Jakub Sasportas i kronika przeciw mesjaszowi
Jakub Sasportas, rabin przebywający w Hamburgu w czasie mesjańskiej gorączki lat 1665–1666, zebrał listy, relacje i własne polemiki w zbiorze Cicat Nowel Cwi, który mimo późniejszych przeróbek autora pozostaje najważniejszym źródłem krytycznym do dziejów ruchu sabatajskiego i jego europejskiego echa.

Wędrowny rabin z Afryki Północnej
Jakub Sasportas urodził się około 1610 roku w Oranie, w rodzinie sefardyjskiej osiadłej w Afryce Północnej po wygnaniu z Hiszpanii. Wcześnie zdobył wykształcenie rabinackie i jeszcze jako młody człowiek pełnił funkcję sędziego i rabina w Tlemcen oraz w innych gminach Maghrebu. Jego życie było pełne przeprowadzek, częściowo wymuszonych przez polityczne zawirowania w regionie. W połowie stulecia znalazł się w Amsterdamie, gdzie zetknął się z wielkim światem sefardyjskiej diaspory zachodniej, a w 1664 roku objął stanowisko rabina młodej gminy sefardyjskiej w Londynie.
Pobyt w Anglii był krótki. W 1665 roku, gdy w Londynie wybuchła zaraza, Sasportas wyjechał do Hamburga, gdzie istniała zamożna gmina portugalskich Żydów. Tam właśnie zastały go wieści, które w ciągu kilku miesięcy wstrząsnęły całym światem żydowskim: z Ziemi Świętej i z Imperium Osmańskiego nadchodziły doniesienia, że objawił się mesjasz, Sabataj Cwi ze Smyrny, a jego prorok zapowiada rychłe odkupienie.
Hamburg był miejscem, w którym takie wieści szczególnie łatwo nabierały rozpędu. Jako port i ośrodek handlu łączył się siecią korespondencji kupieckiej z Amsterdamem, Livorno, Smyrną i Aleksandrią. Listy przewożone na statkach razem z towarami przynosiły nowiny w odstępach kilku tygodni, a każdy kolejny list był przepisywany, odczytywany publicznie i przesyłany dalej. Wiadomości mieszały się z pogłoskami, relacje naocznych świadków z opowieściami z trzeciej ręki. W takim obiegu trudno było cokolwiek sprawdzić, i właśnie ta trudność stała się jednym z głównych tematów polemik Sasportasa.
Hamburg w oczekiwaniu
Atmosferę tamtych miesięcy znamy z wielu źródeł, ale Hamburg zajmuje wśród nich miejsce szczególne. Gmina sefardyjska, zbudowana przez ludzi, którzy sami lub ich rodzice uciekli przed inkwizycją, przyjęła wiadomości z ogromnym entuzjazmem. Organizowano nabożeństwa dziękczynne, tańce w synagodze, publiczne pokuty. Kupcy wstrzymywali interesy, niektórzy sprzedawali majątek, przygotowując się do podróży do Ziemi Izraela. Żydowska autorka z Hamburga, Glikl z Hameln, wspominała w swoich pamiętnikach, że jej teść spakował beczki z zapasami i odzieżą, gotów w każdej chwili wyruszyć, i że pozostawały one zapakowane przez długi czas.
W tej atmosferze Sasportas był niemal osamotniony. Nie był formalnie rabinem gminy hamburskiej, lecz uczonym gościem, cieszącym się szacunkiem, ale pozbawionym władzy. Mimo to od pierwszych tygodni zajął stanowisko sceptyczne, a następnie otwarcie wrogie wobec ruchu. Pisał listy do rabinów w Amsterdamie, w Livorno, w Imperium Osmańskim i w Ziemi Świętej, domagając się dowodów, przypominając zasady prawa, ostrzegając przed konsekwencjami. Przepisywał też listy, które docierały do Hamburga od zwolenników mesjasza, i opatrywał je komentarzami.
Jak rozpoznać mesjasza
Argumenty Sasportasa nie wyrastały z odrzucenia samej idei mesjańskiej. Przeciwnie, był człowiekiem tradycyjnie pobożnym, który wierzył w przyjście mesjasza i w odkupienie Izraela. Jego sprzeciw dotyczył sposobu rozpoznania prawdziwego mesjasza i miejsca, jakie w tym rozpoznaniu zajmuje prawo.
