Pierre Piobb i francuska nauka tajemna
Pierre Piobb reprezentuje mniej znany typ francuskiego okultysty belle époque: nie założyciela zakonu, lecz kompilatora, kronikarza i deszyfranta, który traktował magię, astrologię i proroctwa Nostradamusa jako materiał do uporządkowania, a nie jako sekret do strzeżenia w lożach.

Pisarz bez zakonu
Pierre Piobb, w źródłach występujący także jako Pierre Vincenti lub Vincenti-Piobb, żył w latach 1874–1942 i niemal całe życie związał z Paryżem. W odróżnieniu od wielu współczesnych mu okultystów nie zbudował własnej organizacji ani nie zapisał się w historii jako wielki mistrz którejkolwiek z ówczesnych obediencji. Jego biografia jest słabo opracowana, a dostępne informacje pochodzą głównie z jego książek i z drobnych wzmianek w prasie okultystycznej. Tym bardziej zasadne jest czytanie go przez to, co napisał, a nie przez legendę, która w jego przypadku zresztą prawie nie powstała.
Paryż przełomu XIX i XX wieku był stolicą okultyzmu w podwójnym sensie. Działały w nim zakony inicjacyjne, takie jak Zakon Martynistów i Kabalistyczny Zakon Różokrzyża, o których mówią osobne eseje poświęcone Papusowi i Stanislasowi de Guaicie. Istniał też jednak drugi obieg, mniej widowiskowy: księgarnie i wydawnictwa specjalizujące się w literaturze ezoterycznej, przede wszystkim oficyna Chamuel, a później Dorbon i Chacornac, czasopisma, roczniki i podręczniki adresowane do czytelników, którzy nie chcieli lub nie mogli wstępować do lóż. Piobb należał do tego drugiego świata. Pisał dla czytelnika samodzielnego, któremu oferował nie inicjację, lecz kompendium.
Ta pozycja miała swoje konsekwencje. Pozbawiony autorytetu, jaki dawała przynależność do zakonu, Piobb musiał uzasadniać swoje twierdzenia inaczej: przez erudycję, przez odwołania do źródeł i przez obietnicę porządku. Jego książki są w efekcie bliższe encyklopedii niż objawieniu, a ich ton bliższy wykładowi niż kazaniu. Nie znaczy to, że były krytyczne w nowoczesnym sensie; znaczy tylko, że ich autor chciał przekonywać, a nie wtajemniczać.
Formularz zamiast świątyni
Najczęściej wspominaną pracą Piobba jest Formulaire de haute magie, wydany w 1907 roku. Tytuł mówi wiele o ambicji książki. „Formularz” to w języku francuskim zbiór przepisów, taki jak formularz farmaceutyczny, w którym lekarz znajduje gotowe receptury. Piobb zaproponował podobne narzędzie dla magii: zestawienie dawnych formuł, przepisów na kadzidła, talizmany i operacje, ułożonych tak, by czytelnik mógł je znaleźć i zrozumieć bez przekopywania się przez rozproszone grymuary i traktaty. Książka czerpie z tradycji magii uczonej, od kompilacji renesansowych po klucze salomonowe, i porządkuje ją według korespondencji, zwłaszcza planetarnych.
Takie przedsięwzięcie miało poprzedników. Éliphas Lévi w Dogme et rituel de la haute magie z lat 1854–1856 nadał wysokiej magii język filozoficzny i uczynił ją przedmiotem refleksji, a Papus w Traité méthodique de magie pratique z 1898 roku dał praktyczny podręcznik osadzony w doktrynie swojego zakonu. Piobb poszedł dalej w kierunku, który można nazwać filologicznym. Mniej interesowało go uzasadnienie magii, bardziej jej materiał: co dokładnie zalecały dawne teksty, w jakich godzinach, z jakimi substancjami, z jakimi imionami. W tym sensie jego formularz stoi bliżej antykwarycznego zestawienia niż programu duchowego.
