Ferdynand Ossendowski i Król Świata
Kilka stron mongolskiej relacji Ferdynanda Ossendowskiego o podziemnym królestwie Agarty wywołało w Paryżu lat 1924–1925 spór o prawdomówność podróżnika, z którego René Guénon wyprowadził własną, metafizyczną konstrukcję mitu ukrytego ośrodka duchowego świata.

Uciekinier, który przywiózł legendę
Ferdynand Antoni Ossendowski, urodzony w 1876 roku w okolicach Witebska, był z wykształcenia chemikiem i geologiem, z temperamentu – niezmordowanym autorem. Przed rewolucją pracował w Rosji jako naukowiec i publicysta, w czasie wojny domowej znalazł się po stronie białych, a w latach 1920–1921 uciekał przez Syberię i Mongolię przed bolszewikami. Po drodze zetknął się z baronem Romanem von Ungernem-Sternbergiem, okrutnym i mistycyzującym dowódcą, który zajął wówczas Urgę, i z otoczeniem Bogdo-gegena, duchowego i świeckiego władcy Mongolii. Do Stanów Zjednoczonych dotarł z gotowym materiałem na książkę.
Książka ukazała się w 1922 roku w Nowym Jorku po angielsku, pod tytułem Beasts, Men and Gods, przygotowana we współpracy z amerykańskim redaktorem; polskie wydanie, zatytułowane Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów, wyszło rok później, a polska tradycja często przywołuje ją po prostu jako Zwierzęta, ludzie i bogowie. Stała się światowym bestsellerem. Czytelników przyciągały przede wszystkim brawurowe przygody: przeprawy przez zamarznięte rzeki, potyczki z czerwonymi oddziałami, portret szalonego barona. Ostatnia część tomu miała jednak zupełnie inny charakter. Ossendowski opowiadał w niej, co rzekomo usłyszał od lamów i mongolskich książąt o tajemnicy, którą nazywali „tajemnicą tajemnic”.
Agarta w relacji Ossendowskiego
Według tej relacji pod powierzchnią Azji rozciąga się podziemne państwo Agarti, połączone tunelami z różnymi częściami świata. Rządzi nim Król Świata, który zna wszystkie siły natury, czyta w duszach ludzi i w księdze ich przeznaczenia, a niekiedy objawia się wybranym. Ossendowski przekazywał też proroctwo, wypowiedziane podobno przez Króla Świata w jednym z klasztorów: zapowiedź epoki upadku, wojen i rozpadu narodów, po której ludy Agarti wyjdą na powierzchnię. Wspominał o tronie, przy którym zasiadają dwaj pomocnicy, oraz o momentach, w których cała przyroda milknie, gdy król się modli.
Charakter tych stron jest zasadniczo niejasny. Autor nie twierdził, że był w Agarcie, a jedynie że zapisał opowieści mongolskich i tybetańskich rozmówców; zarazem pisał tak, jakby relacjonował sprawy, którym sam przynajmniej częściowo dawał wiarę. Nie da się dziś ustalić, ile w tym rzeczywistego folkloru buddyjskiego Mongolii – w którym istnieją wyobrażenia o ukrytej krainie Szambhali – ile literackiego opracowania, a ile zapożyczeń z lektur. Uczciwy historyk musi tę niepewność zostawić otwartą. Pewne jest tylko, że w Europie Zachodniej opowieść trafiła na grunt przygotowany: ten sam motyw podziemnego ośrodka i jego władcy opisał już w latach osiemdziesiątych XIX wieku francuski ezoteryk Saint-Yves d'Alveydre, i to podobieństwo stało się zapalnikiem sporu.
Trzeba też pamiętać o kontekście, w jakim te strony powstały. Mongolia roku 1921 była krajem w stanie wojny, a postać Ungerna, który uważał się za obrońcę monarchii i buddyzmu przed rewolucją, otaczała aura mesjanistycznej grozy. Proroctwa o upadku świata i nadejściu ukrytego władcy dobrze współbrzmiały z apokaliptycznym nastrojem tej kampanii. Ossendowski, który widział rozstrzeliwania i pożary, pisał o Królu Świata z perspektywy człowieka, któremu rzeczywistość wydawała się już wystarczająco nieprawdopodobna, by pomieścić także legendę. Ta mieszanina reportażu wojennego i mistycznego folkloru nadała książce siłę, ale zarazem uczyniła ją bezbronną wobec pytań o źródła.
