Mojżesz Kordowero i Tomer Dewora
Tomer Dewora Mojżesza Kordowera przekłada naukę o sefirot na język codziennego postępowania: człowiek stworzony na obraz Boga ma odwzorowywać w gestach, słowach i myślach przymioty boskiego miłosierdzia, a kabała staje się w ten sposób przede wszystkim etyką naśladowania, a nie tylko spekulacją o boskiej strukturze.

Mała książka wielkiego systematyka
Mojżesz Kordowero (1522–1570), nauczyciel w galilejskim Safedzie, przeszedł do historii kabały jako jej najbardziej metodyczny umysł. Obok rozległych prac teoretycznych pozostawił jednak tekst zaskakująco skromny: kilkadziesiąt stron w dziesięciu rozdziałach, wydrukowanych po raz pierwszy w Wenecji w 1588 roku, osiemnaście lat po śmierci autora. Tytuł, „Palma Debory”, nawiązuje do Księgi Sędziów, gdzie prorokini Debora zasiada pod palmą i rozsądza sprawy ludu. Komentatorzy różnie tłumaczyli ten wybór; najczęściej łączono go z Deborą jako postacią sądu łagodzonego mądrością, a więc z samym przedmiotem książki, która uczy, jak sprawiedliwość ma ustępować przed miłosierdziem.
Pierwsze zdanie traktatu ustala całą jego perspektywę. Człowiekowi przystoi upodobnić się do swego Stwórcy, a wtedy osiągnie tajemnicę wyższej formy, czyli obrazu i podobieństwa. Kordowero nie wychodzi więc od pytania, czym jest Bóg w sobie, lecz od starej talmudycznej zasady naśladowania: jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny. Nowością jest to, że owo „jak On” zostaje rozpisane według mapy sefirot. Każdy przymiot, który kabała przypisuje boskim emanacjom, odpowiada pewnej postawie dostępnej człowiekowi, i to nie w ekstazie ani w medytacji, lecz w handlu, w sporze z sąsiadem, w reakcji na obrazę.
Ten zabieg ma swoją logikę metafizyczną. Według kabały ludzkie działanie nie pozostaje bez echa w świecie wyższym: czyn dobry pobudza przepływ łaski, czyn zły ją blokuje. Skoro tak, to naśladowanie sefirot nie jest wyłącznie pobożnym ćwiczeniem woli, lecz uczestnictwem w ich życiu. Człowiek, który postępuje według wzoru danej emanacji, „otwiera” jej kanał w dół. Etyka i teurgia zostają spięte w jedną klamrę, a codzienność nabiera wagi kosmicznej.
Trzynaście przymiotów według proroka Micheasza
Najdłuższy i najsłynniejszy jest rozdział pierwszy. Kordowero sięga w nim nie po trzynaście przymiotów miłosierdzia z Księgi Wyjścia, lecz po ich odpowiednik z końca Księgi Micheasza: „Któryż Bóg jest jak Ty, co przebacza winę i odpuszcza występek reszcie swego dziedzictwa…”. Tradycja kabalistyczna wiązała te wersety z najwyższą sferą, z Keter, nazywaną także Arich Anpin, „Długim Obliczem” cierpliwości. Kordowero czyta je fraza po frazie i każdą zamienia w regułę postępowania.
Pierwszy przymiot opisuje Boga jako „króla znieważonego”. W chwili grzechu człowiek używa siły życiowej, którą otrzymuje od Stwórcy, aby wystąpić przeciw Niemu, a mimo to strumień życia nie zostaje przerwany. Taka cierpliwość, pisze Kordowero, przekracza wszelką ludzką miarę, i właśnie dlatego jest wzorem: kto doznał krzywdy od bliźniego, nie powinien odcinać mu dobra, które dotąd mu świadczył. Drugi przymiot, dźwiganie winy, rozwija ten obraz w sposób niemal dramatyczny. Każdy grzech stwarza według kabały niszczącą siłę, a Bóg podtrzymuje ją przy istnieniu, dopóki grzesznik się nie nawróci, zamiast zniszczyć ją natychmiast razem z winowajcą. Człowiek ma podobnie znosić skutki cudzych błędów, czekając, aż ten, kto je popełnił, sam je naprawi.
