Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Kabała

Paweł Ricius i łacińskie Bramy Światła

Paweł Ricius, żydowski konwertyta, lekarz i profesor w Pawii, wydając w 1516 roku w Augsburgu łaciński przekład Bram Światła, dał humanistom pierwszy pełny dostęp do klasycznego traktatu o sefirach, a jego praca przekładowa i polemiczna pokazuje, jak delikatna była pozycja pośrednika między dwiema tradycjami w epoce Erazma.

Strona tytułowa „Portae Lucis” w przekładzie Pawła Riciusa, drzeworyt Leonharda Becka, Augsburg 1516, British Museum – domena publiczna
Strona tytułowa „Portae Lucis” w przekładzie Pawła Riciusa, drzeworyt Leonharda Becka, Augsburg 1516, British Museum – domena publiczna · Wikimedia Commons

Konwertyta w świecie uniwersytetów i dworów

O wczesnym życiu Pawła Riciusa wiadomo niewiele. Źródła podają, że pochodził z rodziny żydowskiej z krajów niemieckich, otrzymał tradycyjne wykształcenie rabiniczne, a następnie przyjął chrzest, najpewniej w pierwszych latach XVI wieku. Jego nazwisko występuje w kilku wersjach – Paulus Ricius, Paolo Riccio, Paul Ritz – co dobrze oddaje sytuację człowieka, który poruszał się między Italią a Rzeszą, między łaciną uniwersytetów a hebrajskim ksiąg rodzinnych. W Pawii wykładał filozofię i zajmował się medycyną, a jego nazwisko zaczęło się pojawiać w korespondencji humanistów jako przykład uczonego władającego zarówno scholastyką, jak i tradycją hebrajską.

Z czasem Ricius przeniósł się na północ i wszedł do służby Habsburgów jako lekarz przyboczny cesarza Maksymiliana I, a później jego następców. Pozycja ta dawała mu bezpieczeństwo i prestiż, ale również wystawiała go na podejrzenia. Konwertyci w Europie XVI wieku byli potrzebni jako znawcy hebrajskiego, a zarazem nieustannie musieli udowadniać szczerość swojej nowej wiary. Każde pismo, w którym Ricius odwoływał się do źródeł żydowskich, mogło zostać odczytane dwojako: jako dowód, że tradycja Izraela potwierdza chrześcijaństwo, albo jako znak, że autor nie zerwał z dawnym światem.

Dorobek Riciusa jest obszerny i zróżnicowany. Obejmuje pisma filozoficzne o duszy i niebiosach, traktaty o zgodzie między religiami, wprowadzenie do kabalistycznej metody interpretacji oraz rozbudowane dzieło znane jako De coelesti agricultura, wydane w 1541 roku jako zbiór jego wcześniejszych rozpraw. Wśród tych prac przekład Bram Światła zajmuje miejsce szczególne, bo to dzięki niemu imię Riciusa przetrwało w historii kabały chrześcijańskiej znacznie dłużej niż jego własne traktaty.

Augsburg, rok 1516

Łacińskie Portae Lucis ukazały się w Augsburgu w 1516 roku, w oficynie Johanna Millera, z dedykacją dla cesarza Maksymiliana. Miejsce i data są znaczące. Augsburg był wówczas jednym z najważniejszych ośrodków drukarskich Rzeszy, siedzibą bankierów i miejscem częstych pobytów dworu cesarskiego. Rok 1516 przypadał na szczyt sporu o księgi żydowskie, w którym humaniści i dominikanie spierali się, czy literaturę rabiniczną należy niszczyć, czy badać. W takim klimacie wydanie przekładu dzieła kabalistycznego pod cesarskim patronatem było aktem o wymowie zarówno intelektualnej, jak i politycznej.

Przekład Riciusa nie był pierwszym zetknięciem łacinników z sefirotyką. Wcześniej w kręgu florenckim krążyły rękopiśmienne przekłady i streszczenia, a niektórzy humaniści znali poszczególne pojęcia kabały z drugiej ręki. Ricius dał jednak coś nowego: drukowany, dostępny w każdej bibliotece tekst, w którym jedno z klasycznych dzieł średniowiecznej kabały można było czytać w całości, bez pośrednictwa nauczyciela żydowskiego i bez zależności od rękopisów krążących w zamkniętych kręgach. Przejście od rękopisu do druku zmieniło charakter wiedzy kabalistycznej w świecie chrześcijańskim: z tajemnicy przekazywanej nielicznym stała się materiałem, o który mogli się spierać wszyscy wykształceni.

