Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Okultyzm nowoczesny

H.P. Lovecraft i Necronomicon okultystów

Necronomicon, zmyślona księga z opowiadań Howarda Phillipsa Lovecrafta, materialisty drwiącego z wszelkiej magii, w ciągu półwiecza po jego śmierci przeszła z literatury do praktyki okultystycznej, czego najwyraźniejszymi świadectwami są wydany w 1977 roku Simon Necronomicon oraz magiczna recepcja mitologii Cthulhu.

Howard Phillips Lovecraft, fot. Lucius B. Truesdell, czerwiec 1934 – domena publiczna
Howard Phillips Lovecraft, fot. Lucius B. Truesdell, czerwiec 1934 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Księga, której nie było

Howard Phillips Lovecraft (1890–1937) spędził niemal całe życie w Providence na Rhode Island, pisząc opowiadania dla magazynów pulpowych, a przede wszystkim ogromną liczbę listów do przyjaciół i korespondentów. Był zdeklarowanym materialistą i ateistą, przekonanym, że wszechświat jest obojętny wobec człowieka, a religie i wierzenia nadprzyrodzone to pozostałości dawnej niewiedzy. Ten światopogląd stanowi paradoksalny fundament jego prozy. Groza Lovecrafta nie wynika z istnienia demonów w sensie chrześcijańskim, lecz z odkrycia, że ludzkość jest drobnym, przypadkowym epizodem w kosmosie, w którym działają istoty i siły zupełnie niepojmowalne.

W tym świecie szczególne miejsce zajmują księgi. Bohaterowie Lovecrafta są często antykwariuszami, bibliotekarzami, profesorami, którzy natrafiają na stare teksty zawierające wiedzę zakazaną. Najważniejszym z nich jest Necronomicon, po raz pierwszy wymieniony z tytułu w opowiadaniu The Hound, napisanym w 1922 roku i opublikowanym w „Weird Tales” w 1924 roku. Autorem księgi miał być Abdul Alhazred, „szalony Arab”, którego imię Lovecraft, jak sam wspominał, przybrał jako dziecko zafascynowane Baśniami tysiąca i jednej nocy. Wcześniej, w opowiadaniu The Nameless City (1921), pojawia się przypisany Alhazredowi dwuwiersz o tym, że nie jest umarłe to, co może spoczywać wiecznie, i że w dziwnych eonach nawet śmierć może umrzeć.

W kolejnych utworach – The Festival, The Call of Cthulhu, The Dunwich Horror, At the Mountains of Madness i innych – księga powraca jako źródło wiedzy o Wielkich Przedwiecznych, istotach, które władały ziemią przed człowiekiem i mogą powrócić. Lovecraft cytuje z niej krótkie fragmenty, ale nigdy nie podaje pełnej treści. To niedopowiedzenie było świadomym zabiegiem literackim: zakazana księga jest straszniejsza wtedy, gdy czytelnik może ją sobie tylko wyobrazić.

Pseudohistoria jednego tytułu

W 1927 roku Lovecraft napisał krótki tekst zatytułowany History of the Necronomicon, wydany drukiem dopiero w 1938 roku, już po jego śmierci, jako broszura. W kilku akapitach przedstawił w nim losy księgi z bibliograficzną precyzją. Oryginał miał nosić tytuł Al Azif i powstać w Damaszku około 730 roku. Abdul Alhazred, poeta z Sany w Jemenie, który przemierzył pustynie Arabii i ruiny Babilonu, miał zginąć w tajemniczych okolicznościach, rozszarpany według relacji przez niewidzialnego potwora w biały dzień. Grecki przekład pod tytułem Necronomicon miał sporządzić w X wieku Teodor Fileta z Konstantynopola, łaciński – Olaus Wormius w XIII wieku. Lovecraft dodał też, że angielski przekład sporządził John Dee, i wymienił biblioteki, w których przechowywano egzemplarze: British Museum, Bibliothèque nationale, Widener Library w Harvardzie, a także fikcyjny Uniwersytet Miskatonic w równie fikcyjnym Arkham.

Ta pseudohistoria jest arcydziełem mistyfikacji, bo łączy elementy prawdziwe z fikcyjnymi w sposób trudny do rozplątania dla laika. Olaus Wormius był rzeczywistym duńskim uczonym, choć żył w XVII, a nie w XIII wieku. John Dee był prawdziwym elżbietańskim magiem i matematykiem, a jego rękopisy rzeczywiście zawierały teksty o charakterze magicznym. Biblioteki istniały naprawdę. Lovecraft zastosował technikę, którą znał z literatury gotyckiej, ale zastosował ją z erudycją antykwariusza, a sam tytuł stworzył z greckich słów w sposób, który brzmiał przekonująco dla czytelników nieznających greki.