Paryska debata w „Les Nouvelles littéraires”
Przekład francuski, Bêtes, hommes et dieux, ukazał się w 1924 roku i natychmiast wywołał polemikę. Zarzucano Ossendowskiemu dwie rzeczy, które łatwo pomylić. Pierwszy zarzut dotyczył wiarygodności części przygodowej: krytycy, wśród nich znawcy Azji, wytykali nieścisłości geograficzne i chronologiczne, wątpliwe trasy i niemożliwe tempo podróży. Drugi zarzut dotyczył samej Agarty: sugerowano, że polski autor przepisał ją z Mission de l'Inde Saint-Yves'a, wydanej pośmiertnie w 1910 roku, i ubrał w mongolskie szaty.
Tygodnik „Les Nouvelles littéraires”, prowadzony przez Frédérica Lefèvre'a, zorganizował w lecie 1924 roku spotkanie, na którym Ossendowski miał odpowiedzieć na wątpliwości w obecności kilku intelektualistów. W relacjach z tej dyskusji pojawiają się m.in. orientalista René Grousset, filozof Jacques Maritain i René Guénon; tygodnik drukował potem kolejne głosy i repliki. Już ten skład pokazuje, że nie chodziło wyłącznie o weryfikację reportażu. Dla katolickiego tomisty, dla historyka Azji i dla metafizyka tradycji pytanie o Agartę było pytaniem o to, czy Wschód przechowuje jakąś ukrytą wiedzę, i jak Europa ma się do niej odnosić.
Spór nie skończył się w Paryżu. W 1925 roku szwedzki podróżnik Sven Hedin opublikował po niemiecku broszurę Ossendowski und die Wahrheit, w której ostro kwestionował rzetelność polskiego autora. Ossendowski bronił się, wskazując na świadków i na charakter swojej książki, która nie była rozprawą naukową, lecz wspomnieniem z ucieczki. Rozstrzygnięcia nie było i być nie mogło: część relacji dało się potwierdzić, części nie, a strony o Królu Świata z natury rzeczy wymykały się weryfikacji.
Guénon: od plagiatu do śladu tradycji
Najbardziej trwały skutek debaty wyszedł spod pióra Guénona. W kwestii plagiatu zajął on stanowisko zaskakujące: uznał, że Ossendowski najpewniej nie znał tekstu Saint-Yves'a, a zbieżności między obiema relacjami – nawet w szczegółach, takich jak tytuły trzech najwyższych dostojników ośrodka – są zbyt specyficzne, by tłumaczyć je przypadkiem, i zarazem zbyt rozbieżne, by mówić o przepisywaniu. Wniosek, jaki z tego wyciągał, był śmiały: jeśli dwaj autorzy, niezależnie od siebie, natrafili na tę samą opowieść, to opowieść ta musi wskazywać na coś realnego, choćby nie w sensie geograficznym.
Rozwinięciem tej myśli była książka Le Roi du Monde, wydana w 1927 roku. Guénon nie zajmuje się w niej trasą ucieczki przez Mongolię ani weryfikacją rozmów z lamami. Relacja Ossendowskiego służy mu jako punkt wyjścia, jeden z wielu świadków czegoś, co uważa za uniwersalny symbol tradycyjny: istnienia najwyższego ośrodka duchowego, z którego wywodzą się wszystkie autentyczne formy tradycji i który w obecnym, schyłkowym okresie dziejów pozostaje ukryty. Król Świata nie jest tu monarchą podziemnego imperium, lecz figurą funkcji – prawodawcą pierwotnym, odpowiednikiem hinduskiego Manu, rządzącym porządkiem świata w sensie zasadniczym, a nie politycznym.
Guénon zestawia ten motyw z bardzo różnorodnym materiałem. Pojawia się u niego biblijny Melchizedek, król Salemu i kapłan Najwyższego, jako postać łącząca godność królewską i kapłańską; pojawia się święte miasto Luz z tradycji żydowskiej, którego nie dosięga anioł śmierci; pojawiają się święte góry, pępki świata, kamienie i omfalosy, a także legenda o Graalu. Wszystkie te obrazy miałyby być rozproszonymi odbiciami jednej prawdy o centrum, które w pierwotnej epoce było jawne, a później, w miarę zstępowania cyklu, zostało zakryte. W tej perspektywie mongolska Agarta jest jednym z lokalnych imion tego, co tradycja nazywa krainą najwyższą lub, w terminologii Guénona, ziemią świętą par excellence.