Wydanie zdobił drzeworyt przedstawiający postać ludzką trzymającą drzewo z dziesięcioma kręgami, z których każdy opatrzony był łacińską nazwą sefiry. Ilustracja ta, prosta i wyrazista, stała się z czasem jednym z najczęściej reprodukowanych obrazów kabały w ogóle. Dla wielu czytelników to właśnie ona, a nie tekst, była pierwszym zetknięciem z ideą drzewa sefir. Obraz zaczął żyć własnym życiem, oderwany od przekładu, a pośrednio przyczynił się do utrwalenia w kulturze europejskiej przekonania, że kabała daje się przedstawić jako diagram.

Sztuka przekładu i jej granice

Praca tłumacza wymagała od Riciusa rozwiązania problemów, z którymi zmagał się każdy, kto przenosił myśl kabalistyczną na łacinę. Hebrajskie terminy techniczne nie miały łacińskich odpowiedników, a te, które się nasuwały, niosły ze sobą bagaż scholastyki lub teologii chrześcijańskiej. Ricius musiał zdecydować, czy oddawać nazwy sefir słowami takimi jak sapientia, intelligentia, gloria czy regnum, czy pozostawiać je w transkrypcji. Wybierał zwykle przekład, co czyniło tekst zrozumiałym, ale zarazem zbliżało go do słownika łacińskiej teologii, w którym te same słowa miały już ustalone znaczenia.

Trudność dotyczyła również form literackich. Kabalistyczna proza żyje grą skojarzeń biblijnych, cytatów i aluzji do liturgii, które dla czytelnika żydowskiego były oczywiste, a dla humanisty pozostawały niewidoczne. Ricius w wielu miejscach upraszczał te powiązania albo je pomijał, starając się wydobyć z tekstu jego warstwę doktrynalną. Taki zabieg odpowiadał oczekiwaniom odbiorców, którzy szukali w kabale filozofii, ale oznaczał też, że łaciński czytelnik dostawał tekst bardziej systematyczny i mniej zakorzeniony w modlitwie niż oryginał.

Nie ma podstaw, by uważać przekład Riciusa za tendencyjne fałszerstwo. Był to raczej przekład interpretujący, wykonany przez człowieka, który wierzył, że kabała, właściwie zrozumiana, prowadzi do prawd chrześcijańskich, i który nie widział sprzeczności między wiernością tekstowi a jego chrześcijańską lekturą. W tym sensie Portae Lucis należą do tego samego świata co jego własne traktaty: są próbą pokazania, że mądrość Izraela może zostać przyjęta przez Kościół bez zdrady wobec swoich źródeł.

Własny program tłumacza

Przekład nie był dla Riciusa celem samym w sobie. Towarzyszyły mu pisma, w których próbował wyłożyć, czym jest kabała i jak chrześcijanin powinien z niej korzystać. Najważniejsze z nich, krótkie wprowadzenie do „nauki kabalistów, czyli alegoryzujących”, już w tytule zdradza jego sposób rozumienia tradycji. Kabała jest tu przede wszystkim sztuką odczytywania ukrytego sensu Pisma, metodą alegorezy, a nie zbiorem praktyk czy tajemnych operacji. Takie ujęcie pozwalało zbliżyć ją do znanej chrześcijanom tradycji wielości sensów biblijnych, od Orygenesa po średniowieczną naukę o czterech znaczeniach tekstu.

Ricius przedstawiał kabałę w porządku przypominającym wykład szkolny: najpierw zasady, potem stopnie poznania, wreszcie przykłady interpretacji. Starał się wykazać, że kabaliści, choć nie uznali Chrystusa, zachowali w swojej sztuce elementy prawdy, które w świetle Ewangelii stają się w pełni zrozumiałe. Była to teza znana od czasów florenckich, ale u Riciusa zyskiwała szczególną wagę, bo wypowiadał ją człowiek, który sam wyrósł w tradycji żydowskiej i mógł twierdzić, że zna ją od wewnątrz.

