Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Kabała

Jakub Frank i ruch frankistowski

Ruch Jakuba Franka był najbardziej radykalną postacią sabbatianizmu na ziemiach Rzeczypospolitej: z podolskich gmin, przez dysputy w Kamieńcu i Lwowie, doprowadził do masowego chrztu w 1759 roku, a w zapisanych po polsku naukach mistrza przekształcił mesjańską kabałę w teologię przekraczania wszelkiego prawa.

Portret Jakuba Józefa Franka, przed 1791 rokiem – domena publiczna
Portret Jakuba Józefa Franka, przed 1791 rokiem – domena publiczna · Wikimedia Commons

Podole po mesjaszu

W połowie XVIII wieku Podole było pograniczem w ścisłym sensie słowa. Leżało między Rzecząpospolitą a Imperium Osmańskim, które jeszcze niedawno, do 1699 roku, panowało w Kamieńcu, i utrzymywało z nim nieustanne kontakty handlowe. Przez te same drogi, którymi wędrowali kupcy, przenikały do miasteczek Podola wieści i rękopisy z Salonik, Smyrny i Stambułu. Wbrew klątwom rzucanym przez rabinów od końca XVII wieku, w wielu podolskich gminach przetrwały kręgi ludzi, którzy nadal uważali Sabbataja Cwiego za mesjasza i studiowali pisma jego zwolenników. Nazywano ich po hebrajsku ma'aminim, a w polskich dokumentach z czasem także „sabbatajczykami” lub „kontratalmudystami”.

W tym środowisku wyrósł Jakub Lejbowicz, urodzony w 1726 roku w Korolówce na Podolu. Jako młody człowiek wyjechał w interesach na tereny osmańskie, gdzie zetknął się z sabbatejczykami z Salonik, zwłaszcza z kręgiem spadkobierców Baruchji Russa, najbardziej radykalnego odłamu tamtejszej wspólnoty. Przydomek „Frank” – określenie, którym na Wschodzie nazywano Europejczyków – przylgnął do niego właśnie w Turcji. Gdy w grudniu 1755 roku wrócił na Podole, przyniósł ze sobą nie tylko autorytet człowieka wtajemniczonego w sekrety salonickich wiernych, lecz także przekonanie, że to on jest kolejnym wcieleniem mesjańskiej duszy, następcą Sabbataja i Baruchji.

Od Lanckorony do Kamieńca

Pierwszy głośny incydent nastąpił już w styczniu 1756 roku w Lanckoronie, miasteczku nad Zbruczem. Grupa zwolenników Franka zgromadziła się nocą w domu, gdzie odbywały się śpiewy i obrzędy, które sąsiedzi, a za nimi rabinat, opisali jako orgię. Uczestników aresztowano, Franka jako poddanego tureckiego odesłano za granicę, a w Brodach rabini ogłosili w 1756 roku uroczystą klątwę na sabbatejczyków, zakazując studiowania Zoharu przed czterdziestym rokiem życia i kontaktów z heretykami. Charakter wydarzeń w Lanckoronie pozostaje niejasny: relacje pochodzą od przeciwników, którzy mieli wszelkie powody, by przedstawić je w najczarniejszych barwach, a zarazem późniejsze nauki samego Franka nie pozostawiają wątpliwości, że łamanie obyczajowych norm miało w jego ruchu znaczenie rytualne.

Prześladowani przez gminy sabbatejczycy szukali opieki u władz kościelnych. Biskup kamieniecki Mikołaj Dembowski zgodził się zorganizować w 1757 roku dysputę między nimi a przedstawicielami rabinatu. Frankiści przedstawili tezy, w których odrzucali Talmud jako księgę pełną błędów, a uznawali Zohar i wiarę w Boga w trzech postaciach. Biskup ogłosił ich zwycięstwo i nakazał spalenie egzemplarzy Talmudu w Kamieńcu. Jego nagła śmierć jeszcze w tym samym roku odwróciła sytuację: ochrona wygasła, a sabbatejczycy znów znaleźli się pod presją gmin. Część z nich udała się na terytorium tureckie, gdzie niektórzy przyjęli islam, idąc śladem salonickich wiernych.

