Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Okultyzm nowoczesny

Discordianizm i Principia Discordia

Discordianizm, stworzony na przełomie lat 50. i 60. przez Grega Hilla i Kerry'ego Thornleya, był żartobliwą religią bogini Eris, która pod maską absurdu postawiła poważne pytanie o naturę porządku i chaosu, a jego święta księga Principia Discordia stała się jednym z inspiracji późniejszej magii chaosu.

Strona czwartego wydania „Principia Discordia” z formułą „Ⓚ All Rights Reversed”, Greg Hill i Kerry Wendell Thornley, 1970 – domena publiczna
Strona czwartego wydania „Principia Discordia” z formułą „Ⓚ All Rights Reversed”, Greg Hill i Kerry Wendell Thornley, 1970 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dwóch chłopców z Whittier

Gregory Hill i Kerry Thornley poznali się jako uczniowie szkoły średniej w kalifornijskim Whittier, przedmieściu Los Angeles, w połowie lat 50. Byli typowymi przedstawicielami tego pokolenia młodych Amerykanów, którzy dorastali w atmosferze zimnowojennego konformizmu i czytali zarazem Ayn Rand, zen, Lao-tsy i literaturę beatników. Obaj interesowali się filozofią, religią i satyrą, obaj mieli skłonność do przekory i do intelektualnej zabawy, która nie wyklucza powagi, lecz ją podważa.

Według legendy, którą sami rozpowszechniali, w 1957 lub 1958 roku, podczas nocnego przesiadywania w kręgielni otwartej do białego rana, doznali wizji bogini Eris. Objawiła im, że to ona jest prawdziwą władczynią świata, że chaos jest jego naturą i że ludzie, którzy próbują narzucić rzeczywistości sztywny porządek, sami ściągają na siebie cierpienie. Historia ta należy oczywiście do mitu założycielskiego i była od początku przedstawiana z przymrużeniem oka; istotne jest jednak, że od niej zaczyna się cała późniejsza tradycja, która przybrała nazwę discordianizmu.

Hill przyjął imię Malaclypse Młodszy, a Thornley – Omar Khayyam Ravenhurst. Pod tymi pseudonimami napisali tekst, który stał się świętą księgą ruchu. Hill założył też organizację nazwaną z rozbrajającą powagą Paratheo-Anametamystikhood of Eris Esoteric, w skrócie POEE, a Thornley później stworzył konkurencyjną frakcję zwaną Erisian Liberation Front. Mnożenie organizacji, tytułów i frakcji było częścią żartu: ruch, którego bogini jest niezgoda, musi się dzielić.

Księga, która nie chce być księgą

Principia Discordia nie jest dziełem jednolitym. W pierwotnej wersji, z 1963 roku, nosiła podtytuł How the West Was Lost i ukazała się w nakładzie kilku egzemplarzy. Według często powtarzanej opowieści odbito je na kopiarce w biurze prokuratora okręgowego Nowego Orleanu, Jima Garrisona, gdzie pracowała znajoma autorów – co później nabrało ironicznego posmaku, gdy Garrison zainteresował się Thornleyem w związku ze śledztwem w sprawie zabójstwa prezydenta Kennedy'ego. Brak dokumentów, które pozwoliłyby tę historię potwierdzić bez zastrzeżeń. Kolejne wydania ukazywały się w drugiej połowie lat 60., a w 1970 roku czwarte wydanie, opublikowane przez Rip Off Press w San Francisco, nadało tekstowi postać znaną dziś najszerzej.

Forma księgi jest celowo chaotyczna. Składa się z krótkich fragmentów, kolaży, rysunków, wycinków z gazet, pieczątek, fałszywych dokumentów, aforyzmów, przypowieści, kalendarza i tabelek, ułożonych bez widocznego porządku. Teksty są pisane różnymi czcionkami, czasem odręcznie, czasem na maszynie, a niektóre strony przypominają biuletyny urzędowe. Książka parodiuje zarazem pisma święte, dokumenty biurokratyczne i manifesty awangardowe. Na stronie tytułowej widnieje formuła „All Rites Reversed”, gra słów odwracająca zastrzeżenie praw autorskich, a czytelnik jest zachęcany do przedrukowywania tekstu bez ograniczeń.

