Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Kabała

Ba'alej szem i praktyczna kabała wczesnonowożytnej Europy

Na długo przed narodzinami chasydyzmu w gminach aszkenazyjskich działali ba'alej szem, „mistrzowie imienia”, którzy za pomocą Boskich imion, amuletów, zaklęć i ziołowych receptur leczyli chorych, chronili położnice i wypędzali złe duchy, łącząc kabałę praktyczną z medycyną ludową swojej epoki.

Wenus i ogon pawia, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Wenus i ogon pawia, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Kim był mistrz imienia

Hebrajskie wyrażenie ba'al szem znaczy dosłownie „pan imienia” lub „posiadacz imienia”. Chodzi o imię Boga, a ściślej o całą tradycję imion, kombinacji liter i formuł, które według kabały praktycznej, kabala ma'asit, pozwalają oddziaływać na świat. W średniowiecznej literaturze rabinicznej określenie to pojawia się sporadycznie i bywa przypisywane wybitnym uczonym; w Europie Środkowej i Wschodniej XVI–XVIII wieku zaczęło oznaczać konkretny typ specjalisty religijnego. Ba'al szem był kimś pośrednim między rabinem, lekarzem, egzorcystą i wędrownym uzdrowicielem. Pisał amulety, przygotowywał lekarstwa, doradzał w sprawach płodności, zabezpieczał domy przed ogniem i złodziejami, a w razie potrzeby podejmował się wypędzenia ducha, który opętał człowieka.

Ważne jest, że ba'alej szem nie tworzyli ruchu ani szkoły. Byli rozproszonymi praktykami, z których jedni cieszyli się sławą w całym regionie, inni pozostawali lokalnymi pomocnikami w miasteczkach. Część z nich miała solidne wykształcenie talmudyczne, część niewiele więcej niż znajomość modlitewnika i odpisanych zeszytów z recepturami. Ich autorytet opierał się na skuteczności przypisywanej im przez klientów, a więc na reputacji, którą trzeba było nieustannie potwierdzać.

Kabała praktyczna, z której czerpali, miała długą i niejednoznaczną historię. Autorzy teoretyczni często ostrzegali przed nią jako przed dziedziną niebezpieczną, bliską czarom i wymagającą czystości, jakiej w czasach wygnania nie sposób osiągnąć. W kręgu Izaaka Lurii przekazywano przekonanie, że posługiwanie się imionami w celach praktycznych jest w obecnej epoce wzbronione, a Chaim Wital w swoich pismach zarazem zbierał i obwarowywał ostrzeżeniami receptury tego rodzaju. Mimo to zapotrzebowanie na pomoc w chorobie, przy porodzie i w lęku przed demonami było tak wielkie, że teoretyczne zastrzeżenia rzadko powstrzymywały praktykę.

Eliasz z Chełma i początki tradycji

Jednym z pierwszych ba'alej szem, o których wiemy z imienia, był Eliasz z Chełma, rabin działający w XVI wieku i zmarły według przyjętej datacji w 1583 roku. Późniejsza tradycja otoczyła go legendami, z których najbardziej znane dotyczą sztucznego człowieka; historie te mają swoje własne dzieje i nie mówią wiele o realnej działalności chełmskiego rabina. Ważniejsze jest to, że już w XVII wieku jego potomkowie i uczniowie powoływali się na niego jako na założyciela pewnej linii przekazu. Tytuł ba'al szem nabierał charakteru rodowego, przekazywanego wraz z rękopisami i znajomością imion.

W pokoleniach po Eliaszu pojawiają się kolejni noszący to określenie: Eliasz Loans z Wormacji, znany także jako komentator Zoharu, oraz Joel ba'al szem z Zamościa, działający w drugiej połowie XVII wieku. Zwłaszcza ta ostatnia postać stała się punktem odniesienia dla późniejszych zbiorów receptur. Zamość, miasto o renesansowym założeniu i ważna gmina żydowska, leżało w sercu obszaru, na którym w następnym stuleciu rozwinie się chasydyzm, co przyczyniło się do przekonania o ciągłości między dawnymi a nowymi mistrzami imienia.

