Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Okultyzm nowoczesny

Joseph-Antoine Boullan i wojna magów

Spór byłego księdza Josepha-Antoine'a Boullana z Stanislasem de Guaitą i Oswaldem Wirthem w latach 1887–1893 pokazuje, jak okultyzm belle époque rozstrzygał konflikty doktrynalne za pomocą oskarżeń o magiczny atak, sądów inicjacyjnych, artykułów prasowych i pojedynków, zamiast dyskusji teologicznej.

Portret abbé Josepha-Antoine'a Boullana (1824–1893) – domena publiczna
Portret abbé Josepha-Antoine'a Boullana (1824–1893) – domena publiczna · Wikimedia Commons

Kapłan na marginesie Kościoła

Joseph-Antoine Boullan urodził się w 1824 roku w Saint-Porquier w południowej Francji i został wyświęcony na księdza w latach czterdziestych. Przez pewien czas uchodził za obiecującego duchownego: redagował pismo o tematyce maryjnej, interesował się mistyką cierpienia zastępczego i ofiarą za dusze. Przełom nastąpił w latach pięćdziesiątych, gdy poznał zakonnicę Adèle Chevalier, przekonaną o otrzymywaniu objawień. Razem założyli w 1859 roku w Bellevue pod Paryżem wspólnotę nazwaną Dziełem Wynagrodzenia Dusz, która miała leczyć opętania i choroby duchowe. Metody tej wspólnoty, w tym środki opisywane przez późniejszych krytyków jako obsceniczne, oraz pogłoski o dziecku urodzonym przez Chevalier szybko ściągnęły uwagę władz kościelnych.

W 1861 roku oboje zostali skazani przez sąd świecki za oszustwo i Boullan spędził w więzieniu około trzech lat. Pod koniec lat sześćdziesiątych stanął przed Świętym Oficjum w Rzymie, gdzie podpisał odwołanie swoich poglądów i opisał swoją przeszłość w kategoriach skruchy. Odwołanie nie zakończyło jednak jego drogi. W połowie lat siedemdziesiątych utracił prawo do sprawowania funkcji kapłańskich, a jego kontakty z hierarchią przybrały charakter wzajemnej wrogości.

Dziedzictwo Vintrasa

O dalszym przebiegu życia Boullana zdecydowało spotkanie z ruchem Eugène'a Vintrasa. Vintras, robotnik z Tilly-sur-Seulles w Normandii, od 1839 roku ogłaszał objawienia archanioła Michała i zapowiadał nadejście ery Ducha Świętego, po epokach Ojca i Syna. Jego Dzieło Miłosierdzia zostało potępione przez papiestwo, a sam prorok, przyjmujący anielskie imię Sthratanaël, odprawiał własne liturgie w szatach ozdobionych symbolami odwróconego krzyża i krwawiących Hostii, które według jego zwolenników pojawiały się w cudowny sposób. Ruch przetrwał w kilku miastach, zwłaszcza w Lyonie, mimo prześladowań i wewnętrznych rozłamów.

Po śmierci Vintrasa w 1875 roku Boullan ogłosił się jego następcą i przyjął imię Jana Chrzciciela. Osiadł w Lyonie, gdzie wraz z Julie Thibault, zwaną przez wiernych „apostołką”, prowadził niewielką wspólnotę. Jego doktryna rozwinęła wątki vintrasowskie w kierunku, który zgorszył zarówno dawnych współwyznawców, jak i obserwatorów z zewnątrz. Mówił o „związkach życia”, w których ludzie mieli łączyć się duchowo, a według oskarżycieli także cieleśnie, z istotami wyższymi, aby je podnieść ku Bogu, oraz z niższymi, aby je uszlachetnić. Część vintrasistów nie uznała jego zwierzchnictwa. Boullan zyskał za to reputację egzorcysty i uzdrowiciela, broniącego wiernych przed urokami za pomocą rytuału, który nazywał ofiarą chwały Melchizedeka.

