Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Kabała

Szalom Szarabi i kabaliści Bet El

Szalom Szarabi, przybysz z Jemenu, który w XVIII wieku stanął na czele jerozolimskiej jesziwy Bet El, ułożył modlitewnik intencji przypisujący każdemu słowu liturgii określone kombinacje imion Bożych, a wspólnota kabalistów modląca się z jego Siddurem zachowuje ten sposób modlitwy nieprzerwanie od ponad dwustu lat.

Grób Szaloma Szarabiego w Jerozolimie, fot. Yirmiyahou – CC BY 3.0
Grób Szaloma Szarabiego w Jerozolimie, fot. Yirmiyahou – CC BY 3.0 · Wikimedia Commons

Z gór Jemenu do Starego Miasta

Szalom Mizrachi Szarabi urodził się w 1720 roku w regionie Szar'ab w Jemenie, od którego pochodzi jego nazwisko. O młodości wiemy niewiele, a to, co wiemy, pochodzi w znacznej mierze z hagiograficznych opowieści spisanych przez późniejsze pokolenia. Według tradycji opuścił Jemen jako młody człowiek i przez pewien czas przebywał w Damaszku lub w Bagdadzie, zanim dotarł do Jerozolimy. Szczegóły tej podróży trudno potwierdzić, natomiast pewne jest, że w latach czterdziestych XVIII wieku był już w mieście i związał się z działającą tam od niedawna jesziwą kabalistów.

Jesziwa Bet El, założona w 1737 roku przez Gedalię Chajona, kabalistę z Konstantynopola, znajdowała się na Starym Mieście, w sąsiedztwie dzielnicy żydowskiej. Była instytucją szczególnego rodzaju: nie uczono w niej przede wszystkim Talmudu ani prawa, lecz studiowano i praktykowano kabałę lurianicką, a ośrodkiem życia wspólnoty była wspólna modlitwa z kabalistycznymi intencjami. Tradycja głosi, że Szarabi pracował początkowo w jesziwie jako sługa, nie ujawniając swojej wiedzy, i że jego uczoność wyszła na jaw, gdy anonimowo zostawiał na kartkach odpowiedzi na pytania, nad którymi głowił się sam Chajon. Opowieść ta należy do typowego repertuaru hagiografii o ukrytych mędrcach i trudno ją traktować jako relację historyczną. Pewniejsze jest to, że Szarabi poślubił córkę Chajona i po jego śmierci w 1751 roku przejął przywództwo wspólnoty. Gedalii Chajona nie należy przy tym mylić z Nehemią Chajonem, wędrownym autorem oskarżanym kilkadziesiąt lat wcześniej o sabbatianizm; zbieżność nazwisk nie oznacza żadnego związku doktrynalnego, a jesziwa Bet El od początku uchodziła za ostoję lurianickiej prawowierności.

Modlitewnik, który czyta się kolumnami

Głównym dziełem Szarabiego, z którym związana jest jego sława, jest modlitewnik znany jako Siddur ha-Raszasz, od akronimu imienia i nazwiska autora. W tradycji lurianickiej modlitwa nie była jedynie wypowiadaniem słów; każde słowo, a niekiedy każda litera, miało odpowiadać ruchom w świecie boskim, połączeniom Sefirot i parcufim, które modlący się miał przywoływać w umyśle. Izaak Luria i jego uczeń Chaim Witał pozostawili rozległe nauki o tych intencjach, ale w formie rozproszonej, trudnej do zastosowania w czasie rzeczywistej modlitwy.

Szarabi podjął się zadania, które można by nazwać inżynierią modlitwy. Jego Siddur przedstawia tekst liturgii, a nad słowami lub obok nich zapisuje rozbudowane układy imion Bożych z określonymi samogłoskami, ułożone w kolumny i bloki. Modlący się, czytając słowo modlitwy, ma jednocześnie wpatrywać się w odpowiadające mu kombinacje i kierować ku nim uwagę. Strona takiego modlitewnika w niczym nie przypomina zwykłej książki do nabożeństwa: przypomina raczej tablicę, w której tekst wypowiadany na głos zanurzony jest w gęstej sieci znaków przeznaczonych tylko dla oka i umysłu.

