Konferencja w Weidzie 1925 i rozłam niemieckiej Pansofii
Spotkanie Aleistera Crowleya z Heinrichem Tränkerem i jego uczniami w Turyngii latem 1925 roku miało zjednoczyć niemiecki okultyzm pod sztandarem Thelemy, a skończyło się jego rozbiciem na zwolenników nowego eonu, jego przeciwników i tych, którzy przyjęli zasadę, lecz odrzucili proroka.

Lipska Pansofia i jej mistrz
Heinrich Tränker, urodzony w 1880 roku, był lipskim antykwariuszem i księgarzem, a zarazem jedną z ciekawszych postaci niemieckiej ezoteryki okresu weimarskiego. Jego zainteresowania sięgały od teozofii przez różokrzyżowców XVII wieku po magię ceremonialną. Na początku lat dwudziestych skupił wokół siebie krąg nazwany Pansophia albo Collegium Pansophicum, którego nazwa nawiązywała do barokowego ideału wszechwiedzy, łączącej teologię, filozofię przyrody i wiedzę tajemną w jedną całość. Pod tym szyldem wydawał też serię publikacji przypominających dawne teksty różokrzyżowe i alchemiczne, przeznaczone dla czytelników poszukujących „źródeł życia wewnętrznego”.
Popularność takich przedsięwzięć nie była przypadkowa. Niemcy po 1918 roku przeżywały kryzys, który dotykał nie tylko gospodarki i polityki, lecz także wyobrażeń o sensie świata. Inflacja, upadek monarchii, poczucie upokorzenia i rozpad dawnych autorytetów sprzyjały poszukiwaniom duchowym poza Kościołami. Kwitła astrologia, ruchy reformy życia, spirytyzm, teozofia w kilku rywalizujących odmianach, antropozofia, wschodnie szkoły medytacji i liczne małe zakony. W tym rozdrobnionym świecie krąg Tränkera wyróżniał się ambicją syntezy: chciał być nie kolejną sektą, lecz miejscem, gdzie różne strumienie tradycji mogłyby się spotkać pod jednym dachem.
Pansophia nie była zakonem w ścisłym sensie, lecz siecią lóż i grup studyjnych w kilku miastach, z Lipskiem i Berlinem jako głównymi ośrodkami. Jej członkowie wywodzili się z różnych środowisk: obok teozofów i astrologów znajdowali się w niej artyści, publicyści i ludzie interesu. Tränker cieszył się autorytetem duchowego nauczyciela, a według przekazów pozostawał również w kontakcie z Theodorem Reussem, kierującym wówczas Ordo Templi Orientis, od którego miał otrzymać pełnomocnictwa dotyczące niemieckiej gałęzi zakonu. Zakres tych pełnomocnictw nie jest dziś możliwy do precyzyjnego ustalenia, ale ich istnienie wyjaśnia, dlaczego to właśnie Tränker stał się adresatem pytania o przyszłość OTO.
Śmierć Reussa w 1923 roku pozostawiła zakon bez jasnego przywódcy. Crowley uważał się za jego następcę jako Zewnętrzny Przełożony Zakonu i zabiegał o uznanie tej roli przez gałęzie europejskie. Tränker, który – jak głosi przekaz – miał wizję wskazującą na Crowleya jako nadchodzącego mistrza, zaprosił go do Niemiec. Z tego zaproszenia wyrosło spotkanie, które w literaturze nazywa się konferencją w Weidzie, od pobliskiego miasta, choć samo miejsce pobytu znajdowało się w Hohenleuben, gdzie Tränker miał dom.
Dla Crowleya zaproszenie przyszło w trudnym momencie. W 1923 roku władze faszystowskich Włoch wydaliły go z kraju, co zakończyło eksperyment wspólnoty w Cefalù. Kolejne miesiące spędził w Tunezji i we Francji, w niedostatku, z nadwątlonym zdrowiem i bez stałego zaplecza. Niemiecka propozycja oznaczała więc nie tylko szansę na rozszerzenie ruchu, lecz także nadzieję na środki do życia i na grono uczniów zdolnych wydawać jego prace. Ta zależność materialna nie pozostała bez wpływu na przebieg rozmów.
