i powierzył go wiktorynom. Tomasz został jego przeorem, a następnie pierwszym opatem. Kierował wspólnotą przez ponad dwadzieścia lat, aż do czasu, gdy wplątał się w lokalne konflikty polityczne między stronnictwem cesarskim a papieskim; na krótko musiał opuścić Vercelli, a zmarł w 1246 roku.

Biografia ta ma znaczenie dla historii idei, ponieważ pokazuje, że jedna z najbardziej wpływowych interpretacji Dionizego nie powstała na uniwersytecie, lecz w klasztorze, w rytmie liturgii i duszpasterstwa. Tomasz pisał dla ludzi, którzy mieli się modlić, a nie dla tych, którzy mieli dysputować. Jego komentarze nie przypominają kwestii scholastycznych, lecz są gęstymi parafrazami, w których każde zdanie źródła rozwija się w opis przeżycia.

Korpus przypisywany Dionizemu Areopagicie, uczniowi świętego Pawła, w rzeczywistości powstał około roku 500 w kręgu syryjskim i nosi wyraźne ślady neoplatonizmu Proklosa. Średniowieczny Zachód nie wiedział o tej pseudoepigrafii i czytał pisma jako niemal apostolskie. Czytał je jednak z trudem. Łacińskie przekłady Hilduina i Jana Szkota Eriugeny z IX wieku były niezwykle dosłowne, a nowsze tłumaczenie Jana Sarracena, wykonane w drugiej połowie XII wieku, choć jaśniejsze, nadal pozostawiało wiele zdań niezrozumiałymi. Wiktoryni, a zwłaszcza Hugo, komentowali już wcześniej Hierarchię niebiańską, ale całość korpusu pozostawała dla łacinników zagadką.

Tomasz podjął się tego zadania na dwa sposoby. Pierwszym była Extractio, ukończona według kolofonu w 1238 roku: parafraza całego korpusu, w której zachował strukturę tekstu, lecz zastąpił trudne zwroty własnymi sformułowaniami, łącząc przekład Eriugeny z przekładem Sarracena i dodając krótkie objaśnienia. Była to praca w gruncie rzeczy edytorska, a jej celem było udostępnienie Dionizego czytelnikowi, który nie miał czasu na żmudną analizę słowa po słowie. Extractio szybko weszła do zbiorów zawierających korpus dionizyjski i krążyła w nich obok tradycyjnych przekładów.

Drugim sposobem była Explanatio, wielki komentarz do wszystkich pism Dionizego, pisany w latach czterdziestych XIII wieku, poprzedzony wcześniejszymi glosami do Teologii mistycznej. Komentarz ten jest rozbudowany i ciężki, ale to w nim Tomasz najpełniej wyłożył własną naukę. Do tego dochodzą trzy komentarze do Pieśni nad Pieśniami, z których ostatni ukończył w 1243 roku; łączą one dionizyjską hierarchię z biblijną poezją miłości i są konieczne, by zrozumieć, jak Tomasz przekształcił swoje źródło.

Szczyt uczucia ponad intelektem

U samego Dionizego zjednoczenie z Bogiem jest wejściem w mrok, w którym umysł porzuca zarówno zmysły, jak i pojęcia, i staje się jednym z Tym, który przekracza wszelkie poznanie. Grecki autor używa języka wiedzy i niewiedzy; mówi o poznaniu ponad umysłem, ale nie przeciwstawia umysłowi miłości jako odrębnej władzy. Tomasz Gallus wprowadził do tej nauki rozróżnienie, które zmieniło jej sens. Dusza ma według niego dwie zasadnicze moce: poznawczą, której szczytem jest intelekt, i uczuciową, której szczytem jest to, co nazywał principalis affectio albo apex affectionis, wierzchołek uczucia. Tę najwyższą władzę utożsamiał ze scintilla synderesis, iskrą sumienia, terminem przejętym z tradycji moralnej i przeniesionym do mistyki.