Śledztwo młodych okultystów

W połowie lat osiemdziesiątych Paryż przeżywał okultystyczne odrodzenie, którego najbardziej wyrafinowanym przedstawicielem był markiz Stanislas de Guaita, poeta urodzony w 1861 roku, uczeń myśli Éliphasa Léviego i założyciel w 1888 roku Kabalistycznego Zakonu Różokrzyża. Jego sekretarzem i najbliższym współpracownikiem był Oswald Wirth, szwajcarski mason i późniejszy autor wpływowej talii tarota. Obaj zainteresowali się Boullanem około 1886 roku. Wirth nawiązał z nim korespondencję jako adept chętny do nauki, a następnie odwiedził Lyon i zebrał listy, wyznania i opisy praktyk, które później posłużyły jako materiał dowodowy.

W 1887 roku Guaita i Wirth, wraz z kilkoma innymi okultystami, ogłosili coś, co nazwali wyrokiem sądu inicjacyjnego. Boullan został w nim potępiony jako zdegenerowany mag, który kala święte misteria, a wyrok przesłano mu listownie. Z perspektywy historyka idei uderza forma tego aktu. Okultyści, którzy odrzucali autorytet Kościoła, przejęli jego język: herezja, ekskomunika, trybunał. Jednocześnie nie dysponowali żadnym aparatem przymusu poza opinią środowiska i prasą, więc ich wyrok był w istocie manifestem, wyznaczającym granicę między „szlachetną” magią wysokiego wtajemniczenia a magią uznaną za seksualną i czarnoksięską.

Boullan potraktował potępienie jako zapowiedź ataku w sensie dosłownym. Przekonywał korespondentów, że Guaita i jego krąg prowadzą przeciwko niemu operacje rzucania uroków na odległość, i że codziennie odpiera je własnymi rytuałami. Ten wątek nadał całemu sporowi charakterystyczny kształt: każda strona traktowała drugą nie jako przeciwnika w dyskusji, lecz jako czarownika, którego wiedza jest bronią.

Warto zauważyć, jak różne były zaplecza obu stron. Boullan był człowiekiem starszego pokolenia, wychowanym w katolickiej pobożności, dla którego świat duchów był przede wszystkim polem walki aniołów i demonów, a magia była przedłużeniem egzorcyzmu i liturgii. Guaita i Wirth należeli do pokolenia, które czytało Léviego, teozofów i przyrodoznawców, i chciało widzieć w magii naukę o siłach natury i woli, wolną od dewocji i cudowności. Kiedy oskarżali Boullana o czarnoksięstwo, oskarżali go w istocie także o anachronizm: o to, że okultyzm, który miał być wiedzą, sprowadza z powrotem do sfery ludowej wiary w uroki, wizje i cudowne Hostie. Paradoks polegał na tym, że w obronie przed jego rzekomymi kontratakami sięgali po te same kategorie.

W tle działał jeszcze jeden czynnik. Środowisko paryskie było niewielkie i skłócone, a autorytet w nim zdobywało się publikacjami i założeniem własnej organizacji. Joséphin Péladan, początkowo współtwórca zakonu Guaity, odszedł z niego w 1890 roku i założył konkurencyjny Różokrzyż Katolicki, co wywołało osobną polemikę. Wojna z Boullanem była więc tylko jednym z frontów, na których rodzący się okultyzm spierał się o to, kto ma prawo mówić w jego imieniu.

Le Temple de Satan i wojna na papierze

Najważniejszym literackim owocem konfliktu po stronie Guaity był Le Temple de Satan (1891), pierwszy tom zamierzonego cyklu Le Serpent de la Genèse. Guaita przedstawił w nim panoramę czarnej magii w dziejach: od średniowiecznych procesów o czary przez opętania w Loudun po współczesnych mu sekciarzy. Vintras i jego lyoński następca zajęli w książce miejsce szczególne jako przykład tego, jak mistyka zdegradowana do sfery zmysłowej przechodzi w czarnoksięstwo. Ton jest erudycyjny i wyniosły, ale cel polemiczny jest oczywisty. Dla czytelnika tamtej epoki książka stanowiła publiczne uzasadnienie wcześniejszego wyroku.

Boullan miał własnego obrońcę w osobie Jorisa-Karla Huysmansa, który od 1890 roku korespondował z nim i odwiedzał go w Lyonie, traktując jako źródło wiedzy o praktykach magicznych. Pisarz przyjął wersję wydarzeń lyońskiego egzorcysty i opowiadał znajomym, że sam doświadcza nocnych ataków, uderzeń, które nazywał fluidycznymi, i że ochroną przed nimi są modlitwy i rytuały jego przyjaciela. Krąg Guaity uznał to za dowód, że Boullan pozyskał wpływowego sojusznika i wciągnął go w swoją mitologię. Spór, dotąd ograniczony do listów i wąskiego grona, zyskał dzięki temu rozgłos w paryskim środowisku literackim.

