Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Okultyzm nowoczesny

Mistrz Philippe z Lyonu na dworze Mikołaja II

Nizier Anthelme Philippe, lyoński uzdrowiciel bez dyplomu, którego paryscy okultyści nazywali swoim duchowym mistrzem, w latach 1901–1902 zdobył zaufanie Mikołaja II i Aleksandry Fiodorowny, stając się łącznikiem francuskiego okultyzmu z dworem Romanowów i wyznaczając drogę, którą kilka lat później przeszedł Rasputin.

Nizier Anthelme Philippe, zwany Mistrzem Philippe'em z Lyonu (1849–1905) – domena publiczna
Nizier Anthelme Philippe, zwany Mistrzem Philippe'em z Lyonu (1849–1905) – domena publiczna · Wikimedia Commons

Rzeźnik z Lyonu, który modlił się za chorych

Philippe urodził się w 1849 roku w Sabaudii, w wiejskiej rodzinie z okolic Loisieux, w regionie, który należał wówczas jeszcze do Królestwa Sardynii. Jako nastolatek przybył do Lyonu i pracował w sklepie mięsnym krewnego. Już wtedy, według przekazów uczniów, zaczęto mu przypisywać niezwykłe zdolności: chorzy mieli doznawać ulgi po rozmowie z nim, a wieść o tym rozchodziła się po robotniczych dzielnicach miasta. Próbował studiować medycynę, lecz jego praktyki uzdrowicielskie szybko wzbudziły sprzeciw środowiska lekarskiego i jego kariera akademicka się nie powiodła.

W następnych dekadach prowadził w Lyonie sesje, na które przychodziły dziesiątki, a czasem setki osób. Zbierano się w skromnych salach, rozmawiano, modlono się, a Philippe zwracał się do obecnych z prostymi pouczeniami i obietnicą, że niebo wysłucha prośby. Nie stosował rytuałów magicznych w ścisłym sensie ani nie posługiwał się aparaturą magnetyzerów, choć współcześni często zaliczali go do tej kategorii. Jego metoda, jeśli w ogóle można o niej mówić, sprowadzała się do modlitwy i do wymagania od chorego moralnej przemiany. Według relacji uczniów prosił niekiedy o drobne wyrzeczenia, na przykład o powstrzymanie się przez pewien czas od złego słowa o bliźnich, jako o cenę uzdrowienia.

Władze kilkakrotnie wytaczały mu procesy o nielegalne wykonywanie zawodu lekarza. Kończyły się one zwykle grzywnami, ale nie przerwały jego działalności. Dla zwolenników prześladowania były raczej potwierdzeniem jego misji niż jej podważeniem. Trwały związek z Lyonem przypieczętowało małżeństwo z jedną z jego pacjentek, które zapewniło mu niezależność materialną i dom na przedmieściach.

Okultyści szukają świętego

W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku Philippe zetknął się z paryskim środowiskiem okultystycznym, a zwłaszcza z Papusem, który uznał go za swojego duchowego mistrza. Ten szczegół jest kluczowy dla zrozumienia dalszych wypadków. Okultyzm francuski fin de siècle był ruchem erudytów, autorów traktatów, organizatorów zakonów i lóż, ludzi, którzy wiele pisali o wtajemniczeniu, lecz nie zawsze mogli wskazać żywego wtajemniczonego. Philippe był dla nich odpowiedzią: człowiekiem, który nie pisał książek, nie znał kabały, nie ubiegał się o stopnie, a mimo to wydawał się posiadać to, o czym oni tylko czytali.

Paradoks tej relacji polega na tym, że Philippe nie przejmował się okultyzmem. Według świadectw uczniów odnosił się do magii z rezerwą, a niekiedy z ironią, przestrzegając przed próbami panowania nad siłami niewidzialnymi. Wiązał się z okultystami, ale ich nie naśladował; to raczej oni próbowali dostosować swoje systemy do jego prostej, ewangelicznej pobożności. W jego otoczeniu pojawiło się kilka postaci, które później odegrały ważną rolę w duchowym życiu Francji: zięć Emmanuel Lalande, lekarz i pisarz ezoteryczny znany pod pseudonimem Marc Haven, oraz młody Yvon Le Loup, który przyjął pseudonim Paul Sédir.