Intelekt może się wznieść wysoko, może kontemplować Boga w stworzeniach, w Piśmie, w hierarchiach anielskich, ale w pewnym punkcie musi zostać odłożony. Ostateczne zjednoczenie nie dokonuje się bowiem przez poznanie, lecz przez uczucie, które sięga tam, dokąd nie dociera myśl. Tomasz mówi o „ekstatycznej miłości” i o excessus mentis, wyjściu umysłu poza siebie, ale nadaje temu wyjściu charakter afektywny: to nie oświecony intelekt dotyka Boga w mroku, lecz miłość, która zostawia intelekt na progu. W ten sposób dionizyjski „boski mrok” staje się miejscem spotkania kochającego z ukochanym, a jego język łączy się z erotyką Pieśni nad Pieśniami.

Interpretacja ta nie była zupełnie bez podstaw. Wiktoryni wcześniej wiązali kontemplację z miłością, a Ryszard od Świętego Wiktora pisał o stopniach gwałtownej miłości. Dionizy sam zresztą mówił o eros jako sile ekstatycznej, która wyprowadza kochającego z niego samego. Ale dopiero Tomasz ujął rzecz systemowo: rozdzielił władze, ustalił ich hierarchię i umieścił miłość na samym szczycie, ponad intelektem. Był to krok o konsekwencjach znacznie poważniejszych niż drobna korekta egzegetyczna, bo zmienił odpowiedź na pytanie, czym jest najwyższa forma życia duchowego.

Dziewięć chórów w jednym umyśle

Szczególnie oryginalnym pomysłem Tomasza było przeniesienie dionizyjskiej hierarchii anielskiej do wnętrza człowieka. W Hierarchii niebiańskiej dziewięć chórów aniołów, od aniołów po serafinów, tworzy kosmiczną drabinę, po której światło Boże zstępuje i po której stworzenia się wznoszą. W prologu do ostatniego komentarza do Pieśni nad Pieśniami Tomasz opisuje umysł jako uporządkowany tak samo: ma on dziewięć stopni, odpowiadających dziewięciu chórom, a droga kontemplacyjna polega na przechodzeniu od najniższych, związanych z naturalną aktywnością poznawczą, do najwyższych, w których działa już tylko łaska. Trzy najniższe należą do natury, trzy środkowe do współdziałania natury i łaski, trzy najwyższe do samej łaski.

Na szczycie tej wewnętrznej hierarchii, w miejscu serafinów, których imię wiązano z płonięciem, stoi właśnie apex affectionis. Cherubini, kojarzeni z pełnią wiedzy, zajmują stopień niższy. Zestawienie to nie było przypadkowe: w tradycji łacińskiej serafini oznaczali miłość, a cherubini poznanie, więc samo uporządkowanie chórów potwierdzało wyższość uczucia nad intelektem. Taki „hierarchiczny umysł” pozwalał Tomaszowi połączyć kosmologię Dionizego z psychologią wiktorynów i przedstawić życie duchowe jako odtwarzanie w duszy porządku nieba. Pomysł ten okazał się płodny: obraz wewnętrznej drabiny anielskiej powracał później u autorów franciszkańskich i kartuzów, którzy opisywali modlitwę jako wznoszenie się przez kolejne stopnie ku miłości wolnej od obrazów.

Opat i franciszkanin

Do historii Tomasza należy także jego przyjaźń z Antonim Padewskim, portugalskim franciszkaninem, który w latach dwudziestych XIII wieku działał jako kaznodzieja w północnych Włoszech. Według tradycji Antoni przebywał w Vercelli, studiował z opatem pisma Dionizego, a Tomasz miał wspominać go z podziwem jako człowieka, w którym miłość przenikała wiedzę głębiej niż u wielu uczonych. Świadectwo to pochodzi jednak głównie z późniejszych przekazów franciszkańskich, a szczegóły tej znajomości trudno dziś zweryfikować. Nie ma też pewności, jak głęboko Antoni przejął interpretację wiktoryna.