Szczególną cechą systemu Szarabiego jest jego szczegółowość i zmienność. Intencje nie są takie same dla każdego dnia: różnią się dla dni powszednich, szabatu, świąt i nowiu, dla poszczególnych modlitw dnia, a nawet dla różnych części tej samej modlitwy. Według jego nauki każda modlitwa wnosi do świata coś nowego i nie może być mechanicznym powtórzeniem poprzedniej. Stąd wynika ogromna objętość Siddura, który w pełnych wydaniach liczy wiele tomów. Przez długi czas modlitewnik krążył w odpisach sporządzanych przez członków wspólnoty, a jego drukowane wydania ukazywały się stopniowo, w znacznej mierze dopiero w XIX i XX wieku, w Jerozolimie.

Posługiwanie się takim modlitewnikiem wymagało przygotowania, którego nie dawała zwykła edukacja religijna. Kandydat do wspólnoty musiał najpierw opanować podstawy systemu Lurii, poznać nazwy i układy parcufim, nauczyć się odczytywać kombinacje imion i dopiero wtedy mógł próbować łączyć je z rytmem liturgii. Tradycja Bet El kładła nacisk na to, by intencje nie zastępowały samej modlitwy, lecz ją pogłębiały, a modlący się nie gubił się w technice. Już w kręgach kabalistycznych pojawiały się zresztą głosy ostrzegające, że ta forma pobożności jest przeznaczona dla nielicznych i nie powinna być narzucana ogółowi wiernych, dla którego właściwą drogą pozostaje prosta, szczera modlitwa. Takie zastrzeżenia nie podważały autorytetu Szarabiego, lecz wyznaczały granicę jego dzieła: Siddur był narzędziem wąskiej wspólnoty ludzi, którzy poświęcali modlitwie wiele godzin dziennie i traktowali ją jako główną pracę swojego życia.

Rzeka pokoju i komentarze do Lurii

Obok Siddura Szarabi pozostawił prace teoretyczne, które wyjaśniają zasady jego systemu. Najbardziej znana z nich to Nehar Szalom, „Rzeka pokoju”, tytuł grający na imieniu autora. Jest to zbiór objaśnień do pism Chaima Witala, przede wszystkim do Ec Chajim, głównego wykładu kabały lurianickiej. Szarabi zajmuje się w nim trudnymi miejscami lurianickiego systemu, porządkuje sprzeczności między różnymi redakcjami nauk Lurii i pokazuje, jak z teorii wynikają konkretne intencje modlitewne. Dzieło ukazało się drukiem pośmiertnie, w Salonikach na początku XIX wieku, i stało się podręcznikiem dla kolejnych pokoleń kabalistów Bet El.

Ważną cechą Nehar Szalom jest to, że wyraźnie łączy spekulację z praktyką. Dla Szarabiego zrozumienie struktury światów nie miało wartości samo w sobie, jeśli nie prowadziło do właściwego sposobu modlitwy. Kabała była w jego ujęciu nauką o tym, jak modlitwa człowieka przyczynia się do tikkun, naprawy świata, a intencje Siddura były jej najbardziej konkretnym zastosowaniem. Badacze zwracają też uwagę, że jego interpretacja Lurii nie jest jedynie streszczeniem, lecz zawiera własne rozwiązania, które później stały się w kręgu Bet El kanoniczne.

Bractwo Miłości Pokoju

Wspólnota Bet El za czasów Szarabiego miała charakter ściśle zorganizowanego bractwa. W 1754 roku grupa kabalistów związanych z jesziwą podpisała dokument znany jako Szetar Ahawat Szalom, „Akt Miłości Pokoju”, w którym członkowie zobowiązywali się do wzajemnej miłości, do dzielenia się zasługami modlitwy i studiów, do wspierania się w potrzebie i do wspólnego dążenia do naprawy świata. Zobowiązanie zostało odnowione kilka lat później. Wśród sygnatariuszy znaleźli się, obok samego Szarabiego, uczeni, którzy później odegrali ważną rolę w świecie żydowskim, między innymi Chaim Josef Dawid Azulaj i Jom Tow Algazi.