Przybycie Bestii
Crowley przyjechał latem 1925 roku w otoczeniu kilkorga najbliższych współpracowników. Towarzyszyła mu Leah Hirsig, jego dawna partnerka z okresu Opactwa w Cefalù, nazywana Szkarłatną Kobietą, oraz Dorothy Olsen, która w tym czasie zaczynała ją w tej roli zastępować. Ważną postacią był również Karl Germer, niemiecki oficer z czasów wojny, który związał się z Pansophią i od początku występował jako gorliwy zwolennik Crowleya. To Germer w dużej mierze finansował pobyt gościa w Niemczech, a jego przywiązanie do osoby Crowleya miało zaważyć na następnych dekadach ruchu.
Program Crowleya był ambitny. Nie przybył po to, by przyłączyć się do Pansophii, lecz by ją przejąć i przekształcić w niemiecki filar ruchu Thelemy. Domagał się uznania Księgi Prawa za objawienie nowego eonu, a siebie za jego proroka i nauczyciela świata. Ta ostatnia rola miała szczególny kontekst: w tych samych latach Towarzystwo Teozoficzne przygotowywało swoich członków na przyjście Nauczyciela Świata w osobie młodego Krishnamurtiego. Crowley przedstawiał siebie jako prawdziwą odpowiedź na te oczekiwania, a jego zwolennicy próbowali zainteresować tą propozycją środowiska teozoficzne.
Szczegóły rozmów w Hohenleuben znamy przede wszystkim z korespondencji i późniejszych wspomnień uczestników, a więc z przekazów stronniczych. Można jednak odtworzyć ogólny przebieg: obok rozmów doktrynalnych odbywały się dyskusje o organizacji, o pieniądzach i o tym, kto komu ma podlegać. Atmosferę zaostrzały napięcia osobiste i finansowe, a także sam styl Crowleya, który oczekiwał nie dialogu, lecz posłuszeństwa. Zderzyły się tu dwie odmienne kultury duchowe. Niemieccy pansofiści byli przyzwyczajeni do pracy studyjnej, do lektury dawnych tekstów i do autorytetu nauczyciela, który wyrasta z długiej znajomości. Crowley przywoził tymczasem objawienie gotowe i nienegocjowalne, spisane w Kairze w 1904 roku, wraz z żądaniem, by przyjąć je w całości. Nawet ci, którzy byli gotowi uznać wartość jego nauki, nie zawsze umieli pogodzić się z tym, że ma ona przekreślić wszystko, co budowali wcześniej.
Trzy odpowiedzi na jedno wezwanie
Wynik spotkania nie był jednym aktem zerwania, lecz procesem, który w ciągu kilku miesięcy rozbił Pansophię. Tränker, mimo wcześniejszego entuzjazmu, ostatecznie odmówił uznania Crowleya za zwierzchnika i proroka. Powody były zapewne mieszane: sprzeciw wobec dominacji cudzoziemca, obawy przed skandalem, który zawsze otaczał Crowleya, różnice doktrynalne i zwykła niechęć do oddania władzy nad własnym dziełem. Po zerwaniu Tränker wycofał się z kierowania szerokim ruchem i ograniczył działalność do węższego grona, a Pansophia jako organizacja przestała istnieć.
Druga postawa była postawą pełnej akceptacji. Reprezentowali ją przede wszystkim Karl Germer i Martha Küntzel. Küntzel, urodzona w 1857 roku, była zasłużoną lipską teozofką, która już wcześniej znała pisma Crowleya i zajęła się ich przekładem na niemiecki, w tym Księgi Prawa. Po 1925 roku stała się jedną z najbardziej oddanych zwolenniczek Crowleya w Niemczech, prowadziła niewielką grupę thelemicką w Lipsku i tłumaczyła jego dzieła. Jej późniejsza wiara, że w polityce Niemiec lat trzydziestych dostrzega urzeczywistnienie zasad Thelemy, należy do mniej chlubnych epizodów tej historii i pokazuje, jak łatwo hasła o woli i sile dawały się odczytywać na sposób polityczny.
Trzecia postawa przybrała formę kompromisu. Berlińska grupa Eugena Groschego przyjęła Prawo Thelemy, lecz nie podporządkowała się Crowleyowi jako proroka i przywódcy; z tego rozróżnienia wyrosła w 1928 roku Fraternitas Saturni, która rozwinęła własną, saturnijską odmianę nauki. Do tego środowiska należał również Albin Grau, malarz i producent filmu Nosferatu, aktywny w Pansophii i obecny przy wydarzeniach roku 1925.