Opierał się przede wszystkim na kryteriach sformułowanych przez Majmonidesa: mesjasz musi okazać się przez czyny, a nie przez głoszenie siebie, przez odbudowę Świątyni, zgromadzenie wygnańców, przywrócenie przestrzegania Tory. Doniesienia o cudach i proroctwach nie wystarczają, ponieważ tradycja zna fałszywych proroków i fałszywych mesjaszy, a ich pojawienie się jest raczej regułą niż wyjątkiem w historii Izraela. Sasportas przypominał też, że proroctwo w Izraelu wygasło, a ktoś, kto twierdzi, że je przywrócił, musi zostać poddany próbie zgodnie z biblijnymi przepisami, a nie przyjęty na podstawie entuzjazmu słuchaczy.
Szczególnie ostro reagował na zmiany w praktyce religijnej, które ruch zaczął wprowadzać. Najbardziej znaną była decyzja o przekształceniu postów upamiętniających zburzenie Świątyni, w tym postu Dziewiątego Aw, w święta radości. Dla Sasportasa był to dowód, że ruch nie prowadzi do odnowy Tory, lecz do jej łamania. Jeśli mesjasz zaczyna od znoszenia przepisów, nie jest mesjaszem, który przywraca prawo, lecz kimś, kto je burzy. W tym rozumowaniu odsłania się zasadniczy rys jego postawy: obrona halachy jako miary, wobec której musi się usprawiedliwić każde objawienie, nawet najbardziej wzniosłe.
Warto podkreślić, że Sasportas nie występował jako przeciwnik kabały w ogóle. Był człowiekiem swojej epoki, dla którego Zohar pozostawał księgą świętą, a mistyczna tradycja częścią dziedzictwa Izraela. Nie zgadzał się natomiast na to, by mistyczne objawienia i proroctwa, choćby przedstawiane w języku kabały, stawiać ponad wspólnym prawem. W jego oczach ruch sabatajski nadużywał autorytetu tradycji, podając za jej spełnienie coś, co ją podważało. Spór toczył się więc nie między racjonalizmem a mistyką, lecz między dwoma sposobami rozumienia tego, co znaczy wierność Torze w czasie domniemanego końca dziejów.
Równie nieufnie traktował samego proroka ruchu, Natana z Gazy, którego listy i wizje krążyły po gminach jako potwierdzenie mesjańskiej godności Sabataja. Dla Sasportasa to, że mesjasza ogłasza jego własny prorok, nie dowodziło niczego; przeciwnie, wskazywało na krąg, w którym jedno niesprawdzone twierdzenie opiera się na drugim. Pytał, kto sprawdził proroka, i nie otrzymywał odpowiedzi, która by go zadowoliła.
Głos przeciw większości
Sasportas płacił za swoje stanowisko wysoką cenę. Był wyśmiewany, oskarżany o brak wiary, o zazdrość, o to, że staje na drodze odkupienia. W wielu gminach przeciwnicy ruchu milczeli z obawy przed gniewem tłumu, a niektórzy rabini, którzy początkowo wyrażali wątpliwości, ulegali ogólnemu nastrojowi. Wśród nielicznych, z którymi Sasportas mógł korespondować jak z sojusznikami, był Józef ha-Lewi z Livorno, którego listy również weszły do jego zbioru i stanowią cenne uzupełnienie jego własnych polemik.
Korespondencja z Amsterdamem była dla Sasportasa szczególnie bolesna. Tamtejsza gmina, w której sam wcześniej przebywał, ogarnięta była entuzjazmem, a jej wybitni rabini, w tym Izaak Aboab da Fonseca, przyjęli wieści z wiarą. Sasportas pisał do nich listy pełne wyrzutów, przypominając, że odpowiedzialność przywódców jest większa niż odpowiedzialność prostych wiernych. W tych listach widać nie tylko polemistę, ale i człowieka rozczarowanego, który obserwuje, jak ludzie, których uważał za mądrych, tracą umiar.
