Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Okultyzm nowoczesny

Maria de Naglowska i Światło płci

Maria de Naglowska, rosyjska emigrantka osiadła w Paryżu, sformułowała na początku lat trzydziestych własną mistykę płci i nadchodzącej Trzeciej Ery, w której Szatan przestaje być tylko wrogiem Boga, a zjednoczenie mężczyzny i kobiety staje się drogą odkupienia, łącząc odwróconą symbolikę satanizmu z mesjańskim oczekiwaniem.

Aleister Crowley, fotografia z 1929 roku
Aleister Crowley, fotografia z 1929 roku

Z Petersburga na Montparnasse

Biografia Marii de Naglowskiej zachowała się w strzępach i w znacznej mierze w opowieściach jej uczniów, co każe zachować ostrożność wobec szczegółów. Urodziła się w 1883 roku w Petersburgu w rodzinie szlacheckiej, wcześnie straciła rodziców i kształciła się w elitarnym Instytucie Smolnym. Wbrew woli rodziny poślubiła żydowskiego skrzypka Mojżesza Hopenkę i wyjechała z nim na Zachód: najpierw do Berlina, potem do Szwajcarii, gdzie urodziła troje dzieci i gdzie małżeństwo się rozpadło. Utrzymywała się z dziennikarstwa i lekcji języków. W latach dwudziestych przebywała we Włoszech, pisała do prasy, a w Rzymie zetknęła się z kręgami ezoterycznymi, w tym z Juliusem Evolą, który po latach wspominał ją w Metafisica del sesso jako autorkę wartą uwagi.

Pod koniec lat dwudziestych osiadła w Paryżu. Był to Paryż Montparnasse'u, emigrantów z Rosji, surrealistów i niezliczonych grup duchowych, w którym mistyczka bez pieniędzy i bez oficjalnego zaplecza mogła zgromadzić słuchaczy w kawiarni lub wynajętej salce. Naglowska robiła to systematycznie: wygłaszała wykłady, prowadziła spotkania, przyciągała ludzi z kręgów artystycznych, a jej uczniowie zapamiętali ją jako postać charyzmatyczną, pozbawioną zarazem ostentacji typowej dla okultystów belle époque. Zmarła w 1936 roku w Zurychu, mając nieco ponad pięćdziesiąt lat.

Przekład Randolpha i pismo La Flèche

Pierwszym głośnym przedsięwzięciem paryskim Naglowskiej była edycja Magia Sexualis, ogłoszona w 1931 roku jako francuski przekład tekstów amerykańskiego autora Paschala Beverly'ego Randolpha. Wydanie to ma szczególny status: nie zachował się angielski oryginał odpowiadający dokładnie tej książce, a badacze przypuszczają, że Naglowska zestawiła ją z kilku pism Randolpha i przekazów jego późniejszych zwolenników, opracowując je redakcyjnie. Nie jest to więc przekład w ścisłym sensie, lecz raczej kompilacja przefiltrowana przez jej wrażliwość. Dla historii magii seksualnej w Europie książka miała duże znaczenie, bo przez dziesięciolecia była głównym kanałem, którym idee przypisywane Randolphowi docierały do czytelników kontynentalnych.

Równolegle Naglowska wydawała pismo „La Flèche”, opatrzone podtytułem organu działania magicznego, które ukazywało się nieregularnie w latach 1930–1933. Na jego łamach publikowała fragmenty swoich nauk, komentarze do wydarzeń, polemiki z okultystami i teksty współpracowników. Pismo było skromne, ale stanowiło coś w rodzaju biuletynu wspólnoty, dla której nazwa strzały miała sens symboliczny: kierunek, napięcie, wzlot. Lektura zachowanych numerów pokazuje autorkę, która nie oddzielała doktryny od komentarza do współczesności: obok tekstów o płci i Trójcy pojawiały się uwagi o kryzysie Europy, o rozpadzie dawnych religii i o tym, że ludzkość stoi u progu nowej epoki, której znaki trzeba umieć odczytać. Ten ton, łączący proroctwo z publicystyką, był charakterystyczny dla międzywojnia, kiedy wiele ruchów duchowych przeżywało katastrofę wojny jako koniec jednego świata i zapowiedź innego. Wokół niego powstało bractwo, które w relacjach określane jest jako Bractwo Złotej Strzały, choć jego struktura i liczebność pozostają słabo udokumentowane.

