Josef Chaim z Bagdadu i Ben Isz Chaj
Josef Chaim z Bagdadu, kaznodzieja i autor Ben Isz Chaj, połączył w drugiej połowie XIX wieku rozstrzygnięcia halachiczne z obyczajami kabały lurianickiej, tworząc dla Żydów irackich praktyczny podręcznik życia religijnego, w którym prawo i mistyka przestały być dwoma osobnymi porządkami.

Miasto nad Tygrysem w ostatnim stuleciu osmańskim
Społeczność żydowska Bagdadu należała do najstarszych w diasporze. Jej pamięć sięgała wygnania babilońskiego, a lokalna tradycja z dumą wskazywała w okolicy groby proroków i mędrców, do których pielgrzymowano w określone dni roku. W XIX wieku miasto było prowincjonalnym ośrodkiem imperium osmańskiego, ale żydowscy kupcy bagdadzcy prowadzili interesy od Basry po Bombaj, Kalkutę i Szanghaj. Rodzina Sassoonów, która z Bagdadu przeniosła się do Indii, stała się symbolem tej sieci handlowej, łączącej Bliski Wschód z brytyjskim imperium. Wraz z towarami podróżowały książki, listy i pytania halachiczne, a autorytet bagdadzkich rabinów sięgał tam, dokąd docierali emigranci.
Stulecie to przyniosło również zmiany, które wspólnota odczuwała jako wyzwanie. W 1865 roku paryski Alliance Israélite Universelle otworzył w Bagdadzie szkołę, ucząc francuskiego i przedmiotów świeckich; z czasem jego placówki wykształciły pokolenie urzędników i kupców myślących w kategoriach europejskiej nowoczesności. Reformy osmańskie, zwane tanzimat, zmieniały status niemuzułmańskich poddanych, a wraz z nimi pozycję tradycyjnych instytucji gminnych. W tym świecie, jeszcze zakorzenionym w dawnym porządku, a już otwierającym się na nowy, przyszło działać człowiekowi, którego Żydzi iraccy do dziś nazywają po prostu imieniem jego najsłynniejszej książki.
Josef Chaim urodził się w Bagdadzie w 1835 roku jako syn rabina Elijahu Chaima, potomka rodziny uczonych. Uczył się w jesziwie prowadzonej przez rabina Abdallaha Somecha, wybitnego talmudystę, który kształcił większość bagdadzkiej elity rabinicznej tamtego okresu. Po śmierci ojca, jeszcze jako młody człowiek, przejął po nim obowiązek kaznodziei w głównej synagodze miasta. Tradycja wspólnoty przypisuje mu pół wieku nieprzerwanego nauczania z tej samej ambony; nawet jeśli liczba ta została nieco zaokrąglona, wskazuje trafnie, że jego autorytet nie wynikał z urzędu, lecz z długiej, codziennej obecności przed słuchaczami. Nie był formalnie naczelnym rabinem w osmańskim sensie tej funkcji – godność chacham baszi sprawowali inni – a mimo to właśnie jego słowo rozstrzygało w sprawach, w których wspólnota szukała pewności.
Kazania na każdy tydzień roku
Ben Isz Chaj ukazał się drukiem w Jerozolimie w 1898 roku. Tytuł pochodzi z Drugiej Księgi Samuela, gdzie o jednym z wojowników Dawida, Benajahu, synu Jehojady, powiedziano, że był „synem mężnego męża”, ben isz chaj. Autor wierzył, że wywodzi się z rodu Benajahu, i uczynił z tej frazy swego rodzaju podpis; słowo chaj, „żywy”, nawiązywało zresztą do imienia rodowego Chaim. Kilka innych jego dzieł nosi tytuły zbudowane z tej samej biblijnej opowieści, co pokazuje, jak mocno kaznodzieja utożsamiał swą twórczość z owym genealogicznym znakiem.