Dokument ten pozwala zobaczyć Bet El nie jako zbiór indywidualnych mistyków, lecz jako wspólnotę, w której duchowa praca była sprawą zbiorową. Modlitwa z intencjami nie była praktyką samotną: kabaliści odprawiali ją razem, w tej samej sali, w tym samym rytmie, a wspólne zobowiązanie miało sprawić, że zasługi każdego z nich wzmacniały wszystkich pozostałych. Zachowane świadectwa opisują modlitwę w Bet El jako niezwykle powolną, prowadzoną w ciszy przez długie minuty, podczas których członkowie wspólnoty skupiali się na intencjach zapisanych w modlitewniku, a przerywaną śpiewem prowadzącego.

Wspólnota, która przetrwała

Szarabi zmarł w 1777 roku w Jerozolimie i został pochowany na Górze Oliwnej. Przywództwo w jesziwie przechodziło na jego uczniów i potomków, a sposób modlitwy, który ustanowił, stał się znakiem rozpoznawczym wspólnoty. W ciągu XIX wieku Bet El była miejscem, do którego przybywali kabaliści z Afryki Północnej, Bałkanów, Iraku i Jemenu, a szkoła Szarabiego wpłynęła na tradycje kabalistyczne wielu wspólnot sefardyjskich i orientalnych. Ośrodki w Bagdadzie, w tym krąg związany z rabinem Josefem Chajimem, znanym jako Ben Isz Chaj, odwoływały się do jego nauk.

W XX wieku wspólnota przeżyła trudne chwile. Wojna 1948 roku i podział Jerozolimy odcięły Stare Miasto od żydowskich mieszkańców, a dawna siedziba jesziwy znalazła się poza zasięgiem jej członków. Kabaliści Bet El kontynuowali jednak modlitwę w innych częściach miasta, a po 1967 roku wspólnota znów zaczęła działać na Starym Mieście. Dziś kilka jesziw i grup modlitewnych w Jerozolimie i innych miastach Izraela uważa się za spadkobierców Bet El i modli się z Siddurem ha-Raszasz, przy czym sposób przekazywania tej praktyki pozostaje w dużej mierze ustny i wymaga wieloletniego wprowadzenia.

Między Jemenem a Jerozolimą

Pinchas Giller w monografii Shalom Shar'abi and the Kabbalists of Beit El zwrócił uwagę na to, że historia Szarabiego jest także historią spotkania różnych światów żydowskich. Przybysz z Jemenu, z kraju odległego od głównych centrów diaspory, stanął na czele instytucji założonej przez kabalistę z Konstantynopola i stworzył system, który zaczęli przyjmować uczeni z całego basenu Morza Śródziemnego. W tym sensie Bet El była jednym z miejsc, w których kształtowała się wspólna, ponadregionalna tożsamość sefardyjskiej i orientalnej kabały.

Giller podkreśla też, że praktyka Bet El stanowi rzadki przykład ciągłości: modlitwa z intencjami nie została zarzucona ani zredukowana do przedmiotu studiów akademickich, lecz trwa jako żywa forma pobożności. Dla historyka idei jest to zjawisko szczególnie interesujące, bo pozwala obserwować, jak bardzo złożony system mistyczny, oparty na rozbudowanej teorii, przekształca się w codzienną praktykę wspólnoty i zachowuje swoją tożsamość przez wiele pokoleń. Imię jemeńskiego przybysza, którego hagiografia przedstawiała jako ukrytego sługę jesziwy, stało się w ten sposób synonimem całej tradycji jerozolimskiej modlitwy kabalistycznej.

Warto przy tym zauważyć, że wpływ Szarabiego nie ograniczył się do kabalistów zawodowych. Pobożni Żydzi z wielu wspólnot, którzy nie studiowali systemu Lurii w całości, przyjmowali poszczególne elementy jego praktyki, na przykład modlitwy o północy czy szczególne intencje związane z określonymi świętami. Dzięki temu nazwisko Szarabiego weszło do języka ludowej pobożności, a jego grób na Górze Oliwnej stał się miejscem odwiedzin. Ta szeroka recepcja pokazuje, że nawet najbardziej wyrafinowana mistyka może zyskać znaczenie wykraczające poza krąg wtajemniczonych, jeśli zostanie powiązana z modlitwą, która należy do wszystkich.