Bez względu na ścisłość szczegółów spotkanie to dobrze obrazuje kierunek wpływu. Afektywna lektura Dionizego znalazła najżyźniejszy grunt właśnie wśród franciszkanów, którzy kładli nacisk na miłość, ubóstwo i naśladowanie Chrystusa, a do intelektualizmu scholastycznego podchodzili z rezerwą. W XIII wieku franciszkańscy mistrzowie, z Bonawenturą na czele, korzystali z tego ujęcia, kartuz Hugo z Balmy rozwinął je w traktacie Viae Sion lugent, a późniejsza mistyka przyjęła jako oczywistość to, co u Tomasza było jeszcze śmiałą tezą: że miłość wie więcej niż wiedza.

Droga do angielskiego obłoku

Najbardziej trwałym skutkiem pracy opata z Vercelli była angielska mistyka XIV wieku. Anonimowy autor Obłoku niewiedzy, pisząc po angielsku dla kontemplatyka, który szuka Boga w ciemności, wypowiada się o tym, że Boga nie można pojąć myślą, lecz można Go dosięgnąć miłością. Ten sam autor sporządził Deonise Hid Divinite, przekład Teologii mistycznej na język angielski, i zaznaczył, że opiera się nie tylko na tekście łacińskim Sarracena, lecz także na wykładzie „opata od Świętego Wiktora”, jak nazywa wiktoryńskiego komentatora. Badacze od dawna wskazują, że to właśnie Extractio i komentarze Tomasza stanowiły zasadniczą ramę, przez którą autor angielski rozumiał Dionizego.

Znaczy to, że angielski kontemplatyk czytał Areopagitę oczami wiktoryna, a nie w surowym przekładzie. Przekonanie, że w obłoku niewiedzy działa nie oświecony umysł, lecz „ślepe poruszenie miłości”, jest dalekim echem rozróżnienia między intelektem a apex affectionis. Nie trzeba streszczać angielskiego traktatu, by zobaczyć tę ciągłość: wystarczy porównać język, w którym obydwaj autorzy opisują porzucenie pojęć na progu zjednoczenia i ruch, który sięga dalej niż one.

Spór o to, czym jest szczyt

Interpretacja Tomasza nie pozostała bez sprzeciwu. W XV wieku, w sporze o mistyczną teologię prowadzonym między kartuzami a kręgiem Mikołaja z Kuzy, wysuwano zarzut, że afektywne ujęcie fałszuje Dionizego, który nigdy nie oddzielał miłości od poznania. Kartuz Wincenty z Aggsbach bronił poglądu, że zjednoczenie dokonuje się w uczuciu bez udziału intelektu; Kuzańczyk i jego zwolennicy odpowiadali, że nie można kochać tego, czego się w żaden sposób nie zna, i że mrok Dionizego jest mrokiem umysłu przekraczającego samego siebie. Spór ten pokazał, że Tomasz nie był jedynie komentatorem, lecz twórcą jednej z dwóch wielkich linii zachodniej lektury Areopagity.

Współcześni historycy mają skłonność, by oceniać tę lekturę jako przesunięcie akcentów, a nie jako zwykłą pomyłkę. Tomasz Gallus odczytał grecki tekst w świetle łacińskiej tradycji miłości, od Augustyna przez Bernarda z Clairvaux po Ryszarda od Świętego Wiktora, i stworzył syntezę, która nie była już ani czysto dionizyjska, ani czysto wiktoryńska. Jego znaczenie polega na tym, że nadał zachodniej mistyce trwałą intuicję: najgłębsza wiedza o Bogu może nie być wiedzą, lecz przylgnięciem, a tam, gdzie milkną pojęcia, wciąż jeszcze może mówić serce.