Ta forma nie jest jednak tylko efektem humoru. Principia z premedytacją unika systemu, ponieważ jej treścią jest właśnie krytyka systemu. Księga, która uporządkowałaby naukę o chaosie w logiczny wykład, zaprzeczyłaby sama sobie. Czytelnik zostaje zmuszony do samodzielnego składania sensu z fragmentów, a zatem do aktu, który discordianizm uważa za zasadniczo twórczy i arbitralny.

Złote jabłko i przekleństwo Szarej Twarzy

Mitologicznym rdzeniem discordianizmu jest greckie opowiadanie o weselu Peleusa i Tetydy. Eris, bogini niezgody, nie została zaproszona na uroczystość, więc rzuciła między gości złote jabłko z napisem kallisti, „dla najpiękniejszej”. O jabłko pokłóciły się Hera, Atena i Afrodyta, spór rozstrzygnął Parys, a jego wybór doprowadził do wojny trojańskiej. W tradycji greckiej opowieść ta tłumaczy, jak drobna złośliwość wywołuje wielkie nieszczęście. W Principia zostaje odwrócona: Eris jest ofiarą obrazy, którą księga nazywa „pierwotnym afrontem”, a odpowiedzialność za katastrofę spada na olimpijskich bogów, którzy chcieli mieć porządek i uroczystość bez niej.

Słowo kallisti i złote jabłko stały się symbolami ruchu. Najważniejszym z nich jest jednak Sacred Chao, święty chaos, przypominający chiński symbol jin-jang. Zamiast kropek przeciwstawnych barw zawiera on pięciokąt i jabłko: pięciokąt symbolizuje porządek, jabłko – nieporządek. Obie połówki noszą nazwy Hodge i Podge, wzięte z angielskiego określenia bałaganu, a całość wyraża przekonanie, że porządek i nieporządek nie są przeciwieństwami, lecz dwiema stronami jednego ruchu.

Tę teologię dopełnia mit o Szarej Twarzy. Według Principia w roku 1166 przed naszą erą żył garbaty człowiek imieniem Greyface, który ogłosił, że życie jest poważne, a zabawa grzeszna. Jego nauka zaraziła ludzkość „przekleństwem Szarej Twarzy”, które sprawiło, że ludzie zaczęli traktować swoje wyobrażenia o porządku jako rzeczywistość i cierpieć z powodu jej niezgodności z życiem. Od tego roku liczy się kalendarz discordiański, a jego pięć pór roku – Chaos, Niezgoda, Zamęt, Biurokracja i Następstwa – trwa po siedemdziesiąt trzy dni.

Iluzja porządku

Za tym humorem kryje się teza filozoficzna, którą Principia formułuje zaskakująco wyraźnie. Rzeczywistość sama w sobie jest chaosem, przy czym nie chodzi o zamieszanie ani zniszczenie, lecz o niezróżnicowane bogactwo, które wymyka się wszelkim kategoriom. Ludzie, aby się w niej poruszać, nakładają na nią siatki pojęć: porządki i nieporządki, prawa i wyjątki. Księga nazywa to zasadą aneristyczną – tendencją do porządkowania – i przeciwstawia jej zasadę erystyczną, tendencję do rozpraszania. Obie są jednak tylko siatkami. Prawdziwy chaos nie jest ani uporządkowany, ani nieuporządkowany.

Błąd, który discordianizm uważa za źródło ludzkiego cierpienia, polega na wzięciu siatki za rzeczywistość. Kiedy człowiek wierzy, że jego pojęcia porządku są samą prawdą, zaczyna wojować ze wszystkim, co się w nie nie mieści – z innymi ludźmi, z naturą, z samym sobą. Discordianin uczy się natomiast traktować siatki jako narzędzia, które można zmieniać i porzucać. Jest to postawa bliska sceptycyzmowi, buddyjskiej krytyce pojęć i niektórym nurtom mistyki apofatycznej, choć wyrażona językiem kpiny, a nie traktatu.

W tym kontekście nabiera sensu jedna z najsłynniejszych zasad discordiańskich, według której każdy mężczyzna, każda kobieta i każde dziecko jest papieżem. Każdy discordianin może rozdawać karty papieskie, nadawać tytuły, ogłaszać dogmaty i ekskomunikować. Gest ten ośmiesza władzę religijną, ale zarazem przypomina, że każda władza nad sensem jest konwencją. Jeśli wszyscy są papieżami, nikt nie ma monopolu na prawdę, a każdy ponosi odpowiedzialność za własne siatki.