Ten trójpodział wyznaczył mapę niemieckiego okultyzmu lat dwudziestych. Odtąd nie było jednego ośrodka, wokół którego mogłyby się gromadzić różne nurty, lecz kilka wzajemnie nieufnych środowisk, z których każde inaczej odnosiło się do Crowleya i do pytania o źródło duchowego autorytetu.
Następstwa dla zakonu
Dla Ordo Templi Orientis spotkanie miało skutki długofalowe. Uznanie Crowleya przez część niemieckich członków wzmocniło jego roszczenia do przywództwa po Reussie, ale nie uczyniło ich powszechnymi. Niektóre gałęzie zakonu, zwłaszcza w Szwajcarii, nie przyjęły jego zwierzchnictwa i rozwijały się dalej w oparciu o dawne, przedcrowleyowskie wzorce. Historia OTO w XX wieku jest w dużej mierze historią tych nakładających się roszczeń, a rok 1925 stanowi w niej ważny punkt zwrotny.
Najtrwalszym skutkiem Weidy okazała się jednak kariera Karla Germera. Po zerwaniu z Pansophią pozostał najbliższym współpracownikiem Crowleya w Niemczech, wspierał go finansowo i angażował się w wydawanie jego prac. W połowie lat trzydziestych, po zakazie działalności stowarzyszeń okultystycznych w Rzeszy, został aresztowany przez gestapo i osadzony w obozie koncentracyjnym. Po zwolnieniu opuścił Niemcy, a podczas wojny dotarł do Stanów Zjednoczonych. Po śmierci Crowleya w 1947 roku przejął przywództwo zakonu i sprawował je aż do śmierci w 1962 roku. Człowiek, który w Hohenleuben był przede wszystkim mecenasem i zwolennikiem, stał się w ten sposób łącznikiem między Crowleyem a następnym pokoleniem thelemitów.
Dla samego Crowleya pobyt w Niemczech przyniósł mieszany bilans. Zyskał kilku oddanych uczniów i nowe tłumaczenia, ale nie zdobył tego, po co przyjechał: niemieckiego ruchu, który uznałby go za proroka i nauczyciela świata. Starania o pozyskanie teozofów skończyły się niepowodzeniem, a jego reputacja w wielu kręgach niemieckiego okultyzmu pozostała dwuznaczna.
Tränker przeżył Crowleya o niemal dekadę i zmarł w 1956 roku. Jego późniejsza działalność była skromniejsza i mniej publiczna niż w latach Pansophii, ale nie zerwał z ezoteryką; pozostał w pamięci niemieckich środowisk jako znawca dawnej literatury różokrzyżowej i nauczyciel, który miał odwagę odmówić. W historii ruchu Thelemy figuruje zwykle jako ten, który się wycofał, w historii niemieckiej ezoteryki – jako ten, który pierwszy postawił granicę roszczeniom przybysza.
Rozłam jako forma recepcji
Konferencję w Weidzie łatwo opisać jako porażkę: miało być zjednoczenie, a był rozpad. Taka ocena pomija jednak to, co historykowi idei wydaje się najciekawsze. Spotkanie z 1925 roku było momentem, w którym niemieckie środowiska ezoteryczne musiały jasno odpowiedzieć na pytanie, czym jest dla nich nowe objawienie: zasadą, którą można przyjąć i przetwarzać, czy też osobą, której należy się podporządkować. Różne odpowiedzi na to pytanie wytworzyły różne modele duchowej wspólnoty.
Tränker reprezentował model mistrza i jego kręgu, w którym autorytet wyrasta z osobistego doświadczenia i lokalnej tradycji. Germer i Küntzel reprezentowali model wierności wobec proroka i jego objawienia. Grosche zaproponował model zasady oddzielonej od osoby, który pozwolił mu zbudować własny system. Wszystkie trzy będą w XX wieku powracać w historii ruchów ezoterycznych, nie tylko niemieckich, ilekroć jakiś nauczyciel zgłosi roszczenie do powszechnego autorytetu.
Pansophia, która chciała być wszechwiedzą, nie przetrwała zderzenia z człowiekiem przekonanym, że wie wszystko. Jej rozpad nie zakończył jednak historii, lecz otworzył nowy rozdział: obecność Thelemy w Niemczech była odtąd faktem, z którym musieli się liczyć nawet ci, którzy odrzucali jej proroka.
