Hermetyczne Bractwo Luksoru – praktyka
Praktyka Hermetycznego Bractwa Luksoru, odtworzona z rękopisów wydanych w 1995 roku, łączyła odpisywane ręcznie lekcje, lustro i kryształ, astrologię oraz zawoalowaną naukę o Erosie zaczerpniętą od Randolpha, a jej ślady prowadzą do *The Light of Egypt*, Church of Light, paryskiego okultyzmu i Ruchu Kosmicznego.
Zakon, który mieścił się w kopercie
Hermetic Brotherhood of Luxor, w skrócie H.B. of L., czyli Hermetyczne Bractwo Luksoru, było zakonem praktycznego okultyzmu, który ujawnił się publicznie w Wielkiej Brytanii w 1884 roku i przez kilka lat zrzeszał korespondentów w Anglii, Szkocji, Francji i Stanach Zjednoczonych. Jego zewnętrzne dzieje, od ogłoszenia w wydaniu Boskiego Pimandra po skandal wokół sekretarza, omawia osobny esej. Tutaj interesuje nas to, co członek bractwa faktycznie robił: jakie dostawał teksty, jakie ćwiczenia wykonywał i czego go uczono o duszy.
Zanim do tego dojdziemy, warto odnotować jedną zagadkę nazwy. Określenie „Brotherhood of Luxor” pojawiło się w kręgu ezoterycznym już w 1875 roku, w listach, które Henry Steel Olcott otrzymywał w Nowym Jorku w czasie swojej współpracy z Heleną Bławatską, jeszcze przed założeniem Towarzystwa Teozoficznego. Czy między tym „bractwem” z listów a zakonem z lat osiemdziesiątych istniał jakikolwiek rzeczywisty związek, nie wiadomo. Badacze wskazują na zbieżność nazw i na wspólne środowisko amerykańskiego spirytyzmu, ale nie dysponują dokumentem, który pozwalałby mówić o ciągłości.
Najważniejszym źródłem dla historyka praktyki jest edycja dokumentów bractwa, przygotowana przez Joscelyna Godwina, Christiana Chanela i Johna P. Deveneya i wydana w 1995 roku. Zawiera ona lekcje, listy i materiały organizacyjne, które przez sto lat krążyły tylko w odpisach. Wszystko, co poniżej, opiera się na tym, co tam opublikowano, i tam, gdzie dokumenty milczą, trzeba pozostać przy ogólnikach.
Kręgi, tytuły i odpisy
Bractwo nie prowadziło lóż w sensie wolnomularskim. Nie miało świątyń, regularnych zebrań obrzędowych ani rozbudowanej drabiny stopni, które członek przechodziłby przez kolejne inicjacje ceremonialne. W dokumentach pojawia się natomiast podział na krąg zewnętrzny, przez który przechodziła praca z uczniami, i krąg wewnętrzny, o którym zakon mówił jako o źródle swej wiedzy. Peter Davidson występował jako prowincjonalny wielki mistrz Północy, Thomas Henry Burgoyne jako sekretarz, a jako wielki mistrz kręgu zewnętrznego figurował tajemniczy „M. Theon”. W Stanach Zjednoczonych jednym z najważniejszych członków był platonik Thomas M. Johnson z Osceoli w Missouri, tłumacz Proklosa i wydawca pisma filozoficznego.
Lekcje przekazywano w postaci rękopisów, które uczeń otrzymywał po przyjęciu, odpisywał dla siebie i zwracał albo przekazywał dalej. Ten sposób obiegu tłumaczy, dlaczego zachowane kopie różnią się szczegółami i dlaczego tak trudno ustalić, ile było wszystkich lekcji. Kolejny materiał przychodził dopiero wtedy, gdy uczeń zdał sprawę z pracy nad poprzednim, co nadawało korespondencji charakter kierownictwa duchowego, a nie zwykłej prenumeraty. Częścią nauczania były też zalecane lektury, wśród których znajdowały się pisma Randolpha oraz książki z kręgu angielskiego i amerykańskiego spirytyzmu i okultyzmu.
