Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Kabała

Salomon Molcho i mesjański zryw XVI wieku

Portugalski nowochrześcijanin Diogo Pires, który jako Salomon Molcho powrócił do judaizmu i połączył kabalistyczne wizje z dyplomatyczną misją Dawida Reubeniego, przeniósł mesjańskie oczekiwanie z kręgów mistyków przed oblicze papieża i cesarza, płacąc za to śmiercią na stosie w Mantui w 1532 roku.

Kitel noszony przez Salomona Molcho, około 1530, lniany z jedwabnym haftem, fot. FloweringDagwood – CC BY 4.0
Kitel noszony przez Salomona Molcho, około 1530, lniany z jedwabnym haftem, fot. FloweringDagwood – CC BY 4.0 · Wikimedia Commons

Nowochrześcijanin na dworze Lizbony

Diogo Pires urodził się około 1500 roku w Portugalii, w rodzinie cristãos-novos, nowych chrześcijan, potomków Żydów, których w 1497 roku zmuszono do chrztu dekretem króla Manuela I. Przymusowa konwersja całej społeczności, bez możliwości emigracji, stworzyła w Portugalii sytuację szczególną. Formalnie Żydów już nie było, ale tysiące rodzin pamiętały swoje pochodzenie, część z nich w tajemnicy praktykowała dawne obrzędy, a reszta społeczeństwa patrzyła na nich z podejrzliwością, która z czasem miała doprowadzić do ustanowienia portugalskiej inkwizycji w 1536 roku.

Młody Pires otrzymał staranne wykształcenie i zrobił karierę w królewskiej administracji, pełniąc funkcję pisarza przy jednym z wysokich trybunałów. Był więc człowiekiem w pełni zintegrowanym z elitą chrześcijańskiej monarchii, przynajmniej na zewnątrz. Nie wiadomo dokładnie, jak głęboko sięgała jego wcześniejsza znajomość judaizmu; późniejsze źródła sugerują, że znał hebrajski i miał dostęp do tekstów żydowskich, co w środowisku nowochrześcijańskim nie było niemożliwe, ale wymagało ostrożności.

Punktem zwrotnym w jego życiu stało się przybycie do Portugalii w 1525 roku tajemniczego gościa, który przedstawiał się jako książę z dalekiego Wschodu i przywódca zaginionych plemion Izraela.

Poseł z pustyni Chabor

Dawid Reubeni pojawił się w Europie kilka lat wcześniej. W 1523 roku dotarł do Wenecji, a w 1524 roku został przyjęty w Rzymie przez papieża Klemensa VII. Twierdził, że jest bratem króla Józefa, władającego potomkami plemion Rubena, Gada i połowy plemienia Manassesa na pustyni Chabor, gdzieś w Arabii, i że przybywa jako poseł, by zawrzeć sojusz z władcami chrześcijańskimi przeciw Turkom. Potrzebował broni, okrętów i dział, a w zamian obiecywał pomoc w odzyskaniu Ziemi Świętej. Jego pochodzenie pozostaje do dziś zagadką: historycy nie są zgodni, czy był Żydem z Jemenu, z Afryki czy skądinąd, czy był oszustem, marzycielem, czy człowiekiem wierzącym we własną misję. Pozostawił po sobie hebrajski diariusz, który jest głównym źródłem do jego dziejów, lecz który trzeba czytać z ostrożnością.

Papież przyjął go życzliwie i dał mu listy polecające do króla Portugalii Jana III, który miał w tym czasie wielkie interesy na Oceanie Indyjskim i w Afryce i mógł uważać sojusz przeciw Osmanom za użyteczny. Reubeni przybył do Portugalii w 1525 roku i przez pewien czas był przyjmowany na dworze z honorami. Jego obecność wywołała jednak wśród nowochrześcijan poruszenie, którego władze nie mogły zignorować. Dla ludzi żyjących od pokolenia w przymusowym chrześcijaństwie pojawienie się żydowskiego księcia, przyjmowanego przez króla i papieża, mogło oznaczać tylko jedno: zbliżało się odkupienie.

