Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Okultyzm nowoczesny

Stanisław Przybyszewski i Synagoga szatana

Stanisław Przybyszewski, piszący w Berlinie lat dziewięćdziesiątych XIX wieku po niemiecku, uczynił z szatana kategorię modernistycznej antropologii – figurę buntu, pożądania i nieświadomych głębi duszy – opierając się na historii czarownictwa, procesów i czarnej mszy oraz na lekturze Huysmansa.

Portret Stanisława Przybyszewskiego pędzla Anny Costenoble, 1895 – domena publiczna
Portret Stanisława Przybyszewskiego pędzla Anny Costenoble, 1895 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Berlin i krąg „Czarnego Prosiaka”

Przybyszewski urodził się w 1868 roku w Łojewie na Kujawach, gimnazjum ukończył w Wągrowcu, a w 1889 roku wyjechał na studia do Berlina, gdzie zaczynał od architektury, a potem przeszedł na medycynę. Studiów nie ukończył, za to szybko wszedł w środowisko artystyczne miasta. Na początku lat dziewięćdziesiątych należał do grupy pisarzy i malarzy, zbierających się w małej winiarni przy Unter den Linden, którą August Strindberg nazwał „Zum schwarzen Ferkel”, czyli „Pod Czarnym Prosiakiem”. Bywali tam m.in. Strindberg, Edvard Munch, Richard Dehmel, Holger Drachmann i norweska pisarka Dagny Juel, która w 1893 roku została żoną Przybyszewskiego.

Ten krąg był laboratorium modernizmu skandynawsko-niemieckiego. Rozmawiano tam o Nietzschem, o fizjologii i psychologii, o hipnozie i okultyzmie, a także o tym, czym jest sztuka w świecie, z którego wycofał się Bóg. Strindberg przeżywał w tym okresie swój kryzys inferno, w którym alchemia, okultyzm i mania prześladowcza splatały się z twórczością; Munch malował obrazy, w których pożądanie, lęk i śmierć zlewały się w jeden temat. Przybyszewski wchłaniał te napięcia i przetwarzał je we własny język, w którym kluczową rolę zaczęły odgrywać słowa „chuć”, „naga dusza” i „szatan”.

Debiutem Przybyszewskiego była niemiecka rozprawa Zur Psychologie des Individuums z 1892 roku, złożona ze studiów o Chopinie i Nietzschem oraz o szwedzkim pisarzu Oli Hanssonie. Już tam pojawia się myśl, która stanie się jego znakiem rozpoznawczym: prawdziwy artysta to człowiek, który sięga poniżej świadomości, do warstw duszy rządzonych przez popędy i przeczucia, i który płaci za to ceną cierpienia, choroby i odrzucenia. Twórczość nie jest ozdobą życia, lecz jego najgłębszą, niebezpieczną funkcją.

Na początku była chuć

W 1893 roku Przybyszewski ogłosił po niemiecku Totenmesse, poemat prozą, znany w polskiej wersji jako Requiem aeternam. Jego pierwsze zdanie, w polskim brzmieniu „Na początku była chuć”, parafrazuje prolog Ewangelii Janowej i natychmiast stało się sztandarem jego estetyki. Mówiący, umierający człowiek, opisuje swój mózg jako arenę rozpadającej się świadomości, w której zmysły, wspomnienia i pożądanie mieszają się w chaotycznym monologu. Utwór jest jednocześnie spowiedzią i parodią liturgii, mszą żałobną, którą dusza odprawia sama nad sobą.

Chuć nie jest tu jedynie seksualnością w potocznym rozumieniu. To kosmiczna siła twórcza i niszcząca, pierwotny popęd, który poprzedza świadomość i nadaje kształt całemu życiu. W tej perspektywie Przybyszewski łączy wpływy Schopenhauera, dla którego wola życia jest ślepym pędem, z modnym w tamtych latach językiem fizjologii i psychiatrii, opisującym człowieka jako zespół nerwów i odruchów. Wynikiem jest antropologia, w której wolność moralna wydaje się złudzeniem, a rzeczywistym podmiotem działania jest to, co ukryte poniżej woli świadomej.

