Fernando Pessoa i Aleister Crowley
Korespondencja Fernanda Pessoi z Aleisterem Crowleyem i ich lizbońskie spotkanie we wrześniu 1930 roku, zwieńczone upozorowanym samobójstwem maga przy Boca do Inferno, odsłaniają ezoteryczną warstwę twórczości poety, w której astrologia, przekład i gra tożsamości splatają się z poważnym namysłem nad wtajemniczeniem.

Pomyłka w horoskopie
Historia znajomości Fernanda Pessoi (1888–1935) z Aleisterem Crowleyem zaczyna się od błędu w obliczeniach. Pod koniec 1929 roku Pessoa, pracujący w Lizbonie jako korespondent handlowy i tłumacz listów w kilku firmach, zamówił z londyńskiego wydawnictwa Mandrake Press pierwsze tomy Confessions Crowleya. Lektura skłoniła go do napisania listu do wydawcy, w którym zwracał uwagę, że horoskop urodzeniowy podany przez Crowleya zawiera błąd. Crowley odpowiedział z wyraźnym zainteresowaniem i uznał uwagę za trafną. Tak rozpoczęła się wymiana listów, która trwała przez cały 1930 rok i doprowadziła do jedynego w swoim rodzaju spotkania w Lizbonie.
Ten początek jest znamienny. Pessoa nie przyszedł do Crowleya jako adept szukający mistrza ani jako wielbiciel jego poezji. Przyszedł jako astrolog, który traktował swoją dziedzinę z powagą rzemieślnika. Od lat sporządzał horoskopy dla siebie, przyjaciół, postaci historycznych i wydarzeń politycznych, a w jego papierach zachowały się setki takich obliczeń. Planował nawet działalność zawodową jako astrolog pod pseudonimem Raphael Baldaya, którego nazwisko figuruje w jego notatkach. Dla Pessoi astrologia nie była zabawą, lecz językiem opisującym zależności między osobą a strukturą kosmosu, a zarazem dyscypliną wymagającą precyzji.
Korespondencja toczyła się po angielsku, co dla Pessoi nie było żadną przeszkodą. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Durbanie w Afryce Południowej, gdzie jego ojczym pełnił funkcję konsula, i tam odebrał brytyjskie wykształcenie. Angielski był dla niego językiem literackim na równi z portugalskim; pisał w nim wiersze, wydał kilka tomików angielskich sonetów i poematów, a przez lata marzył o uznaniu ze strony anglojęzycznych czytelników. List do Crowleya był więc także gestem pisarza, który zwracał się do autora z kręgu kultury, w której sam chciał zaistnieć. Crowley z kolei, zawsze wyczulony na uznanie, znalazł w lizbońskim korespondencie czytelnika uważnego, kompetentnego i nieskłonnego do bałwochwalczego podziwu.
Horoskopy heteronimów
Najbardziej osobliwym przykładem tego zainteresowania są horoskopy, które Pessoa sporządził dla swoich heteronimów, czyli fikcyjnych poetów, w których imieniu pisał: Alberta Caeira, Ricarda Reisa i Álvara de Campos. Każdy z nich otrzymał od autora datę, miejsce i godzinę urodzenia, a następnie kartę astrologiczną, która miała odpowiadać jego temperamentowi i stylowi poetyckiemu. Pessoa uważał, że heteronim nie jest pseudonimem, lecz odrębną osobowością, i traktował ich biografie z konsekwencją, która zdumiewa czytelników do dziś.
Horoskopy heteronimów pokazują, że ezoteryka u Pessoi nie była dodatkiem do twórczości, lecz jednym z jej narzędzi. Jeśli osoba jest ukształtowana przez układ gwiazd w chwili narodzin, to stworzenie fikcyjnej osoby wymaga także stworzenia jej nieba. Poeta, który mnożył siebie w wielu głosach, szukał w astrologii zasady porządkującej tę wielość. W liście do Adolfa Casaisa Monteiro z 1935 roku, w którym opisał genezę heteronimów, mówił o nich jako o dramatis personae, a dramat, który rozgrywał w sobie, miał według niego także wymiar metafizyczny.