Diogo Pires należał do tych, na których to wrażenie było najsilniejsze. Odwiedził Reubeniego i, jak wynika z przekazów, dokonał na sobie obrzezania, co było w ówczesnej Portugalii aktem niezwykle niebezpiecznym, oznaczającym jawny powrót do judaizmu i narażającym na oskarżenie o apostazję. Reubeni, według własnego diariusza, był tym przerażony, obawiając się, że zostanie oskarżony o nakłanianie chrześcijan do odstępstwa, co zniweczyłoby jego misję dyplomatyczną. Pires, który przyjął wtedy imię Salomon Molcho, musiał uciekać z kraju.

Saloniki i kazania mesjańskie

Molcho udał się do imperium osmańskiego, gdzie żyło wówczas wielu wygnańców z Hiszpanii i Portugalii. Najdłużej przebywał w Salonikach, mieście, które po 1492 roku stało się jednym z najważniejszych ośrodków sefardyjskiej diaspory i miejscem intensywnych studiów kabalistycznych. Według niektórych przekazów odwiedził także Ziemię Świętą, choć szczegóły jego podróży są niepewne. W Salonikach studiował kabałę, a jego charyzma szybko przyciągnęła uczniów i słuchaczy. Wiadomo, że zetknął się tam z kręgiem uczonych skupionych wokół Józefa Taitazaka, jednego z najbardziej poważanych rabinów miasta.

W 1529 roku w Salonikach wydrukowano zbiór jego kazań, znany pod tytułem Derashot lub Sefer ha-Mefo'ar. Jest to tekst niezwykły, łączący egzegezę biblijną, spekulację kabalistyczną i obliczenia mesjańskie. Molcho przedstawiał w nim wydarzenia polityczne epoki jako znaki zbliżającego się odkupienia. Szczególne znaczenie miało dla niego złupienie Rzymu przez wojska cesarskie w 1527 roku, które interpretował jako początek upadku Edomu – w języku tradycji rabinicznej symbolicznej nazwy Rzymu i chrześcijaństwa. Ekspansja osmańska, wojny między władcami chrześcijańskimi, rozłam w Kościele – wszystko to układało się w jego oczach w obraz świata, który zbliża się do końca dawnego porządku.

Te kazania nie powstały w próżni. Pokolenie wygnańców z Półwyspu Iberyjskiego żyło w atmosferze napiętego oczekiwania. Izaak Abrawanel, wybitny uczony i mąż stanu, który opuścił Hiszpanię w 1492 roku, napisał w ostatnich latach XV wieku trzy dzieła poświęcone Mesjaszowi i wyznaczył w nich datę odkupienia na początek nowego stulecia. W Jerozolimie kabalista Abraham ben Eliezer ha-Lewi rozsyłał listy i traktaty, w których upatrywał w podbojach osmańskich oraz w wystąpieniu Lutra zapowiedzi bliskiego końca wygnania. Molcho przejął ten klimat, lecz nadał mu nowy kierunek: nie poprzestał na interpretacji znaków, ale uznał, że sam ma w nich odegrać rolę.

Kabała Molcha była kabałą wizji i snów. Twierdził, że otrzymuje objawienia od anioła lub nauczyciela niebiańskiego, który ukazuje mu przyszłość i kieruje jego krokami. Nie był systematycznym teozofem ani komentatorem Zoharu, lecz kimś, kto doświadczał mistyki jako bezpośredniego przewodnictwa. Ta forma pobożności miała w ówczesnej kulturze sefardyjskiej swoje miejsce, ale w przypadku Molcha prowadziła do wniosków o charakterze praktycznym: skoro odkupienie jest bliskie, trzeba działać.

Trzydzieści dni na moście nad Tybrem

W 1529 roku Molcho wrócił do Italii. Głosił kazania w Ankonie, gdzie przyciągał tłumy, a potem udał się do Rzymu. Tam dokonał gestu, który najlepiej oddaje charakter jego mesjanizmu. Według przekazów przez trzydzieści dni przebywał wśród żebraków i chorych przy moście na Tybrze, w pobliżu papieskiego pałacu. Gest ten odwoływał się do talmudycznego przekazu, według którego Mesjasz siedzi u bram Rzymu wśród ubogich dotkniętych chorobą i czeka na znak, by się objawić. Molcho nie ogłaszał się wprost Mesjaszem, ale dramatyzował swoją rolę w sposób, który dla wtajemniczonych był czytelny.