Z kręgiem bractwa wiązano również „The Occult Magazine”, wydawany w Glasgow w latach 1885–1886. Pismo pozwalało dotrzeć do szerszej publiczności z ideami, które w pełnej postaci zachowywano dla przyjętych członków, i stanowiło coś w rodzaju przedsionka zakonu.
Lustro, kryształ i dyscyplina
Podstawą praktyki była praca z lustrem magicznym i kryształem. Instrukcje, wywodzące się w znacznej mierze z pism Randolpha o jasnowidzeniu, opisywały przygotowanie zwierciadła, jego „ładowanie” siłą życiową i wolą, warunki ćwiczenia, takie jak cisza, półmrok i stała pora, oraz stopniowe wydłużanie czasu wpatrywania się. Celem nie było wróżenie w potocznym sensie. Lustro miało być narzędziem treningu wyobraźni i skupienia, przez które uczeń uczy się świadomie kierować widzeniem zamiast poddawać się mu biernie, jak czyni to medium w transie.
Ćwiczeniom towarzyszyła dyscyplina obejmująca czystość życia, umiarkowanie w jedzeniu i piciu, regularność oraz unikanie stanów, które zakon uważał za niebezpieczne dla równowagi psychicznej. Znaczną wagę przykładano do astrologii, traktowanej nie jako sztuka przepowiadania, lecz jako mapa sił, z którymi dusza ma do czynienia w danym życiu. Lekcje astrologiczne Burgoyne'a stały się później podstawą części jego książki. Warto zwrócić uwagę także na to, czego w tych materiałach brak. Nie ma w nich ewokacji duchów planetarnych, kręgów magicznych ani rozbudowanych formuł inwokacji, które kilka lat później stały się znakiem rozpoznawczym Złotego Brzasku. Praktyka bractwa była skromna w środkach i wymagająca w regularności: kilka narzędzi, stała pora i sprawozdanie dla nauczyciela. To ograniczenie miało uzasadnienie w samej nauce, bo zakon uważał, że siła potrzebna do pracy duchowej pochodzi z wewnętrznego uporządkowania ucznia, a nie z liczby rekwizytów.
Nad całością rozpięta była antropologia, która nadawała tym ćwiczeniom sens. Bractwo uczyło, że człowiek nie rodzi się z gotową nieśmiertelną duszą. Ma w sobie zarodek, który może zostać rozbudzony i zorganizowany przez świadomą pracę, ale który może też pozostać nierozwinięty. Ćwiczenia lustra, dyscyplina i astrologia służyły więc jednemu celowi: zbudowaniu duszy zdolnej przetrwać rozpad ciała i dalej się rozwijać. Ta myśl, w XIX wieku zaskakująca dla czytelników wychowanych w chrześcijańskim przekonaniu o nieśmiertelności każdego człowieka, odróżniała bractwo zarówno od spirytyzmu, jak i od teozofii.
Nauka o Erosie
Najbardziej poufna część nauczania dotyczyła seksualności. Zakon przejął od Randolpha przekonanie, że zjednoczenie małżonków, przeżywane w miłości i z pełną wzajemnością, jest chwilą, w której dusza dysponuje szczególną siłą, i że modlitwa lub wola wyrażona w tej chwili może przynieść skutek duchowy. Materiały na ten temat przekazywano tylko zaawansowanym członkom i w formie zawoalowanej, a ich redakcja, jak wykazali wydawcy dokumentów, w wielu miejscach powtarzała teksty Randolpha bez podania jego nazwiska.
Trzeba to powiedzieć z historyczną trzeźwością. Nauka bractwa o Erosie nie była programem rozwiązłości ani techniką rytualną w stylu późniejszych zakonów XX wieku. Opierała się na wizji małżeństwa jako związku duchowego i na przekonaniu, że siła płciowa jest zbyt cenna, by ją trwonić. Zarazem to właśnie ta warstwa materiałów zapewniła bractwu najtrwalsze, choć najmniej widoczne, oddziaływanie, bo przez jego korespondentów myśl Randolpha przeniknęła do europejskiego okultyzmu, gdzie podejmowano ją w zupełnie innych formach.
