Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Kabała

Flawiusz Mitrydates i przekłady kabalistyczne dla Pica

Sycylijski konwertyta znany jako Flawiusz Mitrydates przygotował w latach osiemdziesiątych XV wieku obszerny korpus łacińskich przekładów kabalistycznych, przez który Pico della Mirandola poznał kabałę, a dopiero badania Chaima Wirszubskiego pokazały, jak bardzo ten pośrednik, ze swoimi interpolacjami i ambicjami, ukształtował renesansowy obraz tradycji żydowskiej.

Wenus i ogon pawia, „Splendor Solis”, 1582, British Library
Wenus i ogon pawia, „Splendor Solis”, 1582, British Library

Człowiek o trzech imionach

Postać, którą historia zapamiętała jako Flawiusza Mitrydatesa, przyszła na świat około połowy XV wieku na Sycylii jako Samuel ben Nissim Abulfaradż, w rodzinie żydowskiej z Caltabellotty. Około drugiej połowy lat sześćdziesiątych przyjął chrzest i nazwisko swojego ojca chrzestnego, możnego sycylijskiego rodu: odtąd był Guglielmem Raimondem Moncadą. Trzecie imię, pod którym występował w ostatnich latach działalności, przybrał sam, nawiązując do pontyjskiego króla Mitrydatesa, słynnego w starożytności z biegłości w wielu językach. Wybór ten mówi wiele o człowieku, który budował swoją pozycję na znajomości hebrajskiego, aramejskiego, arabskiego, greckiego i łaciny, a zarazem nie stronił od autokreacji.

Kariera Moncady rozwijała się szybko. Zdobył uznanie w kurii rzymskiej jako tłumacz i znawca języków orientalnych, przekładał dla możnych protektorów teksty arabskie i hebrajskie, nauczał na uniwersytecie. W Wielki Piątek 1481 roku wygłosił przed papieżem Sykstusem IV kazanie o męce Pańskiej, w którym przytaczał źródła żydowskie, aby wykazać, że tajemnice wiary chrześcijańskiej były zapowiedziane w tradycji Izraela. Była to szczytowa chwila jego rzymskiej kariery. Wkrótce potem z niejasnych powodów musiał opuścić Rzym i przez kilka lat przebywał w krajach północnych, zanim wrócił do Italii pod nowym imieniem.

Wiele epizodów jego biografii pozostaje niepewnych, a niektóre znamy wyłącznie z jego własnych wzmianek, które nie zawsze zasługują na zaufanie. Ostatnie wiadomości o nim pochodzą z końca lat osiemdziesiątych XV wieku, a okoliczności jego śmierci pozostają nieznane. To, co przetrwało pewniej niż szczegóły życiorysu, to jego przekłady.

Kazanie wielkopiątkowe jako zapowiedź metody

Kazanie z 1481 roku zasługuje na uwagę, ponieważ pokazuje sposób myślenia, który później zaważył na przekładach dla Pica. Moncada nie ograniczał się do klasycznych argumentów z proroctw biblijnych. Sięgał do literatury pobiblijnej, do midraszy i komentarzy, a także do tekstów, które przedstawiał jako starożytne świadectwa żydowskiej wiedzy o Mesjaszu cierpiącym. Jego celem było pokazanie, że tradycja rabiniczna, odczytana przez znawcę, potwierdza naukę Kościoła lepiej niż jakikolwiek argument filozoficzny.

Część cytatów przytoczonych w kazaniu trudno odnaleźć w znanych źródłach, a niektóre wydają się przetworzone lub dopasowane do tezy kaznodziei. Chaim Wirszubski, który w 1963 roku wydał krytycznie tekst Sermo de passione Domini, wskazał na te problemy i na sposób, w jaki Moncada łączył prawdziwe źródła z własnymi interpretacjami. Kazanie okazało się więc nie tylko dokumentem retoryki konwertyty, ale także kluczem do zrozumienia jego późniejszej pracy przekładowej: już tutaj widać skłonność do przedstawiania tradycji żydowskiej w kształcie, który najlepiej służy apologetyce chrześcijańskiej.

