Satanistyczny feminizm i Lucyfer emancypacji
W XIX wieku część feministek, pisarek i okultystek odczytała biblijną opowieść o Ewie i wężu na przekór tradycji, czyniąc z Lucyfera sprzymierzeńca kobiet w walce o wiedzę i wolność, a z grzechu pierworodnego – pierwszy akt emancypacji, co szczegółowo opisał szwedzki historyk religii Per Faxneld.

Odwrócona lektura Księgi Rodzaju
Przez stulecia opowieść o raju służyła w kulturze chrześcijańskiej jako jedno z głównych uzasadnień podporządkowania kobiet. Ewa, która pierwsza uległa wężowi i namówiła Adama do zjedzenia owocu, uchodziła za sprawczynię upadku ludzkości, a jej kara – ból rodzenia i poddanie mężowi – była interpretowana jako boskie ustanowienie porządku płci. Teologowie, kaznodzieje i prawnicy powoływali się na ten tekst, gdy odmawiali kobietom prawa do nauczania, wykształcenia i udziału w życiu publicznym. Szczególną rolę odgrywało powiązanie kobiety z wężem: skoro diabeł zwrócił się najpierw do Ewy, to kobieta miała być z natury bardziej podatna na jego podszepty.
W XIX wieku zaczęło się pojawiać inne odczytanie tej sceny. Jeśli owoc z drzewa dawał poznanie dobra i zła, to Ewa sięgnęła po wiedzę, której zabraniał autorytet. Jeśli wąż obiecywał, że ludzie będą jak bogowie, to jego obietnica była zaproszeniem do samodzielności. W takim ujęciu kobieta nie jest słabszą stroną, która uległa pokusie, lecz odważniejszą stroną, która jako pierwsza zakwestionowała zakaz. Wąż, utożsamiany tradycyjnie z Szatanem, staje się wtedy nauczycielem i wyzwolicielem, a Bóg zakazu – patriarchalnym strażnikiem niewiedzy.
Per Faxneld, który poświęcił temu zjawisku rozprawę doktorską obronioną w Sztokholmie w 2014 roku i wydaną w poszerzonej wersji przez Oxford University Press w 2017 roku pod tytułem Satanic Feminism: Lucifer as the Liberator of Woman in Nineteenth-Century Culture, nazywa ten nurt satanistycznym feminizmem. Podkreśla przy tym, że nie chodzi o zorganizowany ruch ani o religijny kult diabła, lecz o zbiór strategii retorycznych i symbolicznych, którymi posługiwały się kobiety o bardzo różnych poglądach. Wspólny jest dla nich gest przejęcia: figura, która miała kobiety zniesławiać, zostaje odwrócona i użyta jako narzędzie ich obrony.
Biblia kobiet i odwaga Ewy
Jednym z najważniejszych tekstów tego nurtu, choć nie wszystkie jego autorki zgodziłyby się z takim określeniem, jest The Woman's Bible, wydana w dwóch częściach w 1895 i 1898 roku przez zespół kierowany przez amerykańską sufrażystkę Elizabeth Cady Stanton. Książka była zbiorem komentarzy do tych fragmentów Pisma Świętego, które dotyczą kobiet, i stanowiła otwarte wyzwanie wobec teologii, która uzasadniała ich podrzędność. Wywołała burzę, a znaczna część ruchu sufrażystek odcięła się od niej, obawiając się, że podważy wiarygodność walki o prawo wyborcze.
Komentarz Stanton do Księgi Rodzaju jest wyraźnym przykładem odwróconej lektury. Autorka zwraca uwagę, że kusiciel nie próbował odwieść Ewy od obowiązku za pomocą klejnotów, strojów czy przyjemności zmysłowych, lecz obietnicą wiedzy, i że Ewa przyjęła ją z pragnienia mądrości. W ten sposób scena upadku staje się opowieścią o kobiecej ambicji intelektualnej, a Ewa – postacią godną podziwu, a nie potępienia. Stanton nie była wyznawczynią Szatana i nie budowała wokół niego żadnej teologii. Posługiwała się jednak logiką, w której rola węża zostaje dowartościowana jako inicjacja w wiedzę.