Inne jego pisma ujawniają ambicje ireniczne. Ricius pisał o możliwości porozumienia między wyznawcami różnych religii na gruncie rozumu i wspólnych prawd o Bogu, adresując niektóre rozważania zarówno do Żydów, jak i do muzułmanów. Nie był w tym odosobniony, bo podobne nadzieje żywili inni humaniści epoki, ale u niego łączyły się one z przekonaniem, że to właśnie kabała, jako tradycja pośrednia, może stać się wspólnym językiem. Przekład Bram Światła był w tym ujęciu nie tylko udostępnieniem tekstu, lecz także zaproszeniem do rozmowy, której stawką była jedność prawdy.

Erazm, Eck i nieufność humanistów

Relacja Riciusa z Erazmem z Rotterdamu dobrze pokazuje napięcia, w jakich działał. Erazm znał go i wypowiadał się o nim z uznaniem, ceniąc jego erudycję, skromność i znajomość języków. Zarazem jednak sam Erazm odnosił się do kabały i Talmudu z głęboką nieufnością. W liście do Wolfganga Capitona z 1518 roku wyraził obawę, że zainteresowanie literaturą żydowską może odwrócić chrześcijan od Ewangelii, i zaznaczył, że wolałby, aby Kościół nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi do Starego Testamentu kosztem Nowego. Ricius należał więc do kręgu ludzi, których Erazm podziwiał osobiście, a jednocześnie reprezentował nurt, który uważał za niebezpieczny.

Ta dwuznaczność nie przerodziła się w otwarty konflikt, ale stworzyła tło, na którym trzeba czytać pisma Riciusa. Jego traktaty, w których podkreślał chrystologiczny sens kabały i jej zgodność z nauką Kościoła, można rozumieć jako odpowiedź na humanistyczną podejrzliwość. Ricius chciał pokazać, że znajomość tradycji hebrajskiej nie prowadzi do judaizacji, lecz przeciwnie, umacnia wiarę chrześcijańską, dostarczając jej świadectw z najdawniejszych źródeł. Erazm, filolog i krytyk scholastyki, wolał wracać do greckiego Nowego Testamentu i Ojców Kościoła; Ricius proponował drugą drogę powrotu do źródeł, prowadzącą przez hebrajską tradycję ustną.

Ricius uczestniczył też w innych sporach epoki. Jego rozprawy o duszy niebios wciągnęły go, jak podają biografowie, w polemikę z Johannem Eckiem, późniejszym przeciwnikiem Lutra. Spór dotyczył filozofii przyrody, nie kabały, ale pokazuje, że Ricius był traktowany jako pełnoprawny uczestnik debat uniwersyteckich, a nie tylko jako egzotyczny znawca hebrajskiego. Ta pozycja nadawała jego przekładom dodatkową wiarygodność.

Dziedzictwo łacińskiego przekładu

Wpływ Portae Lucis był szybki i długotrwały. Już w następnym roku po wydaniu przekład był wykorzystywany przez czołowych humanistów piszących o kabale, a kolejne pokolenia hebraistów chrześcijańskich traktowały go jako podstawowy tekst referencyjny. Gdy w 1587 roku w Bazylei ukazała się antologia Artis cabalisticae scriptores, przekład Riciusa znalazł się w niej obok jego własnych traktatów, co zapewniło mu obecność w bibliotekach uczonych aż do końca XVII wieku.

Dzięki Riciusowi sefirotyka przestała być domeną nielicznych znawców hebrajskiego. Czytelnicy w Paryżu, Wittenberdze, Krakowie czy Oksfordzie mogli zapoznać się z pełnym traktatem o dziesięciu atrybutach Boga, zestawić go z pismami Pseudo-Dionizego czy neoplatończyków i wyciągnąć własne wnioski. Wielu z nich nie znało ani słowa po hebrajsku, a mimo to pisało o kabale z przekonaniem. Ricius umożliwił tę demokratyzację, choć zapewne nie przewidział, jak różnorodne i niekiedy fantastyczne formy przybierze ona w kolejnych stuleciach.

Jego postać jest przy tym przypomnieniem, jak wiele w dziejach kabały chrześcijańskiej zawdzięcza się konwertytom. To oni znali język, teksty i metody interpretacji, oni przekładali je na łacinę i oni ponosili koszt podejrzeń z obu stron. Ricius nie był oryginalnym kabalistą ani wielkim myślicielem, ale jego praca pośrednika miała większe znaczenie niż wiele ambitniejszych traktatów. Jeśli humaniści XVI wieku mogli mówić o sefirach, to w znacznej mierze dlatego, że w Augsburgu w 1516 roku ukazała się niewielka, starannie wydrukowana książka z drzeworytem na karcie tytułowej.