Ten rodzaj myślenia przygotował grunt pod jego późniejszy satanizm. Jeśli bowiem chuć jest siłą pierwotną, a tradycyjna moralność chrześcijańska próbuje ją stłumić, to postacią, która uosabia jej bunt, musi być ten, kogo chrześcijaństwo uczyniło swoim przeciwnikiem. Szatan staje się dla Przybyszewskiego nie tyle osobowym bytem, ile imieniem dla tego wszystkiego, co w człowieku odmawia podporządkowania się porządkowi.

Synagoga szatana jako historia stłumionego

Najbardziej systematycznym wykładem tej myśli jest Die Synagoge des Satan, wydana w Berlinie w 1897 roku, a w kolejnych latach także w przekładzie polskim jako Synagoga szatana. Książka ma formę eseju historycznego, opowiadającego o dziejach kultu szatana w Europie od czasów średniowiecznych herezji przez epokę polowań na czarownice aż po czarne msze dziewiętnastowiecznego Paryża. Przybyszewski korzystał przy tym z dostępnych mu kompendiów historii procesów czarownic i z popularnych opracowań, a także z książki Julesa Micheleta La Sorcière z 1862 roku, która przedstawiała czarownicę jako ofiarę i buntowniczkę przeciw Kościołowi i feudalnemu porządkowi.

Przybyszewski nie pisał jednak historii w sensie akademickim. Fakty, legendy i świadectwa procesowe służą mu jako materiał do wykazania tezy, że satanizm był w dziejach Europy formą wyrażania tego, co Kościół wypierał: cielesności, pożądania, wiedzy zakazanej, pychy rozumu. Sabat, czarna msza i pakt z diabłem są w tej interpretacji rytuałami odwrócenia, w których ludzie upokorzeni przez porządek religijny i społeczny odzyskiwali poczucie mocy. Kościół sam, poprzez swoje zakazy i swoje kary, miał stworzyć szatana, którego zwalczał – i w tym sensie autor nazywa go jego mimowolnym ojcem.

Szczególne miejsce zajmuje w tej książce postać kobiety. Czarownica jest dla Przybyszewskiego zarazem ofiarą i kapłanką: istotą, w której chuć objawia się najbardziej bezpośrednio, i dlatego najbardziej prześladowaną. W odróżnieniu od Micheleta, który widział w niej przede wszystkim zbuntowaną przedstawicielkę ludu, Przybyszewski nadaje jej rys demoniczny, zgodny z modernistycznym mitem kobiety fatalnej. Ta dwuznaczność, w której współczucie miesza się z lękiem i fascynacją, jest charakterystyczna dla całej jego twórczości i ujawnia, jak bardzo jego antropologia buntu pozostawała uwikłana w stereotypy epoki. Kobieta jest u niego zarazem źródłem wyzwolenia i zguby, a seksualność – drogą zarówno do prawdy, jak i do rozpadu osoby.

Warto też zauważyć, że Synagoga szatana nie zawiera żadnych instrukcji ani programu kultu. Przybyszewski nie zakładał grup, nie odprawiał obrzędów i nie twierdził, że posiada wiedzę tajemną. Jego satanizm był literacki i interpretacyjny, a zainteresowanie magią i okultyzmem – częścią szerszej ciekawości wobec wszystkiego, co wymyka się racjonalnemu opisowi. To odróżnia go zarówno od ówczesnych okultystów, jak i od późniejszych ruchów, które przyjęły imię szatana jako szyld religii.

Z punktu widzenia historii czarownictwa ta konstrukcja jest bardzo dyskusyjna. Badania XX wieku pokazały, że zorganizowany kult szatana w średniowiecznej i nowożytnej Europie istniał głównie w wyobraźni demonologów i sędziów, a świadectwa procesowe uzyskiwano często torturami. Przybyszewski przyjmował natomiast wiele z tych świadectw za odbicie rzeczywistych praktyk. Nie zmienia to faktu, że jego książka jest ważnym dokumentem epoki: świadectwem, jak modernizm przyswoił sobie materiał demonologiczny, czytając go jako zapis stłumionej natury ludzkiej.