Przez nich Philippe zyskał rozgłos poza Lyonem. Opowieści o jego uzdrowieniach krążyły w salonach, a wśród osób szukających pomocy pojawiali się arystokraci i cudzoziemcy. Jedną z dróg, którymi jego sława dotarła do Rosji, były kontakty z rodziną książąt Czarnogóry, a zwłaszcza z wielkimi księżnymi Milicą i Anastazją, córkami czarnogórskiego władcy, wydanymi za członków rodu Romanowów. Obie siostry interesowały się mistyką i okultyzmem, a w Petersburgu uchodziły za pośredniczki między dworem a światem duchowych poszukiwań.

Carskie Sioło

Spotkanie Philippe'a z parą cesarską nastąpiło w 1901 roku. Według większości relacji pierwsze osobiste spotkanie odbyło się we Francji, w Compiègne, podczas wizyty Mikołaja II we wrześniu tego roku, a niedługo potem Philippe przybył do Rosji. Zamieszkał w pobliżu rezydencji carskich, odbywał długie rozmowy z cesarzem i cesarzową, modlił się z nimi i, według świadectw, udzielał im rad dotyczących spraw osobistych i państwowych. Jego wpływ, choć trudny do precyzyjnego zmierzenia, był wystarczająco duży, by budzić niepokój ministrów i policji.

Grunt był dobrze przygotowany. Mikołaj i Aleksandra byli ludźmi głębokiej, osobistej pobożności, a cesarzowa, wychowana w protestanckich Niemczech i nawrócona na prawosławie przed ślubem, przyjęła nową wiarę z żarliwością neofitki. Interesowała ją mistyka, żywoty świętych, cudowne ikony i postaci starców, w których widziała żywy kontakt z Bogiem. W takim klimacie francuski uzdrowiciel, mówiący o modlitwie, a nie o magii, nie wydawał się obcym ciałem, lecz kimś pokrewnym rosyjskim „ludziom Bożym”. Niektóre przekazy łączą nawet jego wpływ z gorliwością, z jaką para cesarska popierała kanonizację Serafina z Sarowa w 1903 roku, choć ten związek pozostaje hipotezą, a nie ustaleniem.

Najważniejszą troską pary cesarskiej w tym okresie był brak następcy tronu. Aleksandra urodziła cztery córki, a prawo sukcesji wymagało syna. Philippe, jak głosi przekaz, zapewniał cesarzową, że modlitwa zostanie wysłuchana. W 1902 roku Aleksandra przeżyła ciążę urojoną, której zakończenie stało się dla dworu bolesnym rozczarowaniem i dla przeciwników Philippe'a argumentem przeciw jego wpływowi. Mimo to zaufanie cesarza nie wygasło całkowicie: według wielu relacji Mikołaj II wystarał się dla swojego gościa o dyplom doktora medycyny Wojskowej Akademii Medycznej i o rangę urzędniczą, co było gestem bezprecedensowym wobec cudzoziemca bez formalnego wykształcenia. Dyplom miał zarazem wymiar symboliczny: człowiek, którego francuskie sądy karały za leczenie bez uprawnień, otrzymywał w Rosji tytuł, jakiego odmówiła mu ojczyzna. Dla jego zwolenników była to rehabilitacja, dla przeciwników dowód, że cesarska łaska może zastąpić wiedzę i procedurę.

Przeciwnicy nie próżnowali. Szef rosyjskiej policji politycznej działającej za granicą, Piotr Raczkowski, gromadził materiały kompromitujące Philippe'a, w tym informacje o jego procesach we Francji. Raporty te trafiały do cara, który jednak reagował na nie niechętnie, a gdy Raczkowski niedługo potem stracił stanowisko, wielu obserwatorów wiązało tę dymisję właśnie ze sprawą Philippe'a. Epizod ten pokazuje, jak bardzo sprawa lyońskiego uzdrowiciela stała się kwestią polityczną: zaufanie cesarza do człowieka spoza dworskich struktur było postrzegane jako zagrożenie dla porządku, w którym dostęp do władcy podlegał ścisłej kontroli.

Dzwonek i obietnica

Philippe opuścił Rosję w 1902 roku i nigdy tam nie wrócił. Wokół jego pożegnania narosły opowieści, które trudno zweryfikować. Najsłynniejsza głosi, że podarował cesarzowej dzwonek, który miał dzwonić, gdy zbliżą się do niej ludzie o złych zamiarach. Inna mówi, że przepowiedział przyjście innego przyjaciela, który zajmie jego miejsce. Te przekazy pochodzą w dużej mierze z wspomnień spisanych po latach, często już po tragicznym końcu dynastii, i noszą wyraźne ślady interpretacji retrospektywnej. Historyk powinien traktować je jako świadectwa pamięci, a nie jako dokumenty.