Gdy we wrześniu 1666 roku Sabataj Cwi, postawiony przed sułtanem w Adrianopolu, przyjął islam, entuzjazm w wielu gminach załamał się z dnia na dzień. Dla Sasportasa była to tragiczna, ale oczekiwana weryfikacja. Nie zakończyło to jednak jego walki. Część wyznawców nie przyjęła apostazji jako dowodu fałszu i zaczęła ją tłumaczyć jako element tajemnicy mesjańskiej. Sasportas zwalczał i tę postać ruchu, zarzucając jej zwolennikom, że wolą wierzyć w niedorzeczność, niż przyznać się do błędu.
Więdnący kwiat
Zbiór, w którym Sasportas zgromadził korespondencję i komentarze, nosi tytuł Cicat Nowel Cwi, zaczerpnięty z Księgi Izajasza, gdzie mowa o „więdnącym kwiecie” chwały. Tytuł zawiera grę słów: hebrajskie cwi oznacza „ozdobę” lub „chwałę”, ale jest też imieniem fałszywego mesjasza. Tytuł zapowiada więc los ruchu: kwiat Cwiego, który rozkwitł tak szybko, równie szybko zwiądł.
Dzieło ma charakter kroniki dokumentalnej przeplatanej polemiką. Sasportas przytacza w nim listy zwolenników ruchu, relacje o wydarzeniach w Imperium Osmańskim i w Ziemi Świętej, swoje odpowiedzi i komentarze. Dzięki temu zachowało się wiele tekstów, które w przeciwnym razie zaginęłyby, zwłaszcza gdy po klęsce ruchu gminy starały się usunąć ślady swojego zaangażowania. Paradoksalnie najzagorzalszy przeciwnik Sabataja stał się jednym z głównych strażników pamięci o jego ruchu.
Skrócona wersja zbioru ukazała się drukiem w Amsterdamie w 1737 roku, długo po śmierci autora. Pełne wydanie krytyczne, oparte na rękopisach, przygotował w 1954 roku izraelski badacz Isaiah Tishby. Jego praca odsłoniła rzecz ważną dla oceny źródła: porównanie rękopisów pokazało, że Sasportas po latach przeredagowywał własne listy, łagodząc ślady wahań z pierwszych miesięcy i wzmacniając obraz siebie jako przeciwnika, który od początku nie dał się zwieść. Kronika jest więc nie tylko zapisem wydarzeń, lecz także konstrukcją, przez którą autor kształtował swój wizerunek w oczach potomnych.
Źródło, które trzeba czytać krytycznie
Odkrycie Tishby'ego nie pozbawiło Cicat Nowel Cwi wartości, lecz zmieniło sposób, w jaki się go czyta. Historyk ruchu sabatajskiego, a przede wszystkim Gershom Scholem w swojej monumentalnej monografii o Sabataju Cwi, korzysta z niego intensywnie, pamiętając jednocześnie, że autor nie był bezstronnym obserwatorem. Sasportas był stroną w sporze, a jego relacje o zwolennikach ruchu są pisane z perspektywy przeciwnika. Mimo to żadne inne źródło nie oddaje tak dobrze atmosfery tamtych miesięcy w Europie Zachodniej ani dynamiki sporu, który toczył się w listach między gminami.
Kronika ma także wartość dla historii samego pojęcia autorytetu rabinackiego. Listy Sasportasa pokazują, jak bezradna okazała się rozproszona struktura żydowskich gmin wobec zjawiska, które przekraczało granice państw i języków. Nie istniała instancja, która mogłaby rozstrzygnąć spór dla wszystkich; każdy rabin decydował sam, pod naciskiem własnej wspólnoty. Sasportas próbował zastąpić brak takiej instancji siecią korespondencji, i jego zbiór jest zapisem tej próby, w dużej mierze nieudanej, ale pouczającej.
Sasportas spędził ostatnie lata życia w Amsterdamie, gdzie w 1693 roku został głównym rabinem gminy portugalskiej. Zmarł w 1698 roku, w podeszłym wieku, jako uznany autorytet, który przetrwał burzę i mógł oglądać jej skutki z dystansu. Jego postać jest w historii żydowskiego mesjanizmu przypomnieniem, że nawet w czasach zbiorowego uniesienia istniały głosy, które upierały się przy kryteriach, prawie i cierpliwości. Jego kronika pokazuje, że wierność tradycji mogła oznaczać nie tylko oczekiwanie na odkupienie, lecz także odwagę, by wobec rzekomego odkupiciela powiedzieć: jeszcze nie, nie tak, nie on.