Biblioteka przełożona dla jednego czytelnika

W 1486 roku Mitrydates znalazł się w otoczeniu młodego Giovanniego Pica della Mirandoli, który przygotowywał wówczas swoje słynne tezy i pragnął poznać źródła kabalistyczne w możliwie pełnym zakresie. Mitrydates uczył go języków i, co ważniejsze, przełożył dla niego na łacinę ogromny zbiór tekstów. Pracowali razem, z przerwami, przez kilka miesięcy, między innymi w Umbrii, gdzie Pico zatrzymał się w drodze do Rzymu. Rezultatem była biblioteka przekładów liczącą, według szacunków badaczy, kilka tysięcy stron rękopisu.

Zakres tej biblioteki był imponujący. Obejmował komentarze do Pięcioksięgu, przede wszystkim obszerne dzieło Menachema Recanatiego, a także Sefer ha-Bahir, pisma Abrahama Abulafii poświęcone kombinacjom liter i proroctwu, traktaty o porządku boskich atrybutów, komentarze do Sefer Jecira i liczne mniejsze teksty. Był to przekrój średniowiecznej kabały hiszpańskiej i włoskiej, wybrany częściowo według zainteresowań Pica, a częściowo według tego, co Mitrydates miał pod ręką lub uważał za ważne. Żaden inny chrześcijanin XV wieku nie dysponował tak szerokim dostępem do literatury kabalistycznej w języku, który rozumiał.

Rękopisy z tymi przekładami zachowały się, choć nie w komplecie, w zbiorach Biblioteki Watykańskiej, dokąd trafiły z czasem jako część dawnych księgozbiorów. Przez wieki pozostawały mało znane i rzadko badane. Uczeni zajmujący się Pikiem wiedzieli o istnieniu przekładów, ale niewielu podejmowało trud ich porównania z oryginałami hebrajskimi. Zmieniło się to dopiero w drugiej połowie XX wieku.

Relacja między Mitrydatesem a jego uczniem nie była wyłącznie relacją mistrza i adepta. Była także transakcją, w której znajomość języków stanowiła kapitał, a tłumacz dobrze wiedział, ile jest wart. W listach z 1486 roku Pico wspominał, że uczy się z jego pomocą hebrajskiego i „chaldejskiego”, czyli aramejskiego, oraz że nauczyciel stawiał mu warunki co do tego, komu wolno przekazać zdobytą wiedzę. Brak dokumentów, które pozwoliłyby dokładnie odtworzyć warunki ich umowy, ale ton tych wzmianek wskazuje na zależność: humanista potrzebował pośrednika bardziej niż pośrednik humanisty.

Szczególne miejsce w tej wymianie zajmowały teksty aramejskie. Część pism kabalistycznych, które Mitrydates przełożył lub obiecał przełożyć, była napisana w języku, który chrześcijańscy uczeni kojarzyli z mądrością Chaldejczyków, a więc z najstarszymi, przedmojżeszowymi warstwami objawienia. Mitrydates nie prostował tego skojarzenia, a niekiedy wręcz je podsycał, przedstawiając swoje księgi jako skarby o wyjątkowej starożytności. W ten sposób wartość jego pracy rosła nie tylko dzięki zawartości tekstów, lecz także dzięki aurze, jaką wokół nich roztaczał.

Ta strategia była zrozumiała w świecie, w którym konwertyta mógł liczyć jedynie na łaskę protektorów. Moncada utracił pozycję w Rzymie, wędrował po krajach północnych, szukając nowych opiekunów, a powrót do Italii pod nowym imieniem był próbą zbudowania kariery od początku. Młody i zamożny hrabia z Mirandoli, żądny wiedzy i gotowy płacić za rzadkie księgi, był dla niego partnerem idealnym. Nie ma powodu, by redukować całą tę współpracę do interesu, ale trzeba pamiętać, że przekłady powstawały w warunkach, w których tłumacz miał wiele powodów, aby podkreślać zgodność kabały z oczekiwaniami swojego mecenasa.

Odkrycia Chaima Wirszubskiego

Chaim Wirszubski, urodzony w Wilnie uczony związany z Uniwersytetem Hebrajskim w Jerozolimie, poświęcił kilka dziesięcioleci szczegółowej analizie przekładów Mitrydatesa. Jego wielka monografia o spotkaniu Pica z mistyką żydowską ukazała się pośmiertnie, w 1989 roku, i do dziś pozostaje podstawowym opracowaniem tematu. Wirszubski porównywał łacińskie teksty z hebrajskimi oryginałami zdanie po zdaniu, ustalał, z których przekładów Pico korzystał przy formułowaniu poszczególnych tez, i śledził, gdzie łacińska wersja odbiega od źródła.