Dysputa lwowska i chrzest

Druga, ważniejsza dysputa odbyła się w 1759 roku we Lwowie, w katedrze łacińskiej, pod nadzorem administratora archidiecezji, kanonika Konstantego Mikulskiego. Frankiści, którzy w międzyczasie uzyskali list żelazny od króla Augusta III, przedłożyli siedem tez. Większość z nich dotyczyła spraw doktrynalnych: zapowiedzi proroków miały się wypełnić, mesjasz miał być samym Bogiem wcielonym, Talmud miał być fałszem. Ostatnia teza była jednak oskarżeniem o mord rytualny, czyli powtórzeniem zabobonu, który w XVIII wieku kosztował życie wielu Żydów. Przedstawiciele rabinatu odpierali ją z całą stanowczością. Rola tej tezy w historii dysputy jest szczególnie bolesna i do dziś stanowi przedmiot badań: część historyków widzi w niej akt zemsty na prześladującym rabinacie, inni podkreślają, że frankiści działali pod naciskiem duchownych, dla których potwierdzenie oskarżenia było celem samym w sobie.

Dysputa zakończyła się chrztem. Jesienią 1759 roku we Lwowie i w innych miastach ochrzczono kilkaset osób, a z czasem liczba neofitów pochodzących z ruchu wzrosła do kilku tysięcy, choć dokładne szacunki różnią się w zależności od źródeł. Sam Frank przyjął chrzest we Lwowie, a następnie ponownie, w uroczystej oprawie, w Warszawie, w listopadzie 1759 roku, gdzie jego ojcem chrzestnym był król. Wielu neofitów otrzymało nazwiska od polskich chrzestnych z rodów szlacheckich, a część ich potomków weszła w XIX wieku do polskiej inteligencji i mieszczaństwa.

Dla duchowieństwa chrzest był triumfem misji; dla samego Franka był krokiem w mesjańskiej drodze. Wkrótce stało się jasne, że neofici nie przestali uważać go za swego pana i zachowywali odrębną organizację. W 1760 roku Frank został aresztowany pod zarzutem herezji i osadzony w twierdzy jasnogórskiej w Częstochowie. Przebywał tam przez trzynaście lat, z czasem w coraz łagodniejszych warunkach, otoczony częścią dworu. Uwolniły go dopiero wojska rosyjskie w 1772 roku, po zajęciu twierdzy w czasie konfederacji barskiej.

Lata częstochowskie miały dla ruchu znaczenie, którego nie przewidzieli jego przeciwnicy. Uwięzienie, zamiast rozbić wspólnotę, nadało jej nowy ośrodek. Wierni przybywali pod mury klasztoru, przekazywali mistrzowi pieniądze i wiadomości, a część z nich zamieszkała w pobliżu twierdzy. Frank tłumaczył swoje położenie w kategoriach mesjańskiego cierpienia, porównując się do postaci biblijnych i do samego Sabbataja, który także znał więzienie. Bliskość cudownego obrazu Matki Bożej, otaczanego czcią przez całą katolicką Rzeczpospolitą, nie pozostała bez wpływu na jego naukę: w tym właśnie czasie wątek Panny zaczyna zajmować w niej miejsce centralne. Równocześnie w Warszawie i w innych miastach ochrzczeni frankiści zakładali rodziny, prowadzili interesy i wchodzili w środowiska mieszczańskie, zachowując przy tym własną hierarchię i korespondencję z uwięzionym przywódcą. Ta podwójność, w której zewnętrzna przynależność do Kościoła współistniała z wewnętrzną wiernością mistrzowi, przypominała salonicki wzór, lecz rozwijała się w zupełnie innym otoczeniu społecznym i politycznym.

Księga Słów Pańskich

Najważniejszym źródłem do nauki Franka jest zbiór jego wypowiedzi znany jako Księga Słów Pańskich. To kilka tysięcy krótszych i dłuższych przypowieści, aforyzmów, snów i wspomnień, spisywanych przez uczniów w czasie jego pobytu w Częstochowie, w Brnie i później w Offenbach. Tekst zachował się w polskich rękopisach i został krytycznie wydany przez Jana Doktóra, który jest też autorem monografii o nauce Franka. Język Księgi jest prosty, mówiony, często szorstki; Frank opowiada w nim o podróżach, kłótniach, chorobach, a zarazem buduje mitologię zupełnie odmienną od klasycznej kabały.