Źródła o wczesnych ba'alej szem są w dużej mierze późne i pochodzą z kręgów, które same były zainteresowane budowaniem genealogii. Historyk musi więc odróżniać to, co poświadczone współcześnie, od tego, co zrekonstruowały kolejne pokolenia. Zarazem ów sam proces budowania genealogii jest faktem historycznym: pokazuje, że w XVII i XVIII wieku istniała świadomość osobnej tradycji uzdrowicieli, posługujących się imionami, która miała swoich założycieli, swoje teksty i swoje reguły.

Toldot Adam i drukowane receptury

Przełomem w dziejach tej tradycji było jej wejście do druku. W 1720 roku w Żółkwi ukazał się Sefer toldot Adam, zbiór receptur, amuletów i formuł przypisanych Joelowi ba'al szem i jego następcom. Kilka lat później wydano podobne kompendium Mif'alot Elohim. Książki te gromadziły w jednym miejscu teksty, które dotąd krążyły w rękopisach i zeszytach poszczególnych praktyków. Układ był praktyczny: przepisy na gorączkę i ból zębów, środki na bezpłodność i trudny poród, formuły przeciw złemu oku, sposoby na uspokojenie płaczącego dziecka, zabezpieczenie przed pożarem, napaścią i nieszczęściem w podróży.

Najbardziej uderzające w tych zbiorach jest przemieszanie elementów, które współczesny czytelnik skłonny byłby rozdzielić. Obok kombinacji liter z imion Boskich i wersetów psalmów znajdujemy zalecenia dotyczące ziół, okładów, wywarów i diety, często zbieżne z ówczesną europejską medycyną ludową, a niekiedy z farmakopeą uczonych lekarzy. Składnik roślinny i formuła z imieniem anioła nie należały w oczach autorów do dwóch różnych porządków. Lek działał, ponieważ Bóg nadał roślinie moc, a imię przypominało o tym źródle i otwierało drogę dla jego działania.

Druk zmieniał jednak sytuację praktyków. Receptura opublikowana w książce stawała się dostępna każdemu, kto umiał czytać, co z jednej strony poszerzało krąg odbiorców, z drugiej podważało monopol mistrza. Wydawcy próbowali temu zaradzić, zastrzegając, że niektóre formuły działają tylko w rękach osoby czystej i odpowiednio przygotowanej. Zarazem sama obecność takich książek na rynku świadczy o skali zapotrzebowania. Wydawano je ponownie, przepisywano, uzupełniano, a fragmenty trafiały do rękopiśmiennych zbiorów prowadzonych w domach.

Uzdrowiciel między rabinem a lekarzem

Ba'al szem działał w przestrzeni, w której stykało się wiele autorytetów. Gminy żydowskie Rzeczypospolitej i Niemiec miały swoich rabinów, a w większych miastach także lekarzy, niekiedy wykształconych na uniwersytecie w Padwie, gdzie od XVI wieku przyjmowano studentów żydowskich. Istnieli też chrześcijańscy cyrulicy, zielarki i znachorzy, do których żydowscy klienci sięgali bez większych oporów. Mistrz imienia oferował coś, czego żaden z nich nie zapewniał w pełni: pomoc obejmującą zarazem ciało, duszę i niewidzialny świat duchów, w który wierzyła większość ówczesnych ludzi, niezależnie od wyznania.

Nie znaczy to, że praktyka ta była bezsporna. Krytyka nadchodziła z różnych stron. Część rabinów uważała, że ba'alej szem nadużywają imion Boskich i narażają je na profanację, inni podejrzewali ich o szarlatanerię i chciwość. W połowie XVIII wieku amulety stały się przedmiotem jednego z najgłośniejszych sporów w historii Żydów aszkenazyjskich: Jakow Emden oskarżył rabina Jonatana Eybeschütza, że w amuletach wystawianych położnicom w Altonie, Hamburgu i Wandsbeku ukrył zaszyfrowane odniesienia do Szabtaja Cwiego. Spór nie dotyczył samego prawa do pisania amuletów, lecz ich treści, pokazuje jednak, jak wielką wagę przypisywano tym niewielkim kartkom i jak poważnie traktowano ich duchową moc.

