Charles Williams i okultystyczna teologia powieści
Charles Williams, członek Bractwa Różokrzyża Arthura Edwarda Waite'a, a później jeden z oksfordzkich Inklingów, przejął z tradycji ceremonialnej magii język obrazów, mocy i rytuału, by przekształcić go w chrześcijańską teologię współinherencji, w której zło jest wypaczeniem wymiany, a zbawienie polega na wzajemnym dźwiganiu cudzych ciężarów.

Wydawca z Amen Corner
Przez większą część dorosłego życia Charles Williams (1886–1945) był pracownikiem londyńskiego oddziału Oxford University Press, którego biura mieściły się przy Amen Corner, w cieniu katedry św. Pawła. Nie ukończył studiów z powodu braku pieniędzy, a jego wykształcenie było w dużej mierze dziełem własnej lektury. W wydawnictwie redagował, korygował, pisał wstępy i z czasem stał się jednym z jego najbardziej cenionych redaktorów. Równolegle tworzył poezję, dramaty, biografie, krytykę literacką i teologię, a także siedem powieści, które krytycy często nazywają „nadprzyrodzonymi thrillerami”.
To połączenie biurowej rutyny i wizjonerskiej wyobraźni jest charakterystyczne dla całej jego twórczości. Powieści Williamsa rozgrywają się zwykle w scenerii prozaicznej – w wydawnictwie, na podmiejskim osiedlu, w wiejskiej parafii – do której wtargnęła nagle moc archetypiczna: święty przedmiot, platońska idea, duch zmarłego. Bohaterowie są urzędnikami, duchownymi, starszymi paniami i młodymi kobietami pracującymi w biurze, a mimo to muszą zmierzyć się z rzeczywistością, którą tradycja nazywa nadprzyrodzoną. Williams nie traktował tego kontrastu jako chwytu fabularnego. Był przekonany, że w samej codzienności, w najzwyklejszych relacjach i obowiązkach, działa ta sama struktura łaski i odpowiedzialności, którą religie opisują w swoich misteriach.
Bractwo Różokrzyża Waite'a
W 1917 roku Williams został przyjęty do Fellowship of the Rosy Cross, bractwa założonego dwa lata wcześniej przez Arthura Edwarda Waite'a. Organizacja ta była spadkobierczynią jednej z linii, które wyłoniły się z rozpadu Złotego Brzasku, ale zgodnie z przekonaniami Waite'a odeszła od magii ceremonialnej na rzecz kontemplacyjnego mistycyzmu chrześcijańskiego. Jej rytuały, pisane przez samego Waite'a, wykorzystywały symbolikę kabały, różokrzyżowców i Graala, by prowadzić uczestników przez stopnie duchowego oczyszczenia i zjednoczenia.
Williams pozostawał członkiem bractwa przez kilka lat w latach dwudziestych i osiągnął w nim wyższe stopnie. Wiemy o tym głównie z jego biografii i korespondencji, natomiast samo doświadczenie rytualne pozostaje słabo udokumentowane, co jest zrozumiałe w przypadku organizacji związanej przysięgą milczenia. Ważniejsze od szczegółów jest to, co z tego okresu przetrwało w jego pisarstwie: wyczucie hierarchii duchowych światów, przekonanie, że symbole mają realną moc, oraz znajomość języka, którym tradycja zachodniego okultyzmu opisywała relacje między człowiekiem a siłami wyższymi.
Kluczowe jest to, że Williams nie stał się okultystą w znaczeniu, jakie nadali temu słowu Mathers czy Crowley. Był anglikaninem, praktykującym i ortodoksyjnym w podstawowych kwestiach wiary. Okultyzm interesował go jako dziedzina, w której ludzka wola wchodzi w kontakt z mocą, i właśnie dlatego jako dziedzina szczególnego ryzyka. Jego powieści można czytać jako długi namysł nad pytaniem, co dzieje się z człowiekiem, który chce posiąść moc dla siebie, a co z tym, który przyjmuje ją jako dar przeznaczony dla innych.