Podobne motywy pojawiają się w pracy innej amerykańskiej działaczki, Matildy Joslyn Gage, która w książce Woman, Church and State (1893) przedstawiła historię chrześcijaństwa jako dzieje systematycznego ucisku kobiet. Gage poświęciła wiele miejsca prześladowaniom czarownic, które interpretowała jako zbrodnię wymierzoną w kobiety mądre, uzdrowicielki i nosicielki dawnej wiedzy. Interesowała się też teozofią i należała do Towarzystwa Teozoficznego, co pokazuje, jak blisko w tym okresie leżały myśl emancypacyjna i ezoteryka.
Czarownica jako buntowniczka
Ważnym źródłem tych interpretacji była książka francuskiego historyka Jules'a Micheleta La Sorcière (1862). Michelet przedstawił w niej średniowieczną czarownicę jako kobietę z ludu, uciśnioną przez Kościół i feudalnych panów, która w akcie rozpaczy i buntu zawiera pakt z Szatanem. Szatan Micheleta nie jest jednak władcą zła, lecz uosobieniem natury, ciała i wiedzy przyrodniczej, którą Kościół potępił. Czarownica staje się w tej opowieści pierwszą lekarką, pierwszą przyrodniczką i pierwszą rebeliantką, a jej sabat – zgromadzeniem wyklętych przeciw porządkowi, który ich odrzucił.
Książka Micheleta, pisana z romantyczną pasją, ma niewielką wartość jako źródło historyczne, ale wywarła ogromny wpływ na wyobraźnię. Wiele późniejszych autorek, w tym Gage, czerpało z niej obraz czarownicy jako bohaterki kobiecego oporu. Faxneld zwraca uwagę, że w ten sposób powstał pomost między historiografią, literaturą i myślą feministyczną, po którym motyw sojuszu kobiety z diabłem przeszedł z pola oskarżenia do pola apologii.
W Stanach Zjednoczonych ten sam język pojawił się w środowiskach radykalnych. Anarchista Moses Harman wydawał w Kansas pismo Lucifer, the Light-Bearer, które od lat osiemdziesiątych XIX wieku propagowało wolną miłość, prawo kobiet do decydowania o własnym ciele w małżeństwie i krytykę religijnej moralności seksualnej. Tytuł pisma nie oznaczał kultu, lecz deklarację: Lucyfer jako niosący światło był symbolem oświecenia w sprawach, które ortodoksja spowijała milczeniem. Harman był wielokrotnie skazywany na podstawie przepisów o nieprzyzwoitości, co nadało jego Lucyferowi rys męczeństwa.
Teozofia i mądrość węża
Najbardziej rozbudowaną ezoteryczną reinterpretację postaci Lucyfera przyniosła teozofia Heleny Bławatskiej. W 1887 roku w Londynie zaczęło się ukazywać pismo teozoficzne zatytułowane „Lucifer”, którego nazwę Bławatska uzasadniała jako przywrócenie pierwotnego sensu słowa: niosącego światło, gwiazdy porannej. W Doktrynie tajemnej (1888) przedstawiła węża z raju jako symbol boskiej mądrości, a upadek – jako moment, w którym ludzkość otrzymała świadomość i rozum. Lucyfer jest w tej interpretacji duchową zasadą inteligencji, a nie osobowym diabłem.
Teozofia nie była ruchem feministycznym w ścisłym sensie, ale stworzyła przestrzeń, w której kobiety mogły odgrywać rolę nauczycielek duchowych i przywódczyń. Sama Bławatska, a po niej Annie Besant, kierowały międzynarodową organizacją w czasach, gdy kobiety nie miały dostępu do urzędów w większości Kościołów. Faxneld zwraca uwagę, że teozoficzna lektura Księgi Rodzaju, w której wąż jest dawcą wiedzy, mogła być łatwo powiązana z emancypacyjną lekturą roli Ewy. Kobieta, która przyjęła dar węża, stawała się w tej perspektywie pierwszą wtajemniczoną.
Związek ezoteryki z emancypacją miał jednak granice. Teozofia głosiła ostatecznie przekroczenie płci w duchowym rozwoju, a nie walkę o prawa kobiet jako cel sam w sobie. Wiele teozofek angażowało się w ruch sufrażystek, ale robiły to z własnej inicjatywy, a nie z nakazu doktryny. Lucyfer teozofów był więc zasadą kosmiczną, którą feministki mogły wykorzystać, a nie sojusznikiem politycznym.