Śmierć w Lyonie i pojedynki

Boullan zmarł nagle w Lyonie na początku stycznia 1893 roku. Według relacji jego otoczenia przed śmiercią skarżył się na duszności i mówił o kolejnym ataku. Julie Thibault napisała o tym do Huysmansa, a wiadomość szybko trafiła do prasy. Przyczyna zgonu, prawdopodobnie choroba serca lub atak niewydolności, nie budziła wątpliwości lekarzy, lecz dla zwolenników zmarłego była to śmierć zadana magicznie.

Najgłośniej oskarżenie sformułował Jules Bois, młody dziennikarz i pisarz zainteresowany satanizmem i okultyzmem, który na łamach „Gil Blas” opublikował serię artykułów sugerujących, że Guaita i jego towarzysze doprowadzili Boullana do śmierci za pomocą czarów. Huysmans wypowiadał się w podobnym duchu w wywiadach prasowych. Ówczesne prawo nie znało przestępstwa magicznego zabójstwa, ale znało obrazę honoru, a kodeks honorowy epoki wciąż przewidywał na nią pojedynek.

Guaita wyzwał Boisa. Spotkanie odbyło się wiosną 1893 roku z użyciem pistoletów i zakończyło się bez obrażeń; wymieniono strzały i honor uznano za zaspokojony. Bois stoczył też pojedynek z Papusem, czyli Gérardem Encausse'em, przywódcą odnowionego martynizmu i sojusznikiem Guaity, i ten również nie zakończył się tragicznie. Wokół obu spotkań szybko narosły anegdoty powtarzane w prasie i wspomnieniach: o koniach, które w drodze na miejsce pojedynku miały się bez powodu płoszyć, o kuli, która miała utknąć w lufie. Zwolennicy jednej i drugiej strony interpretowali je jako dowody nadprzyrodzonej interwencji. Dla historyka są one przede wszystkim świadectwem tego, jak bardzo spór żył już w gazetach, a nie w świątyniach.

Co mówi ta wojna o swojej epoce

Tak zwana wojna magów bywa opowiadana jako groteska, i rzeczywiście trudno zachować powagę wobec dorosłych ludzi, którzy przez lata oskarżali się nawzajem o rzucanie uroków. Warto jednak dostrzec jej strukturę. Okultyzm francuski lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dopiero budował swoje instytucje: zakony, loże, czasopisma, wydawnictwa. Potrzebował granic, które oddzielałyby szanowaną, intelektualną wiedzę tajemną od ludowego cudotwórstwa, sekciarskiego mesjanizmu i podejrzeń o rozpustę. Boullan, ze swoją przeszłością sądową, vintrasowskim rodowodem i doktryną związków życia, był idealnym kandydatem na postać, przeciw której można było tę granicę wyrysować.

Zarazem spór ujawnia, że obie strony podzielały tę samą ontologię. Guaita nie uważał oskarżeń o magiczny atak za absurd; uważał je za oszczerstwo, co nie jest tym samym. Wirth, Papus i Bois mówili o prądach fluidycznych, wpływach na odległość i rytuałach obronnych w języku, który traktowali poważnie. Nawet pojedynki miały w tej optyce podwójny wymiar: świecki, jako obrona honoru, i ezoteryczny, jako sprawdzian, czyja moc jest silniejsza.

Wreszcie konflikt pokazuje rolę prasy masowej w kształtowaniu wizerunku okultyzmu. Artykuły w „Gil Blas” i innych dziennikach uczyniły z prywatnego sporu kilku wtajemniczonych spektakl dla szerokiej publiczności, a słowo „mag” na długo nabrało posmaku skandalu. Guaita zmarł w 1897 roku w wieku trzydziestu sześciu lat, osłabiony chorobą i uzależnieniem od narkotyków, a jego wielkie dzieło pozostało niedokończone. Z perspektywy następnych pokoleń wojna magów okazała się nie zwycięstwem którejkolwiek ze stron, lecz dowodem, że okultyzm wszedł do kultury nowoczesnej właśnie przez te same kanały co polityka i literatura: przez skandal, polemikę i opinię publiczną.