Kolejne frazy prowadzą w tę samą stronę. Bóg „przechodzi nad występkiem” i sam, bez pośrednika, obmywa winę, więc i człowiek ma usuwać krzywdę osobiście, nie zlecając pojednania innym. Bóg traktuje lud jak krewnych, „resztę dziedzictwa”, a zatem każdy Żyd ma widzieć w drugim cząstkę samego siebie i cieszyć się jego dobrem jak własnym. Bóg nie trzyma gniewu na zawsze, a nawet gdy gniew jest uzasadniony, nie przedłuża go ponad miarę. Bóg „ma upodobanie w łasce”, to znaczy wyszukuje w człowieku resztki dobra, by na nich oprzeć przychylność; uczeń Kordowera ma podobnie pamiętać przysługi, które wyświadczył mu ten, kto go teraz zawiódł.
Siódmy przymiot mówi o powrocie do miłosierdzia, i Kordowero dopowiada, że skruszony grzesznik bywa przyjmowany z większą miłością niż ten, kto nigdy nie zbłądził. Ósmy, „przydepcze nasze winy”, oznacza, że dobre uczynki nie zostają zniweczone przez złe; człowiek ma więc nie przekreślać całej osoby z powodu jej jednej wady. Dziewiąty, wrzucenie grzechów w głębiny morza, wyraża zapomnienie, które nie wraca do dawnych win. Trzy ostatnie frazy, prawda dla Jakuba, łaska dla Abrahama i przysięga dana ojcom, opisują stopnie postępowania: wobec sprawiedliwych trzeba być uczciwym, wobec dobrych hojniejszym, niż nakazuje prawo, wobec niegodnych zaś pamiętać o zasługach ich przodków. Ostatni przymiot, „od dni dawnych”, każe przypominać sobie pierwotną miłość, zanim pojawiła się wina.
Uderza w tym wykładzie konsekwencja. Najwyższa i najbardziej niedostępna sfera kabalistycznego systemu, której w innych pismach nie wolno nawet opisywać inaczej niż przez zaprzeczenia, zostaje tu ukazana od strony jej skutków w ludzkich relacjach. Keter jest ponad myślą, ale jego cierpliwość można praktykować w kuchni i na targu.
Ciało jako mapa Korony
Rozdział drugi przenosi tę samą zasadę na anatomię. Kordowero opisuje „członki” Keter, tak jak przedstawia je zoharyczna nauka o boskim obliczu, i dla każdego wskazuje odpowiednik w człowieku. Myśl ma być wolna od wszystkiego, co niegodne, tak jak najwyższa mądrość nie zna rzeczy złej. Czoło nie powinno być twarde i zuchwałe, lecz pogodne nawet wobec tego, kto prowokuje. Uszy mają być zwrócone ku słowom dobrym, a zamknięte dla oszczerstwa. Oczy nie powinny przyglądać się rzeczom szpetnym, lecz szukać w świecie tego, co godne litości. Nos, w języku biblijnym siedziba gniewu, ma pozostać spokojny, a twarz zawsze rozjaśniona przyjaznym przyjęciem. Usta mają wypowiadać wyłącznie to, co przynosi dobro.
Ta część traktatu łatwo wydaje się naiwna dzisiejszemu czytelnikowi, ale jej sens jest głębszy niż lista dobrych manier. Kordowero korzysta z antropomorficznego słownika kabały, który w Zoharze służył do opisu boskich przymiotów, i odwraca kierunek tego słownika. Skoro o Bogu mówi się przez obraz ludzkiego ciała, to ludzkie ciało staje się obrazem, który można oczyścić tak, by odpowiadał pierwowzorowi. Ćwiczenie oka czy języka jest wtedy czymś więcej niż samodyscypliną: jest odnawianiem w sobie śladu boskiej formy.
Wśród cnót związanych z najwyższą sferą jedna wysuwa się na czoło, mianowicie pokora. Keter jest najwyższy, a mimo to w kabalistycznym obrazie „patrzy w dół”, ku temu, co niższe, i nie przestaje go podtrzymywać. Pokora, jak ją rozumie Kordowero, nie jest więc poniżaniem siebie, lecz gotowością do służenia temu, co słabsze, bez poczucia, że traci się przez to godność.