Podobną funkcję pełni discordiańskie „prawo piątek”, według którego wszystkie rzeczy dzieją się piątkami, są podzielne przez pięć lub w jakiś sposób z piątką związane. Księga dodaje, że prawo to staje się tym bardziej oczywiste, im dłużej i pilniej szuka się jego potwierdzeń. Jest to precyzyjna parodia mechanizmu, dzięki któremu każda numerologia, każda teoria wszystkiego i każde przekonanie potrafi znajdować w świecie dowody własnej słuszności. Ten sam duch ożywia Pentabarf, pięć „przykazań” discordianina, wśród których jest nakaz samotnego zjedzenia w piątek hot doga – odwrócenie katolickiego postu – obok zakazu jedzenia bułek do hot dogów i zakazu wierzenia w to, co się czyta: absurdalny nakaz pokazuje, jak łatwo arbitralna reguła staje się znakiem tożsamości wspólnoty.

Nie należy przy tym przeoczyć elementu szczerości. Hill w późniejszych wywiadach podkreślał, że discordianizm zaczął się jako żart, ale z czasem przestał być wyłącznie żartem. Śmiech był dla niego metodą rozluźniania dogmatycznego przywiązania do pojęć, a zatem rodzajem praktyki duchowej. Principia mówi o tym wprost, gdy przestrzega czytelnika, by nie traktował jej zbyt poważnie, ale i nie zbyt lekko – bo zarówno powaga, jak i lekkość mogą stać się kolejną siatką.

Losy Thornleya i rozproszenie ruchu

Losy obu założycieli pokazują, że gra z chaosem nie zawsze pozostaje grą. Thornley służył pod koniec lat 50. w piechocie morskiej i poznał tam Lee Harveya Oswalda; napisał powieść The Idle Warriors, w której jedna z postaci była na nim wzorowana. Po zabójstwie Kennedy'ego zeznawał przed Komisją Warrena, a pod koniec lat 60. stał się obiektem zainteresowania prokuratora Garrisona. W następnych dekadach coraz bardziej pogrążał się w przekonaniu, że sam był wykorzystywany przez tajne służby. Ta biografia stała się dla wielu komentatorów przestrogą: paranoja, która w discordianizmie była przedmiotem satyry, mogła w życiu zamienić się w rzeczywistą udrękę.

Hill przez lata prowadził spokojniejsze życie i pozostał autorem raczej enigmatycznym. Zmarł w 2000 roku, Thornley w 1998. Tymczasem discordianizm rozproszył się w setkach grup, czasopism, fanzinów i stron internetowych, z których każda uważała się za równie prawowitą jak inne. Ruch nigdy nie miał centralnej organizacji, nie miał też dogmatów, które dałoby się egzekwować. Właśnie ta nieuchwytność pozwoliła mu przetrwać.

Eris w laboratoriach magii

W latach 70. i 80. postać Eris i niektóre idee Principia trafiły do kręgów, które zaczęły rozwijać nowoczesną magię chaosu. Twórcy tego nurtu w Wielkiej Brytanii znali discordiańskie teksty i chętnie się na nie powoływali, przejmując z nich zwłaszcza ideę, że wszystkie systemy przekonań są siatkami, które można świadomie przyjmować i porzucać. Eris pojawiała się w ich rytuałach jako patronka chaosu, a humor i parodia stały się uznanymi narzędziami pracy magicznej. Nie jest to miejsce na omawianie magii chaosu jako systemu, ale warto zaznaczyć, że discordianizm dostarczył jej jednego z najważniejszych źródeł wrażliwości: przekonania, że powaga i absurd mogą być równie skutecznymi drogami do przemiany świadomości.

Historia discordianizmu pokazuje szerzej, że religijna parodia nie musi być zwykłą zabawą. Principia Discordia przetrwała ponad pół wieku nie dlatego, że jest zabawna – choć niewątpliwie jest – lecz dlatego, że pod jej żartami kryje się pytanie, które nurtowało filozofów i mistyków od zawsze: czy porządek, który widzimy w świecie, jest w nim rzeczywiście, czy też nakładamy go sami. Hill i Thornley odpowiedzieli na to pytanie śmiechem, ale śmiech ten był formą odpowiedzi, a nie unikiem.