Na tym tle zrozumiała staje się jego uwaga o horoskopie Crowleya. Pessoa rozpoznał w Angliku kogoś, kto również traktował tożsamość jako coś, co można świadomie kształtować, przybierać i zmieniać. Crowley miał wiele imion magicznych i wiele masek, a jego życie było w dużej mierze przedstawieniem. Pessoa, poeta heteronimów, mógł w tym widzieć pokrewieństwo.
Mag w Lizbonie
Na początku września 1930 roku Crowley przypłynął do Lizbony w towarzystwie młodej niemieckiej malarki Hanni Jaeger. Pessoa przywitał ich w porcie. Przez następne tygodnie spotykali się wielokrotnie, rozmawiali o astrologii, magii i poezji, odwiedzali kawiarnie i okolice stolicy. Szczegóły tych rozmów znamy fragmentarycznie, głównie z notatek Pessoi, z jego późniejszych wypowiedzi i z zapisków Crowleya. Nie ma podstaw, by sądzić, że Pessoa przyjął od Crowleya jakąkolwiek inicjację lub stał się jego uczniem.
Pobyt nie przebiegał spokojnie. Relacja Crowleya z Hanni Jaeger była burzliwa, a po niespełna trzech tygodniach kobieta opuściła Portugalię po gwałtownej kłótni. Crowley postanowił wtedy zniknąć w sposób, który przyciągnie uwagę prasy i stanie się legendą. W tym przedsięwzięciu Pessoa okazał się nieocenionym wspólnikiem.
Boca do Inferno
Boca do Inferno, czyli Paszcza Piekła, to skalna rozpadlina na wybrzeżu Atlantyku w pobliżu Cascais, gdzie morze z hukiem wdziera się do jaskini. W drugiej połowie września 1930 roku znaleziono tam, przyciśnięty papierośnicą, list pożegnalny Crowleya. Napisany po portugalsku, adresowany do Hanni, głosił, że autor nie może bez niej żyć i że inna Paszcza Piekła go pochłonie, choć nie będzie tak gorąca jak jej. Podpis był chiński w brzmieniu, odpowiadający jednemu z magicznych imion Crowleya.
Wiadomość trafiła do portugalskiej prasy, a jej rozpowszechnieniu pomógł przyjaciel Pessoi, dziennikarz i poeta Augusto Ferreira Gomes. Sam Pessoa udzielał wypowiedzi, w których twierdził, że po rzekomej śmierci widział Crowleya w Lizbonie, co dodawało całej sprawie aury tajemnicy i nadprzyrodzoności. Policja wszczęła dochodzenie, a historię podchwyciły gazety brytyjskie. Tymczasem Crowley spokojnie przekroczył granicę hiszpańską i kilka tygodni później pojawił się w Berlinie, gdzie wkrótce zorganizowano wystawę jego obrazów.
Pessoa rozpoczął pisanie opowiadania kryminalnego opartego na tej historii, zatytułowanego roboczo Boca do Inferno, które pozostało nieukończone. Fakt, że zaangażował się w mistyfikację z takim zapałem, mówi wiele o jego stosunku do Crowleya i do samej idei ezoterycznego przedstawienia. Upozorowana śmierć była dla obu rodzajem rytuału, w którym fikcja i rzeczywistość zostają celowo pomieszane. Dla Pessoi, który całe życie pisał pod cudzymi imionami, była to gra znajoma, choć przeniesiona z papieru na ulice Lizbony i do kolumn gazet.
Hymn do Pana po portugalsku
Najtrwalszym literackim owocem tej znajomości jest przekład Hymn to Pan, poematu Crowleya, który Pessoa przetłumaczył na portugalski jako Hino a Pã. Przekład ukazał się w 1931 roku w czasopiśmie „Presença”, wydawanym w Coimbrze przez młode pokolenie modernistów, którzy uznawali Pessoę za mistrza. Wybór utworu nie był przypadkowy. Hymn to Pan to ekstatyczna inwokacja do boga natury i dzikiej mocy, pełna rytmicznych powtórzeń i okrzyków. Przełożenie go na portugalski wymagało zachowania zarówno jego dziwnej metryki, jak i liturgicznej intensywności, i Pessoa zrobił to z dużą wirtuozerią.