Kluczowym motywem jest wędrówka ku „Dobremu Bogu”, ukrytemu za światem rządzonym przez niższe moce. Na drodze tej pojawiają się postacie Wielkiego Brata i Panny, którą Frank utożsamiał z Szechiną i coraz wyraźniej łączył z Matką Bożą czczoną w Częstochowie. Szczególne znaczenie ma pojęcie massa duma, „brzemienia milczenia”, czyli nakaz ukrywania prawdziwej wiary pod maską religii otoczenia. Frank nauczał, że trzeba iść „drogą Ezawa”, przyjąć wiarę Edomu, czyli chrześcijaństwa, nie dlatego, że jest prawdziwa, ale dlatego, że przez nią prowadzi droga do celu. W jego mowie pojawia się również żądanie zrzucenia wszystkich praw i obyczajów jako ciężaru, który przeszkadza w dotarciu do życia wiecznego; z tego przekonania wyrastały zarówno praktyki obrzędowe, jak i bezwzględne posłuszeństwo wobec mistrza.

Gershom Scholem widział w tej nauce skrajny punkt dialektyki sabbatejskiej, w którym wiara w świętość grzechu porzuca już niemal cały język kabały i przemienia się w nihilistyczny mit. Badacze późniejsi skłonni są raczej podkreślać jej pomieszanie motywów: obok resztek symboliki zoharycznej spotyka się w Księdze ludowe opowieści, elementy pobożności maryjnej i polityczne ambicje stworzenia własnego wojska i terytorium.

Brno, Offenbach i po Franku

Po uwolnieniu Frank przeniósł się z dworem do Brna na Morawach, gdzie mieszkał od 1773 roku, utrzymując kontakty z dworem wiedeńskim i podsycając pogłoski o swym szlacheckim, a nawet książęcym pochodzeniu. W 1786 roku przeprowadził się do Offenbach nad Menem, gdzie prowadził wystawny dom, przyjmując pielgrzymów z Polski, Czech i Moraw. Zmarł tam w 1791 roku. Przewodnictwo przejęła jego córka Ewa, którą wierni otaczali czcią jako wcielenie Panny; zmarła w 1816 roku w długach, a dwór w Offenbach rozpadł się. Rozproszeni frankiści przez kilka pokoleń zachowywali więzi rodzinne i pewne zwyczaje, a w Pradze i na Morawach działały kręgi przechowujące listy i nauki mistrza. Jeszcze w pierwszych dekadach XIX wieku z Offenbach rozsyłano do wiernych tak zwane czerwone listy, pisane czerwonym atramentem posłania wzywające do wytrwania w wierze, a pamięć o pochodzeniu z ruchu przetrwała w niektórych rodzinach znacznie dłużej niż sama organizacja.

Mieszane mnóstwo

Paweł Maciejko w książce The Mixed Multitude: Jacob Frank and the Frankist Movement, 1755–1816 z 2011 roku zaproponował spojrzenie na frankizm jako na zjawisko jednocześnie żydowskie, chrześcijańskie i polityczne. Tytuł nawiązuje do biblijnego „mieszanego mnóstwa”, erewraw, które wyszło z Egiptu razem z Izraelitami, a zarazem do wieloznacznej tożsamości samego ruchu. Maciejko pokazał, jak bardzo dzieje frankistów splatały się z polityką Kościoła wobec Żydów, z konfliktami wewnątrz rabinatu i z układem sił w Rzeczypospolitej, oraz jak frankistowskie wątki teologiczne były dyskutowane w szerokim kręgu odbiorców, a nie tylko w zamkniętym gronie wtajemniczonych.

Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego frankizm jest ostatnim wielkim rozdziałem w dziejach sabbatianizmu. Ruch Franka przejął od salonickich wiernych ideę zejścia w obcą religię, lecz przeniósł ją z islamu na chrześcijaństwo i z Imperium Osmańskiego do Europy Środkowej. W miejsce subtelnej teologii lurianickiego tikkun wprowadził język przypowieści i rozkazów, w którym mistyczna tajemnica stawała się sprawą lojalności wobec jednego człowieka. Literatura piękna, zwłaszcza Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, przywróciła tę historię szerokiemu polskiemu czytelnikowi, ale dla historyka idei frankizm pozostaje przede wszystkim przypadkiem granicznym: momentem, w którym kabalistyczna nadzieja na odkupienie świata przemieniła się w zbiorową wędrówkę poza wszelkie znane wspólnoty religijne.