Od Mądrości do Królestwa
Dalsze rozdziały są krótsze i przebiegają przez pozostałe sefirot. Naśladowanie Chochmy, Mądrości, polega na tym, by wobec wszystkich stworzeń być źródłem życia i pouczenia, nikim nie gardzić i każdemu udzielać z tego, co się posiada. Bina, Zrozumienie, wiąże się w kabale z powrotem, i Kordowero widzi w niej korzeń pokuty: człowiek ma nieustannie zawracać ku źródłu i w ten sposób oczyszczać swoje czyny. Naśladowanie Chesed oznacza miłość czynną, przejawiającą się w odwiedzaniu chorych, wspieraniu ubogich, troskliwym towarzyszeniu zmarłym. Gewura, sfera surowości, nie znika z tego obrazu, ale zostaje podporządkowana: człowiek ma kierować swoją skłonność do gniewu i pożądania w stronę czegoś dobrego i używać surowości przede wszystkim wobec samego siebie.
Tiferet, centralna sfera harmonii, odpowiada w traktacie nauce Tory, a sfery niższe dotyczą wsparcia uczących się, wdzięczności i czystości obyczajów. Ostatnie rozdziały, poświęcone Malchut, łączą etykę z doświadczeniem wygnania. Szechina, obecność Boża utożsamiana z ostatnią sferą, przebywa według kabały na wygnaniu razem z ludem. Kordowero zaleca dobrowolne opuszczanie domu i wędrówkę z miejsca na miejsce, aby uczestniczyć w jej losie. Wiadomo, że sam praktykował takie wędrówki razem ze swoim szwagrem Szlomo Alkabecem w okolicach Safedu, a ich doświadczenia zapisano w osobnym zbiorze, znanym jako Sefer ha-Geruszin. W Tomer Dewora nie chodzi jednak o mistyczną przygodę, lecz o pokorne przyjęcie niewygody jako formy współczucia wobec poniżonego Boga.
Jest w tym zakończeniu coś charakterystycznego dla całego traktatu. Nawet tam, gdzie można by się spodziewać opisu ekstatycznego zjednoczenia, Kordowero mówi o zwyczajnych czynnościach: o tym, by nie gardzić żoną, by pamiętać o Szabacie, by zachowywać umiar w mowie. Najwyższa tajemnica sefirot zostaje skierowana ku temu, co najbliższe.
Kabała, która stała się musarem
Znaczenie Tomer Dewora polega na tym, że zamyka lukę, która przez wieki dzieliła spekulatywną kabałę od żydowskiej etyki. Literatura moralistyczna, zwana później musar, istniała już wcześniej, a mistycy od dawna mówili o duchowej wadze przykazań. Kordowero jako pierwszy tak przejrzyście związał każdą cnotę z określonym miejscem w strukturze boskiej. Dzięki temu czytelnik, który nie znał systemu i nie miał do niego przygotowania, otrzymywał prosty klucz: przebaczenie, łagodność, hojność i pokora nie są jedynie zaleceniami roztropności, lecz sposobami udziału w życiu Boga.
Krótki rozmiar traktatu sprzyjał jego popularności. Przedrukowywano go wielokrotnie, czytano w kręgach daleko od Safedu, a w XX wieku przetłumaczono na wiele języków, w tym na angielski w znanym opracowaniu Louisa Jacobsa z 1960 roku. Pozostaje jednym z najczęściej studiowanych tekstów kabalistycznych właśnie dlatego, że nie wymaga od czytelnika ezoterycznego wtajemniczenia, a zarazem nie spłaszcza nauki, z której wyrasta.
Można by zarzucić Kordowerowi, że zamienił kabałę w poradnik, ale taki zarzut mija się z jego zamiarem. W jego ujęciu spekulacja o sefirot ma sens tylko wtedy, gdy przemienia tego, kto ją uprawia. Wiedza o boskich przymiotach, która nie staje się cierpliwością wobec obrażającego sąsiada, jest wiedzą niepełną. Tomer Dewora odwraca znaną hierarchię, w której etyka jest tylko przedsionkiem mistyki, i pokazuje, że w pewnym sensie to mistyka służy etyce: poznaje się strukturę świata wyższego po to, by ją odtworzyć w świecie niższym, w ludzkiej twarzy, w uchu i w dłoni otwartej dla potrzebującego.