Poetki, dekadentki i ambiwalencja obrazu
Pod koniec XIX wieku motyw kobiety sprzymierzonej z wężem lub diabłem stał się jednym z ulubionych tematów sztuki dekadenckiej i symbolistycznej. Franz von Stuck namalował w 1893 roku obraz Die Sünde, przedstawiający nagą kobietę owiniętą ogromnym wężem, a John Collier pod koniec lat osiemdziesiątych przedstawił Lilith, pierwszą żonę Adama z tradycji żydowskiej, w uścisku węża. Obrazy te często wyrażały męski lęk przed kobiecą seksualnością i niezależnością, przedstawiając kobietę jako groźną uwodzicielkę. Ten sam motyw mógł jednak być odczytany odwrotnie, jako wizerunek kobiety silnej i wolnej.
Faxneld poświęca dużo uwagi pisarkom, które przejmowały te obrazy i nadawały im własny sens. Szczególne miejsce zajmuje Renée Vivien, angielska poetka piszącą po francusku, związana z lesbijskim środowiskiem paryskiej Belle Époque. W jej twórczości Szatan i zbuntowane kobiety z mitu i Biblii pojawiają się jako postacie bliskie, sprzymierzone przeciw porządkowi, który odrzucał kobiecą miłość i wolność. Vivien nie była okultystką, a jej satanizm był literacki, ale stanowił świadome przewartościowanie symbolu, którym posługiwała się kultura męska.
Do tego kręgu należy też amerykańska pisarka Mary MacLane, która w autobiograficznej książce wydanej w 1902 roku wyznała pragnienie spotkania z diabłem i oddania mu się. Jej tekst wywołał sensację i był odczytywany jako manifest młodej kobiety odrzucającej konwenanse. Przypadki Vivien i MacLane pokazują, że satanistyczny feminizm nie był wyłącznie strategią argumentacyjną działaczek, lecz także sposobem wyrażania osobistej tożsamości i pragnień, których nie dało się wypowiedzieć w języku dominującej religii.
Kontrdyskurs i jego dziedzictwo
Strategia odwróconego symbolu była ryzykowna. Przeciwnicy emancypacji chętnie posługiwali się demonologicznym językiem, przedstawiając kobiety domagające się praw jako bluźnierczynie, czarownice lub narzędzia diabła. Karykatury i kazania łączyły sufrażystki z obrazem kobiety zbuntowanej przeciw Bogu i naturze. Autorki, które same sięgały po figurę Lucyfera lub dowartościowywały węża, dostarczały tym oskarżeniom pozornego potwierdzenia. Nic dziwnego, że główny nurt ruchu kobiecego, zabiegający o poparcie religijnej klasy średniej, zwykle unikał takiej retoryki i odcinał się od jej przedstawicielek.
Faxneld opisuje to zjawisko w kategoriach kontrdyskursu. Satanistyczny feminizm nie powstał w próżni, lecz jako odpowiedź na wcześniejszy dyskurs, który wiązał kobiecość z diabłem. Zamiast zaprzeczać temu powiązaniu, niektóre autorki zgodziły się z nim, ale zmieniły jego ocenę: skoro diabeł jest buntownikiem przeciw niesprawiedliwemu porządkowi, to bycie jego sojuszniczką jest powodem do dumy. Taki ruch myśli wymagał odwagi i był możliwy głównie na marginesie, w kręgach artystycznych, radykalnych i ezoterycznych, gdzie koszt społeczny łamania tabu był niższy, a pragnienie nowych symboli – silniejsze.
Historia ta ukazuje, jak bardzo plastyczny był symbol Lucyfera w kulturze XIX wieku. Ta sama postać mogła służyć jako oskarżenie kobiet i jako ich obrona, jako wyraz lęku i jako wyraz nadziei. Satanistyczny feminizm nie zbudował religii, ale stworzył repertuar obrazów, w którym Ewa jest odważną poszukiwaczką wiedzy, czarownica – mądrą uzdrowicielką, a wąż – nauczycielem. Te obrazy przetrwały w późniejszej ezoteryce i w myśli feministycznej, często bez świadomości ich dziewiętnastowiecznego pochodzenia.