Udało mu się zyskać przychylność samego Klemensa VII, który przyjmował go na audiencjach i, według przekazów, był pod wrażeniem jego przepowiedni. Molcho miał zapowiedzieć wylew Tybru, który rzeczywiście nastąpił jesienią 1530 roku, a także trzęsienie ziemi w Portugalii, które dotknęło ten kraj w styczniu 1531 roku. Te spełnione zapowiedzi, niezależnie od tego, jak je oceniać, zwiększyły jego autorytet zarówno wśród Żydów, jak i w niektórych kręgach chrześcijańskich. Papież wystawił mu list żelazny, chroniący go przed inkwizycją.

Nie wszyscy byli jednak zachwyceni. Najbardziej zdecydowanym przeciwnikiem Molcha w Rzymie był Jakub Mantino, żydowski lekarz i tłumacz dzieł filozoficznych, człowiek o dużych wpływach w kręgach papieskich. Mantino uważał Molcha za niebezpiecznego fantastę, którego działalność mogła ściągnąć na społeczność żydowską represje, i przyczynił się do postawienia go przed sądem inkwizycyjnym. Molcho został skazany na spalenie jako apostata, ale tradycja głosi, że papież uratował go potajemnie, każąc spalić w jego miejsce innego skazańca. Historycznej pewności co do tego epizodu brak, ale wiadomo, że Molcho uniknął wtedy śmierci i opuścił Rzym.

Ratyzbona, Mantua i pamięć męczennika

W 1532 roku Molcho połączył się ponownie z Reubenim i obaj postanowili udać się do cesarza Karola V, który przebywał wtedy w Ratyzbonie na sejmie Rzeszy. Celem było przedstawienie cesarzowi planu wspólnej walki z Turkami, prowadzonej z udziałem Żydów. Był to pomysł, który z perspektywy politycznej musiał się wydawać fantastyczny, ale dla Molcha stanowił logiczną konsekwencję jego wizji: odkupienie miało przyjść przez działanie w świecie, przez sojusze i wojny, a nie przez samo czekanie.

W Ratyzbonie przebywał wówczas także Józel z Rosheim, najważniejszy rzecznik Żydów niemieckich, który latami starał się o ochronę swojej społeczności przez dyplomację i negocjacje z władzami. Józel zdystansował się od przybyszów, uznając, że ich działalność może narazić Żydów w Rzeszy na niebezpieczeństwo. Jego reakcja dobrze oddaje napięcie między dwiema strategiami przetrwania: ostrożnym pośrednictwem przy dworach a mesjańskim gestem, który chce zmienić bieg historii jednym aktem.

Cesarz kazał obu aresztować. Reubeniego wywieziono do Hiszpanii, gdzie zmarł w więzieniu inkwizycji, prawdopodobnie kilka lat później. Molcha przewieziono do Mantui i postawiono przed sądem jako apostatę, który porzucił chrześcijaństwo. Zaproponowano mu ułaskawienie, jeśli powróci do wiary, w której został ochrzczony. Odmówił i pod koniec 1532 roku został spalony na stosie.

Śmierć Molcha uczyniła z niego męczennika w oczach wielu Żydów. Rozeszły się pogłoski, że przeżył i ukrył się, a niektórzy czekali na jego powrót. W Pradze przechowywano przedmioty, które tradycja wiązała z jego osobą. Jego postać wywarła wpływ na późniejszych kabalistów. Józef Karo, autor kodeksu prawa żydowskiego Szulchan aruch, zapisał w mistycznym dzienniku Maggid mesharim obietnicę niebiańskiego przewodnika, że dostąpi śmierci męczeńskiej na wzór Molcha, co świadczy o tym, jak głęboko jego ofiara wryła się w wyobraźnię pokolenia.

Historia Molcha i Reubeniego pokazuje moment, w którym kabała, dotąd przede wszystkim domeną kontemplacji i teozoficznej spekulacji, wkroczyła wprost na scenę polityczną. Mesjańskie oczekiwanie, które w średniowieczu wyrażało się zwykle w obliczeniach i modlitwie, stało się programem działania: audiencjami u papieża, propozycjami sojuszy wojskowych, publicznymi gestami w stolicach Europy. Że ten program skończył się katastrofą, nie było zaskoczeniem dla ostrożnych przywódców społeczności żydowskich. Ale jego pamięć pozostała żywa i przygotowała grunt pod kolejne ruchy, w których kabała i polityka miały się jeszcze nieraz spotkać.