Trzeci Termin Trójcy

Centrum myśli Naglowskiej stanowi teologia dziejów, którą wyłożyła w La Lumière du sexe (1932) i rozwinęła w Le Mystère de la pendaison (1934). Historia zbawienia dzieli się w niej na trzy epoki odpowiadające osobom Trójcy. Epoka Ojca, utożsamiana z judaizmem, była czasem prawa i ojcowskiej władzy. Epoka Syna, czas chrześcijaństwa, przyniosła miłość, lecz zarazem rozdarcie ducha i ciała, w którym seksualność została zepchnięta w sferę grzechu. Nadchodzi teraz epoka trzecia, nazywana przez nią Trzecim Terminem Trójcy, w której Duch Święty objawia się w aspekcie kobiecym, a rozdzielone dotąd bieguny zostają pojednane.

Ta struktura ma długą tradycję. Schemat trzech epok wywodzi się od dwunastowiecznego opata Joachima z Fiore, a w XIX wieku podejmowało go wielu mesjanistów, od polskich romantyków po francuskich proroków religijnych. Naglowska nadała mu jednak swoisty rys, wprowadzając do niego postać Szatana. W jej ujęciu Szatan nie jest bytem całkowicie złym, lecz zasadą zstąpienia w materię, ciemnym biegunem Boga, bez którego nie byłoby ruchu, pożądania ani życia. Chrześcijaństwo, potępiając go bez reszty, potępiło też ciało i płeć, a przez to zamknęło drogę do pełnego odkupienia. Trzecia Era ma przynieść nie zwycięstwo Szatana, lecz jego reintegrację w boską całość.

Czytelnik znający rosyjską myśl religijną przełomu wieków rozpozna w tej konstrukcji pokrewieństwa, choć nie należy ich przeceniać, bo brak bezpośrednich deklaracji samej autorki. Dymitr Mereżkowski, także emigrant osiadły w Paryżu, od lat głosił nadejście Trzeciego Testamentu, w którym duch i ciało, niebo i ziemia mają się pojednać. Włodzimierz Sołowjow i jego następcy rozwijali sofiologię, naukę o Mądrości Bożej w aspekcie kobiecym. Naglowska wyrosła w kulturze, w której takie idee krążyły w salonach i czasopismach, i przeniosła je do zupełnie innego kontekstu: z rosyjskiej filozofii religii do francuskiego okultyzmu, z kręgu teologów do kręgu kawiarnianych słuchaczy, z języka spekulacji do języka rytuału.

Dlatego nazywanie Naglowskiej satanistką jest zarazem trafne i mylące. Sama posługiwała się symboliką satanistyczną, mówiła o Szatanie z czcią i odwracała tradycyjne znaki, ale jej celem nie było odrzucenie Boga, lecz przezwyciężenie dualizmu, który uważała za chorobę zachodniej religijności. Ten rys łączy ją z innymi myślicielami dwudziestego wieku, którzy szukali w demonologii zapomnianych aspektów sacrum, choć jej język pozostał bardziej liturgiczny niż filozoficzny.

Płeć jako sakrament

Druga oś jej nauki dotyczy seksualności jako drogi wtajemniczenia. La Lumière du sexe opisuje zjednoczenie mężczyzny i kobiety jako akt, który w zwykłym przeżyciu prowadzi w dół, ku rozproszeniu sił, lecz przy odpowiedniej dyscyplinie może zostać odwrócony i skierowany ku górze. Kluczową rolę przypisywała kobiecie: to ona, jako kapłanka i nosicielka Ducha w Trzeciej Erze, prowadzi mężczyznę przez próbę. Mężczyzna ma nauczyć się panowania nad pożądaniem, nie przez jego stłumienie, lecz przez wytrwanie w napięciu, które przemienia energię płciową w świadomość.

Tytuł książki dobrze oddaje ten zamysł. Światło płci nie oznacza tu oświecenia w sensie racjonalnym ani rozkoszy zmysłowej, lecz blask, który pojawia się w człowieku, gdy siła zazwyczaj trwoniona zostaje zebrana i przemieniona. Naglowska pisała językiem obrazowym, chętnie sięgała po metafory ognia, wzniesienia i progu, i nie zawsze przejmowała się spójnością pojęciową. Jej książka bardziej przypomina katechizm nowej wspólnoty niż traktat, co tłumaczy zarówno jej siłę oddziaływania na słuchaczy, jak i trudność, jaką sprawia późniejszym interpretatorom.

