Johann Andreas Eisenmenger i Entdecktes Judenthum
Wydane we Frankfurcie w 1700 roku Entdecktes Judenthum Johanna Andreasa Eisenmengera przekształciło cytaty z Zoharu i późniejszej literatury kabalistycznej w materiał dowodowy przeciw Żydom, a spór o jego cenzurę pokazał, jak ezoteryczny tekst wyrwany z kontekstu mógł stać się bronią polityczną.

Hebraista z Heidelbergu
Johann Andreas Eisenmenger urodził się w 1654 roku w Mannheimie, w rodzinie skromnego urzędnika, i studiował w Heidelbergu, gdzie zainteresował się językami orientalnymi. Następnie wyjechał na studia zagraniczne, między innymi do Anglii i Niderlandów. Najdłużej przebywał w Amsterdamie, gdzie istniała wówczas jedna z największych i najbardziej otwartych gmin żydowskich Europy, a hebrajskie drukarnie wydawały dzieła niedostępne w Niemczech. Tam spędził kilka lat na lekturze Talmudu, midraszy i pism kabalistycznych, korzystając z pomocy żydowskich nauczycieli.
Okoliczności tej nauki obrosły później opowieściami, których nie sposób dziś w pełni zweryfikować. Według przekazu, który powtarzano zarówno w kręgach jego zwolenników, jak i przeciwników, Eisenmenger miał udawać skłonność do przejścia na judaizm, aby zyskać zaufanie nauczycieli. Inna wersja głosi, że jego wrogość zrodziła się z widoku chrześcijan przyjmujących judaizm w Amsterdamie. Obie historie mają charakter legendarny i służyły różnym celom: jedna podkreślała jego przebiegłość, druga miała wyjaśnić jego zaangażowanie. Pewne jest jedynie to, że wrócił do Niemiec z ogromnym zasobem lektur i z zamiarem napisania dzieła, które miało ujawnić chrześcijanom, czego naprawdę uczą żydowskie księgi.
W 1700 roku otrzymał katedrę języków orientalnych w Heidelbergu. W tym samym roku we Frankfurcie nad Menem wydrukowano jego dzieło, przygotowywane przez wiele lat. Wybór miejsca nie był przypadkowy. Frankfurt był wówczas głównym ośrodkiem niemieckiego handlu książką, miastem targów, przez które nowe tytuły trafiały do całej Rzeszy, a zarazem siedzibą cesarskiej komisji książkowej, nadzorującej przywileje drukarskie. Mieszkała tam też jedna z najstarszych i najliczniejszych gmin żydowskich w Niemczech, stłoczona w ciasnej ulicy getta. Książka o Żydach, wydana właśnie tam, trafiała więc od razu w sam środek konfliktu, który miała podsycać.
Dwa tomy oskarżenia
Pełny tytuł książki zapowiadał jej charakter z barokową dosadnością: Entdecktes Judenthum, czyli gruntowne i prawdziwe sprawozdanie o tym, jak zatwardziali Żydzi bluźnią przeciw Trójcy Świętej, znieważają Matkę Bożą i wyszydzają wiarę chrześcijańską. Dzieło liczyło dwa tomy i ponad dwa tysiące stron. Każdy cytat podawany był w oryginale hebrajskim lub aramejskim, z niemieckim przekładem i odsyłaczem do źródła. Eisenmenger powoływał się na kilkaset tytułów, od Talmudu babilońskiego po współczesne mu dzieła pobożności i kabały.
Ta aparatura filologiczna była zarazem największą siłą i najgroźniejszym narzędziem książki. Eisenmenger nie zmyślał cytatów, co odróżniało go od wielu autorów antyżydowskich pamfletów. Jego cytaty były na ogół wierne literze tekstu, a ich dokładność potwierdzali nawet późniejsi krytycy. Fałsz tkwił gdzie indziej: w doborze, w usunięciu kontekstu i w założeniu, że każde zdanie z każdej księgi wyraża obowiązującą naukę wszystkich Żydów. Legendy haggadyczne, wypowiedzi pojedynczych rabinów, spekulacje mistyków i przepisy prawne zostały ułożone obok siebie jako jednolity system przekonań, który rzekomo kierował postępowaniem każdego Żyda wobec chrześcijan.