Ostatnie lata Philippe'a przyniosły osobiste ciosy. W 1904 roku zmarła jego córka Victoire, żona Lalande'a, a sam uzdrowiciel podupadł na zdrowiu. Zmarł w sierpniu 1905 roku w swoim domu w L'Arbresle pod Lyonem. Pochowano go na lyońskim cmentarzu Loyasse, a jego grób stał się miejscem pielgrzymek, które trwają do dziś; krąg uczniów przechowywał pamięć o nim przez kolejne dziesięciolecia. Korespondencja z Petersburgiem, według przekazów, nie urwała się całkowicie po jego wyjeździe, choć jej zakres pozostaje nieznany, a wpływ na decyzje dworu po 1902 roku był już niewielki.

W tym samym 1905 roku do Petersburga przybył syberyjski wędrowiec Grigorij Rasputin, który wkrótce zyskał przystęp do pary cesarskiej, również za pośrednictwem czarnogórskich księżnych. Zbieżność dat i osób była później wielokrotnie podkreślana. Nie należy jednak przesadzać z analogią: Rasputin wywodził się z innej tradycji, z prawosławnej religijności ludowej i środowisk wędrownych mnichów, a jego relacja z rodziną cesarską miała odmienny charakter, związany przede wszystkim z chorobą carewicza Aleksego. Philippe był raczej poprzednikiem w sensie strukturalnym: pokazał, że do cesarza może dotrzeć człowiek z zewnątrz, obdarzony charyzmą religijną, i że jego wpływ może przetrwać sprzeciw instytucji.

Świadectwa Sédira

Najważniejszym źródłem wiedzy o duchowej postaci Philippe'a są pisma jego uczniów, a wśród nich szczególne miejsce zajmuje Paul Sédir. W swoich późniejszych książkach Sédir rzadko wymieniał nauczyciela z nazwiska, ale wielokrotnie opisywał postać mistrza, w której czytelnicy rozpoznawali lyońskiego uzdrowiciela. W opowieściach zebranych w tomie Initiations pojawia się tajemniczy przewodnik duchowy, którego rysy, według zgodnej opinii komentatorów, zostały wzorowane na Philippe'ie.

Obraz, jaki wyłania się z tych świadectw, jest obrazem człowieka głęboko chrześcijańskiego, choć niezwiązanego z żadną instytucją kościelną. Philippe nauczał o Chrystusie jako jedynym przewodniku, o modlitwie jako jedynej skutecznej sile i o miłości bliźniego jako warunku postępu duchowego. Odrzucał magię, której celem jest panowanie, i przestrzegał przed pychą tych, którzy szukają tajemnej wiedzy dla własnej chwały. W tej perspektywie jego uzdrowienia nie były aktem mocy, lecz odpowiedzią nieba na prośbę, a on sam – pokornym pośrednikiem.

Świadectwa uczniów mają oczywiście swoje ograniczenia. Pisane z perspektywy czci, nie poddają się krytyce, a ich autorzy byli zainteresowani tym, by przedstawić mistrza w świetle jak najkorzystniejszym. Nie mają też wiele do powiedzenia o politycznej stronie jego pobytu w Rosji, która dla historyka jest równie ważna jak duchowa. Mimo to pozwalają zrozumieć, dlaczego ludzie tak różni jak lyońscy robotnicy, paryscy okultyści i rosyjska para cesarska szukali u niego tego samego: pewności, że modlitwa ma moc, i obecności kogoś, kto wydawał się tę moc ucieleśniać.

Historia Philippe'a na dworze Mikołaja II ukazuje zarazem zakres i granice wpływu okultyzmu belle époque. Francuskie środowiska ezoteryczne dotarły przez niego do samego serca jednego z najpotężniejszych imperiów świata. Ale to nie ich doktryny, nie kabała ani tarot, przekonały cesarzową, lecz prosta pobożność człowieka, który wolał mówić o Ewangelii niż o tajemnych naukach. Okultyści dali mu rozgłos; on sam dał im lekcję, której nie wszyscy chcieli się nauczyć.