Huysmans i czarna msza współczesności

Bezpośrednim punktem odniesienia dla Przybyszewskiego był Joris-Karl Huysmans i jego powieść Là-bas z 1891 roku. Huysmans opisał w niej pisarza, który zajmując się biografią Gilles'a de Rais, średniowiecznego zbrodniarza i towarzysza Joanny d'Arc, wchodzi w świat współczesnego paryskiego satanizmu i staje się świadkiem czarnej mszy. Powieść wywołała ogromne zainteresowanie i utrwaliła wyobrażenie o istnieniu sekt satanistycznych w nowoczesnym mieście, choć jej materiał był w znacznej mierze literacką kompilacją plotek i relacji z drugiej ręki.

Przybyszewski podziwiał Huysmansa i przejął od niego przekonanie, że satanizm nie jest wyłącznie zjawiskiem historycznym, lecz trwa w ukrytych formach wśród ludzi wyrafinowanych i zrozpaczonych. Różnił się od niego jednak zasadniczo w ocenie. Dla Huysmansa satanizm był etapem prowadzącym przez rozpacz ku katolickiemu nawróceniu, które pisarz przeżył kilka lat później. Dla Przybyszewskiego był formą prawdy o człowieku, której nie należy przezwyciężać, lecz którą trzeba wypowiedzieć do końca. Tam, gdzie Francuz szukał odkupienia, Polak szukał odwagi spojrzenia w otchłań.

Dzieci szatana i bunt społeczny

W tym samym 1897 roku Przybyszewski ogłosił powieść Satans Kinder, w polskim przekładzie Dzieci szatana. Jej bohaterem jest Gordon, przywódca niewielkiej grupy spiskowców, który dąży do wywołania chaosu w małym mieście przez podpalenia i zamach. Gordon nie kieruje się żadnym programem politycznym; jego celem jest samo zniszczenie, akt negacji, w którym ma się objawić wolność ducha uwolnionego od wszelkich wartości. Powieść czyta się jako próbę przeniesienia satanizmu z płaszczyzny historii religijnej na płaszczyznę współczesnego anarchizmu.

Takie połączenie nie było w latach dziewięćdziesiątych wyjątkowe. Zamachy anarchistyczne we Francji i w innych krajach wywoływały powszechny lęk i fascynację, a część artystów widziała w nich ekstremalną formę buntu przeciw mieszczańskiemu porządkowi. Przybyszewski wpisuje ten temat w swoją antropologię: anarchista jest dla niego współczesnym synem szatana, człowiekiem, w którym chuć i nienawiść osiągnęły czystą postać. Zarazem powieść jest daleka od apologii; jej świat jest mroczny, a bohaterowie raczej opętani niż wolni.

Od Berlina do Krakowa

W 1898 roku Przybyszewski przeniósł się do Krakowa, gdzie objął redakcję tygodnika „Życie” i przez kilka lat był centralną postacią młodopolskiej bohemy. Jego manifest Confiteor, ogłoszony w tym piśmie, głosił, że sztuka nie ma żadnego celu poza sobą i jest odtworzeniem życia duszy w jej najgłębszych przejawach. W polskim kontekście jego satanizm był odbierany jako prowokacja obyczajowa i religijna, budząca zarówno entuzjazm młodych, jak i oburzenie konserwatywnej krytyki. Sam autor szybko stał się postacią legendarną, której życie – alkohol, burzliwe związki, tragiczna śmierć Dagny Juel w Tbilisi w 1901 roku – zdawało się potwierdzać tezy jego książek, co tylko wzmacniało jego aurę „naczelnego satanisty” epoki.

Z perspektywy historii idei najważniejsze jest to, że Przybyszewski nadał słowu „szatan” nowe znaczenie. W jego pismach nie jest on ani teologicznym przeciwnikiem Boga, ani postacią romantycznego buntownika w duchu Byrona, lecz nazwą dla ciemnej strony psychiki, odkrywanej w tym samym czasie przez psychiatrię i psychologię. Kilka lat przed upowszechnieniem się psychoanalizy pisał o człowieku jako istocie, której prawdziwe motywy kryją się poza świadomością, i o kulturze jako systemie wyparcia. Demonologia staje się u niego antropologią, a historia czarownic – historią tego, co w człowieku nie daje się oswoić. Ta transformacja, choć dokonana z pozycji skrajnie subiektywnych i często na wątłej podstawie źródłowej, zostawiła w kulturze europejskiej trwały ślad.