Ta postawa ma dwie strony. Z jednej strony przyczyniła się do udostępnienia szerokiemu czytelnikowi materiału, który wcześniej krążył w drogich edycjach i rękopisach, i do tego, że magia przestała być wyłączną własnością lóż. Z drugiej strony odcięła formuły od kontekstu, w którym powstały. Średniowieczny lub renesansowy przepis na talizman był częścią złożonego obrazu świata, kosmologii, teologii i medycyny; w formularzu staje się pozycją w katalogu. Piobb nie był tego zapewne nieświadomy, ale jego książka dobrze pokazuje, jak nowoczesny okultyzm przemieniał tradycję w zasób.
Rocznik okultysty i nauka jego czasu
Drugim ważnym przedsięwzięciem Piobba było redagowanie L'Année occultiste et psychique, rocznika wydawanego w pierwszych latach XX wieku. Zamysł był typowy dla epoki zafascynowanej postępem: zebrać w jednym tomie przegląd publikacji, wydarzeń i dyskusji dotyczących zarówno okultyzmu, jak i badań psychicznych, które właśnie wtedy wkraczały do laboratoriów. Rocznik zestawiał więc doktrynę tradycyjną z raportami z seansów, z dyskusjami o hipnozie i z wynikami eksperymentów nad mediami.
Ta zbieżność nie była przypadkowa. Francuski okultyzm przełomu wieków chętnie przedstawiał się jako „nauka tajemna”, science occulte, a nie jako religia czy magia w potocznym sensie. Jego przedstawiciele marzyli o pojednaniu wiedzy starożytnych z fizyką, chemią i psychologią swojego czasu i często sięgali po język energii, fluidów i drgań, by mówić o rzeczach dawniej opisywanych językiem duchów i aniołów. Piobb wpisuje się w ten nurt także tytułem książki L'Évolution de l'occultisme et la science d'aujourd'hui, wydanej na początku lat dziesiątych, w której próbował pokazać, że nowe odkrycia potwierdzają lub przynajmniej nie przeczą tradycyjnym zasadom.
Z dzisiejszej perspektywy takie zestawienia wydają się naiwne, ale dla historyka mają wartość dokumentu. Pokazują, jak okultyzm reagował na promieniotwórczość, na eter, na hipnozę i na badania nad podświadomością, i jak próbował zająć miejsce między nauką a religią, którego nie chciała mu przyznać żadna z nich. Piobb, z temperamentem kompilatora, był w tej roli wygodnym pośrednikiem: zbierał, porządkował i komentował, nie wymagając od czytelnika przystąpienia do żadnej wspólnoty.
Szczególnie wyraźnie widać to w astrologii, która we Francji początku XX wieku przeżywała własne odrodzenie. Paul Choisnard, piszący także jako Paul Flambart, próbował wówczas oprzeć ją na zestawieniach statystycznych i nazywał swoje przedsięwzięcie astrologią naukową, a obok niego działali autorzy podręczników bardziej tradycyjnych, odwołujących się do Ptolemeusza i do astrologów renesansowych. Piobb sytuował się pomiędzy tymi biegunami. Astrologię traktował jako najstarszą z nauk tajemnych i jako klucz do pozostałych, ale zarazem jako dyscyplinę, której reguły trzeba znać z dawnych źródeł, a nie wymyślać od nowa. Ta podwójna lojalność, wobec tradycji i wobec ideału naukowości, była typowa dla całego jego pokolenia i tłumaczy, dlaczego jego prace tak chętnie łączą erudycyjne cytaty z deklaracjami o zgodności z nowoczesną wiedzą.
Podobny zamysł stoi za książką Les Mystères des dieux: Vénus, la déesse magique de la chair z 1909 roku, pomyślaną jako część większej serii o bóstwach antycznych. Piobb czytał w niej mitologię jako zaszyfrowany zapis praw kosmicznych i psychicznych, a postać bogini jako personifikację siły planetarnej działającej w człowieku. Była to metoda dobrze znana z XIX-wiecznej mitografii ezoterycznej, w której bogowie stawali się alegoriami żywiołów, planet i stanów duszy; u Piobba służyła ona przede wszystkim temu, by związać mit z astrologią i z magią korespondencji, czyli z dwiema dziedzinami, w których czuł się najpewniej.