Fikcja, która szuka czytelnika wierzącego

Lovecraft nie ukrywał w listach, że Necronomicon jest jego wymysłem. Odpowiadając na pytania czytelników, którzy chcieli zdobyć księgę, wyjaśniał, że nigdy nie istniała. Zachęcał jednocześnie przyjaciół z tak zwanego kręgu Lovecrafta – Clarka Ashtona Smitha, Roberta E. Howarda, Augusta Derletha, Roberta Blocha i innych – do włączania jego zmyślonych ksiąg i bóstw do własnych opowiadań. Dzięki temu powstała wspólna mitologia, w której Necronomicon sąsiaduje z innymi zmyślonymi tomami, a powtarzanie tych samych tytułów przez różnych autorów wzmacniało złudzenie ich rzeczywistości.

Ta wspólna biblioteka miała jeszcze jedną cechę, która ułatwiła późniejsze nieporozumienia. Lovecraft chętnie stawiał swoje wymyślone tomy na tej samej półce co prawdziwe dzieła demonologiczne. W opowiadaniu The Festival bohater czyta w starym domu w Kingsport między innymi Saducismus Triumphatus Josepha Glanvilla i Daemonolatreia Nicolasa Remy'ego, a obok nich Necronomicon w łacińskim przekładzie. Czytelnik, który sprawdził dwa pierwsze tytuły i przekonał się, że istnieją, miał naturalną skłonność, by uznać, że istnieje także trzeci. Lovecraft znał autentyczną literaturę o czarownictwie głównie z drugiej ręki, z encyklopedii i opracowań, i nie miał ambicji jej studiowania; potrzebował jej jako tła, które użyczało zmyśleniu powagi. Ta strategia, skuteczna w literaturze, okazała się zaskakująco trwała poza nią.

Mistyfikacja żyła własnym życiem. Bibliotekarze otrzymywali zapytania o księgę, a kawalarze wpisywali ją do katalogów kartkowych i list antykwariuszy. Właśnie w tym miejscu zaczyna się proces, który historyk ezoteryki może opisać jako przechodzenie od fikcji do wiary. Tytuł, obdarzony w opowiadaniach aurą starożytności i grozy, stał się pustym naczyniem, które czekało na wypełnienie. W latach siedemdziesiątych XX wieku, w okresie rozkwitu kontrkultury i zainteresowania okultyzmem, kilka osób postanowiło to naczynie wypełnić.

Trzy wcielenia zmyślonej księgi

W 1973 roku wydawnictwo Owlswick Press opublikowało tom zatytułowany Al Azif, ze wstępem L. Sprague'a de Campa. Książka zawierała kilkanaście stron rzekomo starożytnego pisma, które w rzeczywistości było ozdobnym, powtarzającym się wzorem pseudosyryjskich znaków bez żadnego sensu. Był to żart dla kolekcjonerów i nikt nie przedstawiał go jako prawdziwego tekstu magicznego.

Inny charakter miał Necronomicon zredagowany przez George'a Haya i wydany w 1978 roku w Anglii, z udziałem Colina Wilsona, Roberta Turnera i Davida Langforda. Książka twierdziła, że jej materiał został odcyfrowany z rękopisu Johna Dee, a całość obramowano pozornie naukowymi esejami. W rzeczywistości była to świadoma mistyfikacja literacka, choć niektórzy czytelnicy przyjęli ją za dobrą monetę, a sam Turner wykorzystał w niej elementy autentycznej magii rytualnej.

Najbardziej wpływowe okazało się jednak wydanie, które ukazało się w 1977 roku w Nowym Jorku pod tytułem Necronomicon, z przedmową anonimowego redaktora podpisanego jako „Simon”. Książka powstała w kręgu księgarni okultystycznej Magickal Childe prowadzonej przez Hermana Slatera i początkowo była wydaniem bibliofilskim w niewielkim nakładzie. W 1980 roku ukazała się w masowym wydaniu kieszonkowym i odtąd sprzedała się w ogromnej liczbie egzemplarzy, stając się jedną z najczęściej kupowanych książek okultystycznych w Stanach Zjednoczonych. Tożsamość Simona pozostaje przedmiotem sporów; często wskazuje się na Petera Levendę, pisarza zajmującego się historią ezoteryki, który jednak nie przyznał się do autorstwa.