Najbardziej kontrowersyjnym elementem tej praktyki był rytuał opisany w Le Mystère de la pendaison, w którym mężczyzna miał doświadczać krótkiego, kontrolowanego zawieszenia na sznurze, prowadzącego do stanu granicznego między życiem a śmiercią. Naglowska interpretowała go jako inicjacyjną śmierć i odrodzenie, przejście przez próg, po którym człowiek wraca odmieniony. Trudno ustalić, w jakim zakresie i jak często rytuał był rzeczywiście wykonywany; relacje uczniów różnią się, a sama autorka pisała o nim w języku symbolicznym. Historyk może jedynie odnotować, że w samym opisie łączy się ono z odwiecznym motywem wisielca, obecnym zarówno w micie o Odynie zawieszonym na drzewie, jak i w karcie tarota przedstawiającej postać powieszoną za nogę.

W tym wszystkim widać, jak Naglowska przekształca materiał przejęty z Randolpha. U amerykańskiego autora magia seksualna miała przede wszystkim cele praktyczne: zdrowie, siłę woli, powodzenie, pobudzenie zdolności jasnowidzenia. U niej staje się częścią eschatologii, sakramentem nowej ery, przez który ludzkość ma przejść od chrześcijańskiego rozdarcia do pojednania płci i pojednania nieba z otchłanią.

Wspólnota, uczniowie i pamięć

Grupa skupiona wokół Naglowskiej nie była liczna i nie przetrwała długo po jej śmierci. Jej członkowie pochodzili w dużej mierze ze środowisk artystycznych i dziennikarskich; w relacjach o jej wykładach pojawiają się nazwiska ludzi związanych z surrealizmem i awangardą, choć zakres ich zaangażowania jest trudny do ocenienia. Wiele z tego, co wiemy o życiu wspólnoty, pochodzi ze wspomnień jednego z uczniów, Marca Pluqueta, spisanych dziesiątki lat później i wydanych jako La Sophiale, co samo w sobie każe traktować je jako świadectwo pamięci, a nie protokół.

Naglowska przygotowywała swoich uczniów do rytuału, który nazywała złotą mszą i który miał być ukoronowaniem jej działalności. Według przekazów odbył się on w połowie lat trzydziestych, niedługo przed jej wyjazdem z Paryża. Sama zapowiedziała, że jej misja dobiega końca, i rzeczywiście zmarła wkrótce potem. Ta zbieżność dodała jej postaci aury prorockiej w oczach tych, którzy pozostali.

Miejsce w historii ezoteryki

Przez długi czas Naglowska pozostawała przypisem: wzmianką w historiach magii seksualnej, nazwiskiem przy Magia Sexualis, egzotyczną figurą międzywojennego Paryża. Dopiero pod koniec XX wieku zaczęto ją czytać jako samodzielną myślicielkę. Przekłady jej pism na angielski, a także opracowania badaczy zajmujących się zachodnim ezoteryzmem, pozwoliły dostrzec spójność jej systemu i jego związki z szerszymi nurtami: z joachimickim mesjanizmem, z romantycznym kultem kobiety jako zbawicielki, z odczytaniem Szatana jako postaci tragicznej, które przenika literaturę od Miltona przez Blake'a po poetów XIX wieku.

Jej oryginalność polega na połączeniu elementów, które zwykle występowały osobno. Satanizm literacki był zazwyczaj gestem buntu, nie teologią zbawienia. Mesjanizm trzeciej ery był zwykle pobożny i ascetyczny. Magia seksualna pozostawała techniką. Naglowska złożyła te wątki w jedną opowieść, w której zstąpienie w ciemność jest warunkiem powrotu do światła, a kobieta jest nie przedmiotem pożądania, lecz kapłanką przemiany. Można tę syntezę oceniać krytycznie, dostrzegać w niej naiwności i niebezpieczeństwa, zwłaszcza w praktykach granicznych, które opisywała. Trudno jednak odmówić jej miejsca wśród prób, jakie dwudziestowieczna ezoteryka podjęła, by na nowo przemyśleć relację między płciowością a sacrum, i zarazem przypomnieć, że wiele z tych prób narodziło się nie w akademiach, lecz w ubogich mieszkaniach emigrantów.