Książka podzielona była tematycznie. Omawiała żydowskie poglądy na Jezusa i chrześcijaństwo, naukę o Mesjaszu, przepisy dotyczące nie-Żydów, wierzenia o aniołach i demonach, o życiu pozagrobowym i o duszy. W tych ostatnich rozdziałach materiał kabalistyczny odgrywał szczególną rolę, bo dostarczał obrazów najbardziej obcych chrześcijańskiemu czytelnikowi i najłatwiejszych do przedstawienia jako dowód zabobonu lub nienawiści.
Kabała jako akt oskarżenia
Eisenmenger korzystał z Zoharu i z literatury luriańskiej w wersjach dostępnych w drukach amsterdamskich i środkowoeuropejskich. Szczególnie chętnie sięgał po fragmenty dotyczące natury dusz. W niektórych warstwach kabały, zwłaszcza w literaturze rozwijającej myśl Zoharu, pojawia się nauka, według której dusze Izraela pochodzą ze świętej strony boskiej emanacji, podczas gdy dusze ludów pogańskich wywodzą się z sitra achra, „drugiej strony”, sfery nieczystych sił, nazywanych kelipot, łupinami. Dla kabalistów była to część złożonej kosmologii zła, rozwijanej w kontekście wygnania i prześladowań, a także dyskutowanej i różnie interpretowanej w samej tradycji żydowskiej.
Eisenmenger odczytał ją jako dowód, że Żydzi uważają chrześcijan za istoty demoniczne, pozbawione ludzkiej godności, i że z tego przekonania wynika ich postępowanie. Podobnie postąpił z kabalistyczną demonologią. Postaci takie jak Samael i Lilit, które w literaturze mistycznej funkcjonują w rozbudowanym systemie symbolicznym, opisującym strukturę zła w kosmosie, zostały przedstawione jako dowód prymitywnej wiary w złe duchy i jako przedmiot kultu lub strachu wśród zwykłych Żydów. Nauka o wędrówce dusz, gilgul, posłużyła mu do pokazania, że Żydzi wierzą w absurdy sprzeczne z rozumem i z Biblią.
Mechanizm ten jest szczególnie wymowny właśnie w przypadku kabały. Literatura kabalistyczna jest z natury ezoteryczna, symboliczna i wielowarstwowa; jej obrazy nie są zdaniami dogmatycznymi ani przepisami postępowania, lecz próbą wyrażenia w języku mitu tego, co sami jej autorzy uważali za niewyrażalne. Wiele jej tekstów było znanych tylko wąskiemu kręgowi uczonych, a ich status w obrębie judaizmu był przedmiotem sporów. Eisenmenger usunął wszystkie te rozróżnienia. Mistyczna spekulacja stała się w jego książce zeznaniem świadka, a symbol – przyznaniem się do winy.
Co więcej, Eisenmenger przytaczał również oskarżenia o mord rytualny, zestawiając materiał z różnych źródeł w sposób, który pozwalał czytelnikowi uznać je za wiarygodne, choć sam nie przedstawiał rzeczowego dowodu ich prawdziwości. Zestawienie tego rozdziału z wywodami o demonicznym pochodzeniu dusz nie-Żydów nadawało całości spójność, której nie miał żaden z cytowanych tekstów z osobna.
Warto porównać tę metodę z postawą Johanna Christopha Wagenseila, altdorfskiego hebraisty, który w 1681 roku wydał zbiór Tela ignea Satanae, „Ogniste strzały szatana”, zawierający żydowskie polemiki antychrześcijańskie w oryginale i przekładzie łacińskim. Wagenseil również chciał pokazać chrześcijanom, co Żydzi piszą o ich wierze, i również nie był wolny od wrogości. A jednak ten sam uczony publicznie odrzucał oskarżenie o mord rytualny jako kłamstwo, niezgodne z żydowskim prawem. Różnica nie polegała więc na stopniu znajomości źródeł, lecz na tym, czy filologia miała służyć rozpoznaniu sporu, czy budowie aktu oskarżenia. Eisenmenger wybrał drugą drogę i dlatego właśnie po kabałę, a nie tylko po polemiki, sięgał tak chętnie: jej obrazy dawały się łatwiej niż argumenty przedstawić jako ujawnienie ukrytej natury przeciwnika.