Dla historyka problemem jest tu stan źródeł. Zachowane odpisy tej części nauczania są nieliczne, a ich sformułowania bywają celowo niejasne, tak że ten sam fragment można czytać jako opis praktyki małżeńskiej albo jako alegorię pracy wewnętrznej. Wydawcy dokumentów nie rozstrzygali tej dwuznaczności ponad to, co wynika z tekstów, i rozsądnie jest pójść za ich przykładem: wiadomo, że nauka istniała, skąd pochodziła i komu ją przekazywano, natomiast szczegóły jej stosowania w życiu członków pozostają nieznane.
Kosmologia dla ucznia
Uczniowie otrzymywali też obraz kosmosu, w którym umieszczano ich pracę. Dusza miała zstępować z wyższych sfer w materię i wznosić się z powrotem, przechodząc kolejne stany, a ten łuk zejścia i wejścia porządkował wszystkie inne nauki. Na tym tle bractwo głosiło, że powtórne wcielenie ludzkiej duszy na Ziemi nie jest powszechną regułą, a zdarza się tylko w szczególnych okolicznościach. Uczniom tłumaczono także naturę bytów astralnych, z którymi można się zetknąć w czasie ćwiczeń, i przestrzegano przed szukaniem z nimi kontaktu w sposób, w jaki czynili to spirytyści.
Ta kosmologia nie była dodatkiem teoretycznym. Uzasadniała ostrzeżenia, reguły i kolejność ćwiczeń, a zarazem pozwalała bractwu odróżnić swój program od nauki teozofów, z którymi rywalizowało o tych samych czytelników. W lekcjach polemika z Towarzystwem Teozoficznym pojawia się częściej niż w publicznych wypowiedziach zakonu.
Drogi wpływu
Po rozpadzie organizacji w drugiej połowie lat osiemdziesiątych nauki bractwa szły kilkoma drogami, które trzeba od siebie odróżnić. Najlepiej udokumentowana prowadzi przez Burgoyne'a do The Light of Egypt (tom pierwszy 1889, drugi 1900) i dalej do Church of Light, założonego w Los Angeles w 1932 roku przez Elberta Benjamine'a, piszącego jako C.C. Zain, który uczynił z tej książki jeden z tekstów swojego programu. Ta linia jest ciągła w sensie literackim i w dużej mierze także osobowym.
Druga droga prowadziła do Francji. François-Charles Barlet, przedstawiciel bractwa w tym kraju, był bliskim współpracownikiem Papusa i uczestnikiem paryskich grup okultystycznych lat dziewięćdziesiątych. Przez niego materiały i idee zakonu docierały do środowiska, które tworzyło francuskie odrodzenie okultystyczne. Trzeba jednak podkreślić, że mowa o wpływie pośrednim: nie ma podstaw, by uważać Papusa za ucznia bractwa ani jego organizacje za jego kontynuację.
Trzecia droga jest najbardziej sporna. Wydawcy dokumentów z 1995 roku utożsamili „M. Theona” z Maxem Théonem, który później, w algierskim Tlemcen, rozwinął wraz z żoną Almą nauki Ruchu Kosmicznego, omawiane w osobnym eseju. Identyfikacja ta jest dziś szeroko przyjmowana, ale opiera się na zestawieniu poszlak, a nie na jednoznacznym dokumencie, i rola Théona w faktycznym kierowaniu bractwem pozostaje niejasna. Uczciwie jest więc mówić o prawdopodobnym związku, a nie o pewnej linii przekazu.
Wszystkie trzy drogi mają wspólny rys: przenosiły nie organizację, lecz model pracy. Uczeń, który dostaje rękopis, wykonuje ćwiczenie i zdaje z niego sprawę, a jego postęp mierzy się przemianą duszy, a nie liczbą przyjętych stopni, to wzór, który przetrwał bractwo i stał się jednym z typowych sposobów nauczania zachodniego okultyzmu.