Konstrukcja książki odpowiada jej pochodzeniu. Josef Chaim wygłaszał w szabaty kazania, w których komentarz do cotygodniowej perykopy Tory przechodził płynnie w omówienie praktycznych przepisów. Całość podzielono na dwa „roczniki”: w każdym tygodniu pierwszej części omawiane są inne zagadnienia halachiczne niż w odpowiednim tygodniu drugiej. Czytelnik otrzymywał w ten sposób dwuletni cykl, który przy kolejnych lekturach obejmował znaczną część prawa codziennego – modlitwę, szabat, święta, błogosławieństwa, czystość, obyczaje domowe. Każdy rozdział otwiera wstęp homiletyczny, często pełen alegorii i odniesień do Zoharu, a dopiero potem następują ponumerowane paragrafy przepisów.
Forma ta była sama w sobie decyzją wychowawczą. Halacha nie została tu podana jako system kodeksowy dla uczonych, lecz jako treść tygodniowego spotkania z wiernymi, którzy słuchali kazania w synagodze, a potem mogli przeczytać je w domu. Język jest prosty, przykłady konkretne, a rozstrzygnięcia na ogół jednoznaczne. Książka zastępowała w wielu rodzinach kontakt z rabinem: można było w niej sprawdzić, jak postąpić, gdy w piątek po południu zabraknie czasu na przygotowanie światła szabatowego, jakie słowa wypowiedzieć przy nowym owocu, w jakiej kolejności zakładać ubranie.
Halacha, która mówi głosem Ariego
Najbardziej charakterystyczną cechą Ben Isz Chaj jest sposób, w jaki do rozstrzygnięć prawnych wchodzi tradycja kabalistyczna. Podstawą pozostaje Szulchan aruch Josefa Karo, kodeks uznawany przez Żydów sefardyjskich i wschodnich za normatywny. Josef Chaim stale jednak przywołuje obyczaje przypisywane Izaakowi Lurii, zwanemu Arim, oraz zapis jego nauk w pismach Chaima Witala. Gdy kodeks milczy lub dopuszcza kilka możliwości, wybiera zwykle tę, która zgadza się z praktyką Ariego. Gdy zaś kodeks i kabała prowadzą do różnych wniosków, potrafi przyznać pierwszeństwo kabale, uzasadniając to przekonaniem, że Luria znał duchowy sens przepisu, a zatem jego zwyczaj lepiej wyraża intencję samego prawa.
Przykłady są rozsiane po całej księdze. Kolejność zakładania odzieży, sposób wiązania sznurowadeł, liczba i układ świateł szabatowych, układ chlebów na stole w piątkowy wieczór, określone kawanot, czyli intencje towarzyszące modlitwie – wszystko to otrzymuje uzasadnienie zarówno w źródłach talmudycznych, jak i w nauce o sefirach i duchowych światach. Kabała przestaje być wiedzą zastrzeżoną dla nielicznych, którzy zamykają się w bet midraszu nad Ec chajim. Staje się warstwą sensu obecną w najprostszym geście domowym, choć zwykły wierny nie musi znać jej teorii, by wykonać przepis.
Ten mechanizm nie był wynalazkiem Josefa Chaima. Od XVII wieku obyczaje lurianickie przenikały do praktyki wspólnot sefardyjskich i wschodnich, a różne kompendia próbowały je uporządkować. Jego zasługa polega na tym, że uczynił z tej syntezy normę dostępną szerokiemu czytelnikowi i ujął ją w formie, która mogła wejść do codziennego użytku. W XX wieku podobną drogą poszedł urodzony w Bagdadzie Jakow Chaim Sofer w obszernym komentarzu Kaf ha-chajim, w którym kabała również współdecyduje o rozstrzygnięciach. Krytycy tej metody, zwłaszcza w izraelskiej halasze drugiej połowy XX wieku, podkreślali natomiast, że kodeks Karo powinien mieć pierwszeństwo przed zwyczajami wywiedzionymi z kabały, i spór ten pozostaje żywy w środowiskach Żydów wschodnich.