Graal w parafii Fardles
Pierwsza opublikowana powieść Williamsa, War in Heaven (1930), zaczyna się od trupa znalezionego pod biurkiem w londyńskim wydawnictwie. Kryminalny początek szybko ustępuje jednak innej intrydze. W wiejskim kościele w Fardles archidiakon Julian Davenant odkrywa, że zwyczajny kielich w zakrystii jest Graalem. O naczynie rozpoczyna się walka, w której po jednej stronie staje archidiakon, katolicki książę i młody wydawca, a po drugiej Gregory Persimmons, emerytowany wydawca, który praktykuje czarną magię i chce wykorzystać Graal do własnych celów.
W scenach ukazujących Persimmonsa Williams posługuje się bogatą wiedzą o wyobrażeniach związanych z sabatem, maściami i zaklęciami, ale nie robi tego dla taniego efektu. Interesuje go psychologia złej woli: Persimmons pragnie nie tyle władzy nad światem, ile przyjemności posiadania drugiego człowieka, zwłaszcza dziecka, którego duszę chce pozyskać. Magia staje się tu formą duchowego zawłaszczenia, zaprzeczeniem miłości, która zawsze pozostawia drugiego wolnym.
Graal z kolei nie jest w powieści talizmanem, który zapewnia zwycięstwo. Archidiakon traktuje go z dziwną obojętnością, przekonany, że jest tylko jednym z wielu naczyń, przez które działa Bóg, i że jego utrata nie zmniejsza rzeczywistości sakramentu. Rozwiązanie przynosi tajemniczy młody człowiek, który okazuje się Janem Prezbiterem, legendarnym strażnikiem Graala. Odprawia on mszę, podczas której archidiakon umiera przy ołtarzu. Rozstrzygnięcie nie ma charakteru magicznego pojedynku, lecz liturgii: zło zostaje pokonane nie przez silniejszą moc, ale przez ofiarę, w której moc zostaje oddana.
Ścieżki potęgi i ofiary
W kolejnych latach Williams napisał Many Dimensions (1931), w której przedmiotem walki jest kamień z korony Salomona, umożliwiający przenoszenie się w czasie i przestrzeni, oraz The Place of the Lion (1931), gdzie platońskie archetypy – Lew, Orzeł, Wąż, Motyl – wkraczają do angielskiego miasteczka i wchłaniają rzeczywistość. Powieść o atutach tarota, The Greater Trumps (1932), należy do tego samego cyklu, choć jej problematyka zasługuje na odrębne omówienie. We wszystkich tych książkach powraca ten sam wzór: przedmiot lub siła o pierwotnym, archetypicznym charakterze staje się przedmiotem pożądania, a bohaterowie dzielą się na tych, którzy chcą ją wykorzystać, i tych, którzy uczą się jej służyć.
Williams nie ukrywa, że pokusa użycia mocy jest realna i że ludzie dobrzy mogą jej ulec równie łatwo jak źli. Dlatego w jego powieściach ważniejsza od konfrontacji z czarnym magiem jest wewnętrzna przemiana postaci, która musi zrezygnować z własnej woli posiadania. W The Place of the Lion młoda kobieta, Damaris Tighe, badaczka średniowiecznej filozofii traktująca dawne nauki o istotach duchowych wyłącznie jako przedmiot studiów, odkrywa, że idee, o których pisze, są żywymi istotami, i że jej chłodny intelektualizm był formą duchowej pychy. Erudycja ezoteryczna nabiera sensu dopiero wtedy, gdy staje się pokorą.
Zejście do piekła i nauka o zastępstwie
Najdojrzalsza teologicznie powieść Williamsa, Descent into Hell (1937), rozgrywa się na podmiejskim osiedlu Battle Hill, gdzie amatorski zespół przygotowuje przedstawienie sztuki poety Petera Stanhope'a. Młoda Pauline Anstruther od dzieciństwa boi się spotkania z własnym sobowtórem. Stanhope proponuje jej rzecz pozornie absurdalną: niech pozwoli mu nieść swój lęk, tak jak można nieść cudzy pakunek. Pauline przyjmuje ofertę i odkrywa, że lęk ją opuszcza. W kulminacyjnej scenie ona sama, przechodząc przez czas, przejmuje strach swego przodka, protestanckiego męczennika spalonego na stosie w XVI wieku, który przed śmiercią doznał nagle niewytłumaczalnego pokoju.