Przekład ten pozostaje osobliwym dokumentem spotkania dwóch wyobraźni. Pessoa, sceptyk w wielu sprawach i ironista z temperamentu, potrafił oddać ton poematu, który wymagał całkowitego zaangażowania. W jego twórczości własnej podobna intensywność pojawia się rzadko i zawsze w kontekście ezoterycznym.
Wtajemniczenie bez mistrza
Ezoteryczne zainteresowania Pessoi sięgały znacznie dalej niż znajomość z Crowleyem. W latach 1915–1916 przetłumaczył na portugalski kilka dzieł teozoficznych, w tym prace Helen Bławatskiej, Annie Besant i Charlesa Leadbeatera. W liście do ciotki z 1916 roku opisywał doświadczenia, które uważał za początki zdolności mediumicznych, a w jego papierach zachowały się liczne teksty pisane automatycznie, podpisane przez rzekome duchy. Jednocześnie traktował teozofię z rezerwą, pociągała go raczej idea wtajemniczenia niż konkretna doktryna.
W 1935 roku, kilka miesięcy przed śmiercią, Pessoa opublikował w prasie lizbońskiej obszerny artykuł w obronie wolnomularstwa przeciw projektowi ustawy zakazującej tajnych stowarzyszeń, wniesionemu w pierwszych latach reżimu Salazara. Choć sam nie był wolnomularzem, bronił prawa ludzi do zrzeszania się w organizacjach o charakterze inicjacyjnym. W notatce biograficznej z tego samego roku napisał o sobie, że został wtajemniczony w trzy niższe stopnie Zakonu Templariuszy Portugalii, który określał jako pozornie wygasły. Wielu badaczy traktuje to stwierdzenie jako metaforyczne, odnoszące się do wtajemniczenia w sensie duchowym, a nie do udziału w jakiejkolwiek realnej organizacji.
W poezji ezoterycznej Pessoi, zwłaszcza w wierszach takich jak Eros e Psique z 1934 roku czy Iniciação, wtajemniczenie jawi się jako przejście przez kolejne zasłony, za którymi nie ma ostatecznej odpowiedzi, lecz jedynie kolejna tajemnica. Eros e Psique poprzedza motto przedstawione jako fragment rytuału stopnia w Zakonie Templariuszy Portugalii, mówiące, że prawdy dane na różnych stopniach, choć sprzeczne, są jedną prawdą. Wiersz opowiada historię księżniczki zaklętej we śnie i księcia, który do niej zmierza, a w zakończeniu odkrywa, że sam był tą, której szukał. Wtajemniczenie okazuje się powrotem do siebie, ale do siebie przemienionego.
Tę samą wrażliwość widać w Mensagem (1934), jedynym tomie portugalskich wierszy, który Pessoa wydał za życia. Cykl poematów o historii Portugalii, od legendarnych założycieli po wielkie odkrycia geograficzne, przenika mesjanistyczna tęsknota za powrotem zaginionego króla Sebastiana i za nadejściem Piątego Imperium, rozumianego nie politycznie, lecz duchowo. Książka zawiera aluzje do symboliki różokrzyżowej i templariuszowskiej, a jej konstrukcja bywa odczytywana jako droga inicjacyjna, prowadząca od ziemskiej przeszłości ku ukrytemu przeznaczeniu narodu. Pessoa nie ogłaszał w niej doktryny, lecz posługiwał się ezoterycznym słownikiem, by mówić o historii jako o czymś, co ma sens zakryty przed zwykłym spojrzeniem.
Na tym tle znajomość z Crowleyem nabiera właściwych proporcji. Pessoa nie był uczniem maga, lecz partnerem w grze, w której obaj traktowali tożsamość i jej zasłony jako materiał twórczy. Crowley był dla niego postacią fascynującą i zarazem nieco komiczną, przykładem człowieka, który zamienił okultyzm w spektakl. Pessoa przyglądał mu się z życzliwą ironią, uczestniczył w jego mistyfikacji, przełożył jego hymn, ale własną drogę ezoteryczną prowadził w samotności, w poezji i w tysiącach kartek ukrytych w słynnej skrzyni, odnalezionej po jego śmierci.