Kaznodzieja, kabalista i autor dla kobiet
Josef Chaim pisał niezwykle dużo. Obok Ben Isz Chaj pozostawił zbiór responsów Raw pe'alim, w którym odpowiadał na pytania nadsyłane z Bagdadu i z daleka, a także obszerny komentarz Ben Jehojada do agad talmudycznych, w którym opowieści Talmudu odczytywał przez pryzmat kabały, często proponując kilka warstw interpretacji tej samej historii. Wydał też responsa Tora li-szma pod pseudonimem, co wywołało w późniejszych pokoleniach dyskusje o przyczynach tej anonimowości. Spod jego pióra wyszły pieśni religijne śpiewane w irackich domach przy szabatowym stole, modlitwy okolicznościowe i komentarze do modlitewnika.
Szczególne miejsce zajmuje Kanun an-nisa, „Prawo kobiet”, napisany w judeoarabskim, czyli w mówionym języku bagdadzkich Żydów zapisanym alfabetem hebrajskim. Książka zawiera przepisy dotyczące domu, rodziny i obowiązków religijnych kobiet, przeplatane opowiastkami moralnymi. Jej istnienie dobrze pokazuje, jak kaznodzieja rozumiał swoją rolę: chciał, aby norma religijna dotarła również do tych, którzy nie czytali po hebrajsku i nie uczestniczyli w nauce w jesziwie. Kabała, którą wprowadzał do halachy, nie była więc w jego ujęciu sprawą elitarną, lecz duchowym tłem obyczaju, którym żyła cała wspólnota.
Ważnym momentem w jego biografii była podróż do Ziemi Izraela w 1869 roku. Odwiedził wówczas Jerozolimę i groby świętych w Galilei, w tym grób Szymona bar Jochaja w Meronie, któremu tradycja przypisuje autorstwo Zoharu. Wizyta ta umocniła jego więź z ośrodkami kabalistycznymi Jerozolimy, gdzie zresztą później drukowano jego książki. Zachowane relacje o tej podróży mają charakter hagiograficzny i należy je czytać ostrożnie, ale nie ulega wątpliwości, że Bagdad i Jerozolima tworzyły dla niego jedną przestrzeń duchowego autorytetu.
Dziedzictwo w diasporze i w Izraelu
Josef Chaim zmarł w 1909 roku, kilka dekad przed końcem żydowskiej obecności w Iraku. Po 1950 roku, gdy niemal cała wspólnota wyjechała do Izraela, jego książki stały się dla emigrantów czymś więcej niż kompendium przepisów. Były przenośną ojczyzną: zapisanym obyczajem dawnego Bagdadu, który można było zabrać ze sobą do obozów przejściowych, a potem do nowych synagog w Ramat Gan, Or Jehuda czy Jerozolimie. Wspólnoty irackie w Indiach, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych korzystały z nich w podobny sposób, a pamięć o kaznodziei przeniknęła także do innych grup Żydów wschodnich, dla których Ben Isz Chaj stał się wzorem łatwo dostępnej halachy.
Znaczenie jego dzieła dla historii kabały polega na tym, że pokazuje ono, czym stała się mistyka lurianicka po trzech stuleciach od działalności Lurii w Safedzie. Wielki system kosmologiczny o kurczeniu się Boskiej obecności, rozbiciu naczyń i naprawie świata nie zniknął, lecz w znacznej mierze zamienił się w praktykę: w rytm modlitwy, w drobne zwyczaje i w przekonanie, że każdy z nich ma udział w dziele naprawy. Ben Isz Chaj jest świadectwem tej przemiany od wewnątrz. Nie wykłada teorii, lecz zakłada ją jako oczywistość, w której żyje cała wspólnota.
Historyk idei może dostrzec w tym zjawisku zarówno sukces, jak i pewne napięcie. Sukces polega na tym, że kabała stała się żywą częścią religijności ludowej, a nie wyłącznie przedmiotem uczonej spekulacji. Napięcie wynika z tego, że jej obecność w halasze rodziła pytania o hierarchię źródeł: czy zwyczaj mistyczny może zmienić rozstrzygnięcie kodeksu, i kto ma prawo o tym decydować. Josef Chaim odpowiadał na nie z pewnością kaznodziei, który wiedział, że jego słuchacze potrzebują jasnej drogi. Późniejsze pokolenia zadają te same pytania z mniejszą pewnością, a jego książka pozostaje dla nich zarówno punktem odniesienia, jak i przedmiotem sporu.