Obok tej linii biegnie inna, odwrotna. Lawrence Wentworth, historyk wojskowości, zazdrosny o rywala, tworzy w wyobraźni sukkuba na wzór kobiety, której pożąda, i stopniowo zamyka się w świecie, w którym nie istnieje nikt poza nim samym. Jego zejście do piekła nie ma w sobie nic spektakularnego. Polega na serii drobnych odmów, na wyborze iluzji zamiast rzeczywistości, aż w końcu zostaje mu tylko pustka. Williams pokazuje piekło jako stan, który człowiek wybiera sam, odmawiając udziału we wzajemności.
Właśnie tutaj leży serce jego teologii, którą nazwał nauką o substituted love, miłości zastępczej, oraz o współinherencji. Pojęcie co-inherence Williams rozwinął szerzej w książce The Descent of the Dove (1939), historii Ducha Świętego w Kościele. Oznacza ono, że żadna osoba nie istnieje sama dla siebie: życie każdego człowieka przenika życie innych, a łaska krąży między nimi poprzez wymianę. Chrystus, który bierze na siebie grzech świata, jest najwyższym przykładem tej zasady, ale zasada ta działa także w najzwyklejszych sytuacjach, gdy ktoś bierze na siebie czyjś niepokój, ból czy obowiązek. W 1939 roku Williams założył luźną wspólnotę, nazywaną Zakonem Współinherencji, której członkowie mieli świadomie praktykować tę wymianę.
Czarownictwo jako wypaczona wymiana
Przeprowadzka Oxford University Press do Oksfordu po wybuchu wojny w 1939 roku zbliżyła Williamsa do kręgu Inklingów. Spotykał się z Lewisem, J.R.R. Tolkienem i innymi w pubach i pokojach college'ów, czytał im swoje teksty i prowadził wykłady na uniwersytecie, mimo braku formalnego stopnia. Lewis podziwiał go bez zastrzeżeń; Tolkien, choć lubił go osobiście, odnosił się do jego mitologii z wyraźną rezerwą.
W tym okresie Williams wydał książkę Witchcraft (1941), która stanowi rodzaj teoretycznego podsumowania jego okultystycznych zainteresowań. Jest to historia wyobrażeń o czarownictwie od późnej starożytności przez średniowiecze po procesy czarownic epoki nowożytnej. Williams nie jest tu ani łatwowiernym zwolennikiem tezy o rzeczywistym kulcie diabła, ani racjonalistą, który traktuje całe zjawisko jako zbiorowe złudzenie. Interesuje go raczej to, co czarownictwo mówi o ludzkiej woli. W jego interpretacji jest ono pragnieniem osiągnięcia mocy i przyjemności z pominięciem wzajemności, próbą zbudowania świata, w którym inni są tylko narzędziami.
Książka zachowuje przy tym trzeźwość wobec okrucieństw, których dokonano w imię walki z czarownictwem. Williams widzi w procesach nie mniejsze zło niż w samych praktykach, które miały być ich przedmiotem, bo jedni i drudzy ulegli tej samej pokusie władzy. To spostrzeżenie łączy się z jego najgłębszą intuicją: zło nie jest siłą zewnętrzną wobec dobra, lecz jego wypaczeniem, odwróceniem tej samej struktury wymiany, na której opiera się miłość.
Ostatnia powieść Williamsa, All Hallows' Eve (1945), ukończona tuż przed jego niespodziewaną śmiercią w maju tegoż roku, przedstawia Londyn po nalotach widziany oczami zmarłej kobiety i ukazuje maga, który próbuje zapanować nad duszami umarłych. Jest to ostatnia wersja tego samego dramatu, który Williams opisywał przez całe życie. Język magii, przejęty z tradycji ezoterycznej, posłużył mu do ukazania chrześcijańskiej prawdy, że władza zdobyta kosztem innych zamyka w piekle samotności, a moc przyjęta jako dar dla innych staje się drogą do wspólnoty.