Taka lektura wyrastała z całej wcześniejszej pracy Guénona. Już w książkach o hinduizmie i w krytyce teozofii z pierwszej połowy lat dwudziestych przedstawiał on dzieje ludzkości jako zstępowanie od pierwotnej pełni ku epoce ciemności, w której tradycja przetrwała jedynie w ukrytych ogniwach. Relacja Ossendowskiego dostarczyła mu obrazu, który pozwalał tę tezę unaocznić bez odwoływania się do sensacyjnych objawień. Nie potrzebował wierzyć w podziemne miasta, by uznać, że opowieść o nich zachowuje pamięć o funkcji duchowego centrum. Można powiedzieć, że Le Roi du Monde to traktat o symbolice ośrodka, któremu przypadkowo patronuje polski podróżnik.
Mit, który przeżył spór
Warto dokładnie zobaczyć, co się w tym przesunięciu dokonało. Polemika z 1924 roku była sporem o fakty: czy Ossendowski widział to, co opisał, i czy nie przepisał cudzego tekstu. Guénon odpowiedział na nią w rejestrze, w którym fakty w zwykłym sensie przestają rozstrzygać. Wystarczyła mu zbieżność świadectw, by uznać, że dotykają one czegoś prawdziwego na płaszczyźnie symbolicznej, i ta strategia uczyniła mit odpornym na krytykę historyczną. Nawet gdyby okazało się, że Ossendowski coś zmyślił, jego relacja pozostałaby w ujęciu Guénona przypadkowym nośnikiem prawdziwej idei.
Guénon zachował przy tym dystans wobec dosłowności, którą przejęli inni. Wyraźnie ostrzegał przed traktowaniem podziemnych tuneli i ukrytych królestw jak obiektów ekspedycji, a samego siebie nie przedstawiał jako wysłannika Agarty. Recepcja poszła jednak w różnych kierunkach. W międzywojennej Francji środowiska ezoteryczne, takie jak krótkotrwała grupa Polaires, wiązały Agartę z kontaktami z ukrytymi mistrzami; w późniejszej literaturze popularnej motyw spleciono z teoriami pustej Ziemi, z poszukiwaniem Szambhali i z najróżniejszymi spekulacjami politycznymi. Spora część tego, co dziś krąży pod hasłem Agarty, nosi ślady dwóch książek: przygodowej relacji Polaka i metafizycznego traktatu Francuza, choć ich autorzy pisali w zupełnie innych celach.
Sam Ossendowski nie zbudował na Agarcie żadnej doktryny. Po powrocie do niepodległej Polski stał się płodnym autorem książek podróżniczych, powieści i publicystyki, pisał m.in. krytyczną biografię Lenina i liczne relacje z podróży po Afryce. Do tematu Króla Świata nie wracał w sposób systematyczny i nie próbował występować jako ezoteryk. Zmarł w styczniu 1945 roku w Żółwinie pod Warszawą. Ironią historii idei jest to, że w obiegu ezoterycznym zapamiętano go niemal wyłącznie z kilku rozdziałów, które sam traktował jako zapis zasłyszanych opowieści.
Historia sporu pokazuje zatem mechanizm, który w dziejach zachodniej ezoteryki powtarza się często. Tekst o niepewnym statusie – ani reportaż, ani fikcja, ani objawienie – trafia do środowiska, które szuka świadectw na rzecz istnienia pierwotnej tradycji. Krytyka historyczna podważa jego dosłowną prawdziwość, lecz zarazem nadaje mu rozgłos. Wreszcie interpretator o dużej sile syntetycznej przenosi go na płaszczyznę symbolu, gdzie wątpliwości faktograficzne tracą znaczenie. Agarta Ossendowskiego przeszła wszystkie te etapy w ciągu zaledwie pięciu lat, między amerykańskim wydaniem z 1922 roku a paryskim traktatem z 1927 roku, i z tej drogi wyszła jako jeden z najtrwalszych mitów dwudziestowiecznego okultyzmu.