Wnioski były zaskakujące. Okazało się, że Mitrydates nie był neutralnym tłumaczem. W wielu miejscach dodawał do tekstu własne wtrącenia, nadające mu chrystologiczny sens, którego w oryginale nie było. Zdarzało mu się wzmacniać fragmenty o boskich hipostazach tak, aby przypominały naukę o Trójcy, albo wstawiać wzmianki o Mesjaszu tam, gdzie kabaliści mówili o czymś innym. Część z tych interpolacji była subtelna i łatwo mogła ujść uwadze czytelnika niemającego dostępu do oryginału. Pico, który dopiero uczył się hebrajskiego, nie był w stanie ich wykryć.

Wirszubski zwrócił też uwagę na marginalia i dopiski, które ukazują Mitrydatesa jako człowieka o wyrazistym, niekiedy kłopotliwym temperamencie. W rękopisach znajdują się uwagi osobiste, wtrącenia o charakterze erotycznym i komentarze, które trudno uznać za część pracy naukowej. Świadczą one o tym, że tłumacz traktował przekłady jako przestrzeń własnej ekspresji, a nie tylko jako służbę wobec zleceniodawcy. Badacz nie moralizował z tego powodu, ale wskazywał, że osobowość pośrednika jest dla historii idei faktem równie ważnym jak treść przekazywanych przez niego tekstów.

Znaczenie pośrednika

Odkrycia Wirszubskiego zmieniły sposób, w jaki historycy myślą o początkach kabały chrześcijańskiej. Dawniej przedstawiano je często jako bezpośrednie spotkanie renesansowego geniusza z tradycją żydowską, w którym humanista samodzielnie odkrywa zgodność kabały z chrześcijaństwem. Po pracach Wirszubskiego stało się jasne, że część tej zgodności została przygotowana przez tłumacza, zanim teksty trafiły w ręce czytelnika. Kabała, jaką poznał Pico, była już kabałą przefiltrowaną przez wyobraźnię konwertyty, który od lat budował karierę na wykazywaniu, że tradycja Izraela świadczy o Chrystusie.

Nie znaczy to, że przekłady Mitrydatesa były bezwartościowe ani że ich odbiorca został po prostu oszukany. Duża część tekstów została oddana rzetelnie, a sam zakres materiału był bezprecedensowy. Wirszubski pokazał raczej, że łaciński obraz kabały powstał w procesie współpracy, w której obaj partnerzy mieli swoje oczekiwania i interesy. Uczeń chciał znaleźć w kabale potwierdzenie uniwersalnej prawdy; nauczyciel chciał dostarczyć mu tego potwierdzenia i umocnić własną pozycję jako niezbędnego znawcy.

Na początku XXI wieku rozpoczęto systematyczne wydawanie tych przekładów w serii poświęconej kabalistycznej bibliotece Pica, prowadzonej przez zespół pod kierunkiem Giulia Busiego. Edycje łączą tekst łaciński z hebrajskim oryginałem i komentarzem, pozwalając czytelnikowi zobaczyć dokładnie, w których miejscach Mitrydates był wierny, a w których twórczy. Dzięki temu przekłady, przez stulecia ukryte w watykańskich rękopisach, stały się jednym z najlepiej udokumentowanych przykładów przekazu kulturowego w renesansie. Badacze mogą dziś odróżnić warstwę źródła od warstwy komentarza tłumacza, a także prześledzić, które wątki średniowiecznej kabały w ogóle nie przedostały się do łaciny, bo Mitrydates ich nie przełożył lub przełożył tylko fragmentarycznie. Taka mapa przemilczeń jest dla historii kabały chrześcijańskiej równie pouczająca jak mapa przekładów.

Historia Flawiusza Mitrydatesa jest przypomnieniem, że wielkie zwroty w dziejach myśli często zależą od postaci drugiego planu. Bez jego przekładów kabała chrześcijańska mogłaby powstać później, w innym kształcie lub w ogóle nie zyskać takiego znaczenia. Zarazem jego przypadek uczy ostrożności wobec każdego pośrednika: tłumacz, który przenosi tradycję z jednego świata do drugiego, nigdy nie jest przezroczysty. Wnosi własną wiedzę, własne przekonania i własne ambicje, a ślady jego obecności pozostają w tekście długo po tym, jak jego imię zostaje zapomniane.