Cenzura cesarska i druk królewiecki
Wydanie Entdecktes Judenthum wywołało natychmiastowy niepokój gmin żydowskich. Pamięć o rozruchach we Frankfurcie z 1614 roku, kiedy pod wodzą Vincenza Fettmilcha splądrowano getto i wypędzono jego mieszkańców, była wciąż żywa. Obawiano się, że książka napisana po niemiecku, w języku dostępnym dla szerokiej publiczności, może stać się iskrą nowych gwałtów. Przedstawiciele gmin zwrócili się do cesarza Leopolda I, a decydującą rolę odegrał Samuel Oppenheimer, wiedeński faktor dworski i dostawca wojsk cesarskich, którego pozycja zapewniała mu dostęp do dworu.
Cesarz wydał zakaz rozpowszechniania dzieła, a niemal cały nakład, liczony zwykle na około dwóch tysięcy egzemplarzy, został zatrzymany we Frankfurcie. Rozpoczął się długi proces, w którym Eisenmenger domagał się zwolnienia książki i odszkodowania za poniesione koszty, a strona żydowska starała się utrzymać zakaz. Autor zmarł w 1704 roku, nie doczekawszy rozstrzygnięcia.
Sprawę podjął król pruski Fryderyk I, który wstawiał się u cesarza za spadkobiercami autora. Gdy interwencja nie przyniosła skutku, w 1711 roku wydrukowano drugie wydanie z miejscem wydania podanym jako Królewiec – miasto leżące poza granicami Rzeszy, gdzie cesarska jurysdykcja w sprawach cenzury nie obowiązywała. Egzemplarze frankfurckie zostały zwolnione dopiero po kilkudziesięciu latach, w początku lat czterdziestych XVIII wieku.
Spór o Entdecktes Judenthum jest wymownym przykładem funkcjonowania cenzury w Rzeszy. Zakaz nie wynikał z przekonania o fałszywości książki ani z troski o prawdę naukową, lecz z rachunku porządku publicznego i z wpływu, jaki gmina żydowska mogła wywrzeć przez swoich pośredników na dworze. Zakaz wzmocnił zarazem legendę dzieła. Książka, której Żydzi tak bardzo starali się nie dopuścić do obiegu, wydawała się tym bardziej odkrywać coś, co miało pozostać ukryte – i tę legendę jej późniejsi czytelnicy chętnie podtrzymywali.
Długie życie arsenału
Wpływ Entdecktes Judenthum okazał się nieproporcjonalnie długi w stosunku do jego bezpośredniego rozpowszechnienia. Dwa ciężkie tomy rzadko trafiały do zwykłych czytelników, ale stały się arsenałem, z którego czerpali kolejni autorzy. Już w latach trzydziestych XVIII wieku ukazał się w Londynie angielski wybór pod tytułem The Traditions of the Jews, przygotowany przez Johna Petera Stehelina, oparty w znacznej mierze na materiale Eisenmengera.
W XIX wieku dzieło przeżyło drugie życie. August Rohling, katolicki duchowny i profesor w Pradze, opublikował w 1871 roku broszurę Der Talmudjude, która w dużej części powtarzała, często bez sprawdzenia oryginału, cytaty zgromadzone przez Eisenmengera. Broszura miała wiele wydań i przekładów, wywołała procesy i polemiki, w których żydowscy i chrześcijańscy uczeni wykazywali jej błędy. Przez Rohlinga i jego naśladowców materiał z Entdecktes Judenthum, w tym fragmenty kabalistyczne o duszach nie-Żydów, przeszedł do repertuaru nowoczesnego antysemityzmu.
Przypadek Eisenmengera stanowi przestrogę dla każdego, kto zajmuje się historią ezoteryki. Pokazuje, że teksty mistyczne, czytane bez znajomości ich języka symbolicznego, ich miejsca w tradycji i ich statusu wśród samych wyznawców, mogą zostać przekształcone w coś zupełnie przeciwnego ich zamiarom. Filologiczna dokładność nie chroni przed fałszem, jeśli podporządkowana jest z góry przyjętej tezie. Eisenmenger czytał kabałę uważniej niż wielu jej entuzjastów, ale czytał ją jak prokurator, który szuka nie zrozumienia, lecz dowodów.
Właśnie dlatego jego dzieło należy do historii recepcji kabały, choć nie do historii kabały samej. Jest dokumentem tego, jak żydowska mistyka została po raz pierwszy na tak wielką skalę wystawiona na wzrok niemieckiej publiczności – i jak ten wzrok został ukierunkowany przez autora, który od początku wiedział, co chce w niej zobaczyć. Późniejsza nauka, od Wissenschaft des Judentums w XIX wieku po nowoczesne badania kabały, musiała w dużej mierze zaczynać od odkręcania obrazu, który on utrwalił.