Nostradamus jako szyfr
W okresie międzywojennym Piobb zajął się dziedziną, która przyniosła mu najtrwalszą sławę w kręgach miłośników proroctw: interpretacją Nostradamusa. Jego Le Secret de Nostradamus, wydany w 1927 roku, wychodził od tezy, że Proroctwa nie są zbiorem luźnych wizji, lecz zaszyfrowanym tekstem, którego właściwy porządek i znaczenie da się odtworzyć za pomocą odpowiedniego klucza. Czterowiersze, ułożone w centurie po sto, miały zostać celowo przemieszane przez autora, a do ich odczytania potrzebne byłyby reguły łączące język, liczby i astronomię.
Teza o szyfrze nie była zupełnie nowa; już XIX-wieczni komentatorzy, tacy jak Anatole Le Pelletier w Les Oracles de Michel de Nostredame z 1867 roku, traktowali Proroctwa jako tekst wymagający specjalnej metody lektury. Piobb nadał jej jednak bardziej systematyczny charakter i połączył z astrologią, w której był biegły. Z historycznego punktu widzenia trzeba podkreślić, że żaden z proponowanych kluczy nie zyskał uznania badaczy XVI-wiecznej literatury i że współczesna filologia czyta Nostradamusa przede wszystkim w kontekście jego epoki: renesansowej astrologii, kronik, wojen religijnych i tradycji proroctw apokaliptycznych. Interpretacje typu Piobbowego mówią zatem więcej o XX-wiecznym czytelniku niż o XVI-wiecznym autorze.
Mimo to jego praca zajmuje ważne miejsce w historii recepcji Nostradamusa we Francji. Ukazała się w okresie, w którym zainteresowanie proroctwami gwałtownie rosło w związku z niepokojami politycznymi, i przyczyniła się do ugruntowania obrazu Nostradamusa jako szyfranta posiadającego ukrytą wiedzę. Podobny charakter miała jego późniejsza książka o tak zwanym proroctwie świętego Malachiasza, liście mott przypisywanych kolejnym papieżom, którą historycy uważają za falsyfikat z końca XVI wieku, a którą Piobb komentował pod koniec lat trzydziestych w kontekście losów Europy.
Klucz uniwersalny i jego granice
Najambitniejszym projektem Piobba była Clef universelle des sciences secrètes, wydana w 1950 roku, a więc już po jego śmierci. Tytuł zapowiada program, który przewijał się przez całą jego twórczość: odnalezienie jednej zasady, która pozwoliłaby połączyć astrologię, magię, alchemię, kabałę i symbolikę liczb w spójny system. Taki „klucz” miałby wyjaśniać, dlaczego różne tradycje posługują się podobnymi strukturami siódemek, dwunastek i czwórek, oraz umożliwiać przekład z jednego języka symbolicznego na inny.
Marzenie o uniwersalnym kluczu ma w historii ezoteryki długi rodowód, sięgający renesansowych prób łączenia kabały z hermetyzmem i wcześniejszych spekulacji o prisca theologia. W wersji Piobba łączy się ono z XX-wieczną potrzebą systematyzacji i z wiarą, że okultyzm może być nauką ścisłą w przebraniu. Jego słabość polega na tym, co jest słabością wszystkich takich przedsięwzięć: korespondencje między tradycjami okazują się często efektem zabiegu porządkującego, a nie odkryciem, a podobieństwa liczb i figur nie dowodzą wspólnego źródła.
Ocena jego dorobku musi więc być dwojaka: jako źródło wiedzy o dawnej magii czy o Nostradamusie jego książki są dziś przestarzałe, jako świadectwo tego, jak okultysta początku XX wieku porządkował swoją bibliotekę, pozostają cenne. Piobb nie wywarł wpływu porównywalnego z Papusem czy Guénonem, a jego nazwisko jest dziś znane przede wszystkim specjalistom i kolekcjonerom dawnej literatury okultystycznej. Jego dorobek ma jednak wartość właśnie jako przykład okultyzmu bez zakonu: wiedzy tajemnej przeniesionej z loży do księgarni, z rytuału do katalogu, z inicjacji do lektury. W tej przemianie, którą Piobb reprezentował lepiej niż wielu bardziej znanych autorów, zapowiadała się już kultura ezoterycznego podręcznika, która zdominowała drugą połowę XX wieku.