Najbardziej dramatyczną częścią tej praktyki było wypędzanie duchów. W literaturze jidysz i hebrajskiej XVII i XVIII wieku zachowały się relacje o egzorcyzmach, w których ba'al szem w obecności świadków, często dziesięciu mężczyzn tworzących minjan, przemawiał do ducha zmarłego, który wszedł w ciało żywego człowieka. Wypytywał go o imię, o grzech, który nie pozwala mu spocząć, i nakazywał mu opuścić ciało przez palec u nogi, aby nie wyrządził szkody. Używano przy tym psalmów, imion Boskich, szofaru i świec. Relacje te były drukowane jako broszury, czytane i opowiadane, a ich funkcja wykraczała poza zwykłą sensację: potwierdzały istnienie świata pozazmysłowego, nieśmiertelność duszy i realność kary za grzechy, co czyniło je także narzędziem moralnego pouczenia.

Szczególnie barwną postacią był Szmuel Jakow Chaim Falk, nazywany ba'alem szem z Londynu, który po wędrówkach po Europie osiadł w Anglii w drugiej połowie XVIII wieku. Wokół niego narosły opowieści o alchemii, cudownym ratowaniu synagogi przed pożarem i kontaktach z europejskimi arystokratami. Wiele z tych opowieści jest legendarnych, a sam Falk budził wśród współczesnych zarówno podziw, jak i nieufność. Jego kariera pokazuje jednak, że typ mistrza imienia mógł wychodzić poza świat żydowskiego miasteczka i wchodzić w kontakt z ezoterycznymi zainteresowaniami europejskich elit.

Co zmienili badacze

Przez długi czas historiografia traktowała ba'alej szem jako zjawisko marginalne lub wręcz kompromitujące. Dziewiętnastowieczni badacze związani z nurtem Wissenschaft des Judentums widzieli w nich przejaw zabobonu, który nowoczesne żydostwo powinno porzucić. W XX wieku zainteresowanie kabałą jako systemem myśli również skupiało się raczej na teorii niż na praktyce, a ba'alej szem pojawiali się głównie jako tło dla historii chasydyzmu.

Zmianę perspektywy przyniosły badania, które potraktowały mistrzów imienia jako pełnoprawnych aktorów religijnych i społecznych. Szczególne znaczenie ma tu praca Immanuela Etkesa, izraelskiego historyka, który na podstawie zbiorów receptur, listów, relacji hagiograficznych i dokumentów gminnych zrekonstruował społeczną rolę ba'alej szem w XVIII wieku. Etkes pokazał, że byli oni wyspecjalizowanymi profesjonalistami, którzy pobierali wynagrodzenie, budowali sieć klientów, rywalizowali ze sobą i z lekarzami, a ich pozycja zależała od umiejętności łączenia uczoności z praktyczną skutecznością. Z tej perspektywy magia przestaje być osobną sferą irracjonalności, a staje się częścią ówczesnego systemu opieki nad chorymi i zagrożonymi. Etkes zwrócił też uwagę, że ba'alej szem nie byli postaciami peryferyjnymi wobec elity rabinicznej: wielu z nich należało do niej z wykształcenia, a ich klientami bywali zarówno ubodzy mieszkańcy miasteczek, jak i zamożni kupcy oraz członkowie władz gminnych. Ten obraz koryguje wyobrażenie o prostym podziale na uczoną elitę i zabobonny lud.

Takie ujęcie pozwala też inaczej spojrzeć na samą kabałę. Rozdział między kabałą spekulatywną a praktyczną, tak wyraźny w deklaracjach teoretyków, w życiu gmin okazuje się znacznie bardziej płynny. Ci sami ludzie, którzy studiowali Zohar i pisma lurianickie, sięgali po amulety i receptury, a w zbiorach praktycznych spotykamy pojęcia zaczerpnięte z wysokiej teorii. Ba'alej szem byli w pewnym sensie tłumaczami: przekładali język sefir, imion i aniołów na język ludzkich potrzeb, takich jak zdrowie dziecka, szczęśliwy poród, bezpieczna podróż. Ich teksty są dziś jednym z najlepszych świadectw tego, jak kabała funkcjonowała poza wąskim kręgiem uczonych, w codziennym doświadczeniu ludzi, którzy nie oddzielali modlitwy od lekarstwa ani lęku przed chorobą od lęku przed demonem.