Mezopotamia pod nazwiskiem Alhazreda

Treść Simon Necronomicon ma niewiele wspólnego z opowiadaniami Lovecrafta. Zamiast Cthulhu i Yog-Sothotha pojawiają się w nim bóstwa mezopotamskie: Marduk, Tiamat, Enki, Inanna, Ereszkigal, a także postać nazwana Kutulu, w której redaktor dopatrywał się prototypu Cthulhu. Tekst obiecuje czytelnikowi system magiczny oparty na przechodzeniu przez siedem bram planetarnych, z modlitwami, pieczęciami i zaklęciami ochronnymi przed siłami Starszych. Część formuł zapożyczono, jak wykazali krytycy, z opublikowanych przekładów babilońskich tekstów rytualnych, w tym z serii zaklęć przeciw czarownicom znanej jako Maqlû, ale przetworzono je i dopasowano do nowej ramy.

Przedmowa Simona przekonywała, że Lovecraft musiał w jakiś sposób zetknąć się z prawdziwą księgą, a jego opowiadania są zniekształconym echem starożytnej tradycji. Ta teza jest literacko pomysłowa, ale nie ma żadnego oparcia w źródłach. Szczegółową krytykę przedstawili Dan Harms i John Wisdom Gonce III w książce The Necronomicon Files (1998), wskazując na liczne błędy w rozumieniu sumeryjskiej mitologii, anachronizmy i zapożyczenia z dostępnych współcześnie przekładów.

Sukces książki ma także wymiar czysto rynkowy, którego nie należy lekceważyć. Kieszonkowy format, czarna okładka, tytuł znany z opowiadań i powieści grozy oraz obecność na półkach zwykłych księgarń sprawiły, że Simon Necronomicon trafiał do czytelników, którzy nigdy nie zetknęliby się z wydaniami Crowleya czy z rytuałami Złotego Brzasku. Dla wielu nastolatków lat osiemdziesiątych był pierwszym kontaktem z czymkolwiek, co przypominało ceremonialną magię, a towarzyszące mu miejskie legendy o niebezpieczeństwie lektury tylko wzmacniały jego przyciąganie.

Mimo tych zastrzeżeń Simon Necronomicon znalazł praktyków. Dla części czytelników był wejściem do świata magii rytualnej, dla innych – narzędziem prowokacji, dla jeszcze innych – materiałem do eksperymentu. Ta recepcja nie dowodzi autentyczności tekstu, ale pokazuje coś istotnego o mechanizmach współczesnego okultyzmu: legitymizacja nie musi wynikać z historii, jeśli wystarczająco wielu ludzi zaczyna traktować dany system jako działający.

Od fikcji do praktyki

Równolegle do tych wydań przebiegał proces, w którym okultyści sięgali po samą mitologię Lovecrafta. W The Satanic Rituals (1972) Antona LaVeya znalazły się dwa obrzędy oparte na motywach lovecraftowskich, przypisywane Michaelowi Aquino, który posłużył się w nich wymyślonym językiem przywodzącym na myśl prozę z Providence. Kenneth Grant w swoich książkach z lat siedemdziesiątych, począwszy od The Magical Revival (1972), zestawiał Lovecrafta z Crowleyem i uznał pisarza za nieświadome medium, które mimowolnie odbierało przekazy ze sfer pozaludzkich; tę tradycję omawia się zazwyczaj osobno. W kręgach magii chaosu w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mitologia Cthulhu stała się jednym z popularnych systemów symbolicznych, wykorzystywanych w duchu przekonania, że skuteczność rytuału nie zależy od historycznej prawdziwości jego źródeł.

Ta ostatnia postawa jest kluczem do zrozumienia losów Necronomicon. Dla dawnych okultystów, od renesansowych magów po członków Złotego Brzasku, autorytet tekstu wiązał się z jego rzekomą starożytnością i ciągłością przekazu. Dla wielu późniejszych praktyków ta zależność przestała obowiązywać. Fikcyjny tytuł mógł zostać przyjęty jako narzędzie właśnie dlatego, że wszyscy wiedzieli lub przynajmniej podejrzewali, że jest fikcyjny. Wyobraźnia, która stworzyła księgę, stała się według nich tym samym rodzajem siły, co wyobraźnia, która tworzy bogów.

Lovecraft prawdopodobnie odniósłby się do tego z ironią, a może z rozbawieniem. Jego zmyślona księga osiągnęła coś, czego nie osiągnęło wiele prawdziwych tekstów magicznych: stała się powszechnie znana, kupowana i używana. Historyk idei może w tym zobaczyć nie tylko anegdotę z dziejów popkultury, ale przykład zjawiska znanego od dawna, choć rzadko tak dobrze udokumentowanego: narodzin tradycji z literatury, w której nikt z jej pierwszych twórców nie wierzył.